Nie sądziłam, że tutaj napiszę a jednak....dzisiaj mi się chyba przelało
Kilka lat temu wyprowadziłam się na wieś, wyszłam za mąż i tutaj wybudowaliśmy dom. Myślałam sobie, że niewiele to zmieni w moim życiu, nadal będę dojeżdżała do pracy, jakoś się zorganizuję, poznam nowych ludzi, myślałam....jak powiedziałaby Chaber "myślenie życzeniowe".
Życie wprowadziło poprawkę, ciążę znosiłam źle, więc musiałam zrezygnować z pracy. Utknęłam w domu, wychowuję dzieci. Miałam nadzieję, że z czasem poznam kogoś, jakieś dziewczyny z dziećmi w wieku moich. Mąż dużo pracuje, więc większość czasu spędzam w domu, zero znajomych, moi zostali kilkadziesiąt kilometrów stąd, mąż ma swoich mało. Nie trafiłam zupełnie w tutejszą mentalność, jestem "inna" czuję się jak kosmita. Próby zaprzyjaźnienia się, nie trafione zupełnie. Mam tak, że kiedy upiekę coś dobrego lubię się dzielić, pakuję zanoszę sąsiadom z uśmiechem i życzeniami smacznego. Jak wiem, że jest w sklepie coś taniej, jakaś super promocja, albo sama kupuję coś co oni też by chcieli, dzwonię i informuję - np kwiaty do ogrodu, rośliny itp. Chętnie pomagam, tylko tutaj jest problem, pomoc fajnie ale w jedną stronę.
Zaprosiłam sąsiadów na grilla poznawczego, akurat wszyscy nowi, nowo wybudowani i .....dupa, byli, bawili się fajnie, ale nikt nie zaproponował rewizyty. Znajome, poznane tutaj owszem chętnie mnie odwiedzają ale do siebie jakoś nie zapraszają. Lubię gości ale chciałabym też od czasu do czasu wyjść z domu! Mam się wiecznie "produkować" nie dostając w zamian nic? Ostatnio kolejna koleżanka, miła sympatyczna, rozmowa super i ... przy wyjściu zapowiedziała, że chętnie jeszcze do mnie wpadnie na kawę - miłe ale ja też bym chętnie gdzieś się wprosiła. Co to za zwyczaje? Czy ja naprawdę jestem z innej planety? Czy teraz nikt nikogo nie zaprasza? Nie częstuje? Nie dzieli się?
1 2013-06-10 10:42:16 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 10:43:23)
Joga tak się zastanawiam, gdzie mieszkasz...tez chętnie wpadnę na grilla...a tak poważnie to teraz panuje taka znieczulica...ludzie najlepiej czują się w swoim własnym świecie i nikogo tam nie wpuszczają...w moich rejonach nie jest nic lepiej
3 2013-06-10 12:21:21 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 12:27:20)
Joga tak się zastanawiam, gdzie mieszkasz...tez chętnie wpadnę na grilla...a tak poważnie to teraz panuje taka znieczulica...ludzie najlepiej czują się w swoim własnym świecie i nikogo tam nie wpuszczają...w moich rejonach nie jest nic lepiej
To zapraszam, wiek mamy podobny pewnie się dogadamy ![]()
Ja jestem załamana, bo nie wiedziałam, że tak trudno zawierać nowe znajomości kiedy się już dawno skończyło lat naście. Jestem osobą, która łatwo nawiązuje kontakty, nie jestem mrukiem, nigdy nie miałam problemu z nowymi znajomościami a tutaj jestem w czarnej d*pie - mówiąc wprost.
Mamy znajomych z problemem alkoholowym więc normalne, że nie podtrzymujemy zbyt entuzjastycznie kontaktów, później są kolejni znajomi i tutaj problem, bo dziewczyna jest zawistna, wredna i złośliwa a na dodatek bezczelna, wszędzie zajrzy, o wszystko zapyta, bezpośrednia do bólu a na koniec tyłek obgada - więc kontakty są okazyjne. No i ta "nowa" koleżanka" i znów chęć odwiedzania mnie ale o zaproszeniu do siebie mowy nie było, sąsiedzi bez entuzjazmu, grzeczne "dzień dobry" itd, w wieku takim jak my, też z dziećmi i tutaj szkoda bo mogłoby być fajnie.
Ja jestem nietutejsza, mentalnie również, nie interesuje mnie ile kto ma pieniędzy, mam normalny pozytywny stosunek do zwierząt - co tutaj jest rzadkością i spacery z psem kiedy się mieszka w domu są co najmniej dziwne a fakt, że się psa nie trzyma w budzie, na łańcuchu, jeździ do weta i dba (czesanie, odrobaczanie, odpchlanie) budzi zdziwienie ogromne, bo po co?
No jakoś ni cholery się nie odnajduję, moi znajomi nas odwiedzają ale z racji odległości to mniej więcej raz, dwa razy w miesiącu - najczęściej latem właśnie na grilla
My czasem też wyjeżdżamy do nich ale to dla mnie za mało. Z osoby ciągle przebywającej z ludźmi zmieniłam się w milczka, dzieci i mąż to trochę za mało, strasznie brakuje mi koleżanki, takiej na kawkę na ciasto, nawet raz tygodniu na godzinę
Przestałam namiętnie częstować tym co upichcę bo to bez sensu, owszem opinie że pyszne było - wiem bo świetnie gotuję
- miłe ale rewanżu w postaci kawki chociaż, nie ma. Aaaaaaaaa i jeszcze dziwny "Zwyczaj" finansowo mamy ten sam poziom a ta,którą wyżej opisałam jako "wredną" jak chce pogadać to dzwoni i puszcza sygnał, zawsze oddzwaniałam i kiedyś się zorientowałam, że to specjalnie że jej szkoda kasy i ....przestałam oddzwaniać, bo ja jak chcę z kimś pogadać to dzwonię a nie puszczam sygnał! to też jakaś nowomoda wiejska? - zauważyłam, że kilka innych osób też tak robi ![]()
Ps. no i teraz będzie, że przypierduję bo to wątek o samotności a ja męża mam idealnego, dzieci zdrowe, zero innych problemów (odpukać) a tutaj mi się kawek i koleżanek zachciewa ![]()
4 2013-06-10 12:35:26 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-06-10 12:39:42)
Aż się zalogowałam, bo Joga poruszyła ważki problem. Myślisz, że ja takowego " życzeniowego myślenia" nie miałam wprowadzając się tutaj gdzie mieszkam? Po tych 20-tu latach nadal jestem obcą, przybyszem, czym tam jeszcze chcecie. Nawet moja działalnosc społeczna nie otworzyła ludzi, no może jakiś niewielki odsetek.
Przez ileś tam lat zadawałam sobie podobne pytania. Na szczęście mam szwagierki, przyjaciółki ( niestety rzadki kontakt osobisty, bo mają taką, a nie inną pracę, swoje życie osobiste, itd).
Zauważyłam, że bardzo lubimy wtykac kinal i oceniac. Sami chętnie pójdziemy, odwiedzimy, ale z rewizytą mamy problem. Często obserwuję ludzkie reakcje, same pewnie też to zauważyłyście: lustrowanie czyjegoś mieszkania, włażenie do sypialni, zaglądanie do kosmetyków w łazience, komentowanie i porady na "gorąco". Już nie wspomnę o reakcji na bałagan.
Joga - masz ładnie urządzony dom, bez bałaganu, dopicowany? Inni porównają i pomyślą: i do czego ja mam tych znajomych, sąsiadów zaprosic? Mogą mnie obgadac, lepiej sobie darowac.
Częśc rżnie głupa, będzie nachodzic, słodzic jaka z ciebie świetna, towarzyska kobietka i ani myśli się zrewanżowac. Wykorzysta dobre serduszko, gościnnosc, poużywa i zniknie.
Teraz widzę, ze jednak moje obserwacje są trafne. Joga prędzej w lotto trafisz, niż znajdziesz naprawdę fajną kumpelę. No i witaj na wsi!
Dziewczyny: może za dużo chcecie?
Ja mam sąsiadów na których nie narzekam. Z niektórymi kumpluję się na tyle blisko, że rozmawiamy szczerze o naszej sytuacji finansowej, czy sercowej. Możemy liczyć na siebie w konkretnej potrzebie np. razem wnieść ciężką lodówkę, albo podrzucić kogoś do centrum, ale jakoś nie wpadam na pomysł zapraszania ich na wspólne wieczory, lub rodzinne imprezy.
To zarezerwowane jest dla PRZYJACIÓŁ, a grono tych ostatnich jest wąskie i nie związane z miejscem zamieszkania.
Poza tym jak same zauważyłyście: jesteście w ich środowisku OBCE. Może dotyczy to tez tematów do rozmowy i spojrzenia na świat. Ludzie mają coraz mniej czasu dla siebie, więc trudno, by przeznaczali go dla sąsiadów.
Myślę, że to jest normalne.
Rozmów telefonicznych na koszt odbiorcy
komentować nie będę
.
6 2013-06-10 13:19:33 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 13:25:15)
Chaber cieszę się, że jesteś ![]()
Nie mam jak to napisałaś "dopicowanego domu", częściej miewam bałagan - bo dzieciaki rozrzucają zabawki wszędzie
ale się staram. Rzeczywiście, jesteśmy uważani - nie wiem dlaczego - za rodzinę majętną. Moi sąsiedzi mają więcej pieniędzy od nas - to widać, zresztą mają po kilka firm, więc ponad nich nie wyrastamy. Natomiast ponad znajomych męża być może delikatnie. Co do zaglądania w gary i kąty - to akurat drobiazg, jakoś przeżyję, natomiast wypytywanie wprost o to ile miesięcznie zarabiamy uważam za niegrzeczne. Zresztą odpowiedź udzielona przez mojego męża, naszej koleżanki nie zadowoliła
uznała, że ściemnia bo to niemożliwe, żeby nie było więcej ![]()
Ja nie zaglądam w kąty, jestem dobrze zorganizowana domowo i lubię być matką-polką - takie skrzywienie
lubię gotować ale nie wymagam, żeby ktoś się rewanżował tym samym, wystarczy kawa i ciastka ze sklepu, zresztą zwykle jak idę na kawę to sama coś przynoszę do niej. No kurcze! Chaber załamałaś mnie... myślałam, że to się jakoś poukłada, choć minęło już sześć lat i ..... poznałam cztery rodziny, i z żadną nie utrzymujemy regularnych kontaktów. Wygaduje się paniom w sklepie, bo mam swoje ulubione, wiem że jestem lubiana, bo zawsze dostaję najświeższy towar, dzięki temu, że zawsze pogadam i się uśmiecham
Mój mąż żartuje, że jeżdżę towarzysko do warzywniaka i mięsnego.
Dziewczyny: może za dużo chcecie?
Ja mam sąsiadów na których nie narzekam. Z niektórymi kumpluję się na tyle blisko, że rozmawiamy szczerze o naszej sytuacji finansowej, czy sercowej. Możemy liczyć na siebie w konkretnej potrzebie np. razem wnieść ciężką lodówkę, albo podrzucić kogoś do centrum, ale jakoś nie wpadam na pomysł zapraszania ich na wspólne wieczory, lub rodzinne imprezy.
To zarezerwowane jest dla PRZYJACIÓŁ, a grono tych ostatnich jest wąskie i nie związane z miejscem zamieszkania.
Poza tym jak same zauważyłyście: jesteście w ich środowisku OBCE. Może dotyczy to tez tematów do rozmowy i spojrzenia na świat. Ludzie mają coraz mniej czasu dla siebie, więc trudno, by przeznaczali go dla sąsiadów.
Myślę, że to jest normalne.Rozmów telefonicznych na koszt odbiorcy
komentować nie będę
.
No nie mówię tutaj o spotykaniu się co wieczór i obchodzeniu wspólnie imienin
Myślałam, że wspólna zabawa dzieci a my przy kawce, to będzie wystarczające. Dzieci się lubią.
7 2013-06-10 13:40:53 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-10 13:46:11)
No nie mówię tutaj o spotykaniu się co wieczór i obchodzeniu wspólnie imienin
Myślałam, że wspólna zabawa dzieci a my przy kawce, to będzie wystarczające. Dzieci się lubią.
To o dzieciach ma sens
.
Tylko, żeby nie skończyło się tak jak z moją sąsiadką
.
Humanitarnie opiekowała się dziećmi swoich koleżanek. Zawsze dziwiłem się skąd u niej tyle tego "drobiazgu"
.
Kiedyś usłyszałem rumor i zobaczyłem pod jej drzwiami tłum rozwścieczonych kobiet
. Na szczęście nie wpadły na pomysł butelek z benzyną, ale młotkiem w jej drzwi waliły zdrowo
.
Okazało się, że życzliwa ludziom sąsiadka opiekowała się dziećmi i... ich ojcami
.
Zbytnia bliskość i zaufanie nie zawsze popłacają
.
8 2013-06-10 13:41:07 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-06-10 13:42:34)
Joga bierz przykład z Yogiego. Mężczyźni są inni. Pada deszcz, a faceci siedzą w garażu na czym się da, pod tyłkiem folia bąbelkowa, piją piwko i usiłują rozbroic owe bąble. Szanowne panie kręcą nosem, są niezadowolone, bo lunęło, bo buty pobrudzą, bo coś tam. Mężczyźni z grilla zadowoleni, kobiety oceniają jako klapę.
Mnie obecnie bliżej do facetów, a "matką Polką" byłam krótko i jakoś bym do tego nie wróciła. W domu mam obecnie bajzel nie z tej ziemi, bo jakoś nic mi się nie chce ( taki okres w życiu) oraz totalną zlewkę na to co powiedzą inni. Podobnie moja psiapsiółka singielka, tam to już zupełnie nie ma gdzie kupra posadzic, wszędzie papiery. Mnie to jednak nie przeszkadza, ja chcę gadac z nią, a nie z jej wypieszczoną chałupą.
Z racji bliskości miasta często umawiam się w jakiejś kawiarni. Ktoś jest zadowolony, bo mu się biznes kręci, a ja nie muszę sprzątac jak najęta. Kiedyś szorowałam fugi szczoteczką do zębów, latałam ze ścierką, mopem, itd. Obecnie wyleczyłam się z pracoholizmu, oklapłam, mam luzacki stosunek do wielu tematów. Mało tego, zaczynam miec dosyc ludzi, chyba praca mi ich obrzydziła. Kopanie dołków, intrygi, docinki, wykorzystywanie, czyli nasza rzeczywistosc. Nie pocieszę Cię, ale jak wrócisz do pracy przeżyjesz szok, chyba nigdzie nie ma normalnych i zdrowych relacji. Jeśli miałabym przeżywac coś takiego z rodziną czy sąsiadami, to wolę zostac samotnikiem - serio!
Joga bierz przykład z Yogiego. Mężczyźni są inni. Pada deszcz, a faceci siedzą w garażu na czym się da, pod tyłkiem folia bąbelkowa, piją piwko i usiłują rozbroic owe bąble. Szanowne panie kręcą nosem, są niezadowolone, bo lunęło, bo buty pobrudzą, bo coś tam. Mężczyźni z grilla zadowoleni, kobiety oceniają jako klapę.
Bo my w tym garażu mamy wreszcie spokój
.
A żebyś Yogi wiedział, garaż albo kotłownia, a za piecem winko, ewentualnie piwniczka i spokój od babskiego zrzędzenia, kwiku dzieci. Nawet jak mieszkałam w bloku, to mężczyźni mieli swoje miejscowki. Bałagan im nie przeszkadzał, ogórek jako zagrycha wystarczył. Natomiast baby z tymi ogrodowymi "party", przyjęciami, imieninami, urodzinami ( nawet te roczki dziecka) to już przesadzają.
Jak żyję nie słyszałam żeby faceci obrabiali sobie tak tyłek jak kobiety. I po co zapraszac? Nasza babska mentalnosc jest w dużej mierze przeszkodą w ułożeniu sobie dobrych, przyjacielskich stosunków ze znajomymi, sąsiadami, nie wspomnę o rodzinie. Jezusiczku, jak sobie przypomnę te wątki o teściowej, synowej, szwagierce - wymiękam. Ona powiedziała to, a popatrzyła się nie tak, a co miała na myśli.
Joga wiem co masz na mysli, ja tez mialam marzenia o przyjaciolkach jak w Gotowych na wszystko:) zamieszkałam "na wsi". dookola masa nowych ludzi w naszym wieku, jednak wiekszosc zamyka sie w swoich 4ech scianach i tyle ich widzieli. Na pocztaku podchodzilam przedstawiaalam sie gdy ktos akturat przechodzil kolo mnie, nie byla to desperacja , TYLKO SERDECZNOSC:) I to bylo na tyle. Jedna sasiadka zapowiadla sie w porzadku jednak umowic sie z nia trzeba 2 tyg wczesniej a mieszkamy 300 m od siebie:) Takie czasy. Kazdy zaganiany, zalatany, skupiony na soebie i brakuje w tym wsyztskim serdecznosci. Ostatnio upieklam ciasto dzwonie do jednej zeby wpadla na kawe, nie ma czasu do konca tygodnia:) Trudno, zjadlam sama i przybylo mi pewnie z kg:) na drugi raz od razu zjem sama:) zycie uczy, ze czasem nie ma sie co spalac, szkoda zdrowia i nerwow. Teraz doskonale odnajduje sie w swoim domu, swoich zajeciach i nie w glowie mi proszenie sie o uwage sasiadow. Owszem mozna miec grono zaufnaych ludzi- przyjaciol , niekoniecznie z osiedla. Jednak jak sie jest skazanym na swoje towarzystwo do konca zycia , a przynjamniej do konca trwania kredytu , to chcialoby sie ten czas milo spedzic, poznac kogos lepiej niz na przykladowie Dzien dobry sasiadko:)
12 2013-06-10 14:33:58 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-10 14:34:49)
Owszem mozna miec grono zaufnaych ludzi- przyjaciol , niekoniecznie z osiedla. Jednak jak sie jest skazanym na swoje towarzystwo do konca zycia , a przynjamniej do konca trwania kredytu , to chcialoby sie ten czas milo spedzic, poznac kogos lepiej niz na przykladowie Dzien dobry sasiadko:)
Innymi słowy masz przyjaciół, z którymi połączyła Cię wspólnota poglądów, te same zainteresowania, podobny sposób spędzania wolnego czasu i których w okresie kilkunastu lat wybrałaś spośród siedmiu miliardów żyjących na Ziemi ludzi, a teraz oczekujesz, że ludzie, którzy wybudowali swój dom obok Twojego MUSZĄ spełniać te same kryteria, co wyselekcjonowani wcześniej przyjaciele. Czy to nie jest lekka przesada?
13 2013-06-10 14:41:17 Ostatnio edytowany przez nikandra (2013-06-10 14:42:54)
A żebyś Yogi wiedział, garaż albo kotłownia, a za piecem winko, ewentualnie piwniczka i spokój od babskiego zrzędzenia, kwiku dzieci. Nawet jak mieszkałam w bloku, to mężczyźni mieli swoje miejscowki. Bałagan im nie przeszkadzał, ogórek jako zagrycha wystarczył. Natomiast baby z tymi ogrodowymi "party", przyjęciami, imieninami, urodzinami ( nawet te roczki dziecka) to już przesadzają.
Kobieto z ust mi to wyjęłaś ![]()
Faceci zawsze potrafią sobie zorganizować czas bez zbędnego marudzenia i wymagań,ot spontan zasiądą wypiją i pogadkują.
Dlatego najlepiej czułam się w towarzystwie męskim.
Jak żyję nie słyszałam żeby faceci obrabiali sobie tak tyłek jak kobiety. I po co zapraszac? Nasza babska mentalnosc jest w dużej mierze przeszkodą w ułożeniu sobie dobrych, przyjacielskich stosunków ze znajomymi, sąsiadami, nie wspomnę o rodzinie. Jezusiczku, jak sobie przypomnę te wątki o teściowej, synowej, szwagierce - wymiękam. Ona powiedziała to, a popatrzyła się nie tak, a co miała na myśli.
no właśnie! same sobie jesteśmy winne
kilka razy namawiałam moje znajome na takie zwykłaśne spontaniczne wypady tym bardziej ,że mamy wspólne pasje zainteresowania ale zapomnij -wiecznie to a to tamto czas mąż dzieci i inne cuda stały na przeszkodzie.
Odpuściłam a kolokwialnie mówiąc powiedziałam ...a pocałujcie mnie w d....pkę ![]()
Jedynym moim kumplem to mój mężczyzna ..naprawiamy i czyścimy razem auto,gotujemy wspólnie coś dobrego,organizujemy wypady grillujemy ogniskujemy jeździmy pod namioty...tylko hobby nie to samo i nad tym ubolewam,bo chciałam kogoś poznać kto podziela moją pasję.
No ale nic na siłę przecież.
Poza tym tu gdzie obecnie mieszkam gościnność i serdeczność to słowa o których daaawno zapomniano ![]()
a wręcz nawet ich nie znano ![]()
Co do mężczyzn - to fakt, zawsze pracowałam z facetami i świetnie się dogadywaliśmy. Dwa razy spotkałam w pracy kobiety i niekoniecznie miło je wspominam, donoszenie, obmawianie itd.
A co do sąsiadów i znajomych na mojej wsi spokojniej wsi wesołej:
to znaczy, że takie właśnie czasy nastały. Mam się przestawić i przestać szukać
OK, przyjęłam do wiadomości
Nie przypierduję już i znikam do własnych zajęć.
Dzięki za odpowiedzi.
Co do mężczyzn - to fakt, zawsze pracowałam z facetami i świetnie się dogadywaliśmy. Dwa razy spotkałam w pracy kobiety i niekoniecznie miło je wspominam, donoszenie, obmawianie itd.
Dlatego w sklepie zatrudniam WYŁĄCZNIE kobiety
. Nie są tak solidarne jak mężczyźni i dlatego dużo łatwiej nimi sterować
.
16 2013-06-10 15:18:07 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 15:19:23)
Dlatego w sklepie zatrudniam WYŁĄCZNIE kobiety
. Nie są tak solidarne jak mężczyźni i dlatego dużo łatwiej nimi sterować
.
Koszmar! Znaczy, że głupie, niesolidarne i każda pracuje "dla siebie", nie lubią pracy zespołowej?
Yogi chyba nie należysz do pracodawców, którzy nie lubią jak pracownicy tworzą zgrany team?
17 2013-06-10 15:21:18 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-10 15:24:13)
Koszmar! Znaczy, że głupie, niesolidarne i każda pracuje "dla siebie", nie lubią pracy zespołowej?
Odwrotnie: mądre i potrafiące stworzyć zespół
. Jednak nigdy nie są na tyle solidarne by stworzyć zespół, który będzie mnie z premedytacją okradał.
Dla mężczyzn nie byłby to żaden problem
.
Dzięki małym niesnaskom, które ZAWSZE istnieją między kobietami robię za rozjemcę i łatwiej mi zachować autorytet.
Mężczyźni dali by sobie "po razie" i zamknęli całą sprawę.
18 2013-06-10 15:26:29 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 15:27:34)
Odwrotnie: mądre i potrafiące stworzyć zespół
. Jednak nigdy nie są na tyle solidarne by stworzyć zespół, który będzie mnie z premedytacją okradał.
Dla mężczyzn nie byłby to żaden problem.
A może po prostu mądre i uczciwe? ![]()
W życiu nie przyszłoby mi do głowy angażować szefa w moje relacje ze współpracownikami!
19 2013-06-10 15:30:31 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-10 15:34:32)
A może po prostu mądre i uczciwe?
Nigdzie nie napisałem, że nie są mądre i uczciwe, ale w istnienie samych uczciwych pracowników zwątpiłem już dawno
.
Niekiedy wystarczy jedno zgniłe jabłko, by zgnilizna objęła cały koszyk, dlatego wolę na bieżąco monitorować sytuację pracowników. Dzięki pewnych cechom kobiecej natury, łatwiej nadają się one do kontrolowania.
W życiu nie przyszłoby mi do głowy angażować szefa w moje relacje ze współpracownikami!
Wszystko zależy od firmy. Ja wolę poświęcić czas na poznanie problemów swoich pracowników, zamiast przeglądać kolejne taśmy z monitoringu.
Nigdzie nie napisałem, że nie są mądre i uczciwe, ale istnienie samych uczciwych pracowników zwątpiłem już dawno
.
Niekiedy wystarczy jedno zgniłe jabłko, by zgnilizna objęła cały koszyk, dlatego wolę na bieżąco monitorować sytuację pracowników. Dzięki pewnych cechom kobiecej natury, łatwiej nadają się one do kontrolowania.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Ja zwątpiłam w uczciwych szefów małych firm w małych miejscowościach. W dużych firmach pracodawca musi - jeśli chce mieć dobrych, wykształconych pracowników zachować minimum przyzwoitości w małych miejscowościach, wielki "PAN PREZES" każe pracować za minimum i wymagania ma jak stąd do księżyca....polska rzeczywistość.
Ostatnio miałam szczęście pracować w świetnej firmie ale to już przeszłość po urlopie wychowawczym wracam po wypowiedzenie......żal bo nie znajdę tak dobrej pracy na tym zadupiu.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Ja zwątpiłam w uczciwych szefów małych firm w małych miejscowościach. W dużych firmach pracodawca musi - jeśli chce mieć dobrych, wykształconych pracowników zachować minimum przyzwoitości w małych miejscowościach, wielki "PAN PREZES" każe pracować za minimum i wymagania ma jak stąd do księżyca....polska rzeczywistość.
Ostatnio miałam szczęście pracować w świetnej firmie ale to już przeszłość po urlopie wychowawczym wracam po wypowiedzenie......żal bo nie znajdę tak dobrej pracy na tym zadupiu.
Jak miałem kiedyś duże kłopoty, to moja (była) pracownica opóźniła przyjęcie wymarzonej pracy w Warszawie, by móc mi przez pewien czas pomagać. To chyba nie jestem takim złym panem prezesem
.
Joga bądź moją sąsiadką. Ja tam lubię relaksować się przy grillu, ognisku czy lampce wina. Serdeczność to cecha którą ludzie konsekwentnie się wyzbywają. Teraz nie warto być miłym, przyjacielskim, uczciwym serdecznym, pomocnym bo zostaniesz wykorzystana a potem spuszczona w kanał. Nie chcę uogólniać ale chyba większość z was ma podobne doświadczenia. I chyba nie ma zależności czy miasto czy to wieś. Wieś kiedyś kojarzyła się z otwartością, uprzejmością, społeczną solidarnością. Niestety dużo mieszczuchowych szczurów wyemigorowało właśnie na wieś przenieśli szczurzą modę. Inna rzecz to kierunek w który zmierza społeczność, alienacja, zawiść itd.
Co do panów prezesów - no ja mam przykład "prezia" z dużej firmy, który jest po prostu inteligentnie ułomny.
Joga dla "dobicia" Cię napisze tylko, że ja mieszkam z młodym małżeństwem (starsi od nas o 3 lata) "przez ścianę" (słyszę jak garnkami tłuką w kuchni), a "o kawę" muszę trzy dni pisać i dzwonić, bo ona nie wie co będzie robić, bo ma bałągan, bo nie ma nic słodkiego do kawy... nie ma mowy o plotkach przez płot, nawet jak ja pracuję w ogródku i ona jest w ogródku...
24 2013-06-10 18:11:38 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 18:14:47)
Joga dla "dobicia" Cię napisze tylko, że ja mieszkam z młodym małżeństwem (starsi od nas o 3 lata) "przez ścianę" (słyszę jak garnkami tłuką w kuchni), a "o kawę" muszę trzy dni pisać i dzwonić, bo ona nie wie co będzie robić, bo ma bałągan, bo nie ma nic słodkiego do kawy... nie ma mowy o plotkach przez płot, nawet jak ja pracuję w ogródku i ona jest w ogródku...
Bubuś ja podobnie miałam z bratową męża. Nie mieszkamy blisko na szczęście. Chciałam się zaprzyjaźniać, zapraszałam na grilla, obiadki w weekend.
Na tydzień "przed", w piątek jeszcze żyłam w niepewności przyjdą-nie przyjdą. W piątek wieczorem dzwoniłam i dowiadywałam się, że niestety nie bo coś tam, zawsze był jakiś powód. Rozumiem, że ludzie mogą mieć inne plany więc w swojej naiwności, zapraszałam i zapraszałam i .... w końcu dotarło do mnie, że dziewczę ochoty nie ma tylko powiedzieć wprost nie chce i wymyśla, i odpuściłam ale trochę to trwało zanim do pustej głowy dotarło ![]()
Teraz po prostu brakuje mi ludzi. Na początku jak kretynka zadzwoniłam parę razy do sąsiadów, kiedy jechałam do miasta do sklepu czy czegoś nie potrzebują, oboje mieliśmy maleńkie dzieci, wiem że czasem się czegoś zapomni kupić i jechać po jedną pierdołę szkoda. Też dopiero po kilku razach dotarło do mnie, że dla nich taka propozycja kupienia czegoś przy okazji swoich zakupów jest dziwna
Może jestem jak to mówią "w d*pę uprzejma" ? Narzucałam się z tymi moimi dobrymi chęciami?
Owszem jak trzeba porady kulinarnej sąsiadka dzwoni, jak cos kupuje do domu też się radzi telefonicznie, jestem taką infolinią i ścianą płaczu jak się coś spieprzy, jak jest Ok to nie ma czasu.
Joga bądź moją sąsiadką. Ja tam lubię relaksować się przy grillu, ognisku czy lampce wina. Serdeczność to cecha którą ludzie konsekwentnie się wyzbywają. Teraz nie warto być miłym, przyjacielskim, uczciwym serdecznym, pomocnym bo zostaniesz wykorzystana a potem spuszczona w kanał. Nie chcę uogólniać ale chyba większość z was ma podobne doświadczenia. I chyba nie ma zależności czy miasto czy to wieś. Wieś kiedyś kojarzyła się z otwartością, uprzejmością, społeczną solidarnością. Niestety dużo mieszczuchowych szczurów wyemigorowało właśnie na wieś przenieśli szczurzą modę. Inna rzecz to kierunek w który zmierza społeczność, alienacja, zawiść itd.
Co do panów prezesów - no ja mam przykład "prezia" z dużej firmy, który jest po prostu inteligentnie ułomny.
yadgaa jakoś się na forum mijamy, bo chyba piszemy w innych tematach
ale chętnie bym cię teleportowała do siebie, akurat jest kilka wolnych działek na przeciwko. ![]()
Dziewczyny
: Wy się w swoich domkach po prostu nudzicie
.
Ja wracam do domu, żeby się wyspać i od ludzi odpocząć. Dlatego żadnego sąsiada do mieszkania nie zapraszam.
Jeżeli spotykamy się na osiedlu, albo w windzie, to zależnie od "bliskości" sąsiada pogadamy zawsze kilka do kilkudziesięciu minut. Ale (jak to wcześniej trafnie zauważyłyście) nie zwracamy uwagi na "warunki lokalowe". Wchodzimy do mieszkania sąsiada tylko, gdy jest tam potrzebna pomoc (np. przy przestawieniu mebli), pożyczamy też sobie narzędzia, co dla mężczyzny jest dowodem ogromnego zaufania
.
Podejrzewam, że ci Wasi sąsiedzi mają po prostu swoje sprawy, w które nie chcą nikogo wtajemniczać.
Powinnyście być zadowolone, że mówią "dzień dobry" i nie robią Wam w jakiś sposób na złość.
Dziewczyny
: Wy się w swoich domkach po prostu nudzicie
.
Ja wracam do domu, żeby się wyspać i od ludzi odpocząć. Dlatego żadnego sąsiada do mieszkania nie zapraszam.
Jeżeli spotykamy się na osiedlu, albo w windzie, to zależnie od "bliskości" sąsiada pogadamy zawsze kilka do kilkudziesięciu minut. Ale (jak to wcześniej trafnie zauważyłyście) nie zwracamy uwagi na "warunki lokalowe". Wchodzimy do mieszkania sąsiada tylko, gdy jest tam potrzebna pomoc (np. przy przestawieniu mebli), pożyczamy też sobie narzędzia, co dla mężczyzny jest dowodem ogromnego zaufania.
Podejrzewam, że ci Wasi sąsiedzi mają po prostu swoje sprawy, w które nie chcą nikogo wtajemniczać.
Powinnyście być zadowolone, że mówią "dzień dobry" i nie robią Wam w jakiś sposób na złość.
No wiesz, może jestem w jakimś stopniu zmęczona powtarzalnością. Nie pracuję zawodowo, wychowuję dzieci - to tez praca. Zajmuję się dwójka maluchów, domem, pomagam mężowi w prowadzeniu firmy. Dla mnie to za mało
Owszem mam szczęście, bo mój mąż jest dla mnie przyjacielem i tutaj narzekac nie mogę
Brakuje mi jednak takiej zwykłej babskiej znajomości, takiej luźnej, sympatycznej, bez przymusu. Mam przyjaciółki kilkadziesiąt km od siebie, odwiedzamy się, dzwonimy często ale to nie jest to samo co wspólna kawka i pogaduchy "na żywo". nawet to gadanie przez płot w ogródku jak u Bubuś byłby fajne, gdyby było ...Ci moi sąsiedzi maja swoje problemy i stąd między innymi ten dystans. Jak jest źle wtedy sąsiadka jest, bo potrzebuje kogoś do otarcia łez, jak jest dobrze to nagle brakuje jej czasu - to jest przykre.
No wiesz, może jestem w jakimś stopniu zmęczona powtarzalnością. Nie pracuję zawodowo, wychowuję dzieci - to tez praca. Zajmuję się dwójka maluchów, domem, pomagam mężowi w prowadzeniu firmy. Dla mnie to za mało
Owszem mam szczęście, bo mój mąż jest dla mnie przyjacielem i tutaj narzekac nie mogę
Brakuje mi jednak takiej zwykłej babskiej znajomości, takiej luźnej, sympatycznej, bez przymusu. Mam przyjaciółki kilkadziesiąt km od siebie, odwiedzamy się, dzwonimy często ale to nie jest to samo co wspólna kawka i pogaduchy "na żywo". nawet to gadanie przez płot w ogródku jak u Bubuś byłby fajne, gdyby było ...Ci moi sąsiedzi maja swoje problemy i stąd między innymi ten dystans. Jak jest źle wtedy sąsiadka jest, bo potrzebuje kogoś do otarcia łez, jak jest dobrze to nagle brakuje jej czasu - to jest przykre.
Z tym ostatnim masz rację. Takie rzeczy powinny działać w obie strony.
Co do sąsiadów, to właśnie skojarzyłem, że w czasach, gdy byłem żonaty spotykaliśmy się bardzo często (czasami co drugi dzień) z naszymi przyjaciółmi mającymi domek. Jechaliśmy do nich przez całe miasto i miło spędzali wieczór.
Oni nie mieszkali na wsi, ale również nie mieli nadmiaru sąsiadów do odwiedzania, o wspólnych grillach z sąsiadami, to już w ogóle mowy nie było.
Widzisz: było się wyprowadzać na wieś
?
W blokach prędzej znalazłabyś towarzystwo
.
A tam "nudzicie". Otworzyć gębę do drugiej baby trzeba - i żaden mężczyzna tego nie zrozumie.
Widzisz: było się wyprowadzać na wieś
?
W blokach prędzej znalazłabyś towarzystwo
.
Ja jestem "blokowe" dziecko
ale teraz mimo wszystko chyba bym się już nie zamieniła. Fajnie jest pić kawkę na tarasie i gapić na pola, nie słuchać wrzasków zza ściany i mieć dwa psy brudasy dla których w bloku nie byłoby miejsca
Chyba zaproszę dziewczyny z forum na "zlot" z namiotami, dziećmi i zwierzętami
mężów też można zabrać ![]()
Chyba zaproszę dziewczyny z forum na "zlot" z namiotami, dziećmi i zwierzętami
mężów też można zabrać
Ja chcę, ja chcę!
Przywiozę 100 kg mieszanki dzieciozwierzęcej, namiot... eee... po drodze komuś ukradnę, no i świetnie gotuję, przydam się, weź mnie, weź mnie! ![]()
Joga napisał/a:Chyba zaproszę dziewczyny z forum na "zlot" z namiotami, dziećmi i zwierzętami
mężów też można zabrać
Ja chcę, ja chcę!
Przywiozę 100 kg mieszanki dzieciozwierzęcej, namiot... eee... po drodze komuś ukradnę, no i świetnie gotuję, przydam się, weź mnie, weź mnie!
Jakaś marna ta mieszanka jak tylko 100kg, u mnie to będzie jakieś 230kg w sumie ale ja bardziej "wypasiona" pewnie jestem
ale zapraszam. Namiot mam 4os. i łóżka wolne się znajdą, cos na grilla też
Bubuś z tego co pamiętam do ogrodu warto zaprosić
akurat mam pomysł co i jak, wiedza fachowa mi się przyda
Oj miła perspektywa się szykuje ![]()
ja bardziej "wypasiona" pewnie jestem
Czyżby wreszcie pulchna dziewczyna
?
33 2013-06-10 19:43:38 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 19:45:04)
Joga napisał/a:ja bardziej "wypasiona" pewnie jestem
Czyżby wreszcie pulchna dziewczyna
?
No niestety nie
mój mąż tak do mnie mówi jak sobie żartujemy, na forum nie mogę podać konkretnego przykładu bo nie wiadomo czy nie trafię na kogoś kogo żart dotyczy:). Uwielbiam gotować i jeść i mam duuuże możliwości w tym temacie. Na szczęście mam dobrą przemianę materii, bo inaczej byłoby mnie duuużo za duużo.
Ps. u mnie jakby tak zsumować wagę to 100kg robią dwa psy ![]()
No u mnie te 100 kg to też dwa psy i córka, z czego Mała to tylko 10 kg
Jak jeszcze żył trzeci piesek, to same zwierzaki stanowiły 130 kg. Siebie i męża nie policzyłam, bo by wyszło duuużo więcej ![]()
Ps. u mnie jakby tak zsumować wagę to 100kg robią dwa psy
A one są takie, jak w opowieści sir Artura Conan Doyle'a
?
Był to pies ? pies czarny jak węgiel, olbrzymi ? taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły.
No u mnie te 100 kg to też dwa psy i córka, z czego Mała to tylko 10 kg
Jak jeszcze żył trzeci piesek, to same zwierzaki stanowiły 130 kg. Siebie i męża nie policzyłam, bo by wyszło duuużo więcej
Mała przestała już bać się tego miejsca?
37 2013-06-10 20:06:33 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-10 20:08:18)
A one są takie, jak w opowieści sir Artura Conan Doyle'a
?
Był to pies ? pies czarny jak węgiel, olbrzymi ? taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły.
No niektórzy miejscowi jak po piwku wracają to może i mają takie wizje jak patrzą na moje futrzaki ![]()
Duży jest duży bo to molos a mała jest mała tylko dla nas bo miejscowi mówią, że duża ![]()
wszystko jest względne.
Myślałam Babo że ty nie narzekasz na brak towarzystwa ale widzę, że jest inaczej szkoda bo mamy do siebie daleko ![]()
38 2013-06-10 20:09:45 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-10 20:10:30)
No niektórzy miejscowi jak po piwku wracają to może i mają takie wizje jak patrzą na moje futrzaki
Duży jest duży bo to molos a mała jest mała tylko dla nas bo miejscowi mówią, że duża
wszystko jest względne.
Myślałam Babo że ty nie narzekasz na brak towarzystwa ale widzę, że jest inaczej szkoda bo mamy do siebie daleko
Uważaj
. Jeszcze Ci z pół portalu przyjedzie i co wtedy zrobisz
?
Z tego, co czytałem, dziewczyny jeżdżą na wspólne wypady.
Widzę, że też o tym pomyślałaś
.
BabaOsiadła napisał/a:No u mnie te 100 kg to też dwa psy i córka, z czego Mała to tylko 10 kg
Jak jeszcze żył trzeci piesek, to same zwierzaki stanowiły 130 kg. Siebie i męża nie policzyłam, bo by wyszło duuużo więcej
Mała przestała już bać się tego miejsca?
Tak. Dziękuję Ci bardzo za pamięć ![]()
Myślałam Babo że ty nie narzekasz na brak towarzystwa ale widzę, że jest inaczej szkoda bo mamy do siebie daleko
Mam wielu znajomych, ale po przeprowadzce te kontakty się rozluźniły
A tutaj poznaję albo młodsze koleżanki bez rodziny, dla których nie jestem jakoś szalenie atrakcyjna
, albo inne matki, którym nie podoba się, jak wychowuję córkę, więc spotkania też z tego nie wychodzą... i tak do usr... ![]()
A tutaj poznaję albo młodsze koleżanki bez rodziny, dla których nie jestem jakoś szalenie atrakcyjna
, albo inne matki, którym nie podoba się, jak wychowuję córkę, więc spotkania też z tego nie wychodzą... i tak do usr...
A czego chcą od tego wychowania?
BabaOsiadła napisał/a:A tutaj poznaję albo młodsze koleżanki bez rodziny, dla których nie jestem jakoś szalenie atrakcyjna
, albo inne matki, którym nie podoba się, jak wychowuję córkę, więc spotkania też z tego nie wychodzą... i tak do usr...
A czego chcą od tego wychowania?
Bo, ich zdaniem, nie należy od dzieci niczego wymagać i niczego uczyć, a wyjście gdziekolwiek z maluchem to zabieranie dzieciństwa i katorga dla matek ![]()
Przepraszam za offtop, Joga ![]()
To ja zabieram namiot, bo mam spory i wiedzę ogrodniczą i jadę do Ciebie
Ze zwierząt mam tylko teściową
Ale ją wolę zostawić w domu ![]()
Bo, ich zdaniem, nie należy od dzieci niczego wymagać i niczego uczyć, a wyjście gdziekolwiek z maluchem to zabieranie dzieciństwa i katorga dla matek
Bez sensu
.
Bubuś: widzę, że znane jest Ci Rozporządzenie w sprawie gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi.
.
Bubuś: widzę, że znane jest Ci Rozporządzenie w sprawie gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi.
![]()
![]()
.
Nie, nie znam ![]()
YOGI bear napisał/a:Bubuś: widzę, że znane jest Ci Rozporządzenie w sprawie gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi.
![]()
![]()
.
Nie, nie znam
Ja też nie lubiłem swojej teściowej
.
Bo... zła kobieta była.
46 2013-06-10 21:00:34 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-06-10 21:03:10)
Wątek o teściowych nie w tym dziale
Ja tam swoją lubię - innej mam nadzieję nie mam, a nóż widelec byłaby gorsza niż ta ![]()
Wracając do tematu... to co zauważyła Joga dostrzegają również starsi mieszkańcy wsi. Ostatnio gadałam z tatą kolegi, który właśnie mówił, że przedtem to się o płot oparło i się gadało, a teraz to się trzeba anonsować, mimo że młody sąsiad (przyjezdny, co się wybudował) cały dzień koło domu chodzi to gęby nie otworzy.
Inna sytuacja - jak byłam małą dziewczynką, to do upadłego bawiliśmy się z dziećmi sąsiadki. Jedni u drugich jedli obiad, kolacje, jak trzeba było, to i po skórze się od "cioci" dostało, a jak mama się dowiedzała to była poprawka jeszcze od mamy ![]()
Teraz do domu sąsiadki wprowadziła sie jej druga wnuczka (nie ta, z którą ja się bawiłam), która ma dzieciaki w wieku dzieci mojego brata.
Dzieciaki mogą się razem bawić dopiero wtedy jak obie mamy wydadzą zgodę i to na godzinę nie dłużej i to bardziej statycznie niż aktywnie, bo trawnik, bo rabata, bo się potłuką, ubrudzą, bo krzyczą, bo pora na obiad itp.
A ostatnio znajoma narzekała, bo syn tylko u " Kowalskich " siedzi, całymi dniami w piłkę kopią, jakby "Adaś" nie mogł spokojnie na du*pie w domu siedzieć, po co ma o sąsiadach chodzić...
Wracając do tematu... to co zauważyła Joga dostrzegają również starsi mieszkańcy wsi. Ostatnio gadałam z tatą kolegi, który właśnie mówił, że przedtem to się o płot oparło i się gadało, a teraz to się trzeba anonsować, mimo że młody sąsiad (przyjezdny, co się wybudował) cały dzień koło domu chodzi to gęby nie otworzy.
bo gófffniane czasy nastały
dlatego też nie mogąc żyć jak lubiłam wolałabym już na jakim całkowitym odludziu zamieszkać.
Inna sytuacja - jak byłam małą dziewczynką, to do upadłego bawiliśmy się z dziećmi sąsiadki. Jedni u drugich jedli obiad, kolacje, jak trzeba było, to i po skórze się od "cioci" dostało, a jak mama się dowiedzała to była poprawka jeszcze od mamy
oj i ja tak miałam ![]()
bardzo mile wspominam i żal mi mojego synala gdy tak patrzę na jego dzieciństwo a raczej jego brak.
48 2013-06-11 08:09:13 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-11 08:13:19)
Wracając do tematu... to co zauważyła Joga dostrzegają również starsi mieszkańcy wsi. Ostatnio gadałam z tatą kolegi, który właśnie mówił, że przedtem to się o płot oparło i się gadało, a teraz to się trzeba anonsować, mimo że młody sąsiad (przyjezdny, co się wybudował) cały dzień koło domu chodzi to gęby nie otworzy.
Inna sytuacja - jak byłam małą dziewczynką, to do upadłego bawiliśmy się z dziećmi sąsiadki. Jedni u drugich jedli obiad, kolacje, jak trzeba było, to i po skórze się od "cioci" dostało, a jak mama się dowiedzała to była poprawka jeszcze od mamy
Teraz do domu sąsiadki wprowadziła sie jej druga wnuczka (nie ta, z którą ja się bawiłam), która ma dzieciaki w wieku dzieci mojego brata.
Dzieciaki mogą się razem bawić dopiero wtedy jak obie mamy wydadzą zgodę i to na godzinę nie dłużej i to bardziej statycznie niż aktywnie, bo trawnik, bo rabata, bo się potłuką, ubrudzą, bo krzyczą, bo pora na obiad itp.
A ostatnio znajoma narzekała, bo syn tylko u " Kowalskich " siedzi, całymi dniami w piłkę kopią, jakby "Adaś" nie mogł spokojnie na du*pie w domu siedzieć, po co ma o sąsiadach chodzić...
Właśnie! Ja starej daty jestem i takie czasy właśnie pamiętam. Co prawda byłam dzieckiem "blokowiska" ale wszyscy ze wszystkimi się bawili, na ławeczce przed blokiem można było posiedzieć i pogadać o niczym albo o sąsiadach
latało się z ciastem i na kawkę do sąsiadów oni do na my do nich, jadało wspólnie
Wiem, że czasy się zmieniły i nawet mogę się umawiać i zapowiadać na tydzień "przed" ale żeby się spotkać i pogadać w końcu z kimś.
BaboOsiadła offtopuj sobie do woli
ja też właśnie z powodu dzieci mam problem. Koleżanka, którą w sumie lubię ma tak rozpuszczoną córkę, że często mam ochotę jej przylać. Zabiera zabawki, bije, sypie piachem. Mamusia reaguje leniwie albo wcale a ja się wkurzam, bo bezstresowo wychowywana niunia stresuje mnie
Kiedyś skończy się tak, że jej przyleje. Też bym chciała na basen, do kina albo na wycieczkę
ale mogę tylko w weekendy z mężem pod warunkiem, że ma wolne. Bo sama z dwójką maluchów jestem trochę ograniczona. Na to lato plan jest taki, że będziemy się basenować, kinować i wyjeżdżać. Na początek będzie chyba mój ukochany Kraków, bo mam dość blisko ![]()
nikandra na odludziu to ja właśnie mieszkam i powiem ci, że wiosna, lato i jesień szczególnie jak cieple są super ale zima....brrrrr. Ciemno, zimno, biało i jeśli zima trzyma jak ta tegoroczna to deprecha murowana. Ostatnio sąsiad wymyślił kulig za samochodem dla dzieci i co? Niby marudzę, że się chcę integrować ale jakoś nie skorzystałam, bo uważam to za skrajnie głupi pomysł. No i z integracji nici ![]()
To, że w blokowiskach jesteśmy anonimowi, chyba wszyscy doskonale wiedzą, ale o dziwnym zwyczaju wiejskim niedopuszczania do tajemnic tamtejszej społeczności tego nowego przybysza, już niewielu wie. Fakt na wsi rozmawiało się przez płot, lecz często były to ploty. Pamiętam jak się wprowadziłam przed 20 laty, babki stały przy ulicy i jak najęte mieliły łozorem, wypytywały o wszystko, ciekawe nad wyraz, same jednak pary z ust nie puściły. Po iluś tam latach zostałam dopuszczona do niektórych tajemnic,czyli kto we wsi lubił podgladac, kto lał żonę i dzieci, kto odsiadywał wyrok za gwałt. Co ciekawe, nawet jeśli mieszkańcy wiedzieli, że gdzieś źle się dzieje - milczeli. To ja dziękuję za taką sielską wieś!
Niektórym młodym ludziom nie dziwię się, że chcą izolacji od reszty zamieszkujących. Taki przykład: jadę po pracy samochodem i zabieram idącą w moją stronę starszą kobietę, pasów zapiąc nie chce, ale zaczyna od wypytywania szczegółowego o rodzinę, zahacza oczywiscie o teściow. Od tej pory wolę dodac gazu i minąc, niżeli narazic na takie wtykanie nosa. Czyżby tematów neutralnych nie było?
Gościnnosc nie zaniknie, ale musimy byc kulturalni, empatyczni, wyrozumiali.
Joga, nie obraź się, ale coś Ci wytknę. Chciałaś zaprzyjaźnic się ze szwagierką, czyli drugą synową Twojej teściowej, tylko czy pamiętasz jak ją obgadywałaś na tym forum? Było coś o ciuchach, pieniądzach, o tym że teściowa bardziej woli ją od Ciebie. Teraz się nie dziw, ze ona miała Twoje starania gdzieś. Myślisz, że jest głupia i nie wyczuwała, że tak naprawdę to wcale jej nie akceptujesz? Moje szwagierki też by mnie miały daleko, gdybym tak się zachowywała. Żyjemy sobie w jako takiej zgodzie, bo absolutnie jedna na drugą nie nadaje, a jeśli coś nam nie pasi, to walimy wprost. Nie jesteśmy o siebie zazdrosne, nawet jak teściowie jedną usiłowali wyrożniac, to reszta współczuła, bo wiemy, że to ma jakiś cel.
Byłaś miła dla sąsiadek oferujac przywiezienie czegoś. Wiesz co one pomyślały? Może lepiej nie skorzystac, bo nie wiadomo co będzie chciała w zamian. Tak ludzie reagują. Wolą wszystko sami zrobic, byle długu wdzięczności nie miec.
Idąc do kogoś staram się nie lustrowac mieszkania, nie robię nic nieproszona, za okazaną gościnnosc podziekuję. Tego samego chcę w zamian. Nastepna sprawa, to nasza kobieca chęc pokazania się. Jedna zrobi przyjęcie na sto fajerków i żąda od reszty podobnej fety. Zaś następna myśli: ja pierniczę, tamte odstawiły pokazówkę, nie mam ani tyle czasu, ani pieniędzy, nie pasuję tutaj, lepiej się ewakuowac. Ileż to razy byłam zapraszana tylko po to, żeby podziwiac nowe umeblowanie czy jakiś zakup, którym gospodarze chcieli się najzwyklej pochwalic.
Krytykujecie anonsowanie się, a ja je pochwalam. Nie ma niczego gorszego od nieproszonego gościa. Mało tego, jak słyszę "gosc w dom, Bóg w dom", to myślę sobie: ocho sam sobie kadzi, że niby taka z niego super wyczekiwana persona.
Jaki z tej dyskusji morał? Taki, że zachowac się nie umiemy i zrażamy do siebie natręctwem albo wścibstwem, tudzież plotkarstwem. Nadal twierdzę, ze mężczyźni mają do kwestii wizyt i gości zdrowsze podejście. Umieją byc ślepi i głusi tam gdzie trzeba, nie mają takiej spiny oraz chęci na popis przed resztą.
Szczerze powiedziawszy, to nie rozumiem tego...
Gdy odwiedziłyśmy (razem z K.) naszą przyjaciółkę- S. z czasów liceum, to naturalne było to, że jeszcze u niej zaproponowałam rewizytę. Odwiedzamy się nawzajem, tylko K. jak do tej pory nie znalazła czasu, żeby mnie odwiedzić, ale to się w końcu zmieni (:D). Gdy S. wysłała jej zdjęcia mojego domu, K. stwierdziła, ze musi koniecznie zobaczyć na żywo moje mieszkanie. Pewnie, gdyby nie zobaczyła tych zdjęć, czekałabym na nią kolejne dwa lata (bo już od dwóch ją zapraszam).
Jesteśmy młode, ale też zauważyłam, że nasi rówieśnicy zamykają się w swoim świecie, nie dopuszczając nikogo z zewnątrz. Na studiach moja paczka składała się z siedmiu osób, a tylko u dwóch byłam w domu , czy stancji. Reszta wolała spotkania na mieście, ale broniła dostępu do swojego świata.
Joga ja mam tak samo jak ty.Ja utknęłam w domu na dobre, z różnych przyczyn.Tyle że ty mieszkasz na wsi od niedawna a ja od zawsze.Więc mam porównanie .Kiedyś ludzie byli zupełnie inni,serdeczni jeden drugiemu pomógł.Teraz każdy ma każdego w d....e.Dla mnie najgorsze jest to że moje przyjaciółki wyprowadziły się stąd a ja zostałam.Owszem spotykamy się czasem ale to nie to samo gdyby były blisko.Też czuję się samotna.Ponieważ z moją rodziną jesteśmy skonfliktowani próbowałam zaprzyjażnić się z rodziną męża .Niestety to jest tak że jak my tam pojedziemy to dobrze ale oni nas nie odwiedzają.Ostatnio był u mojej teściowej jej brat z rodziną,bardzo ich lubimy.Dzwonią że przyjechali, do męża ,więc ja do telefonu żeby wpadli bo dawno u nas nie byli,zapraszamy na grilla itp.Powiedzieli że może i nie przyjechali.Było mi strasznie przykro, czekałam całe popołudnie.Nie pierwszy raz ich zapraszałam i chyba dam sobie spokój,nie to nie.Od teściowej do nas jest 20 min.drogi.U mnie zawsze tak było z rodziną i sąsiadami też ,że dopóki ktoś coś ode mnie chciał było ok.pomagałam.Ale pózniej każdy miał mnie w nosie.To że mówię co myślę też mi nie przysparza przyjaciół.Też jestem niepopularna na wsi choć mieszkam tu od zawsze.Bo po co pies ma latać po podwórku skoro można go uwiązać?Po co szczepić sukę czy sterylizować?Oszczeni się to zlikwidować małe.Oj,długo można by pisać.
52 2013-06-11 10:26:54 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-06-11 11:07:06)
Dzisiejsze niezapraszanie, nie wpuszczanie do domu, izolacja oraz wypięcie na sąsiadów jest odpowiedzią na wcześniejsze zwyczaje wtryniania się bez zapowiedzi, węszenia po domu czy mieszkaniu, pouczania, plotkowania.
To proste, nie wpuszczę, nie powiem nic, nikt nie będzie o mnie gadał, tyłka mi obrabiał, święty spokój. Myślicie, że ja robię inaczej? Obserwuję delikwenta, oceniam, albo coś z tego będzie, albo miej człowieku pretensje do siebie za swój charakter i wychowanie. Mamusia manier nie nauczyła? Twoja strata!
Przepraszam, ale muszę dopisac. Jago Babo a ja się dziwię Tobie, że nic nie kumasz. Nie każdy ma fajnie urządzone lokum, którym może się pochwalic, albo ma inne powody niezapraszania typu: niezbyt mili rodzice, tudzież chamskie rodzeństwo, duża liczba zamieszkujących czyli ciasnota.
Jesteśmy z chłopem naprawdę towarzyscy, ale chwilami mam ochotę wymordowac całe stada gości. Po jaką anielkę zwracanie uwagi: "a czemu to zrobiliście tak?", " te płytki nie pasują " a czego to tak, a nie inaczej", " moglibyście już coś tam", "co za kolor, ja bym takim nie pomalowała". Prosił ktoś? Nie! No ale jedna z druga nie wytrzyma! Faceci usiądą, będą gadac o d... Marynie, ale kobitki muszą się chwalic, muszą krytykowac, muszą obgadac, zlustrowac, zganic. Na koniec wisienka na torcie:"jestem na diecie, dla mnie tylko woda mineralna, a was nie rozumiem, macie nadwagę i jecie coś takiego?" ( litości, co na grillu podawac!), oczywiście pani w swoim żywiole, od tej pory temat wyglądu i mody zdominował dyskusję. Będzie zdziwiona młoda i to bardzo, bo nikt jej ani męża nie zaprosi, będzie pisac żale po forach.
53 2013-06-11 11:06:15 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-06-11 11:21:04)
Joga, nie obraź się, ale coś Ci wytknę. Chciałaś zaprzyjaźnic się ze szwagierką, czyli drugą synową Twojej teściowej, tylko czy pamiętasz jak ją obgadywałaś na tym forum? Było coś o ciuchach, pieniądzach, o tym że teściowa bardziej woli ją od Ciebie. Teraz się nie dziw, ze ona miała Twoje starania gdzieś. Myślisz, że jest głupia i nie wyczuwała, że tak naprawdę to wcale jej nie akceptujesz? Moje szwagierki też by mnie miały daleko, gdybym tak się zachowywała. Żyjemy sobie w jako takiej zgodzie, bo absolutnie jedna na drugą nie nadaje, a jeśli coś nam nie pasi, to walimy wprost. Nie jesteśmy o siebie zazdrosne, nawet jak teściowie jedną usiłowali wyrożniac, to reszta współczuła, bo wiemy, że to ma jakiś cel.
Byłaś miła dla sąsiadek oferujac przywiezienie czegoś. Wiesz co one pomyślały? Może lepiej nie skorzystac, bo nie wiadomo co będzie chciała w zamian. Tak ludzie reagują. Wolą wszystko sami zrobic, byle długu wdzięczności nie miec.
Nie obrażę się bo doskonale pamiętam co pisałam. Napisałam o niej źle po kilku latach trwania naszego małżeństwa a co za tym idzie prób nawiązania fajnych relacji, kiedy już było w 100% wiadomo, że nie będzie między nami nawet nie przyjaźni ale poprawnych stosunków. Jest próżna, pusta i pazerna. To mogę powiedzieć jej w oczy i nie będzie to obgadywanie ale stwierdzenie faktu. Kiedy się poznałyśmy naprawdę się starałam, słyszałam o niej same "ochy" i "achy" byłam nastawiona pozytywnie. Zapraszałam wiele razy do nas, dzieliłam się tym co miałam i częstowałam. Dla mnie takie gesty to gesty życzliwości. Powiedz Chaber ile można? W końcu do mnie dotarło, że ona ma mnie tak jak wszystkich dookoła w d*pie. Nie wyczuła, że jej nie lubię bo na początku byłam nastawiona życzliwie i lubiłam ją. Nawet jak jej mąż przyszedł się do nas żalić, to nie powiedziałam, że ma u boku głupią pindę, dla której "skóra, fura i komóra" to szczyt marzeń, tylko próbowałam ją tłumaczyć. Dzisiaj miałabym w nosie ich problemy i nie powiedziałabym nic, milczenie jest złotem ![]()
Mam satysfakcję, żonka się puściła, plota poszła i wróciła, szerokim echem nawet do teściów, dzieckiem się nie zajmuje i nawet nie próbuje udawać, że je kocha, teściom się w uszy nalało. Teściowa widzi swój błąd, ja może nie jestem spełnieniem jej marzeń ale przynajmniej wie, że kocham jej syna, kocham dzieci i dbam o to co mamy. Potrafię to docenić. Obserwuję sobie z boku ten "ideał synowej" i to co kiedyś "przewidziałam" spełnia się. Teraz tylko czekam, aż znajdzie się ktoś kto ma więcej kasy i jest przystojniejszy, ideał odpłynie w sina dal a oni obudzą się z ręką w nocniku. Pewnie, że to wrednie wróżyć komuś kłopoty ale zostałam potraktowana jak śmieć, moje uczucia zostały podeptane, przypłaciłam to depresją i musiałam się podeprzeć porada psychologa. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to zdeptało, teraz się odbijam od dna, zaczynam żyć normalnie. Na forum trudno opisać, to co się czuje i przeżywa, być może kiepsko to zrobiłam, wiem że twoja ocena jest surowa, bo taka jesteś ale uwierz, że wolałabym taką teściową czy sąsiadkę jak ty - przynajmniej szczerą i nie knująca niż maślano uśmiechniętą, mdłą laskę bez mózgu.
Co do jednych z sąsiadów mam problem bo nie pasujemy jeśli chodzi o zapotrzebowanie na procenty, poza tym nie chcę wizyt policji, kuratora i angażowania mnie w jakieś rodzinne rozgrywki. Ostatnia moja próba pomocy - na wyraźne życzenie sąsiadki - skończyła się tak jak zwykle w takich przypadkach, on jest ten cudny ja jestem ta zła. Więc niech spada na drzewo, jeśli następnym razem obije jej gębę to będzie musiała sobie poradzić sama. Widocznie tak właśnie lubi. Grill z morzem wódy, naśmiewaniem się z własnej żony i obłapywanie jej cycków "bo to takie śmieszne" - nie trafiają w moje i męża poczucie humoru - jesteśmy chyba za nudni na tę okolicę.
Jesteśmy z chłopem naprawdę towarzyscy, ale chwilami mam ochotę wymordowac całe stada gości. Po jaką anielkę zwracanie uwagi: "a czemu to zrobiliście tak?", " te płytki nie pasują " a czego to tak, a nie inaczej", " moglibyście już coś tam", "co za kolor, ja bym takim nie pomalowała". Prosił ktoś? Nie! No ale jedna z druga nie wytrzyma! Faceci usiądą, będą gadac o d... Marynie, ale kobitki muszą się chwalic, muszą krytykowac, muszą obgadac, zlustrowac, zganic. Na koniec wisienka na torcie:"jestem na diecie, dla mnie tylko woda mineralna, a was nie rozumiem, macie nadwagę i jecie coś takiego?" ( litości, co na grillu podawac!), oczywiście pani w swoim żywiole, od tej pory temat wyglądu i mody zdominował dyskusję. Będzie zdziwiona młoda i to bardzo, bo nikt jej ani męża nie zaprosi, będzie pisac żale po forach.
No widzisz tobie też, czyjeś zachowanie się nie podoba i jest bardzo prawdopodobne, że takiej baby już nie zaprosicie
gdybym ja napisała, że mam taka właśnie teściową to zaraz usłyszałabym od ciebie, że się czepiam, łapię za słówka i takie tam....
To proste, nie wpuszczę, nie powiem nic, nikt nie będzie o mnie gadał, tyłka mi obrabiał, święty spokój. Myślicie, że ja robię inaczej? Obserwuję delikwenta, oceniam, albo coś z tego będzie, albo miej człowieku pretensje do siebie za swój charakter i wychowanie. Mamusia manier nie nauczyła? Twoja strata!
Przepraszam, ale muszę dopisac. Jago Babo a ja się dziwię Tobie, że nic nie kumasz. Nie każdy ma fajnie urządzone lokum, którym może się pochwalic, albo ma inne powody niezapraszania typu: niezbyt mili rodzice, tudzież chamskie rodzeństwo, duża liczba zamieszkujących czyli ciasnota.
Najpierw odniosę się do pierwszej części- mnie dziwi, że ludzie mają ze sobą kontakt codzienny, wiedzą o swoim życiu naprawdę sporo. Więc powodów do obrabiania tyłka jest bez liku, ale barykadują się w swoich czterech ścianach. Gdzie sami chętnie do innych się wpraszają.
A co do drugiej części- muszę to sprostować- byłam u K. w domu kilka razy (jeśli nie kilkanaście), ba, nawet nocowałam (też kilka razy). Poznałam jej rodzinę (bardzo fajną). Chciałabym, by i ona do mnie przyjechała, odwiedziła mnie, zobaczyła, jak mieszkam, jaką ja mam dziwną, nieco zwariowaną, ale też fajną rodzinę.
I tu nie chodzi o to- "Nie przyjadę, bo mam Cię gdzieś. Nie lubię Cię. Jesteś taka, siaka i owaka.", tylko o brak czasu.
Gdy się spotykamy na mieście, K. potrafi nam powiedzieć- "Sorry dziewczyny, ale mam dla Was tylko godzinę i trzynaście minut, bo..."
Jest osobą wszechstronną, więc ma wiele zainteresowań oraz zajęć, ale czasem jest to przesadą, ponieważ nie widujemy się codziennie.
55 2013-06-11 11:27:04 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-06-11 11:42:31)
Z całym szacunkiem Joga, ale moje szwagierki oraz ja sama też do idealnych nie należymy, naprawdę musiałabyś byc tolerancyjna. Jedna uwielbia zakupy, ze sklepów by nie wychodziła, druga ma bzika na punkcie wyjazdów ( taki globtroter wydajacy całą kasę na szlajanie się po różnych zakątkach) trzecia jest przeciwieństwem matki Polki ( karmienie piersią to nie dla niej), no i ja ze swoimi dziwacznymi poglądami. Ponieważ same jesteśmy odmieńcami, mamy dużo tolerancji dla siebie, patrzymy przez palce na swoje wady, wrzuciłyśmy na luz w kontaktach i jest dobrze.
PS.
Jedna ze szwagierek też dzieckiem się nie zajmowała, nie lubi tego i już. Była niania i mąż.
Chciałabyś takie dziwadła za sąsiadki i szwagierki?
Joga, nie czepiałabym się Ciebie gdyby teściowa wyjeżdżała z takimi uwagami, czepiłabym się Twojego męża, bo to on bylby najlepszą osobą do zwrócenia matce uwagi.Mój teśc jest właśnie z tych, którym buzia nie pozwala się zamknąc i musi krytykowac, komentowac, itd. Ileś tam lat zbierałam się na odwagę i w końcu nie wpuszczam go do domu. Ktoś powie chamskie, trudno, facet sobie zapracował na to. Zrób to samo i po kłopocie.
Jago Babo, na takich samowpraszających jest metoda - nie otwieramy drzwi. Raz i drugi ( nazwą niewychowanymi, ale reszta ludzi będzie myślec swoje) nie wpuszczamy, albo wychodzimy, bo jesteśmy umówieni i po kłopocie. Trochę asertywności z domieszką bezczelności ( a co, oni mogą, a wy nie?) nie zawadzi. W przeciwnym wypadku będą żerowac na nas, bo sobie pozwalamy na to.
Z całym szacunkiem Joga, ale moje szwagierki oraz ja sama też do idealnych nie należymy, naprawdę musiałabyś byc tolerancyjna. Jedna uwielbia zakupy, ze sklepów by nie wychodziła, druga ma bzika na punkcie wyjazdów ( taki globtroter wydajacy całą kasę na szlajanie się po różnych zakątkach) trzecia jest przeciwieństwem matki Polki ( karmienie piersią to nie dla niej), no i ja ze swoimi dziwacznymi poglądami. Ponieważ same jesteśmy odmieńcami, mamy dużo tolerancji dla siebie, patrzymy przez palce na swoje wady, wrzuciłyśmy na luz w kontaktach i jest dobrze.
PS.
Jedna ze szwagierek też dzieckiem się nie zajmowała, nie lubi tego i już. Była niania i mąż.Chciałabyś takie dziwadła za sąsiadki i szwagierki?
Joga, nie czepiałabym się Ciebie gdyby teściowa wyjeżdżała z takimi uwagami, czepiłabym się Twojego męża, bo to on bylby najlepszą osobą do zwrócenia matce uwagi.Mój teśc jest właśnie z tych, którym buzia nie pozwala się zamknąc i musi krytykowac, komentowac, itd. Ileś tam lat zbierałam się na odwagę i w końcu nie wpuszczam go do domu. Ktoś powie chamskie, trudno, facet sobie zapracował na to. Zrób to samo i po kłopocie.
Tak, gdyby tolerancja była wzajemna. Mnie się teściowa czepiała, bo jestem niezależna, samowystarczalna i nie lubię jak mi ktoś do garów zagląda, bo sama z mężem wychowuję dzieci - wychodząc z założenia, że skoro je na świat powołaliśmy to i naszym obowiązkiem jest je wychować. Myślisz, że ja nie mam innych znajomych, różnych ode mnie? że szukam kalki siebie bo mi się wydaje, że jestem idealna? Nie, mam różnych znajomych, dzieciatych i nie, lubiących porządek do bólu i bałaganiarzy na potęgę ale ani oni ani ja nie oceniamy siebie, szukamy tego co wspólne i jest fajnie. Tutaj spotkałam się z wsadzaniem nosa niemalże pod pierzynę i ustawianiem życia wg przepisu teściowej i jej rodziny.
Mam znajomą, która ma hodowlę psów, molosy, brudzą a ona śpi z nimi w jednym łóżku i wiesz w ogóle mi to nie przeszkadza.
Mam znajomych, poznanych na wakacjach, którzy nie znoszą dzieci, to co ja uwielbiałam - karmienie piersią - dla nich jest obrzydliwe. Nie zmuszam ich do zachwycania się naszymi dziećmi, nie zastanawiam się czy to tylko "poza" czy rzeczywiście nie lubią dzieci. Są jacy są, nie próbuje ich zmieniać.
Inna moja znajoma ma straszny syf w domu, nawet nie bałagan ale .....coś gorzej, lubię z nią czasem pogadać. Ostatnio niezbyt często ale czasem ją odwiedzam, omijam plamę na dywanie, przynoszę własne ciasto i gadamy. Mam w tyle, że jej dzieci biegają z gołym tyłkiem, zimą, że kot nasikał na krzesło a pies ubłocił podłogę. Przychodzę do niej, nie bawię się w sanepid. Jej dom jej prawo do bałaganu, ja mam swój dom i swój porządek.
Każdy jest inny ale dlaczego włazi do mojego życia, odbiera mi prawo do samodzielności.
Co do teściów zrobiłam to samo co ty - powiedziałam, że nie zyczę sobie ich wizyt, mam święty spokój. Oczywiście, że mąż może sobie chodzić albo nie, jest dorosły wolny, jego prawo. Zgadnij - nie chodzi? i kto temu winien?
Znów się offtop zrobił ale temat teściów to temat dla mnie przykry i działa jak płachta...
Czyli nie jest u Ciebie Joga tak źle, jakieś towarzystwo masz. Tylko niepotrzebnie chcesz byc dobrą sąsiadką, starałaś się, nie wyszło i zamykamy temat.
Co zaś się tyczy teściów, pseudo znajomych, sama wiesz oraz pozostałe kobiety pewnie też, że zawsze są winni są ci "oni", albo "tamta", nigdy ja, nigdy my, zawsze ktoś. Początkowo też chcialam zbawiac świat, byc tą lubianą przez wszystkich, nie nadeptywac na odciski. Z czasem dotarło do mnie, a i pewne internautki mnie uświadomiły, że robię źle samej sobie oraz pozostałym. Należy szukac wśród wielu ludzi tych nam odpowiadających, a ze czasu to zajmuje, ponosimy koszty, niestety taką cenę płacimy.
Tak jak pisał Yogi, pośród tylu ludzi na świecie akurat sąsiad czy rodzina mam nam przypaśc do gustu? Toż to niemożliwe, mało prawdopodobne. Pozostaje więc patrzenie przez palce na wyczyny rodzinki, a w ekstremalnych przypadkach uciecie kontaktów. Przyjaciół poszukuje się zazwyczaj długo, bo ten rodzaj znajomości jest najwyższą formą zażyłości, zaufania, po rodzinie własnej, rzecz jasna.
...to się towarzystwo rozpisało od mojego ostatniego wpisu...fajnie, ze jest nas spora grupka...temat sąsiadów zamknięty, więc nie będę się już wypowiadać...ale może tak napiszemy w jakich okolicach mieszkamy...mimo wszystko Joga założyła bardzo fajny wątek...ja okolice Poznania...
Mnie pozostał tylko internet. Znajomi męża - cudowni ludzie, ale przepaść wiekowa
W pracy nikogo nie poznam. Zajęcia sportowe - poznam tylko mężczyzn. W "moich" kręgach muzycznych niewiele się tu dzieje. Inne matki - masakra. Do teściowej chwilowo czuję taki żal, że nie mam ochoty jej widywać. Bu.
Cześć Joga a skąd jesteś? Ja właśnie przeprowadziłam się do męża na śląsk. Też nie mam koleżanek. Wróciłam z zagranicy i szukam obecnie pracy. Może jak znajdę pracę to i przyjaciół. Mój mąż ciągle wychodzi z kolegami a Ja mam dość siedzenia w domu. Jestem osobą lojalną, sympatyczną, bezkonfliktową nie zazdroszczę a wręcz przeciwnie jestem pomocna i przyjacielska. Można ze Mną rozmawiać na wszystkie tematy. Jeśli jest ktoś z Gliwic i okolic piszcie na gg 47647512. Nie szukam koleżanki tylko na dyskoteki ale na wspólne wyjścia, na zakupy, rower, basen itp. Piszcie bo warto mieć taką kumpele jak Ja!
Joga, wlasnie sobie przeczytalam Twoj temat, i wiesz co? Zgadzam sie w 100%, ze to dziwne kiedy sasiedzi nie odwzajemniaja zaproszen. Tu nie chodzi, zeby byc najlepszymi przyjaciolmi, ale chyba grzecznosc wymaga zaprosic na barbecue czy party, gdy sie samemu bylo zaproszonym?
Mam podobnie jak Ty, Babo
Tyle, że mój mąż to towar z importu i w ogóle nie ma znajomych.
Net, seriale, czasem spacer z dzieckiem, jak ładna pogoda i tyle.
Będzie nadużyciem, jeśli spytam, z jakiej dzielnicy jesteś?
Będzie nadużyciem, jeśli spytam, z jakiej dzielnicy jesteś?
Odpisałam Ci na maila ![]()
Joga, wlasnie sobie przeczytalam Twoj temat, i wiesz co? Zgadzam sie w 100%, ze to dziwne kiedy sasiedzi nie odwzajemniaja zaproszen. Tu nie chodzi, zeby byc najlepszymi przyjaciolmi, ale chyba grzecznosc wymaga zaprosic na barbecue czy party, gdy sie samemu bylo zaproszonym?
więc nie jestem jednak sama!
miałam gorszy dzień i napisałam na forum, jak widać niekoniecznie potrzebnie, zrobił się offtop i mnie poniosło. Dobrze, że odezwało się parę osób, które mają podobnie, bo przynajmniej mam poczucie, że nie sfiksowałam do reszty ![]()
A co do spotykania się, zacytuję moją najmniej lubianą znajomą stąd, kiedy wychodziła od nas zawsze miała w zwyczaju pytać "no to kiedy się jeszcze spotkamy, kiedy możemy do was wpaść?"
Na początku myślałam, że to ona tak "ma", teraz widzę że to lokalny zwyczaj ![]()
BaboOsiadła może z Neri uda wam się dogadać? ![]()
Czytam Was i oczy przecieram ze zdumienia. Skąd tylu bezczelnych ludzi? Paru takich w życiu spotkałam, ale taki gatunek należy eleminowac. Joga oraz pozostałe kobietki,co by było gdybyście z filuternym uśmiechem powiedziały: "no nie, teraz na was kolej, to my czekamy na zaproszenie". Na bezczelnosc i tupet nie ma innego lekarstwa jak klin. Jesteście nazbyt uprzejme, toż żywcem Was zjedzą.