Witam, zdaję sobie sprawę, że nie jest to jakiś strasznie oryginalny temat. Zapewne jakiś taki na forum już był(aczkolwiek nie znalazłem żadnego, który by mi pomógł). Zacznijmy od początku. Nigdy nie miałem kłopotu z zaczęciem związku(nie mam też doświadczenia), zauroczyłem się dwa razy i dwa razy byłem z dziewczyną po jakieś pół roku, ale teraz nie umiem, bo to jest miłość, a nie zauroczenie(albo faza pośrednia, a ja nigdy nie doświadczyłem miłości).
Mam 15 lat, wiem, że to trudny wiek i ogólnie rzecz biorąc jest to normalne, wiele osób ma gorsze problemy, ale dla mnie w tym momencie jest to zbyt duży kłopot, żeby zająć się nim sam.
Zakochałem się w pewnej dziewczynie z klasy już jakieś osiem miesięcy temu. Nazwijmy ją X. Mam z nią dobre stosunki, chociaż nie jesteśmy wielkimi przyjaciółmi. Wychodzimy na "miasto" może 6 razy rocznie... Jest to mało. Jednak nie jest to mój problem. Problemem jest to, że nie jestem wstanie przejść w dalszy etap znajomości, a wszelkie próby "poderwania na siłę" X, wydawały mi się niskie. Jeżeli sama mnie nie pokocha za moją osobowość, lepiej niech nie kocha wcale, bo w sumie to by się skończyło źle. Jest to moja pierwsza miłość która sprawia mi przyjemność psychicznie. Stwierdziłem, że nie dam rady z tym nic zrobić, po prostu nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Ale serce mnie nie słucha
Czuje motylki w brzuchu, kiedy ją widzę, pomyślę, uśmiecham się, w sumie jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Ale chcę to skończyć, bo mimo tych miłych momentów obcowania z nią, czy to w życiu, czy w umyśle, sprawia mi to raczej ból. Kilka tygodni temu zaczęło mi przechodzić, niestety sprawę zepsuł(uczucie naprawił) wyjazd klasowy. Mieliśmy 4 pokoje 6-osobowe, ustaliliśmy, że w jednym śpią chłopacy, w drugim dziewczyny(czyli po 8), a 2 będą puste. W nocy przyszły wszystkie dziewczyny łącznie z X, stwierdziły, że się prześpią u nas. Ok, mieliśmy trzy łóżka, ja spałem obok X(cóż za zbieg okoliczności). Przez bite 8 godzin rozmawialiśmy szeptem, X leżała na mnie i przez całą nieprzespaną noc czułem jej zapach. Myślę, że był to jeden z milszych momentów mojego życia. No i uczucie wróciło, wzmocnione. Przez chwilę myślałem, że jest chociaż troszkę odwzajemnione, lub, że X wie o tym uczuciu i chce mnie jakoś nagrodzić/przeprosić za nieodwzajemnianie, ale później straciłem w to wiarę.
I mam pytanie, bo przez ostatni tydzień codziennie przed zaśnięciem katuje się myśląc o Niej... Spróbować kontynuować znajomość, czy definitywnie ją zamknąć. X nie ma partnera i z tego co się orientuję nie zbiera się na to, żeby miała takowego mieć. Źródła mam dobre, bo mój najlepszy przyjaciel jest chłopakiem jej(X) najlepszej koleżanki. Więc dziewczyny, co wy o tym sądzicie, co powinienem zrobić. I chłopacy, co wy byście zrobili, lub co zrobiliście jeżeli mieliście podobną sytuację. Dziękuję za przeczytanie i z góry za odpowiedź.
ILikeRainbow