od pewnego czasu przez nieudane relacje z facetami ogromnie spadła moja samoocena. mam przez to takiego doła , że muszę to z siebie wyrzucić.
ale do rzeczy; pod względem wizualnym podobam się facetom. nie mam problemu z przyciągnięciem ich uwagi , naprawdę na brak zainteresowania nie mogę narzekać do tego stopnia nawet, że momentami mnie to męczy. gorzej jest z moim , jak przypuszczam, charakterem. bo jak już wspomniałam w temacie , kiedy poznaję bliżej jakiegoś chłopaka , jego zainteresowanie mną momentalnie spada.
kiedy miałam ok 15 lat przeżyłam swój pierwszy dosyć 'poważny' związek. byłam z tym chłopakiem ok 1,5 roku , układało nam się średnio , ale mniejsza o to, nie jest to chyba jakoś szalenie istotne. poza tym byłam w jeszcze jednym naprawdę ważnym dla mnie związku , przetrwał ok roku. wszystkie inne relacje z facetami były dosyć luźne i krótkie. ten drugi związek o którym wspomniałam , zakończył się jak miałam ok. 18 lat. i wtedy właśnie postanowiłam że na jakiś czas odpuszczę sobie związki , poprzednie kosztowały mnie sporo nerwów, smutków, potrzebowałam pobyć sama. było mi z tym dobrze, postawiłam na zabawę , imprezy. mimo wszystko kręcili sie koło mnie różni chłopcy , ale starałam sie ich do siebie nie dopuszczać.
jednak przez te 2 ostatnie lata w samotności , zdecydowałam sie dać szansę dwóm tylko chłopakom. chyba dlatego , ze bardzo zabiegali o kontakt ze mną , starali się do mnie zbliżyć, podobali mi się i zdecydowałam spróbować. z pierwszym z początku układało mi się całkiem ok , byłam naprawdę szczęsliwa ale już po jakichś trzech tyg. bycia razem zaczął być znudzony naszą relacją, przestał się starać, po ok. 2 miesiącach związek nam sie rozpadł. z drugim nie do końca mogłam znaleźć wspólny język , ale coś nas do siebie mimo wszystko ciągęło. niestety , za bardzo chciałam mieć kontrolę nad tym co robi , jak spędza czas i uciekł po ok. 2 tygodniach..
dalej mam wokół siebie kilku zainteresowanych mna facetów, ale są to zazwyczaj osoby , które znam bardzo słabo. oni chcą poznać mnie lepiej , proponują spotkania , ale ja zdecydowanie ich unikam.
jednak ostatnio spotkałam się z pewnym kolegą , który prosił mnie o spotkanie już od kilku miesięcy. było średnio, momentami rozomowa za bardzo nam się nie kleiła, nie czułam chemii.. mimo tego całowaliśmy się , na koniec on powiedział , że jestem naprawdę fajną dziewczyną i jeszcze się odezwie. napisał po kilku dniach, zebym nie brała tego do siebie , bo jestem spoko, ale on nie chce mieć dziewczyny. chociaż wprost tego nie napisał miałam trochę wrażenie , ze sugerował , ze nie wyklucza związania się z kimś , tylko nie chce zebym była to ja. zdziwiłam się takim obrotem sprawy , bo niczego poważnego od naszego spotkania nie oczekiwałam , a on wyskoczył nagle ze związkiem. jakiś czas później jeszcze proponował mi spotkanie , ale odmówiłam , nie miałam za bardzo czasu.
poza tym jeszcze inny kolega strasznie zabiegał o spotkanie. był naprawdę zdeterminowany w proszeniu mnie o nie. w końcu się zgodziłam. moze szału nie było , ale bawiłam się możliwie dobrze. tez jakoś tak wyszło ze się całowaliśmy , chodziliśmy za rękę.. nawet go polubiłam. na koniec tak jak poprzedni obiecywał ze napisze, powtórzył chyba z 5 razy że się odezwie. powiedziałam ze spoko. tyle że się nie odezwał. jak przed spotkaniem zabiegał baaaardzo o kontakt ze mną , tak już po olał mnie totalnie.
moja mama twierdzi , że jeśli mam okazje chodzić na randki to powinnam z nich korzystać i się dobrze bawić. problem tylko w tym , że łapię przez nie doła. a konkretniej przez zachowanie facetów po spotkaniu. nie widzę innej opcji jak taka, że nie pasuje im mój charakter. z reguły kiedy przebywam z nowo poznaną osobą jestem dosyć wycofana, małomówna , skryta. brakuje mi totalnie spontaniczności. na co dzień taka nie jestem, w gronie bliższych znajomych zachowuję się inaczej, ale spotkanie z kimś kogo prawie nie znam sprawia że zamykam się w sobie.
nie zrozumcie też tego tak, że po tych spotkaniach oczekuje , że facet będzie od razu chciał wchodzić ze mną w związek, bo jest nawet przeciwnie, bardziej zależy mi na koleżeństwie. nie jestem nachalna w stosunku do chłopaków , nic na nich nie wymuszam. mimo tego prawie zawsze sytuacja po spotkaniu wygląda tak samo.
własnie żeby unikąc takich rozczarowań , zazwyczaj unikam facetów, spotkań z nimi , rzadko kiedy odpisuję na wiadomości.. i właśnie wtedy oni dwoją się i troją żebym zwróciła na nich uwagę. i chyba taki układ bardziej mi odpowiada , nie czuję się przynajmniej tak tragicznie jak wtedy kiedy zostaję olana.
chciałabym żeby ktokolwiek , kto to przeczyta obiektywnie ocenił, co tak strasznie robię nie tak ? gdyby taka sytuacja przytrafiła mi się raz, machnęłabym na to ręką i stwierdziła że po prostu nie było między nami 'tego czegoś' ale to się powiela.. więc problem musi leżeć w mnie.