Przegrywam życie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Przegrywam życie...

Witam Was kobiety i mężczyźni, o ile takich można znaleźć na kobiecym forum;)

Czytam forum od dłuższego czasu, spotykam wiele wątków, które równie dobrze sama mogłabym napisać i niektóre rady są naprawdę trafne. Dlatego też postanowiłam opisać jeden z wielu swoich problemów w nadziei na to, że i dla mnie znajdzie się ratunek.

Tak gwoli wprowadzenia - mam 21 lat, studiuję kierunek dosyć ciekawy i bardzo humanistyczny smile Pomijając moje problemy z depresją (?) (nie jest bowiem zdiagnozowana, ale innego wyjaśnienia tego, co się ze mną dzieje nie znajduję) mam również problem z samooceną.

Wśród rodziny byłam najmłodsza-mam tylko starszego brata, kuzynostwo też jest średnio o kilkanaście lat ode mnie starsze. Zawsze więc byłam tą głupiutką, która nie ma nic mądrego do powiedzenia w takim towarzystwie. Rodzice nie pozwalali odzywać mi się w obecności rodziny, żebym nie palnęła czegoś głupiego albo nie wyjawiła jakiejś rodzinnej tajemnicy. Szczególnie mama strofowała mnie za każdym razem, kiedy cokolwiek powiedziałam. Często też byłam przez rodziców i brata wyśmiewana. Te dla mnie przykre doświadczenia z dzieciństwa doprowadziły do tego, że teraz, mając 21 lat boję się odezwać w towarzystwie kogokolwiek. Nie ma znaczenia, czy to byłaby jakaś ważna osobistość, czy pani z warzywniaka; starsza osoba, czy młody dzieciak.

Stąd też chyba wzięły się moje problemy z samooceną. Bardzo często miewam momenty, kiedy uważam się za głupiego i brzydkiego pustaka, który nie zasługuje w życiu na nic dobrego. Dodam, że przeplata się to z chwilami kiedy czuję się silna, piękna i mądra-takie wahania nastroju są u mnie na porządku dziennym.
Patrząc obiektywnie-nie narzekam na brak powodzenia u płci przeciwnej, od zawsze bardzo dobrze się uczyłam bez większego wysiłku. Czasem wydaje mi się, że mam naprawdę sporą wiedzę ogólną. Udzielam się charytatywnie, czytam dużo książek i nawet sama próbuję coś pisać. I kiedy już myślę o sobie dobrze, wtedy właśnie jedno drobne niepowodzenie sprowadza mnie na ziemię.

Bardzo przejmuję się tym, co ludzie o mnie pomyślą-to też chyba wyniosłam z domu. Szczególnie moja mama przejmuje się opinią innych, nie pozwalała mi nawet wychodzić z chłopakiem (kiedy go jeszcze miałam) na spacer bo "co ludzie powiedzą".

Ogólnie z rodzicami nie mam najlepszego kontaktu-jakoś nigdy nie interesowali się niczym poza szkołą i tym, czy czasem im wstydu nie narobiłam. Nie byłam przytulana, nikt nie mówił nigdy, że mnie kocha, akceptuje. W czasach szkolnych wciąż byłam porównywana do innych-wiecie, coś w stylu:" A dlaczego on dostał 6, a ty tylko 5?". Kiedy zajmowałam powiedzmy 2. miejsce w konkursie i liczyłam na chociażby małą oznakę dumy czy radości słyszałam tylko "A dlaczego nie pierwsze?". Tak mniej więcej wyglądało 20 lat mojego życia;)

Kiedyś obwiniałam swoich rodziców o wszystkie moje niepowodzenia, teraz jednak wiem, że jako osoba dorosła muszę sama wziąć odpowiedzialność za swoje życie i robić wszystko, aby je zmienić. Brak mi jednak sił i motywacji...Boję się miłości, boję się kontaktów z innymi ludźmi. Kiedy ktoś proponuje mi spotkanie robię wszystko, aby się wykręcić, wymyślam, odmawiam. To skutkuje tym, że czuję się samotna. Nie mogę się jakoś przełamać, żeby to zmienić...Wspomniałam o powodzeniu u chłopaków-fakt, nie mogę narzekać. Tylko co z tego, skoro ja nawet boję się z kimś rozmawiać przez telefon, komunikator czy sms. Boję się po prostu, że braknie mi tematu, nie będę potrafiła pociągnąć rozmowy i zrobię z siebie idiotkę. Wydaje mi się, że nie jestem dostatecznie mądra i ładna, żeby z kimś być, że nie zasługuję na miłość. W każdej oznace zainteresowania węszę podstęp, nie potrafię uwierzyć, że komuś mogłabym się spodobać.

Wylewam te swoje żale i zdaję sobie sprawę, że to strasznie chaotyczne. Pewnie dlatego, że z nikim nigdy nie miałam odwagi o tym porozmawiać i teraz, kiedy odważyłam się tutaj napisać nie wiem tak naprawdę, jak to ogarnąć. I teraz już sama nie wiem, czy liczę na rady, czy zwyczajnie potrzebowałam to z siebie wyrzucić...

Zobacz podobne tematy :
Odp: Przegrywam życie...

Zacznijmy od tego, ze odwazylas sie napisac, wiec wielkie gratulacje. Jednak masz glos i umiesz sie nim poslugiwac smile
Czytajac  to co napisalas i w jaki sposob to napisalas, wcale nie sprawiasz wrazenia osoby glupiej, ani pustej. Wrecz przeciwnie, prezentujesz sie jako osoba, ktora potrafi sie wypowiedziec i nie powinnas sie obawiac, ze palniesz cos glupiego. Nawet jesli, to przeciez swiat sie nie zawali, obroc to w zart i zacznij smiac sie sama z siebie. Na pocieszenie powiem, ze mnie dosc czesto zdarza sie mowic, zanim zdarza sie zastanowic i rozne dziwne rzeczy wychodza z tego smile

Co do twoich rodzicow, to bardzo mi przykro, ze sprawili, ze nigdy nie czulas sie wystarczajaco dobra. Jedyne co moge ci powiedziec, to ze jestes osoba wartosciowa i nie sluchaj nikogo kto mowi ci inaczej.

Co do tego twojego strachu przed ludzmi, moze nie odrzucaj wszystkich zaproszen jak leci. Nie mowie tutaj o pakowaniu sie w zwiazek, ale moze wyjscie gdzies z jakas kolezanka. Rozmowa w cztery oczy o wszystkim i o niczym. Jezeli bedziesz sie swobonie czula z jedna osoba, to pozniej sprobuj w towarzystwie 2-3 i zobaczysz, ze ten strach bedzie stopniowo znikal.

Najwazniejsze jednak, zebys nie przejmowala sie tym co obcy ludzie powiedza, albo sobie o tobie pomysla. Zyj tak jak tobie sie podoba, a jezeli ktos ma z tym problem, no coz, to ich problem, a nie twoj.

Powodzenia i pozdrawiam smile

3

Odp: Przegrywam życie...

Czytajac  to co napisalas i w jaki sposob to napisalas, wcale nie sprawiasz wrazenia osoby glupiej, ani pustej. Wrecz przeciwnie, prezentujesz sie jako osoba, ktora potrafi sie wypowiedziec i nie powinnas sie obawiac, ze palniesz cos glupiego.

Pisanie przychodzi mi dużo łatwiej, a kiedy próbuję się odezwać i powiedzieć coś mądrego, zazwyczaj ledwie daję radę sklecić składne zdanie, a skutek jest odwrotny do zamierzanego . Mimo wszystko dziękuję:)

Co do twoich rodzicow, to bardzo mi przykro, ze sprawili, ze nigdy nie czulas sie wystarczajaco dobra. Jedyne co moge ci powiedziec, to ze jestes osoba wartosciowa i nie sluchaj nikogo kto mowi ci inaczej.

Staram się sobie to powtarzać, jednak tak ciężko jest w to uwierzyć...

Najwazniejsze jednak, zebys nie przejmowala sie tym co obcy ludzie powiedza, albo sobie o tobie pomysla. Zyj tak jak tobie sie podoba, a jezeli ktos ma z tym problem, no coz, to ich problem, a nie twoj.

Widzisz, ja właśnie boję się być sobą. Chyba gdzieś w tym podporządkowywaniu się woli innych zatraciłam siebie. Już chyba sama nie wiem, co jest moim prawdziwym JA. A skutek jest taki, że przybieram postawę odpowiednią do sytuacji i osoby, z którą mam do czynienia. Brakłoby palców u rąk, gdybym chciała zliczyć swoje twarze;) Źle się z tym czuję, chciałabym tak po prostu pewnego dnia zrzucić z siebie ten ciężar grania kogoś innego i być  po prostu prawdziwą sobą.

Dziękuję bardzo serdecznie za odpowiedź, Twoje słowa nieco podniosły mnie na duchu smile

Odp: Przegrywam życie...

Na prawde tak ciezko ci wychodzi rozmowa? Teraz rozmawiamy i jakos dajesz rade smile

Zamiast myslec, ze jestes niewystarczajac dobra, zacznij myslec o momentach kiedy ludzie mowili ci, ze jestes swietna. Podzczas jakis konkursow, na uczelni, w pracy czy gdziekolwiek. Na pewno twoje dobre cech i osiagniecia zostaly i zostaja zauwazone i na tym sie koncentruj.

Przestan sie byc soba. na swiecie jest wiele roznych osob i niestety nie mozesz byc przyjaciolka kazdej jednej. Jezeli kto cie nie lubi taka jaka jestes, to jego/jej strata. Jest wiele innych osob, ktore  cie bardzo lubia, ta prawdziwa ciebie. To wlasnie im powinnas poswiecac czas, bo mamy go zbyt malo, zeby narnowac go na ludzi, ktorzy lubia tylko osobowosc ktora im prezentujesz, a nie prawdziwa ciebie.

Glowa do gory, bedze dobrze smile

5

Odp: Przegrywam życie...

Cześć smile,
tak sobie czytam Twojego posta i muszę przyznać, że w niektórych kwestiach widzę obraz samej siebie. Niestety również za bardzo przejmuję się opiniami innych ludzi, strasznie boję się ośmieszenia. Ja mam przede wszystkim problem z niską samooceną, choć po nadwadze z dzieciństwa dawno już nie ma śladu. Gdzieś w środku cały czas żyję tymi przykrościami, których nasłuchałam się od kolegów w szkole... Zawsze wszystko brałam do siebie i niestety mam to do dzisiaj. Brakuje mi dystansu do siebie i chyba jestem przewrażliwiona. Niestety ciężko coś zbudować na zniszczonej samoocenie i nieśmiałości. Przez to wszystko zamknęłam się w domu, zaczęłam unikać jakichś spontanicznych wyjść, ograniczając się tylko do szkoły itp. Byłam przekonana, że unikając spotkań z ludźmi, nie będę narażona na przykre sytuacje. Jakiś czas temu dotarło do mnie, że wyrządziłam sobie tym jeszcze większą krzywdę, zmarnowałam sporo czasu. Jakiś czas temu, po kolejnym przepłakanym dniu, postanowiłam jakoś zacząć z tym walczyć. Na razie idę tempem żółwia, ale idę smile. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę i Tobie też tego życzę.

nie potrafię uwierzyć, że komuś mogłabym się spodobać.

Swoją drogą, jak ja to dobrze znam sad

6 Ostatnio edytowany przez Gall_Anonim (2013-05-13 12:21:53)

Odp: Przegrywam życie...

Eponine - Musze przyznać, że w ogóle po Twoich słowach nie czuć, że masz problemy w komunikowaniu się z ludźmi. Wręcz przeciwnie! smile Widać, że jesteś bystrą dziewczyną, o bogatym wnętrzu i potrzebujesz jedynie kogoś, przed kim nie będziesz musiała się w żaden sposób hamować. Myślę, że na tym forum możesz czuć się swobodnie, bo chętnie pomożemy Ci nabrać więcej wiary w siebie smile.

Tak nieskromnie powiem, że bardzo cenię takie osoby jak Ty. Dla mnie jesteś jak ta wisienka z tortu. Niby tort słodki i każdy się bije o swój kawałek, ale za to Ty i tak jesteś tu najsłodsza... doceni ją tylko ten, komu przypadniesz w jego porcji, a reszta będzie zazdrościć wink heh... Tłumacząc to na ludzki język... Wykorzystaj swoje lęki i postaraj się zarazić ludzi sobą. Wyjdź naprzeciw swoim lękom i pokaż, że jesteś "bogatą księga" dla każdego, kto chciałby "zaczytać" się w Twojej osobie smile Masz bardzo wiele do powiedzenia i nie wstydź się tego! Rodzina z tego co czytam, przymuszała Cię do tego byś za wszelką cenę zawsze była najlepsza, porządna i nie przynosząca wstydu im... ale zapomnij o tym! Pamiętaj, że żyjesz przede wszystkim dla siebie i masz w pełni prawo do tego by sama o sobie decydować, a nawet popełniać błędy i zbierać z nich doświadczenie. Twoi rodzice chcą dla Ciebie dobrze, ale popełniają jeden z najczęstszych błędów wychowawczych wywołując na Tobie niepotrzebną presję i zamykają Cie w wyimaginowanej klatce ich oczekiwań. Cóż... rodziny nie wymienisz na lepsza, ale za to zawsze możesz odnaleźć ludzi, przy których nie musisz czuć się tak źle. Myślę, że właśnie taki mężczyzna, który uwolni Cię od tego poczucia, że zawsze musisz "błyszczeć", zdobędzie Twoje serce jako jedyny smile. Co mogę Ci doradzić... po prostu staraj się jak najwięcej ( nawet wbrew sobie ) spotykać się z ludźmi. Jeśli nie masz przyjaciół, to zapisz się na jakieś kursy, koła zainteresowań itp. Im więcej będziesz przebywać po za domem, w którym nikt Cie nie docenia, tym lepiej dla Ciebie i sama zauważysz, że życie nie polega tylko na zaspakajaniu opinii Twojej rodziny. Najgorsze co możesz zrobić, to wmawiać sobie, ze coś z Tobą nie tak. No popatrz sama na siebie... jesteś młodą, mądrą dziewczyną, za którą ganiają faceci, ale Ty sama nie chcesz uwierzyć w to, że ktoś może Cie akceptować, bo przyzwyczajono Cię do roli szarej myszki, niepotrzebnej nikomu. BŁĄD! Jesteś właśnie wspaniałą osobą. Potrzeba Ci tylko towarzystwa, a wierz mi... po przełamaniu pierwszych lodów jest już o wiele łatwiej smile.

Swoją droga, przypominasz mi bardzo moją pierwszą miłość. Ona też pochodziła z domu gdzie zdaniem przewodnim było "a co ludzie powiedzą" i było to na tyle niezdrowe, że dziewczyna dopiero odżyła, gdy wyjechała na studia i poznała świat od innej strony niż tylko dom rodzinny. To był ciężki czas kiedy co chwile trzeba było udowadniać jej rodzicom, że jest się na tyle porządnym facetem, że mam prawo z nią się pokazywać... albo jej matka, potrafiła za nami samochodem jeździć, by kontrolować...czy aby jej córka nie robi jej gdzieś wstydu... Do mnie samego nie miała zastrzeżeń, ale opinia o niej i jej córeczce była najważniejsza... w końcu to córka Sołtysa była... xO Nie poddawaj się! smile Uwolniłem tą dziewczynę z jej lęków i wystarczyło, że pokazałem jej, że ją akceptuje i cenie taką jaka jest. Tylko tyle wystarczy by już widać było efekty.

Nie daj się zwieść pozorom. Ja wierzę, że to tylko kwestia czasu kiedy zaczniesz na nowo cieszyć się życiem, a sam fakt, że tu napisałaś to już duży krok do przodu smile

7

Odp: Przegrywam życie...

Może ja nie miałam tak złej sytuacji w dzieciństwie, ale niestety również byłam porównywana. Zawsze gdy mówiłam, że dostałam jakąś tam ocenę to mama pytała co dostała jakaś tam moja koleżanka. Nawet w czasie studiów pytała się mnie ile było np 5, czy dużo osób zdało. Porażka jakaś. hmm Dodatkowo tata miał takieś dziwne żarty. Gdy byłam mała to np mówił abym jemu pokazywała drogę w czasie jazdy do babci. Gdy ja np się pomyliłam albo nie wiedziałam gdzie ma teraz skręcić mówił coś w stylu: "Oj widzisz gdyby nie tatutuś to byś nie trafiła do babci, a my wylądowalibyśmy w lesie, nie poradziłąbyś sobie" Niby nic wielkiego ale dla dziecka to dużo. Dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Gdy byłam starsza i miałam ok 16 lat mówił: "Jak ty coś ugotujesz to nie da się tego zjeść." Tak kilka razy mówił. Efekt jest taki, że mam 25 lat i gdy gotuję  jakiś obiad dla rodziny, to panicznie boję się czy będzie smakowało. Ogromnie mnie to stresuje.
Wiesz jakie znalazłam rozwiązanie? Spróbowałam się odciąć od tego. Spojrzałam na siebie swoim krytycznym okiem i dojrzałam w sobie wiele zalet. Mimo, że ciągle przedzierał się głos taty: "nic nie umiesz, nie dasz rady, nie potrafisz." Mam teraz 25 lat, jestem za granicą z dala od rodziców. Nawet za nimi nie tęsknię, a oni chcą codziennie rozmawiać przez telefon. Ja nie chcę, raz na tydzień w zupełności wystraczy. Nie chcę z nimi rozmawiać, bo dobrze sobie tutaj radzę, a oni mnie krytykują albo dodają swoje "dobre rady". A ja układam sobie tutaj wszytsko od nowa i nie chciałabym aby te wspomnienia z dzieciństwa jakoś mi przeszkodziły, na zasadzie takiej że się zniechęcę albo pomyślę że nie dam rady. Tobie radzę to samo, spróbuj się od tego odciąć. Jesteś na dobrej drodze, bo jak wspominałaś, myślisz o sobie czasami że jesteś mądra i radzisz sobie. Tylko własnie niesttey pojawiają się te momenty zwątpienia hmm
A i jeszcze musimy się pilnować i nie popełnić tych samych błędów w przypadku naszych dzieci smile

8

Odp: Przegrywam życie...

Droga Eponine:)
Jakbym czytala o sobie...WIdzisz,okazuje sie,ze wiele osob ma z tym problem...Wydaje mi sie rowniez,ze jesli ktos nie ma podobnie,nigdy tego nie zrozumie.

Ja skonczylam studia(wieki temu),dobrze wygladam(i chyba tylko dzieki temu jakos jeszcze funkcjonuje:),mieszkam w Londynie,a mimo to poziom mojej samooceny jest tak niski,ze prawie dotyka jadra ziemii:).

Mialam podobnie jesli chodzi o dziecinstwo,z ta roznica,ze mnie z kolei porownywano do starszej siostry,ktora wygrywala wszystkie olimpiady.Moje zdanie,choc nie jestem glupia osoba,zawsze negowano.Powiem ci,ze nawet teraz,kiedy spotykam sie z grupa ludzi,staram sie nie odzywac,bo albo ze stresu palne cos dziwnego,albo wogole nie wyksztusze slowa:)
Na obrone magisterki nie moglam isc,bo nogi odmowily posluszenstwa,a przed komisja usiadlam,wlepilam w nich slepia i modlilam sie,zeby to juz sie skonczylo:))))

Ja zamknelam sie w pokoju,przed komputerem;lubie samotnosc,bo mozna byc soba,jakkolwiek dochodzi do ciebie w ktoryms momencie,ze jesli bedziesz kontynuowac swoje zycie w tym kierunku,zostaniesz sama,a nie o to nam przeciez chodzi...
Aktualnie jestem na etapie wmawiania sobie,ze musze sie ruszyc i zaczac szukac pracy,ale sama mysl o tym powoduje bole brzucha i problemy ze snem.A nie mam wyboru,bo mieszkam sama i wlasciwie nie mam na kogo tu liczyc.
Podobnie jak ty,nie mam kontaktu z mama(taty juz dawno nie mam),tzn mam ale zupelnie jak obce osoby.Nazabawniejsze jest to,ze ona nie moze zrozumiec,dlaczego mam tak niska samoocene.

Dlaczego pisze to wszystko?Zeby ci pokazac,ze z wiekiem to nie mija,a wrecz przeciewnie,robi sie jeszcze gorzej.
W zeszlym tygodniu skonczylam 30 i obiecalam sobie,ze czas to w koncu zmienic.Obiecalam sobie na sile wychodzic z domu(wczesniej zawsze potrafilam znalezc jakas wymowke,zeby zostac w domu),nawet jesli bedzie mroz i wichura:)Tak zupelnie wbrew sobie.I poznawac ludzi.I tak wiekszosc do niczego sie nie nada,ale tak dla siebie,zeby nabrac doswiadczenia.
Kursy czy extra zajecia jak ktos napisal,sa swietnym pomyslem.Wydaje mi sie,ze dobrze miec na poczatku jakas znajoma gebe,ktora sama swoja obecnoscia bedzie ci dodawac odwagi.

Powodzenia.I tobie i mi:))))Mam nadzieje,ze w odpowiednim czasie wszystko sie odmieni.I bedziemy sie z tego smiac:)
Jesli bedziesz kiedys miala ochote pogadac prywatnie,to zapraszam:)

9 Ostatnio edytowany przez Eponine (2013-05-14 00:57:28)

Odp: Przegrywam życie...

Dziękuję Wam wszystkim za te słowa otuchy, chyba sobie wydrukuję Wasze posty i powieszę nad biurkiem-motywacja każdego dnia gwarantowana;)

anta_nanarywa - z całego serca życzę Ci, abyś mogła cieszyć się kiedyś pełnią życia, bez względu na wszystko! I dziękuję za wsparcie:)

Gall_Anonim - podobało mi się to porównanie do wisienki na torcie;) Oczywiście uważam je za mocno przesadzone, ale to chyba nikogo nie dziwi;) Staram się wychodzić do ludzi, ostatnio naprawdę zdarza mi się to coraz częściej. Zimowe miesiące przesiedziałam w domu, obżerając się, śpiąc i płacząc. Nie miałam ochoty z nikim wyjść, nie odpisywałam na wiadomości, nie odbierałam telefonów...Mimo to przekonałam się, że są osoby, które i tak wciąż szukają kontaktu ze mną i teraz staram się wynagrodzić im moje zachowanie sprzed paru miesięcy. Coraz częściej mówię TAK propozycjom spotkania i zauważyłam, że dzięki innym ludziom moje życie nabiera rumieńców. Oczywiście nie jest idealnie, wciąż mam problemy z rozmową twarzą w twarz, ale jest też grupa osób, w towarzystwie których czuję się prawie swobodnie;)

I bardzo chciałabym, aby Twoje ostatnie słowa znalazły odbicie w rzeczywistości smile

Małgorzatka - miałam dwukrotnie okazję odciąć się od rodziców, jednak ze względów uczuciowych postanowiłam zostać w miejscu zamieszkania. Okazało się to być błędem, na którym sporo się nauczyłam. Teraz już nie żałuję tych decyzji, bo dzięki nim przeżyłam wiele dobrych dni, poznałam kilka wartościowych osób. Wszystko moim zdaniem dzieje się po coś, widać tak miało być. Jednak przede mną studia magisterskie, które rozpoczynać będę w innym mieście. Liczę, że to pozwoli mi nieco odetchnąć od sytuacji, która panuje w domu.
A Tobie gratuluję odwagi i uwolnienia się od tej niezdrowej sytuacji smile

goszszka - To, co napisałaś dało mi kopa. Wyobraziłam sobie siebie, za tych parę lat-samotną, zamkniętą w sobie, bez pracy i perspektyw na życie. Nie chcę, aby to tak wyglądało, ale boję się zrobić krok w przód. Mam plany, mam marzenia...Tylko odwagi i motywacji brak.  Tobie też życzę powodzenia i trzymam kciuki, żebyś kiedyś mogła sobie powiedzieć- "Jestem szczęśliwa, piękna i mam wspaniałe życie"! smile

10

Odp: Przegrywam życie...
Eponine napisał/a:

z całego serca życzę Ci, abyś mogła cieszyć się kiedyś pełnią życia, bez względu na wszystko!.

Dziękuję, też na to liczę wink.
Dobrze, że masz grupkę znajomych, na których możesz liczyć, świadomość czyjegoś wsparcia bardzo pomaga. Ja zawsze miałam 2-3 dobre koleżanki, teraz na uczelni obracam się w trochę większej grupce, ale jakoś tutaj lżej mi powiedzieć o swoich obawach i rozterkach. A tych znów mam sporo - niedługo czeka mnie wystąpienie przed grupą na studiach i już umieram ze strachu...

11

Odp: Przegrywam życie...

Doskonale Cię rozumiem, ja nigdy nie miałam odwagi być wobec moich znajomych tak zupełnie szczera. Dopiero tutaj powoli się otwieram. Bardzo długo dusiłam w sobie prawdę o sobie, dziwię się, że nie eksplodowałam na forum ze wszystkimi problemami;) Bardzo pomaga myśl, że są osoby, które nas rozumieją. Powodzenia na wystąpieniu! Mnie też bardzo stresują takie sytuacje, ale pomaga mi myśl o tym, co mnie czeka później. Planuję sobie zawsze jakąś przyjemną czynność- na przykład zakup książki i myślę tylko o tym. W rezultacie cały stres mija, a przemówienie kończy się w mgnieniu oka;)

12

Odp: Przegrywam życie...

Ja mam ten problem, że w stresujących momentach serce bije mi jak oszalałe. Nie wiem jakim cudem jeszcze chodzę po tej ziemi wink, bo takich momentów mam sporo.

13

Odp: Przegrywam życie...

Powiem Ci droga Eponine, że przez większość swojego życia byłem introwertykiem, który choć nie nie bał się ludzi, to jednak unikał kontaktu z obawy, że wypadnę głupio, albo, że nie będę pasował... Mój ojciec, choć nigdy mnie nie zawiódł i spełnił swoją rolę wychowawczą pozytywnie, to jednak nigdy nie zaszczepił we mnie tej pewności siebie. Zawsze słyszałem, że się nie postarałem, że mógłbym lepiej, nie dopuszczał mnie do różnych robótek domowych, bo uważał, że ja tylko to spartaczę... Długo nie byłem nawet tego świadomy, że to wpływa na mnie negatywnie i dopiero jak poproszono mnie bym odegrał rolę narratora ( ponoć mam radiowy głos ) w studniówkowym przedstawieniu, gdy nagle stanąłem na scenie przed spora publicznością, udało mi się przełamać smile. Wystarczyło tylko, że ludziom się to podobało i człowiek z miejsca nabrał pewności siebie. Poszedłem za ciosem i od tego momentu starałem się walczyć ze swoją nieśmiałością i brakiem pewności siebie. Okres studiów był wspaniałą lekcją życia, która do reszty zmieniła mój charakter. Dziś nie wyobrażam sobie życia ponownie samemu dla siebie i skrywającego się przed ludźmi. Nawet gdy rzeczywiście popełniam błędy, albo ktoś mnie krytykuje, mam taki zapas pewności siebie, że nawet najbardziej cwane w manipulacjach na słabszych charakterem maja ze mną problem smile

Spytasz co jest kluczem do tego? Ot może to banalnie zabrzmi... ale po prostu pokochaj siebie! Taką jaka jesteś. Wejdź wśród ludzi, którzy są życzliwi i nie patrzą na Twoje wady i skromność. Wynagradzaj sobie swoje wysiłki, a przede wszystkim odnajdź swój cel w życiu, który będzie Cie motywował do parcia do przodu smile. Nie pozwól sobie na negatywne myśli. Pomyśl, że życie to kręta droga przez ciemny las. Jedyna droga jaką widzisz i nie możesz się cofnąć, bo zginiesz ( zmarnujesz sobie życie ). Naucz się kochać swój lęk.

Czytałem kiedyś książkę o mężczyźnie, który był himalaistą i podczas wyprawy zginęło 8 jego towarzyszy. Ci którzy przeżyli ratowali siebie samych, a jego pozostawili nie dając mu szans na przeżycie z powodu poważnych odmrożeń, ślepocie śnieżnej i ogólnemu wycieczeniu. Facet mimo wszystko nie poddał się i jak opisywał: "nauczyłem się kochać ból i dzięki temu udało mi się przetrwać".

Może to nie jest najlepsze porównanie do Twojej sytuacji, ale dobrze pokazuje siłę naszego umysłu. To w końcu my sami kreujemy sobie świat własnymi oczami. Nie pozwól by Twoje myśli i lęki zawładnęły nad resztą Twojego pięknego życia. Jesteś młoda, jeszcze pełna energii i możliwości! Czas wstać, wspiąć się na jakiś szczyt i wykrzyczeć światu że żyjesz! smile

Uszy do góry! smile

14

Odp: Przegrywam życie...

Trochę jakbym czytała o sobie smile. Mnie bardzo duzo dali przyjaciele na ktorych miałam szczescie trafić. Tak naprawdę nikt nie jest idealny, w każdym siedzą jakieś większe lub mniejsze demony. Nie ma sensu od razu zakładać, ze sie skompromitujesz czy osmieszysz, ponieważ na ogół każdy ma takie myśli, gdy chce komuś zaimponowac, dobrze wypaść. Ja przez pryzmat doświadczeń wiem, ze ludzie wokół nie są podłymi hienami, czekajacymi na moj upadek i z większością mozna znaleźć wspólny język. Najtrudniejszy pierwszy krok, a pózniej stopniowo jakos sie wszystko zacznie układać smile. Najważniejsze, by nie zamykać sie na swiat. Teraz, gdy jestes juz dorosła, mozesz w końcu wyjść z roli tej glupiutkiej, najmłodszej w rodzinie dziewczynki bez prawa głosu. Teraz Ty jestes u steru i nikt ani nic nie może Cie ograniczać. Ryzykuj, popełniaj błędy, baw sie, daj sobie trochę luzu. ŻYJ smile

15

Odp: Przegrywam życie...

Jest wiele takich osób. Sama taka kiedyś byłam...
Ale nigdy nie twierdziłam, że przegrywam życie... Wręcz przeciwnie za każdym razem gdy mnie kopało pokazywałam mu środkowy paluszek i szłam dalej.
Rada jest jedna - nie bój się. Strach nas umniejsza. A żeby być szczęśliwym trzeba przede wszystkim lubić samą siebie.
Mi bliscy często w twarz mówili, że powinno się mnie leczyć psychiatrycznie (tylko dlatego że nie podzielam ich poglądów), albo że jestem głupia bo nie lubię chodzić na zakupy i nosić tipsów.
Po prostu jestem inna - ale to jestem właśnie JA i nie dam tego zniszczyć nikomu smile Długo o to walczyłam, ale jestem szczęśliwa w moim życiu i mam kogoś kto mnie taką a nie inną akceptuje.
Będzie dobrze smile Tylko w to uwierz i idź własną ścieżką

16

Odp: Przegrywam życie...

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź:) Staram się wprowadzić Wasze rady w życie, chociaż jest ciężko...Dziś usłyszałam od dobrej koleżanki coś, co mnie załamało: "Ty jesteś taka pewna siebie, w życiu nie nazwałabym Cię nieśmiałą!". Źle mi z tym, że osoby bliskie odbierają mnie całkiem inaczej niż te, które na co dzień poznaję. Zaraz zaczynam się zastanawiać, co ludzie tak naprawdę o mnie myślą, za kogo mnie mają...Jestem niewolnikiem własnych myśli i słabości.

17

Odp: Przegrywam życie...

Dobrze, ze wpadlem dzisiaj na to forum.. Mieszkalem przez 5 lat w Poznaniu akademiku i zawsze myslalem, ze kobiety sa nie warte zastanowienia ... a tu prosze.
Zrobilas na mnie niesamowicie pozytywne wrazenie.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024