Otóż...
Mam 21 lat, mój 'były' 24.
Po 2letnim związku z chłopakiem, wspólnym zamieszkaniu wszystko się rozwaliło. Od dłuższego czasu widziałam, że coś jest nie tak. Próbowałam z nim pogadać. Niestety wychodziły z tego tylko awantury. Mój luby stwierdził, że wie ze ma dziwny charakter. Że chyba nie jest jeszcze gotowy na taki poważny związek. Że jego kumple mają dziewczyny, ale fajnie się bawią i nie mieszkają razem. Nic by w tym złego nie było, gdyby nie fakt, że to on wyszedł z inicjatywą przeprowadzki. Wtedy jeszcze z tej decyzji się cieszyłam. Ale niedawno powiedział mi, że nie wie czy mnie kocha, czy jestem osobą, z którą on chciałby spędzić resztę życia (pomimo tego, że wiele razy mi o tym mówił, że jestem).
Zastanawiam się nad wyjazdem za granicę. Tutaj nie dam sobie rady psychicznie. Pod tym względem jestem osobą słabą. Nie wyobrażam sobie sytuacji patrzenia, jak układa sobie życie z kimś innym, a ja ryczę w poduszkę, bo przecież nie potrafię tak szybko.
Zupełnie nie wiem jak sobie z tym radzić.
paluina
życie przed Tobą dziewczyno! Głowa do góry. Przejdzie gwarantuje Ci to. Zobacz ile tu jest kobiet i nawet z dziećmi, którym mężowie mówi dokładnie to samo co Twój niedojrzały emocjonalnie chłoptaś. Ciesz się, ze nie jesteś już z tym palantem, znajdziesz kogoś wartościowszego.
Rozważam możliwość wyjazdu ze względu na to, że emocjonalnie i psychicznie jestem słaba.
Skoro ktoś tak mówi, to niech się nie odzywa nie szuka kontaktu- jestem na skraju załamania, a ta osoba potrafi się do mnie jak gdyby nigdy nic odezwac. Wtedy jest jeszcze gorzej, a ja nie wiem jak się przemóc i temu zapobiec
Jezeli chcesz o nim zapomniec i jakos sie ogarnac to pierwsze co to musisz z nim zerwac wszystkie kontakty wtedy bd Ci łatwiej . Jezeli on do cb pisze to popros aby tego nie robił ,albo go zablokuj . Inaczej nie zapomnisz . Jezeli masz okazje wyjechac i sie odseparowac od niego to wyjedz, zaczniesz nowy etap w zyciu .
Święte słowa, nikita.
Autorko, chętnie zamieniłabym się z Tobą na problemy i te 21 lat ![]()
Prawie identyczna sytuacja w jakiej aktualnie jestem. Z tym, że ja zmieniłam dla niego miejsce zamieszkania, miałam zmienić tryb studiów. Zamieszkaliśmy razem, ale on był w domu tylko w weekendy, bo odbywał szkolenie w służbach mundurowych. Przed tym wszystko było cudownie. Sprzeczki - jak wszędzie, ale takie o których ani ja ani on już nie pamiętamy. Mówił, że mu tam źle, no ale trzeba było przetrwać. Po pewnym czasie zaczął się oddalać, nie chciał mieć kontaktu ze znajomymi z naszego miasta, uciął nawet kontakty z rodziną. Czekałam 3 miesiące, ale zrozumiałam, że to czekanie na nic. W sobotę powiedziałam, że to koniec. Rozmowa (kolejna już o tym samym) polegała na tym, że płakaliśmy oboje, on stwierdził, że nie wie co się stało. Wiem, że nie ma nikogo na boku. Stwierdził, że oddałby wszystko, żeby było jak dawniej, ale nie wie jak to zrobić. Musiałam dać mu wolność. Spakowałam się, wróciłam do rodziców. Cały następny dzień pisał, jak możemy się umówić, żebym mogła przekazać mu klucze (umowa najmu była na niego). Nie był w stanie przyjechać po nie do mnie, bo "wstydzi się moich rodziców". Zaznaczam, że mieszkanie mamy do końca czerwca, więc nie widzę żadnego powodu, dlaczego JUŻ, NATYCHMIAST chciał te klucze. Spotkaliśmy się w neutralnym miejscu. Ja nie wyszłam z samochodu, on otworzył drzwi, podałam mu klucze, spojrzał tylko tym smutnym wzrokiem. Zapytałam "wszystko?". Po chwili ciszy odpowiedział "chyba tak?". Więc odjechałam. Usunęłam konto na fb, nie mam zamiaru zadręczać się codziennie sprawdzając czy coś napisał. Nie piszę, nie dzwonię. Skoro tak bardzo przeszkadzało mu w nauce i życiu to, że łączą nas jeszcze te klucze - to proszę. Oddałam wszystko, nie ma mnie dla niego.
Jak sobie radzę? Nie radzę sobie wcale. Budzę się z płaczem, tak samo zasypiam. Kiedy przychodzi moment, w którym się uśmiecham to już drżę w środku, bo wiem, że zaraz wpadnę w rozpacz. Ale wiem, że zrobiłam wszystko i nic już zrobić nie mogę. To, że inni mają gorzej - bo dzieci, bo rozwód - nie pociesza mnie wcale. Bo czuje się jakby ktoś odciął mi tlen i wyrwał kawał serca. Ale co mam zrobić? Jeżeli będzie Ci łatwiej wyjechać - to zrób tak. Ale wiesz... to, że uciekniesz z miejsca w którym jesteś teraz nic nie zmieni w twoich uczuciach. Ale na pewno łatwiej będzie rozpoczynać każdy dzień...
Gdybyś chciała pogadać - wyślij mi wiadomość. Razem zawsze łatwiej... o ile teraz w ogóle może być łatwiej.
Pewnie że jest ciężko, najlepiej odciąć się całkowicie, mnie też to czeka niedługo, jeszcze 3 tyg i będę miał taki sam problem jak TY trzeba będzie zapomnieć. Do mnie też możesz napisać emaila, wiem że to pomaga, na chwilę ale pomaga. Pozdrawiam trzymaj się.
darek, masz zastrzezonego maila;-)
ps, dlaczego akurat 3 tygodnie?
Już możesz pisać ![]()
Też to przerabiałem, w sumie wciąz przerabiam
. Blisko rok temu zostawiła mnie dziewczyna z którą planowałem spędzić całe życie. Zostawiła mnie dla innego, obcego człowieka i wyjechała do niego za granicę ( polak mieszkający a Anglii ). Też pisała jakby nic się nie stało, z resztą nadal pisze. Kiedys odpisywałem a po skończonej rozmowie męczyłem się długo żeby zapomnieć. Teraz nadal do mnie pisze, ja przestałem odpisywać i mimo iż wciąż mnie ten kontakt z jej strony boli to jednak jest lepiej że nie rozwijam wątku. Za rok, może dwa zapomnę
. Ty zapewne przejdziesz przez to samo co ja ale wierze że sobie poradzisz i zauważysz że Twój ex nie był Ciebie po
prostu wart
12 2013-06-17 07:28:32 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-06-17 08:07:37)
Za rok, może dwa .... sobie poradzisz i zauważysz że Twój ex nie był Ciebie po
prostu wart
Amen
Można, a nawet TRZEBA zacząć sobie układać życie od nowa.
Najlepsze wyjście - odciąć się całkowicie. Ja tak zrobiłam. Nie odpisałam mu nawet na smsa, którego napisał do mnie na drugi dzień po zerwaniu. I ta cisza trwa do dnia dzisiejszego. Wiele godzin, wiele nocy przepłakałam, ażeby znaleźć się w formie, w której aktualnie jestem. Godziny przemyśleń. Teraz wiem, że to musiało się stać skoro zyliśmy w tak idiotycznym związku. Jego chrzanię, bo to jego życie, wątpię, że któraś będzia aż tak naiwna ja ja. Uratował moje życie, bo gdyby tak miało być jak między nami było przez ostatni rok, to byłabym nieszczęśliwa już do końca życia.
Jeżeli uważasz, że wyjazd za granicę to dla Ciebie najlepsza opcja, to czemu nie. Ale tak jak już ktoś zauwazył, pamiętaj że swoje serwce masz ze sobą, a wraz z nim wszystkie wspomnienia i uczucia. Wyszłabys silniejsza mierząc się z tym tu i teraz.
Nie możesz patrzec na neigo, co on robi, jak sie zachiwuje, zastanawiac sie co mysli czy czuje. Od tego też trzeba się odciąc. Twoje życie jest Twoje i musisz JUŻ OD DZIŚ WALCZYĆ O NIE, nie pozwól żeby ten wewnętrzny ból Ciebie stłamsił. Upadniesz jeszcze nie raz, ale wierz że tylko Ci się teraz wydaje że nie możesz z tego wyjść. Ja byłam ze swoim 4 lata, miałam wielkie plany i marzenia, życie zaczęłam układać pod niego. Wszystko mi to zabrał w kilka chwil. Ale może to właśnie szansa na bycie naprawdę szczęśliwym.