Otóż, chciałabym nauczyć męża szacunku... może nie tyle szacunku, co takich drobnych gestów, które składają się w całość i tworzą szacunek...Bardzo bym chciała, żeby mąż zaczął bardziej okazywać uczucia przy ludziach, przy rodzinie... żeby przytulił, powiedział "Kochanie Kocham Cie"... chciałabym też żeby bardziej się liczył z moim zdaniem... jest dla mnie naprawdę ważny... chciałabym, żeby był bardziej otwarty, żeby rozmawiał ze mna o byle pierdołach...
Pewnie wasze małżeńśtwo jest szczęśliwe, niczego Wam nie brakuje, spacerki, obiadki, tulicie się, całujecie, seks super. Ale jest duży problem -- żona ciągle myśli "czegoś wciąż mi brak, co tak cenne jest, że ta nienazwana myśl rysą jest na szkle". Hmmmm... jaka to rysa? No wiadomo -- mąż, który nie jest taki jak ona sobie wymarzyła. Co w takiej sytuacji się radzi? Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać... czyli naprawiać związek.
Zaczniesz urabiać męża, aby był inny. Wzięlaś sobie gościa z ulicy, a teraz zaczniesz go modelować jak rzeźbiarz. Zaczniesz domagać się czułości, rozmowy. Będziesz rozgoryczona coraz bardziej i bardziej. On będzie miał nieszczęśliwą gderającą żonę, a Ty coraz bardziej będziesz zamykać męża. W końcu nie będziecie mieli o czym rozmawiać. Będziez prowadzić monologi. On będzie przytakiwał, aby było tak jak Ty chcesz. Twoje modelowanie męża to brak szacunku w stosunku do niego.
Na końcu będzie dwoje nieszczęśliwych ludzi w związku.
Ty jesteś na początku tej drogi. Takiego masz męża jak sobie wybrałaś. Zaakceptuj jego wady. Jak chcesz rozmawiać o pierdołach, to znajdź sobie koleżankę.
Kto Ci dał prawo do zmieniania człowieka (męża) na inną osobę? Nie masz takiego prawa. Możesz próbować, ale on się tylko od Ciebie oddali.
Dwoje ludzi wzięło ślub.... ona myślała, że po ślubie on się zmieni, a on się NIE zmienił, z kolei on myślał, że po ślubie ona się NIE zmieni, a ona się jednak zmieniła.