Byłam w toksycznym związku. Całe dwa lata zajęło mi otwarcie oczu, że nie jestem z tym chłopakiem szczęśliwa, że przez niego straciłam przyjaciół... Przeżywaliśmy związkowy kryzys, próbowałam walczyć, ale on nie widział, udawał, że wszystko jest w porządku. W pewnym momencie zrozumiałam, że przecież nie jestem szczęśliwa! Potrafię bez niego żyć! Zdecydowałam o rozstaniu. Odnawiałam stare przyjaźnie, nie każdy chciał, lecz z większością się udało. Zaczęłam znów wychodzić na imprezy (z nim siedziałam non stop w domu), co weekend wychodziłam, nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu. Nie ważne, że szkoła, a potem na wakacjach praca po 8 godzin, od 6 rano, ja później jechałam zbierać drzewo na ognisko, itd. Poznałam wiele osób, wkręciłam się w weekendową pracę, do tej pory pracuję tam. Jestem barmanką na zamkniętych imprezach. I w między czasie pojawiło się dwóch mężczyzn. Coś tam było, ale nie wyszło. Leczyłam się z drugiego, gdy właśnie na jednej z takich imprez zobaczyłam... JEGO. Siedział taki, trochę nieswój, w fotelu z piwem w ręce. Pamiętam, że delikatnie się uśmiechał. Jakiś czas później, chyba dwa tygodnie, w zwykły piątkowy wieczór siedziałam w miejscu pracy, ot tak, na zwykłym piwku ze znajomymi. I przyjechał on. Znali się. Wracał z koncertu z miasta nie opodal i miał po drodze.
Dzień później pojechaliśmy ze znajomymi na jakąś zorganizowaną większą imprezę plenerową. No cóż... Jakoś tam się nic nie działo za bardzo więc kumpel, że jedziemy TAM. Ok, nie byłyśmy tam z przyjaciółką (również barmanka), no to w auto i heja. Tam pierwszy raz z nim rozmawiałam. Iskra poszła. Wszyscy w koło widzieli, że na siebie lecimy. Myślałam, że jest z kimś, bo był z jakąś koleżanką, która, jak się później dowiedziała, myślała że my ze sobą kręcimy. A to tylko pierwsza w życiu rozmowa... Widziałam, że mu się podobam (ja?! takiemu facetowi?!), ale jak to ja... bałam się. Jakiś tydzień później, poszłam na piwo ze znajomymi i słyszę od kumpla "spodobałaś mu się, chcesz jego numer?"... "Jak chce to niech sam zadzwoni", "to mogę mu dać Twój numer" "ok". Zadzwonił tego samego wieczora. Mało nie zwariowałam ze szczęścia. Znalazł mnie na facebooku i obiecał, że doda do znajomych jak tylko wstanie. Ok ok... Ja jak to ja, mimo że kładę się późno, wstaję koło 8. Siedziałam i czekałam aż wstanie... a on? Wstał o 12. No trudno, dodał, udaję, że mam życie i nie czekam na niego, dodałam dopiero za jakiś czas. Okazało się, że jak był u nas po tym koncercie to o mnie wypytywał kolegę. A jak już miał mój numer to się zaczęło... nocne gadanie na fb, potem gg, miliony smsów (za dwa miesiące zapłacił spore rachunki). Miałam wątpliwości, czy na pewno chcę, czy to nie za szybko, co z odległością...
Aż do jednej imprezy. Spotkaliśmy się po raz kolejny (wcześniej zrobił mi i przyjaciółce wycieczkę po swoim mieście), przyjechałam z kolegami do nich na imprezę. Jak to kolega się śmiał, przywieźli mnie dla niego. On zajmował się tam nalewaniem piwa w ogródku, więc ja... "zapuściłam korzenie". Tak całą imprezę razem, czasem się rozdzielaliśmy, ale iskierka była. No tak, w końcu mój ideał z wyglądu, brunet, boskie niebieskie oczy, w których mogłabym się utopić i... ubrany cały na czarno. I w glanach (ja sama chodzę na czarno zawsze, mało kolorów w mojej garderobie i najczęściej czy to upał czy śnieżyca mam na nogach glany). Miał parę okazji, żeby mnie pocałować, do pełni szczęścia brakowało tylko tego a tu... nic. Kompletnie. Mieliśmy załatwione miejsce do spania, żeby w nocy nie wracać, on został ze mną, położyliśmy się i tylko pomyślałam "nie, to nie może się tak skończyć". Odwróciłam się do niego i pocałowałam go. Od tego momentu uznajemy, że jesteśmy razem. A to już prawie 9 miesięcy
I odległość nam nie straszna, choć fakt, to tylko 60 km z idealnym połączeniem kolejowym ![]()
Hehe
nigdy nie wiadomo kiedy nas trafi "TO".
Miło przeczytać, że Ciebie trafiło.
A 60 km to nic! Może kiedyś zamieszkacie razem i będzie w ogóle cudnie.
Powodzenia życzę i dużo miłości.
nie dziękuję
no tak, widzę, że to nic, zwłaszcza, że mam często pociągi i do tego koszt tam i z powrotem to dla mnie 15 zł ![]()
widujemy się raz w tygodniu, więc jest dobrze ![]()
fajna ta Twoja historia. zycze Wam zeby ta iskra nigdy nie zgasla i duuuuzo szczescia :-):-):-)
Uwielbiam czytać takie historie ze świadomością że komuś wydarzylo się to na prawdę
Z mojej strony życzę dużo szczęścia i milości w związku ![]()
Kibicuje wam ![]()
To wspaniałe! W zasadzie jako kobieta jestem dumna, że udało Ci się wyrwać od poprzedniego faceta. Skoro Cię blokował ten związek nie miał racji bytu. Sama byłam w podobnej sytuacji, ale na szczęście znalazłam kogoś zupełnie innego i dostrzegłam, że uczucie między dwojgiem ludzi może być piękne. Nie życzę szczęścia, bo już je macie. Ale gratuluję, bardzo! Ze szczerego serduszka! ![]()
Życzę Wam powodzenia, super historia! ![]()