Drogie panie chciałem na tym forum przedstawić swój problem. Otóż moja żona zachowuje się i myśli jak małe dziecko .Jesteśmy 8 lat po ślubie i mamy 1,5 roczną córeczkę, i żona nie pracuje, tylko zajmuje się dzieckiem a utrzymanie rodziny spoczywa na mnie. obojętnie co bym nie zrobił to zawsze jest żle. A to za dużo pracuję i za mało czasu poświęcam rodzinie, a to nie stać nas na nowy telewizor, czy drugi komputer, czy mamy za małe mieszkanie. Wspomnę również, że nesze życie seksualne zamarło. Na wszelkie próby zainicjowania przeze mnie seksu żona odpowiada, że boi się następnej ciąży albo reaguje wręcz agresywnie. Staram się jej tlumaczyć że seks może być dobrym sposobem na rozładowanie napięć, ale ona nie chce mnie śłuchać. Prubuję namówić ją na wizytę u seksuologa, na co odpowiada, że nie pójdzie i żadnego seksu nie będzie. A brakuje mi tego, ale nawet nie samych zbliżeń, co bliskości żony, ciepła kobiecego ciała, pieszczot, pocałunków.Ja gdy dopuszczę się czegoś złego w stosunku do żony to zawsze ją ładnie przepraszam, przynoszę kwiaty, natomiast od niej bardzo żadko słyszę to magiczne słówko "przepraszam", jakby nie popełniała błędów. Jeżeli chodzi o moją pracę, to też mi się obrywa za to, że za dużo pracuję, a przecież utrzymanie rodziny kosztuje i pieniądze nie rosną na drzewach .Charakter mojej pracy jest taki, że zimą mam więcej czasu dla rodziny, natomisat od wiosny do zimy mniej gdyż jestem rolnikiem. Ostatnio do tego wszystkiego doszło również to, że zaczęła się w nasze życie osobiste wtrącać szanowna mamusia żony i zaczęła ze mną dyskutować jakbym to z nią brał ślub, nie z córką. Teść natomiast zachowuje zdrowy dystans do naszych problemów. Jak ostatnio mieliśmy kłótnię i potem byliśmy z córką na wycieczce w parku, to żona nie pytając mnie o zdanie zabrała również mamusię. Odnoszę wrażenie, że tylko po to abym nie rozmawiał z nią o naszej rodzinie. Bardzo kocham żonę i córkę i nie chcę, aby nam się rozpadła rodzina. Znałazlem nawet psychologa i byliśmy każde z osobna i razem na wizycie. Pani psycholog doradziła nam żebyśmy swoje problemy rozwiązywali sami. A żona stara się żeby przy każdej naszej rozmowie była mama i po wizycie to się nie zmieniło. Co do mieskania to mamy ciasno bo mieszkamy z moimi rodzicami, ale zobowiązałem się żonie że w przyszłym roku zacznę remont domu i adaptację poddasza, bo w tym roku poniosłem duże wydatki na remont ciągnika, na co ona, że nie obchodzi ją skąd wezmę na to środki, ale ona chce mieć w przyszłym roku gotowe mieszkanie. A na taki duży wydatek w jednym roku nas nie stać. bardzo proszę o radę co mam robić, jak się zachowywać, jak z nią rozmawiać i co robić, żeby rodzina nam się nie rozpadła. Jarek
Znałazlem nawet psychologa i byliśmy każde z osobna i razem na wizycie. Pani psycholog doradziła nam żebyśmy swoje problemy rozwiązywali sami
Hahahaha ![]()
Słuchaj, nie zrażaj się do psychologów, nie wszyscy mają takie genialne rady. ^^
Dwa podstawowe pytania:
1) dlaczego żona nie pracuje? Nie chce, nie ma możliwości, bo musi zająć się dzieckiem? Ma trudności w znalezieniu pracy po przerwie? Czy jest jakaś możliwość, żeby to zmienić? Wynająć np. opiekunkę?
2) dlaczego żona tak panicznie boi się kolejnej ciąży? Ta była z komplikacjami? Poród był jakiś traumatyczny? A może nie potrafi odnaleźć się w macierzyństwie, może sobie nie radzi z Waszą pociechą, może ma jakieś depresyjne skłonności i stąd strach, że skoro z pierwszym ledwo sobie radzi, to z dwoma nie ma szans?
Wiesz, jeśli żona siedzi tylko w domu i jej życie ogranicza się do zajmowania się dzieckiem i domem, to dla wielu kobiet prosta droga do depresji. To jest ekstra kiedy się CHCE poświęcić dla domu i dziecka, robi się to z wyboru, ale jeśli jest to przymusem, bo nie ma kogoś do pomocy, to zmienia się w katorgę. To tak jakbyś był w pracy, której nienawidzisz, 24/7. Rozmawiałeś o tym z żoną?
Acha, dodam, że depresja oczywiscie wpływa na libido drastycznie je obniżając, więc brak ochoty na seks czy choćby bliskość byłby całkiem zrozumiały. Kobiety po porodzie są też o bodajże 80% bardziej narażone na depresję niż te, które nie rodziły, a jeśli wcześniej miały jakieś epizody depresji, to nawrót jest niemalże pewny.
Znałazlem nawet psychologa i byliśmy każde z osobna i razem na wizycie. Pani psycholog doradziła nam żebyśmy swoje problemy rozwiązywali sami
Hahahaha
Słuchaj, nie zrażaj się do psychologów, nie wszyscy mają takie genialne rady. ^^
Chodziło zapewne o to, by rozwiązywali je we dwoje, a nie w trojkę - z teściową ;-)))).
Nie no, domyśliłam się, ale to i tak genialna "rada" dla małżeństwa, które ma ewidentny problem z komunikacją i sporą kupkę problemów. ^^ Tu teściowa wprawdzie zagęszcza sytuację, ale wyłączenie jej z rodzinnych dyskusji nie załatwi wszystkich problemów. ![]()
Po pierwsze żona nie pracuje bo musi się zająć dzieckiem, bo w czasie trwania ciąży wyprowadziła się do rodziców, bo moi rodzice są mocno po 60-dziesiątce i nie nailepszego zdrowia. Ma również problemy ze znalezieniem pracy, gdyż miała wypadek w szkole, ma uszkodzony kręgosłup i ma drugą grupę inwalidzką. Przed zajściem w ciążę żona pracowała w zakładzie pracy hronionej ale po upływie urlopu macierzyńskiego pracodawca ją zwolnił, a na opiekunkę nas nie stać. Po wyprowadzce do rodzców żonie w opiece nad córką pomagają rodzice, ale stale słyszę, że są niezadowoleni. Po drugie żona boi się następnej ciąży bo 2 razy poroniła zanim urodzła córkę i poród był miesiąc wcześniej. Ma również skłonność do depresj, bo zamartwia się wszystkim na zapas. Myślę, że to dlatego iż ma nadopiekuńczych rodziców, którzy we wszystkim najchętniej wyręczyliby Ją. Jak to mówią gwiazdkę z nieba daliby córce. Odnoszę wrażenie, że pomimo iż ma 29 l jeszcze się nie usamodzielniła psychicznie. Jak pojawi się jakiś problem to rodzice zamiast pozwolić córce rozwiązaćgo ze mną to zdarzało się, że nie pytając mnie o zdanie sami spieszyli na ratunek. Tak było z kupnem auta. Teściowie kupili córce auto po mimo mojego sprzeciwu, gdyż ja miałem wtedy też swoje auto, a na dwa samochody nie było nas stać. Cynicznahipo ma rację, że chodziło o to, żeby nie było nas troje w małżeństwie, a taka sytuacja ma właśnie miejsce. Po wizycie u pani psycholog teściowa zaczęła ze mną dyskutowć i skarcać mnie, jakbym z nią brał ślub nie z córką, przy aprobacie żony. Doszło do tego, że mocno zdenerwowany wyszedłem z domu i powiedziałem żonie, że więcej tam nie pojadę dopuki będzie nas troje w małrzeństwie.
Co myślicie o czymś takim? Jak ktoś ma za dobrze w życiu to mu się w dupie przewraca. Chodzi mianowicie o to, że dostałem od lekarza skierowanie na badania do odległego miasta i chciałem żeby żona ze mną jechała, bo ma Prawo Jazdy i chciałem żeby wiedziała miała wiadomości na temat stanu mojego zdrowia, a ona zasłoniła się tym, że mleko małej skiśnie, to za daleko (100 km) i za gorąco, i nie chce ze mną jechać. Tłucze mi kołki na głowie , że z małą na szczepienia nie jeździłem, a ja muszę pracować na utrzymanie rodziny ( prowadzę gosp. roln.) a żona mi w tym nie pomaga i nawet od niej tego nie wymagam. Natomiast ja na wszelkie badania i do lekarza małą gdzieś dalej od domu (50-100 km) zostawiałem wszystko i jechałem. Ja myślę że poprostu jest rozpuszczona i tyle, chciałaby, żebym wszystko w małżeństwie zrobił ja. Proszę kogoś o odpowiedź.
Jack - chcesz odpowiedź... proszę bardzo: "widziały gały, co brały"?
Raptem teraz żona Ci się cofnęła w rozwoju? Przedtem ani wyręczana nie była, ani dziecinna?
Kochany, masz po prostu dwoje dzieci.
Natomiast idzie się dogadać, jeżeli obie strony chcą. Moje pytanie brzmi: czy twoja żona chce i czy ty jesteś GOTOWY do takiej pracy?
Bo to nie tak, że jakiś psycholog (autorytet) nakrzyczy na twoją żonę, że zachowuje się jak gówniarz.
Poza tym - jakie masz relacje - na ile się rozumiecie z teściami? Czy macie płaszczyznę porozumienia?
Tu nie ma żona be a mąż cacy (bo utrzymuje rodzinę - taki bowiem jego obowiązek). A wierz mi, że trudniej "wychować" wybujałego w latach niż małe stworzenie. Co nie znaczy, że to niemożliwe. Ale z twojej strony potrzeba również dojrzałego podejścia do sytuacji - nie licz na to, że gdy znajdziesz stronników to sprawa się rozwiąże. Raczej konflikt się zaogni, a skutki mogą być opłakane dla wszystkich ![]()
Cześć forumowicze. Dawno mnie tu nie było, ale mam do was pytanie. Czy któryś z was doświadczył kiedyś przemocy ze strony żony i jak to się objawiało ? Chodzi mi zwłaszcza o przemoc psychiczną i jak ją można udowodnić. Bo nikt mi nie wierzy, że moja żona może takową wywierać na mnie. Mam tu na myśli ciągłe upokarzanie mnie, nie okazywanie pozytywnych uczuć (a negatywne w nadmiarze), że o seksie to już nie wspomnę, bo wcale go niema. Jak mam w takiej sytuacji się zachować?
9 2013-09-20 21:05:29 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-09-20 21:11:02)
Jakoś panowie nie śpieszą Ci z pomocą.
Nie wiem czy dobrze mi się wydaje, mieszkacie u Twoich rodziców?
Jeśli tak, to wiedz, że kobiety źle to znoszą. Mało tego, trudno im pojąc, że najlepiej pracowac i wspólnie dochodzic do czegoś. Też bym chciała żeby mnie utrzymywano, ale twardo stąpam po ziemi i wiem, że wszystko ma swoją cenę, czyli w tym wypadku zależnosc.
Żona ma drugą grupę inwalidzką, czyli jakieś pieniądze ma, nie jest źle, nie jest na Twoim całkowity utrzymaniu. Nie rozumiem do końca czego oczekujesz. Żona ma jakieś deficyty zdrowotne, to zrozumiałe, że rodzice się o nią martwią. Może uważają, że Ty się nie troszczysz. Rodziców rozgrzeszasz, bo starzy, a żony nie - pytam dlaczego?
Podstawowym błędem w małżeństwie jest brak obiektywizmu w stosunku do swojej rodziny. Żona każe Cię za coś, a Ty oczywiście nie kumasz? Naprawdę nie wiesz, czy nie chcesz nam napisac.
1. Żona chce remontu domu ( mieszkacie u Twoich rodziców), ale remont ciągnika ważniejszy
2. Ciosanie kołków na głowie, karanie brakiem seksu
3. Matka żony się wtrąca, a szanowni rodzice Jacka ( nie ma o nich słówka) to niemowy, a może autor nie napisał nam wszystkiego
4. Założyciel tematu jest rolnikiem, czyli gospodarka i rodzice są najważniejsi na świecie
Chcesz udowodnic żonie przemoc, ona Tobie też może postawic różne zarzuty. Chciałabym usłyszec co ma do powiedzenia Twoja żona.
Wczoraj nie mogłam dokończyć, uczynię to dziś.
Jak masz się zachować?
Przede wszystkim nas nie okłamywać i nie przemilczać faktów. Natomiast żonę wysłuchać i zrobić ten remont. Kobieta chce mieć trochę prywatności, swoją przestrzeń.
Jakie to straszne, że musisz raz na jakiś czas widywać teściową. No popatrz, a Twoja żona codziennie ma nad głową swoich teściów czyli Twoich rodziców. Z pewnością nam tu napiszesz, że oni są bez wad i chcą dobrze (chyba dla siebie, no i Ciebie).
Nie jest miło gdy cudzy rodzic jest ciągle w pobliżu ( ów spacer), nie jest miło gdy ktoś się o nas nie i wspólne dziecko nie troszczy (wyjazd na badania). Żona zrobiła Ci pokazówkę i tyle. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Ty się o nią dbasz? W jej mniemaniu pewnie nie i dlatego masz bunt na pokładzie.
Ja się tej psycholog nie dziwię. To nie trójkąt, a czworokąt, bo szanowny Jack moim zdaniem przemilczał to, co dla niego było niewygodne, czyli fakt zamieszkiwania u jego rodziców. Jack jest zły, współmałżonki nie da się podporządkować - ma swoje pieniądze ( może niewielkie, ale jednak dają jej poczucie niezależności) oraz wsparcie rodziców.
Najlepiej mieszkać na swoim. Poczytaj Jack co sądzą o mieszkaniu pod dachem teściów synowe. Prawie zawsze jest tam konflikt. Ty u siebie go nie dostrzegasz, a może nie chcesz widzieć? Do rozwiązania Twojego problemu nie przybliży Cię fakt zgrabnego żonglowania faktami. To jak będzie? Napiszesz nam co konkretnie żona Ci zarzuca, czy będziesz kluczył?
. Żona każe Cię za coś, a Ty oczywiście nie kumasz? Naprawdę nie wiesz, czy nie chcesz nam napisac.
Rozumiem chaber że rozmawiałaś z jego żoną i tak bardzo ją rozumiesz, że to dla ciebie taka oczywista oczywistość
Żona chce remontu domu ( mieszkacie u Twoich rodziców), ale remont ciągnika ważniejszy
Żeby złapać rybę ,nie trzeba czasem do tego wędki ?
4. Założyciel tematu jest rolnikiem, czyli gospodarka i rodzice są najważniejsi na świecie
Widzisz Jack ! Wstydził by się że pałasz się ciążkom, na roli pracą żeby zarobić na chleb
10 batów biczem za to ,może poprawi humor żonie ..
Poczytaj Jack co sądzą o mieszkaniu pod dachem teściów synowe.
Mieszkałem z pół roku u teściów na czas remontu domu i ze łzą w oku się od nich wyprowadzałem (tak nas rozpieszczali)
Paweł czyli "Nie taki diabeł straszny jak go malują"
Tzn nie zawsze,wyjątki jednak są ![]()
A ty Autorze... hmm dziwnie to twoje pisanie.
Tzn bardzo marudzisz,zamiast się wziąć
za rozwiązywanie problemów Sam!
Zacząć realizować,to co zamierzasz małymi krokami.
To nic że na daną chwilę wydają się nie do przeskoczenia.
No i przede wszystkim powinniście być Sami na swoim.
Wiem że nie jest łatwo żyć teraz w Polsce,bo też tu żyję
prawie vegetując ,ale to nie znaczy że trzeba czekać na cud
aż samo się to naprawi.
Życzę Powodzenia ![]()
chaber05 napisał/a:. Żona każe Cię za coś, a Ty oczywiście nie kumasz? Naprawdę nie wiesz, czy nie chcesz nam napisac.
Rozumiem chaber że rozmawiałaś z jego żoną i tak bardzo ją rozumiesz, że to dla ciebie taka oczywista oczywistość
chaber05 napisał/a:Żona chce remontu domu ( mieszkacie u Twoich rodziców), ale remont ciągnika ważniejszy
Żeby złapać rybę ,nie trzeba czasem do tego wędki ?
chaber05 napisał/a:4. Założyciel tematu jest rolnikiem, czyli gospodarka i rodzice są najważniejsi na świecie
Widzisz Jack ! Wstydził by się że pałasz się ciążkom, na roli pracą żeby zarobić na chleb
![]()
10 batów biczem za to ,może poprawi humor żonie ..
chaber05 napisał/a:Poczytaj Jack co sądzą o mieszkaniu pod dachem teściów synowe.
Mieszkałem z pół roku u teściów na czas remontu domu i ze łzą w oku się od nich wyprowadzałem (tak nas rozpieszczali)
Dzięki Ci Paweł za zrozumienie.
Napisałem odp. , ale mi ją wcięło, bo zablokowali mi internet. Napiszę wkrótce jeszcze raz.
Napisałem odp. , ale mi ją wcięło, bo zablokowali mi internet. Napiszę wkrótce jeszcze raz.
What to żre to kobiece forum to nie oznacza że jesteśmy idiotkami, większych bzdur jeszcze nie czytałam.
16 2013-09-22 08:59:17 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-09-22 12:17:47)
Paweł jesteś rolnikiem, wiesz jak oni rozumują, co jest dla nich największą wartością, jaka rolę odgrywa żona, kobieta, jakie są w stosunku do niej oczekiwania?
Dedukujmy.
Jack podkreśla, że ciężko pracuje na roli. Ok, chwała mu. Żali się na koszty remontu ciągnika, tu pomaga wujek Google, szukamy ile to może byc, najczęściej parę tysięcy. Wniosek: Jack chyba nie jest bambrem.
Jego żona ma orzeczenie o II grupę inwalidzką, czyli pobiera jakąś rentę, dodatkowo pracowała, a obecnie (sama sprawdzałam) tacy ludzie są chętniej zatrudniani ze względu na pewne korzyści.
Ta zła żona byłaby dobra, bo jej pieniądze nie śmierdziały. Nie powinna miec jednak wymagań co do biednego misia rolnika. Jego ciężką pracę szanuję, ale za brak szczerości ma u mnie przechlapane. Ciągnik wyremontowany, czas przystąpic do poważnych rozmów. Żona musi usłyszec konkrety: kiedy remont. Wiem, że się boi rozwodu, stąd ten dramatyczny apel o pomoc w udowodnieniu stosowania przemocy przez żonę. Sięgnęła kobieta po takie metody, bo widocznie reszta nie skutkowała. Mieszkanie na tzw kupie, zawsze czkawką się odbije. Paweł mieszkał pół roku u teściów, czyli tymczasowo, jakoś teściowie znieśli. Zamieszkaj na stałe, zaśpiewasz inaczej.
Jeszcze raz powtórzę, mieszkam na wsi od ponad 20 lat, poznałam dosc dobrze mentalnosc i zwyczaje rolników, nie jestem młodą siksą, której kity można wciskac.
Plany mi się zmieniły, nie będę mieć być może czasu na dyskusję, więc coś jeszcze dopiszę.
Jarka rodzice są po 60-tce, to pozwala domyślać się, że gospodarstwo przekazane. Jeśli nie jest zbytnio dochodowe, te świadczenia (emerytury) bywają na wagę złota, ale powodują pewne skutki: rodzice rządzą. Generalnie na gospodarstwie, decyzyjność prawie zawsze jest wspólna. Wyjątkiem są takie, gdzie starzy gospodarze nie doradzają, nie wtrącają się.
Rolnicy to naprawdę oszczędni ludzie, żeby nie powiedzieć interesowne sknerusy. Kto mieszka na wsi ten wie, że dziedzic jest wdzięczny rodzicom, bo przekazali mu pewien majątek i miejsce pracy.
Przejdźmy do oczekiwań względem synowej. Oczekuje się od niej dbania o cały dom, czasami obejście, niestety bywa, że i ciężkiej pracy. W zamian za utrzymanie ma być spolegliwa, pracowita, lojalna oraz przyjąć bez protestów rolę opiekunki teściów na stare lata.
Cwani rolnicy poszukują żon pracujących, bo nie muszą opłacać jej składki KRUS, a dodatkowa kasa nie zawadzi, nie mówiąc o odpadających wydatkach. Coraz liczniejsi nie żenią się, a jedynie żyją na kocią łapę, obiecując kobiecie "może kiedyś, jak znajdzie czas i pieniądze". Zalegalizować związku nie chcą też ci najbogatsi, obawa oskubania w razie rozwodu jest zasadna.
Rolnicy to ludzie twardo stąpający po ziemi, nie w ciemię bici. Uprawa pola jest biznesem, czyli rozumują jak pozostali, mający np. firmę. Kobiety niech wezmą to wszystko pod uwagę wiążąc się z rolnikiem. Praca ciężka, mało romantyczna, to i oni tacy sami. Te, które oczekują nie wiadomo czego, będą zawiedzione. Jak któraś chce być utrzymywana, nie pracować, a jedynie zajmować domem i rodziną, to niech omija rolnika (chyba, że trafi na prawdziwego bambra, ale wymagania co do zajmowania jego rodzicami mogą pozostać).
Czekałam na odpowiedź Jarka, byłam ciekawa czy przyzna się, że tak jak większość młodych rolników, nie ma wiele do gadania, i że o inwestycjach decydują rodzice. To ich dom, mają emerytury i niekoniecznie remont uważają za konieczny.
Droga Chaber już odpowiadam. Bardzo kocham moją żonę, ale kompletnie jej nie rozumiem. Otóż żyje ona jakby w innym świecie, gdzie wszystko powinno być piękne i mąż powinien pracować mało a zarabiać dużo. Też bym tak chciał, ale życie dzisiaj jest ciężkie. po pierwsze obiecałem Żonie, Że zacznę remont domu w przyszłym roku jak zorganizuję fundusze, a mam zamiar zagospodarować poddasze domu i będzie to mieszkanie 90m2 z oddzielnym wejściem. Co do remontu ciągnika to musiałem to zrobić, bo to moje narzędzie pracy i inaczej nie zarobiłbym ani na remont domu, ani na utrzymanie rodziny. Jeżeli chodzi zaś o ciosanie kołków na głowie to stale to ma miejsce, nawet dzisiaj mi się dostało, że za dużo pracuję i, że praca jest dla mnie ważniejsza niż rodzina, a tak nie jest, bo Żona nie pracuje i nie ma żadnej ręty bo wypadek miała w szkole podst. i rodzice tą sprawę zaniedbali. Tak więc cała nasza rodzina jest tylko na moim utrzymaniu i KRUS za Żonę też opłacam, bo nie wyobrażam sobie inaczej. Jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe to zaczęło się od tego, że Żona miała cesarkę i później miała bóle, więc nie naciskałem. Ale gdzieś tak po 1,5 r od porodu jako, zdrowy mężczyzna mający swoje potrzeby zacząłem Żonę prosić o współżycie, ale spotykała mnie odmowa. A to, że boli ją głowa, a to kręgosłup ( ma uszkodzony po tym wypadku w szkole i stąd ta grupa ) od noszenia dziecka, aż w końcu powiedziała, że nie chce. Po drugie matka mojej Żony się wtrąca do naszego małżeństwa, ale to my sami żeśmy Ją w to wciągnęli, bo Żona jak nie mogła się ze mną dogadać to szła na skargę do mamusi, a jak ja nie mogłem dotrzeć do Żony, to też próbowałem przez Jej matkę. Ale co powiesz na to, że lepiej dogaduję się z teściową niż z Żoną. Po trzecie to, że jestem rolnikiem nie świadczy, że gosp. czy rodzice są dla mnie ważniejsi niż moja rodzina. Jest akurat odwrotnie. to moja rodzina jest najważniejsza, a o gosp. dbam dlatego, aby moja rodzina miała co jeść. Decyzje w gosp. podejmuję samodzielnie, rodzice nie mają wpływu na to co robię ani czy remont domu jest ważny. Dla mnie ten remont teraz jest sprawą pierwszej wagi, bo zdaję sobie sprawę, że przez to mogę stracić rodzinę, gdyż nie mamy na obecną chwilę własnego mieszkania. Ja mieszkam u siebie, a Żona u swoich rodziców. Gospodarstwo rodzice przekazali mi 2 lata temu i w tak krótkim czasie, mając przestarzały sprzęt nie da się wszystkiego zrobić. Tak więc Żona nie jest dla mnie diabłem wcielonym, ja po prostu jej kompletnie nie rozumiem i nie mogę się z nią dogadać. Myślę , że to przez to ,że mnie rodzice nigdy nie rozpieszczali i zawsze gonili do pracy, a Żonę znam już 10 lat z czego 8 jesteśmy małżeństwem i przekonałem się, że w tamtej rodzinie było dokładnie odwrotnie, córka zawsze dostawała to czego chciała przy minimalnym wysiłku z jej strony. Dodam jeszcze, że przez te nerwy i stresy nie mogę normalnie pracować i planować w gosp. i pojawiły się już kłopoty finansowe, chodż jest to przejściowe, ale jak się opuszczę w pracy a sprawa znajdzie sią w sądzie to może okazać się, że jesteśmy nie zaradni życiowo i możemy stracić córkę. Tak więc znasz już historię mojego małżeństwa i doradż mi jak mam do niej dotrzeć, jak się zachować, aby nie stracić rodziny. Pozdrawiam Jarek
18 2013-09-23 07:34:58 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-09-23 07:41:20)
Przepraszam, bo się w pewnych kwestiach pomyliłam. Powiem szczerze, że pierwszy raz słyszę, żeby mając orzeczenie o II grupie, nie pobierac renty.
Zacznijmy od tego, że dla kobiety w pewnym momencie macierzyństwo potrafi byc ważniejsze od wszystkiego. Po osiągnięciu zamierzonego celu, czyli po przyjściu dziecka na świat, traci absolutnie zainteresowanie seksem. Taki typ i niestety wiele nie zdziałasz, a gdy doszły jeszcze owe komplikacje, to tym bardziej nie będzie chciec współżycia i ma wymówkę. Nieważne jak została wychowana, że jest rozpieszczana, itd.
Następna sprawa: udział męża i ojca w życiu rodziny. Obecnie jak ojciec dziecka nie towarzyszy matce w takich czynnościach jak kąpanie, usypianie, wizyty u lekarza - jest postrzegany jako olewający rodzinę. Możesz byc zapracowany, możesz ryc nosem po ziemi, masz byc ojcem aktywnym.
Mieszkanie u teściów - następna bolączka. Nawet jeśli Ty ją utrzymujesz, nawet jeśli rodzice nie wtrącają się, kobieta i tak będzie niezadowolona i wściekła. Ona chce byc panią na swoim rewirze i najchętniej nie widywac za często teściów. Gdzie Ty się uchowałeś, że nie wiesz: teściowa to wróg, nawet jak synowa korzysta z dobrodziejstwa mieszkania pod jej dachem, a jej syn, a mąż łoży na utrzymanie. Natomiast gdy kobieta dokłada się do utrzymania, nie licz na ulgowe traktowanie, będzie wymagac.
Rodzice będą rozpuszczac żonę, ona to wykorzystuje i będzie wykorzystywac, już wykryła, że czują się winni swoich zaniedbań.
Wiesz co od początku spaprałeś? To osobne lokum. Osiem lat jesteście małżeństwem i dopiero w przyszłym roku remont. Każda straciłaby cierpliwosc. Mieszkaliście do tej pory razem, z Twoimi rodzicami, w jednym mieszkaniu? Jeśli tak, to poczytaj co sądzą o tym inne w podobnej sytuacji. Tu nie trzeba wiele rozumiec, gospodyni jest tylko jedna, zapamiętaj to sobie.
Córki wam nie zabiorą, raczej Tobie grozi rozwód i borykanie z alimentami. Każda żona odpuszcza gdy widzi starania i efekty. Nie wiem na ile cierpliwa jest Twoja żona, czy ten rok poczeka.
Dziękuję chaber za odpowiedź. Nareszcie koś mądrze mi odpowiedział. Powiedz mi jeszcze, czy to nie przypadkiem obie strony są odpowiedzialne za rodzinę? Bo przez te stresy związane z tym, że Żona straszy mnie rozwodem pojawiły się w naszej rodzinie problemy finansowe. Dzieje się tak , że denerwując się nie mogę normalnie zaplanować pracy, tylko pracuje chaotycznie od awantury do awantury. Jak mam tej kobiecie wytłumaczyć, że najważniejszy jest spokój? Ja widziałbym to tak, że Żona sprawy związane z pracą zostawi mnie i nie będzie mi przynajmniej przeszkadzać jeżeli nie pomaga mi w utrzymaniu rodziny, jeżeli wiesz co mam na myśli, lub pójdzie do pracy i pomoże mi w utrzymaniu. Podpowiedz mi jak mam do tej kobiety dotrzeć, bo wszystkie moje racjonalne argumenty odbijają się grochem od ściany. Nie chcę aby się denerwowała, ale Ona zawsze znajdzie powód.
A może zamiast psychologa skorzystaj z pomocy mediatora? Bo komunikacja poważnie wam szwankuje - Ty racjonalnie, ona emocjonalnie. Potrafię wyobrazić sobie jak wyglądają wasze rozmowy. Twoje racjonalne argumenty wywołują w niej coraz większą złość, a jej nieopanowane reakcje sprawiają, że Ty nie potrafisz normalnie funkcjonować. Mediator pomógłby Wam się porozumieć.
No i to mieszkanie osobno - nic tak nie oddala ludzi jak odległość. I nie są do tego potrzebni nawet teściowie, wystarczy to, że każde z Was ma swoje życie i swój świat i mało jest punktów stycznych. Koniecznie musicie to zmienić!
Jesteś rozsądnym człowiekiem ale właśnie to wbrew pozorom nie pozwala Ci zrozumieć swojej żony.
21 2013-09-24 10:09:19 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-09-24 11:42:37)
Szczerze? Nie widzę szans na jakąś poprawę.
Odpowiem z pozycji kobiety. Dla mnie też jest najważniejszy spokój oraz możliwosc mieszkania na swoim. Tej zasady trzyma się Twoja żona i też ma rację.
Powiedz czemu od razu nie napisałeś o co chodzi. Przecież to jest temat stary jak świat: konflikt synowa - teściowa. Dobrze się domyślam? Żona naubliżała Ci od maminsynków i niedorajd życiowych?
Doprawdy, wyjątkowy jest widok zgodnie żyjących pod jednym dachem: teściowej i synowej. Każda kobieta będzie niezadowolona, a z czasem w związku będzie się psuc. Nawet ja bym zwiała od męża, gdyby zaproponował mieszkanie pod dachem u teściów. Nie byłoby mowy o żadnych dzieciach, nic, po prostu koniec. Jesteś w stanie to zrozumiec?
Do swojej żony nie dotrzesz, do mnie też byś nie dotarł. Jestem orędowniczką nie mieszkania z rodzicami. Jak cudownie jest móc uprawiac seks kiedy i gdzie się chce, chodzic nago po domu, czuc się swobodnie. Gotowac lub nie, sprzątac jak mam ochotę, jak zły dzień to pierdyknąc wszystkim i zamówic pizzę. W domu teściów byłabym ciągle podgladana i oceniana. Ty Jarku jesteś u siebie, rodzice akceptują wszystkie Twoje dziwactwa. W stosunku do kogoś innego nie będą pobłażliwi.
Powiedz mi jak ma żona wrócic do pracy, skoro macie małe dziecko. Kto się nim zajmie, rodzice żony? To obowiązek rodziców, u mnie babciom się płaci. Niańczenie dzieci w wieku emerytalnym to ciężka praca, a i taki po 50-ce ledwo nadąży za szkrabem.
Stanąłeś pod ścianą, ale sam sobie jesteś winien. Twoi rodzice mają już swoje lata i też Cię nie ostrzegali? Ja swoim powiedziałam wprost: nie ma zabawy w dom, jak nie będziecie w stanie utrzymac rodziny.
Bosa całkiem dobry pomysł podsunęła - mediator. O to też zapytaj żonę. Myślę, że Twoja żona Jarku chce wiedziec na czym stoi. Czas biegnie, a ona nie wie czy to piętro będziesz urządzał czy grasz na zwłokę. Każdy ma prawo zacząc życie od nowa i z kim innym.
chaber05 jestem pod mega wrażeniem twojej dedukcji! Powaliłaś mnie! Jak byś weszła do mojej głowy i opisała to co się dzieje w moim małżeństwie! Nawet ten fragment o maminsynku! NO szok! Genialnie wszystko napisałaś. Serio jestem pod wrażeniem.
U nas jest tylko ta różnica że nie mieszkamy na roli a w dużym mieście i zamiast typowego trójkącika żona + mąż + mamusia synka dochodzą jeszcze 3 siostry męża.
Dziękuję za odpowiedzi. Trafiłyście obie Panie w samo sedno. Na temat naszego kryzysu rozmawiałem nawet z księdzem i też mi doradził abyśmy skorzystali z pomocy mediatora. Właśnie tak jest. Ja w życiu kieruję się racjonalnymi przesłankami, a Żona raczej więcej emocjami, a racjonalne argumenty do Niej nie trafiają. Jeżeli chodzi zaś o mieszkanie, to prawie na pewno nie uda mi się skończyć go w jednym roku. Ale jak myślicie. Jeżeli zacznę to Żona zmieni do mnie swoje nastawienie ? Następna sprawa - konflikt na linii teściowa - synowa. mianowicie było to tak, że jak Żona mieszkała ze mną to gospodarstwo należało jeszcze do rodziców i gospodynią była mama. Moja mama dobrze traktowała synową, ale Żona miała problemy z przystosowaniem się do zwyczajów panujących w domu. Z tym ubliżaniem to też prawda. Ja jestem spokojnym człowiekiem, ale będąc pod takim naciskiem Żony nerwy mi puszczały i zacząłem podnosić na Nią głos. A jeżeli chodzi o powrót Żony do pracy, to wiem, że musi zająć się dzieckiem i wiele razy Ją zapewniałem, że będę Ją utrzymywał jak będzie zajmowała się córką. Mam nadzieję , że obejdzie się jednak bez mediatora, bo Żona napisała mi dziś wieczorem, że wie iż muszę pracować i chce ze mną być, tylko muszę do nich częściej przyjeżdżać. Mam nadzieję, że jednak się ułoży, chociaż zając Jej humory różnie to może być. Pozdrawiam Jarek
Ja myślę, że żona natychmiast odpuści jak zobaczy, że coś robisz.
To nieprawda, że Twoje postępowanie jest racjonalne, a jej emocjonalne. Powiedz mi, kto kąsa rękę, która może dokładac finansowo do wspólnego budżetu małżeńskiego - tylko ktoś bez wyobraźni. Żona w przyszłości, jak mała trochę podrośnie, nie będzie miała aż takich problemów jak my wszyscy zdrowi, ze znalezieniem pracy. To jest ogromny plus, a Ty tego kompletnie nie doceniałeś i rodzice Twoi pewno też. Wiesz ilu facetów wypowiadało się w mojej pracy, że kobieta do której nie trzeba dokładac to już jest cud, niech ona wyda całą wypłatę na siebie, coś dla dzieci kupi, to jest i tak nieźle.
Jesteś emocjonalny, nawet bardziej od żony, kto pierwszy zaczął się wydzierac w tym małżeństwie? - Ty. Właśnie to było głupie i nieracjonalne, nie używałeś argumentów, krzyczałeś.
Co to znaczy, że żona miała problemy z dostosowaniem do zwyczajów panujących w waszym domu?
Dobra teściowa nie wtrąca się kompletnie młodym do ich spraw - to miałeś na myśli, pisząc o swojej matce?
Jarek nie narzekaj już nigdy na żonę. Uwierz, mogła Ci się trafic prawdziwa zołza, do tego leniwa jak diabli, którą musiałbyś utrzymywac do końca życia, płacąc jej alimenty. Wystarczy, że nasłałaby komornika, który zablokuje konto, zajmie ziemię i jest po ptokach.
Zbliża się okres nie tak intensywnej pracy na gospodarstwie, masz szansę spędzac czas nie tylko z dzieckiem, ale i z żoną. Jesteśmy bardzo zadowolone, jak facet okazuje nam i dzieciom czułośc i zainteresowanie. Nie spapraj niczego, słuchaj uważnie żony, my kobiety czasami dużo gadamy, ale jak się czara goryczy przeleje, przystępujemy do działania. Nie ma wtedy uproś, cel wyznaczony, idziemy po trupach.
To, że Żona nie umiała dostosować się do warunków panujących w domu, to miałem na myśli, że gdy ją prosiłem o to aby pomogła w jakiejś pracy mamie , to się oburzała na mnie. Ale teraz wiem, że teściowa i synowa to dwa różne światy i nie będę już od niej tego wymagał. Chaber05 pisałaś, że niektóre kobiety po urodzeniu dziecka tracą ochotę na seks, a czy kiedyś ją odzyska ? Bo już dość długo się nie kochaliśmy i bardzo tęsknię za jej ciałem. Ale nie to jest dla mnie najważniejsze, chociaż ważne, tylko bliskość Żony.
26 2013-09-26 10:46:40 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-09-26 10:47:32)
Jest tutaj dział "Psychologia, seks, seksualnosc" - tam chyba uzyskasz lepsze porady. Po prostu nie miałam aż takich problemów, po trzydziestce wręcz ogromny apetyt na seks. Jednak w czasie naszego kryzysu ( też o teściów, rodziców męża) była posucha. Mąż nie jest podobny wizualnie do ojca, ale głos ten sam. Tesc nachodził i najeżdżał nas codziennie. Nie znoszę go wręcz alergicznie, w pewnym momencie tę niechęc przeniosłam na męża, słysząc jego, widziałam teścia. Żeby było ciekawiej, ojczulek miał siódmy zmysł i potrafił zepsuc nam "momenty". Teraz możemy się z mężem z tego pośmiac, ale wtedy trafiało nas.
Lekarstwem okazało się całkowite niewidywanie ojca męża, do dnia dzisiejszego nie wpuszczam go do domu. Wystarczyło pół roku, by sytuacja uległa normalizacji. Obecnie nawet dobrze twarzy teścia nie pamiętam, nie tęsknię za tym widokiem i nie mam wyrzutów sumienia z powodu swojego zachowania. Jestem szczęśliwa, że zniknął z mojego życia. Mąż oczywiscie widuje rodziców, ja widuję teściową, czasem gdzieś ją zawiozę, ale do kontaktow z teściem żadna siła mnie nie zmusi.
Nie jestem w stanie powiedziec co uzdrowi Twoją żonę, co poprawi relacje, byc moze wizyta u seksuologa lub danie sobie czasu. Terapia też byłaby pożądana. Ktoś spojrzałby obiektywnie na sytuację, wysłuchał obu stron. A tak mamy Twoją wersję oraz moje domysły, poparte jakimś tam doświadczeniem.
Szkoda, że tak późno szukasz pomocy. Moi synowie niestety podobni, czasami mam wrażenie, że gadam do ściany. Potrafią dobic naiwnością, beztroską, uproszczonym myśleniem i tekstem " przesadzasz, jakoś to będzie, tylko ty kreślisz czarne scenariusze".
Jak by to powiedzieć.. wiedziales jaka jest żona przed slubem czy nie? teraz mozesz probowac z nia rozmawiac ale moim zdaniem bez jakis drastycznych kroków sie nie obejdzie
Drogie Panie. Chcę się z wami podzielić dobrymi wieściami. Byłem dzisiaj u Żony i córki i wszystko było w najlepszym porządku. Żona na moje wyznania, że ją kocham też odpowiedziała, że mnie kocha i pierwszy raz od dłuższego czasu pozwoliła się przytulić i pocałować. Nurtuje mnie jednak inny problem. A mianowicie razem ze mną mieszkają jeszcze dwie moje młodsze niezamężne siostry i młodszy brat z rodziną. Jedna siostra jest w trakcie budowy domu, druga na razie nie ma sprecyzowanych planów na przyszłość, a obie pracują i mają narzeczonych. Natomiast z bratem jest sprawa inna, bo tą nieruchomość zabudowaną rodzice zapisali na nas dwóch, a ja korzystam z pomocy brata w gospodarstwie. Żona wymaga ode mnie abym porozmawiał z siostrami o ich wyprowadzce. Ja jednak zdaję sobie sprawę, że na tym tle może dojść wręcz do wojny w moim domu, bo rodzice na pewno staną po stronie mojej siostry, bo to ich córka, a tamta (moja żona) tylko ich synowa. Rozumieją Panie w jak niezręcznym położeniu jestem, zwłaszcza, że mogę zawsze liczyć na pomoc rodzeństwa i nie chcę stracić swojej rodziny. Co waszym zdaniem mam zrobić ? Jak przeprowadzić tą arcytrudną rozmowę z siostrami ? Bo jest jeszcze na to czas. Będę wdzięczny za jakąś radę . Pozdrawiam.
Myślałam, że już gorzej byc nie może.
Twoja żona nie ma prawa decydowac kto ma mieszkac w domu Twoich rodziców. Tutaj za daleko się posunęła. Owszem, może chciec prywatności, swojego terytorium, zwłaszcza gdy się dokłada, pracuje.
Oczywiście wiesz, że siostry będą mogły wystąpic o spłatę, zachowek? Nawet jeśli na chwilę obecną niczego nie chcą, to po rozdrażnieniu ich, może nastąpic zwrot w akcji.
Tutaj niczego nie ustalałabym poza plecami rodziców, a zrobiła rodzinną naradę. Żona też niech zrozumie, że im bardziej będzie naciskac, rządzic się, tym gorzej dla was.
Jaką pomoc możesz ewentualnie siostrom zaoferowac, np przy budowie? Na jakie gratyfikacje finansowe mogą liczyc?
Rodzice gdy zapisywali mnie gospodarstwo to również siostrom, każdej z osobna zapisali działkę pod budowę, więc ja nie jestem im nic winny. A przy budowie siostra korzysta z moich ciągników i przyczepy. To co Twoim zdaniem mam teraz zrobić, gdy żona tak na mnie naciska ?
Jarek, a jak Ty byś się poczuł będąc na miejscu sióstr. Własny brat chce wysiudac z domu, bo go żonka naciska. W kosmos wystrzelisz siostry? Gdzie one mają zamieszkac? Etapów budowy domu nie przeskoczy nikt, jak jest konkretna gotówka można uwinąc się w rok i to zakładając, że ekipy nie nawalą.
Początkowo myślałam, że jesteś jedynakiem, obecnie boli mnie głowa od zwrotów akcji.
Twoja żona wiedziała przed ślubem, że masz rodzeństwo. Teraz nie może wymagac żeby się wyprowadzili, może chciec urządzenia poddasza, ale nie wywalenia kogoś z jego domu. Twoja matka będzie miec absolutną rację gdy stanie po stronie córki. Ty zaś nie zachowuj się jakbyś był na głodzie. Wiem, że chcesz powrotu rodziny i brakuje Ci seksu, ale nie rób niczego kosztem kogoś.
Sama uległam życzeniowemu myśleniu. Zawało mi się, że będziesz coś dobudowywał, rozbudowywał. A Ty chcesz szkłem cztery litery utrzec i zmusic siostry do wyprowadzki z piętra, bo go potrzebujesz.
Działka to bardzo mały ułamek wartości tego, co Ty otrzymujesz. Mylisz się myśląc, że nic nie jesteś im winny. Siostry mogą powiedziec żebyś zapłacił za szybką wyprowadzkę albo wynajem i też będą miec rację.
Jeśli nie masz pieniędzy, to nic nie zrobisz - czekasz cierpliwie aż się siostry wyprowadzą. Druga sprawa: żona jest w tej chwili na Twoim utrzymaniu, może dopiero kiedyś pracowac. A co, jeśli nie zechce wrócic do pracy? Wtedy jej żądania byłyby od czapy. To nie ten wiek, żeby kobieta żądała utrzymywania, a prócz tego życia i mieszkania w tzw. wysokim standardzie.
Nie mam pojęcia jak z tego wybrniesz, może ktoś inny coś jeszcze doradzi.
Dziękuję chaber05 za odpowiedź, ale trochę żle mnie zrozumiałaś . Nie chcę rodzeństwa wyrzucić z domu, tylko pytałem jak mam zachować się wobec nacisków Żony. Byliśmy z mojej inicjatywy u dwóch psychologów i obaj powiedzieli to samo co Ty, że Żona chce wyrzucić z domu moje rodzeństwo. Ja zresztą też to samo jej tłumaczę, ale się w tym wszystkim pogubiłem, zwłaszcza, że Żona ma za plecami swoją matkę, która ją bardzo mocno wspiera. Widzę, że jak nie będzie innego wyjścia to ja będę musiał się wyprowadzić z własnego domu, aby nie stracić rodziny. Bo mojej Żonie przede wszystkim zależy, abyśmy byli razem, ale ja też uważam, że za daleko się posuwa. Dom w którym obecnie mieszkam jest parterowy, a to mieszkanie na poddaszu ma dopiero powstać. Ja też mówiłem Żonie, aby dała temu spokój, bo gdy będziemy mieli mieszkanie na poddaszu, to będziemy dysponować połową domu i to absolutnie nam wystarczy, nie musimy nikogo wyrzucać. Nie zachowuję się jakbym był na głodzie, bo na seksie mi nie zależy aż tak jak na Żonie i córce. Nie chcę reszty życia spędzić samotnie jako rozwodnik.
33 2013-10-01 22:40:57 Ostatnio edytowany przez bbbk (2013-10-01 22:47:36)
Pewnie zaraz ktoś na mnie naskoczy, ale może żonie przydał by się konkretny opiprz? Tzw. wiadro zimnej wody. Przepraszam, ale traktujesz ją jak śmierdzące jajko. Wiem z własnego doświadczenia, że im więcej mogę tym na więcej sobie pozwolą ale jak się mąż czasem zbuntuję i dostanę opiernicz to ni rozum wraca. Twoja żona nie jest pępkiem świata i może czas jej to uświadomić. Mamusi należałoby odciąć pępowinę. Bądź kurna facetem, skoro ona nie potrafi, ty się postaw! Powiedz jej prosto z mostu, żeby się nie pierp.... Może się obrazi, ale skoro inaczej się nie da
Masz swój rozum.
Problem w tym, że już Żonę opier...... nie raz i o mało nie rozwaliłem sobie rodziny. A Żona idąc do psychologa, czy do prawnika tak potrafi obrócić kota ogonem, aby tamten powiedział to co ona chce usłyszeć, już nie raz się o tym przekonałem. A to mieszkanie na poddaszu chcę zrobić za własne pieniądze, chyba tyle mi wolno ? Bo mogę mieszkać w jednym domu z rodzicami i rodzeństwem, ale nie chcę w jednym mieszkaniu.
Nie ogarniam, będziesz remontował poddasze, a żona i tak chce wyprowadzki Twoich sióstr?
http://www.netkobiety.pl/t28049.html
Weź sobie poczytaj.
Większośc kobiet albo prawie wszystkie chcą byc jedynymi królowymi w ulu. Można nas podzielic na te, które same jakiś wkład materialny wnoszą i na roszczeniowe. Trafiłeś źle, do końca życia robisz za bankomat i jeszcze jesteś obwiniany o Bóg wie co. W każdym bądź razie dorobi się odpowiednią ideologię. Mówię tutaj o niby niskim poczuciu wartości i tym podobnych teoriach.
Brat jest kawalerem czy też sobie przygruchał podobny typ? Jak jest uczciwy, to chyba bym przepisała całe gospodarstwo na niego, sama została jedynie domownikiem rolnika i pozywaj mnie żonko o alimenty. Nie dziwota, że dzisiejsi młodzi mężczyźni małżeństwo i rodzinę łukiem omijają.
Tak właśnie jest, dobrze zrozumiałaś. A bratowa chociaż jest młodsza od mojej żony to jednak jest dojrzalsza i brat niema z nią takich problemów. Nawet siostra zauważyła jak mieliśmy ten kryzys w tym roku (nasze małżeństwo wisiało na włosku), iż żona traktuje mnie tak ja moja ciotka mojego wuja ( bardzo żle) . Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie do wojny w domu, gdy żona do mnie wróci, bo ostatnio zauważyłem zmianę w jej zachowaniu. Do tej pory mówiła, że za dużo pracuję, a teraz mówi iż rozumie, że muszę pracować ale chce tylko żebym więcej do nich przyjeżdżał, zaczęła się do mnie inaczej odnosić, stała się milsza i odnoszę wrażenie , że jeżeli się to utrzyma, to idzie w dobrym kierunku. Myślę, że to zasługa teściów, bo (przynajmniej w mojej obecności) zawsze namawiali nas do zgody, a teść , gdy żona na mnie napadła , to kilka razy stanął w mojej obronie. Przez te 10 lat pokochałem tą kobietę i mam z nią dziecko, które kocham jeszcze mocniej i nie chcę ich stracić
Czyli nie dwie gospodynie, a trzy będą w domu? Przeczytałeś co piszą synowe w zalinkowanym temacie? Czekają Cię kłopoty. Są takie kobiety, które nie potrafią życ w zgodzie ze szwagierkami, bratowymi, teściowymi. Nawet w jednym domu mieszkac nie muszą, by się nie cierpiec, w sumie nie wiadomo za co i dlaczego.
Żona tak z nagła stała się miła i wyrozumiała. Ja tam w metamorfozy charakteru nie wierzę. Myślisz, że coś zrozumiała, czy że czegoś chce?
Nie byłoby takich problemów, gdybyście wszyscy, zakładając swoje rodziny odeszli z domu. Zawsze, ale to zawsze są batalie o majątek oraz mnóstwo innych spraw.
Masz rację chaber05 . Kłopoty to ja już mam. Przez jakieś 2 tyg. było dobrze . Podkreślam BYŁO . Bo dzisiaj jak byłem u żony to wszystko wróciło do starej normy, czyli żona znowu mnie zaatakowała. Opiszę jak to się stało. Do południa pracowałem w gospodarstwie . podłączyłem telefon do ładowania i zapomniałem go ze sobą zabrać . Żona gdy do niej przyjechałem przywitała mnie miło. Sytuacja się diametralnie zmieniła, gdy zapytała, czy kupiłem dla małej mleko, bo podobno dzwoniła do mnie (gdy sprawdziłem połączenia po powrocie to nic takiego nie było, tylko sms " miałeś przyjechać i gdzie jesteś") . Zaczęła się do mnie odnosić wręcz jakbym popełnił jakąś zbrodnię, stała się chłodna i odniosłem wrażenie, że czeka na moje jakieś potknięcie. (Stała nade mną i córką i pilnowała nas jak jakiś żandarm). Nie musiała długo czekać. Wyszliśmy z córką z podwórka i mała zaczęła wąchać stokrotki. I tu dopiero była jazda. Żona na mnie, że jak mała będzie chora to ja się zawinę a ona zostanie sama. Przyjechała teściowa od lekarza, a ta do mamusi na skargę, to ja na to, że się nie zawinę, tylko ciężko na nie zap......am i chciałbym trochę szacunku i że to moja córka i nic jej przy mnie nie grozi. To teściowa na to, żebym się nie unosił, bo wezwie Policję. Żona gdy wspomniałem, że je utrzymuję powiedziała , że żadnych pieniędzy ode mnie nie weżmie To ja na to, że żona traktuje córkę jak swoją własność, na co teściowa, że to jest jej własność. Wyszedłem na dwór aby ochłonąć. Jak wróciłem to teściowa powiedziała, że to moja córka, ale nie powinienem tak robić aby mała wąchała kwiatki bo podobno będzie od tego chora. A żona nadal mnie atakowała, że wszystko co się mała nauczyła złego to ma po mnie. Pytam w jaki sposób skoro ojca widzi tylko na niedzielę ? A ogólnie jak ją obserwuję jest bardzo grzeczna i bardzo tatę kocha bo wszędzie mnie woła " tata chodż ".Po wszystkim, wieczorem gdy odjeżdżałem przeprosiłem teściową za moje zachowanie. Odnoszę wrażenie, że żonie zależy tylko na moich pieniądzach i na tym aby udowodnić, że rodzina rozpadła się przeze mnie. Obawiam się, że może się tak stać bo jestem przyparty do muru i próbując się bronić podnoszę głos i nie potrzebnie dochodzi do awantur. Chodż jak byliśmy u psychologa, to powiedział, że cyt. " Z panią to jest ciężko wytrzymać, bo Pani z jednej strony mówi ciepłe słówka, aby za chwilę wbić nóż w plecy". Od tego czasu ja próbuję naprawić swoje błędy, chodż to jest bardzo trudne, bo wiąże się z remontem, ale zachowanie żony nie uległo poprawie. Nadal traktuje mnie gorzej jak psa i czuję się wykorzystywany, bo ja muszę żonę kochać, szanować i utrzymywać rodzinę nie dostając nic w zamian. Żona daje sobie prawo do błędu, mnie nie wolno się skarżyć gdy ona mnie atakuje, nie mam prawa do nawet najdrobniejszego potknięcia, mam zachować wręcz grobowy spokój . Powiedz jak mam się przed tą kobietą bronić, bo brakuje mi już argumentów ? Jakie przysługują mi prawa względem córki ? Ona bardzo się zmieniła po urodzeniu dziecka i to niestety na gorsze. Sytuację komplikuje fakt, że bardzo je obie kocham i jestem bardzo głęboko wierzącym katolikiem i nie wyobrażam sobie rozwodu, bo wiara, którą wyznaje każe mi ratować rodzinę za wszelka cenę. A sytuacja z moimi siostrami powoli się wyjaśnia, bo jedna jak zakończy budowę domu to się wyprowadzi , natomiast druga będzie zakładać rodzinę i tez się wkrótce wyprowadzi. POMÓŻCIE MI URATOWAĆ TĄ RODZINĘ. Pozdrawiam Jarek
39 2013-10-11 07:25:34 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-11 07:45:27)
Żona testuje jak bardzo ci na nich zależy. Obawiam się, że sprawdzian nie wyszedł pomyślnie. Każda kobieta zmienia się po urodzeniu dziecka. Bodajże przed rokiem na innym forum postawiły kobitki pytanie:kto jest dla was najwązniejszy i kolejnosc. Większosc napisała, że dopóki dziecko jest małe, to ono i z mężem na tym tle wpadały w konflikt, bo on chciał pierwsze miejsce. Strasznie nas irytuje fakt niepodzielania tego stanowiska, nie liczenia się z nami, olewania, nie poświęcania nam wystarczającej ilości czasu i uwagi.
Wypadłeś fatalnie. Czemu spokojnie nie zadzwoniłeś i nie powiedziałeś o której będziesz. Mogliście nawzajem sprawdzic swoje telefony, tam jak byk widac połączenia wykonywane. Czemu Ty ciągle krzyczysz? Szacunku tym nie osiągniesz, raczej doprowadzisz żonę do szału i chęci odwetu. Jak żądasz dobrego traktowania, to na niego zapracuj.
Powiedz co Ty wiesz o zdrowiu bądź alergiach swojego dziecka, bo chyba żona tak bez powodu nie była wkurzona? A tak w ogóle pytasz czy możesz to czy tamto? A może wszystko robisz wedle swojego uznania i to wnerwia?
Co psycholog powiedział o Tobie?
Podałeś żonie jakieś konkrety odnośnie tego remontu? Nakreśliłeś wstępny harmonogram? O to jej pewnie chodzi, a Ty nadal nic. Na co czekasz, na wiosnę i dopłaty? Przecież to się przeciągnie na lata. Przypominam - 8 lat nicnierobienia żeby miec osobne lokum!
Żona bierze odwet za Twoje krzyki gdy mieszkała u Ciebie. Teraz ona jest na swoim terenie i pokazuje kto tu rządzi. Jarek wy się nigdy w tym systemie nie dogadacie. Najlepszy mediator nie pomoże, jak dobrej woli nie będzie.
Wiesz co, najlepiej poradź się jakiegoś prawnika co do córki, swojej sytuacji w razie rozwodu. Piszesz, że kochasz rodzinę. Pytam się gdzie to widac? Oboje ranicie się, bierzecie odwet, z radością wytykacie sobie potknięcia.
Kochałeś, szanowałeś i utrzymywałeś rodzinę gdy żona mieszkała u Ciebie, a może to ona dokładała i nic z tego nie wynikało? Pewnie też chciała byc szanowana, a jedynie krzyczałeś na nią?
Jarek,prawie wszystkie kobiety ( poza skrajnymi feministkami) chcą byc utrzymywane, a jednocześnie szanowane i kochane. Świadczą o tym ostatnie badania dotyczące kandydata na męża, wygrywa biznesmen, za nim lekarz i prawnik. Ja też lubię bezpieczenstwo finansowe jakie daje mi wypłata męża, wcale się z tym nie kryję.
Powiedz mi jeszcze: istniej szansa na Twoją zmianę zawodu, dodatkową pracę? Nigdy nie chciałeś się wyprowadzic na tylko swoje? Za żoną byś poszedł czy nie?
A tak generalnie: rolnik nie jest dobrym kandydatem na męża. Poczytaj sobie, nie zaszkodzi, w tym moje wypowiedzi, wolałabym nie wiem kogo, ale nie rolnika.
http://www.netkobiety.pl/t11239.html
Popieram.Każda kobieta,a tym bardziej która ma dziecko potrzebuje wsparcia partnera ciepła,pomocy,nawet taka która jest silna ,żadna nie lubi krzyków i awantur typu (siedzisz w domu i nic nie robisz,itp..)Siedzenie w domu i zajmowanie się codziennie jednym i tym samym to żadna frajda ,a kiedy partner przyjdzie do domu po pracy i powie np.a co ty miałaś do roboty,ja po pracy jestem zmęczony.My to rozumiemy,ale też byśmy chciały aby nas zrozumieć,dzieci dom choroby itd..wcale nie jest łatwo,spróbuj zamienić się rolami z żoną na tydzień (myślę że wystarczy)a sam się przekonasz jak to jest,i zobaczymy kto zachowuje się jak dziecko.Zmień prace na pewno potrafisz robić coś innego,pozdrawiam i życzę pozytywnego dogadania się z żoną.
Niestety jeszcze bardziej boli, gdy same pracujemy, ogarniamy wszystko i też się nie podoba.
Pamiętam jak byłam na wychowawczym, dzieci chore, znikąd pomocy - jak ja chciałam rowy kopac, byle się wyspac. Całe życie nie pracowac to głupota, strzelanie we własną stopę, powiedzmy to sobie jasno. Tylko, że jak już ktoś decyduje się na dziecko, to te trzy lata utrzymywania żony z maluchem, powinien wkalkulowac w życiorys. Na wsi żłobek to luksus, chyba mało spotykany. Mężczyźni bywają oderwani od pługa, pierwsza ich myśl to seks, będzie morze seksu. Kobiety natomiast często natychmiast po ślubie chcą dziecko. Nawet dobrze nie sprawdziły kim tak naprawdę jest facet, z którym sypiają.
W tym przypadku nie ma chęci kompromisu, jest walka czyje będzie na wierzchu. Jarek nic nie robi od lat, żona za karę normy mu wyśrubowała.
Wiedziała kogo poślubia, przez ileś tam lat siedziała cicho, to po niej jeżdżono. Jej cierpliwosc jest na wyczerpaniu i już nie panuje nad sobą, chce dokopac, stąd to żądanie żeby szwagierki poszły precz ( przesada).
Słoneczko, a znasz jakiegoś rolnika, który wszystko rzucił dla żony? Będą wegetowac uczepieni tej ziemi, ale palcem nie kiwną. Nie chcą, tam są panami swojego czasu, nikt im nie rozkazuje, a że często biednymi panami, znaczenia nie ma. Liczy się niezależnosc.
Proszę, poczytaj wypowiedzi rolników z podanego linka.
Chaber 05 napisałam tak ponieważ jeśli jemu i jego żonie jest tak żle z pracą na roli,to niech ją zmieni,ja sama wychowana jestem na wsi i wiem co to jest praca na wsi,ale czasy się przecież zmieniły nikt teraz na roli nie pracuje krwawymi rękami są maszyny i dużo łatwiejsza jest teraz praca niż kiedyś,ja sama pamiętam będąc dzieckiem robiłam powrósła przy żniwach,a starsi kosili kosą ,to była rzeczywiście ciężka praca,a teraz jak widzę jak panowie pracują pod sklepem nad piwkiem i mówią jak ciężko pracują to mnie szlak trafia,a kobiety w domu z dziećmi i całą resztą same ,a potem przychodzą do domu i wymagają sexu,czy awanturują się co one robią w domu.Nie chodzi o to bo nie wszyscy panowie tacy są,Wy pracujecie ciężko aby zapewnić rodzinie byt,ale i kobiecie też się należy czasem pomóc,powiedzieć dobre słowo pochwalić siebie na wzajem,to i relacje są wtedy lepsze,bo przecież jak się pochwali Was mężczyzn to czujecie się dowartościowani,podobnie jest z kobietami i tylko to chciałam podkreślić.pozdrawiam.
A co Wy Panie macie przeciwko rolnikom ? Jogurt , mleko ani kiełbasa nie występują w supermarkecie na półce, tylko biorą swój początek w oborze, czy tego chcecie, czy nie. Co Wy byście jadły, gdyby nie ciężka praca rolnika ? Zresztą praca jak każda inna, tyle tylko, że we własnym gospodarstwie, ważne że uczciwa. Pisałem już, że pracuję sam i nie potrzebna mi była żona do pracy w gospodarstwie, bo takowej dzisiaj jest mało dla kobiety na wsi. Większość prac wykonuje się maszynami i jest to praca zbyt ciężka dla kobiety. Gdy zapoznałem żonę to jej o tym powiedziałem. Jeżeli chodzi zaś o moje zachowanie wobec żony, to gdy do niej przyjeżdżam, to zawsze ładnie się witam, całuję ją na dzień dobry i nie mam żadnego żalu, że zajmuje się dzieckiem i nie pomaga mi w gospodarstwie, (daję radę sam) to też jest praca i wielokrotnie jej o tym mówiłem. Na początku jak żona zwracała mi uwagę reagowałem spokojnie, ale teraz gdy stale słyszę, że wszystko robię żle to nie wytrzymuję tej presji i podnoszę głos, choć staram się tego unikać. Bez seksu mogę się obejść, bo chociaż chciałbym, to nie jest on dla mnie najważniejszy. Dla mnie liczy się spokój i chciałbym się ze spokojem zająć wreszcie zarabianiem na rodzinę a nie ciągle koty drzeć z żoną. Nie jest też tak, że przychodzę do domu i wydzieram się na żonę, że ja ciężko pracuję a ona nic nie robi. Ja nie wszczynam awantur, to przeważnie wychodzi od żony i nie jest prawdą, że z lubością wytykam jej błędy, to raczej ona tak robi a ja się bronię. Co mam odpowiadać, gdy żona zarzuca mi brak zainteresowania rodziną, milczeć jak grób ? Nie potrafię tak. Odpowiadam, że ciężko pracuję żeby one miały co jeść, a żona mi zarzuca, że wypominam jej pieniądze, ale coś muszę odpowiedzieć więc mówię właśnie to, bo nauczono mnie, że jak ktoś pyta bądź mi coś zarzuca, to trzeba odpowiadać. Naprawdę nie jest łatwo w dzisiejszych czasach samemu prowadzić gospodarstwo. A tak na marginesie, to chciałem zapytać czy żona ma tylko same prawa w małżeństwie a żadnych obowiązków, a czy ja mam same obowiązki, a żadnych praw ? Wydaje mi się że powinno być po równo. Jeżeli chodzi zaś o zmianę pracy przeze mnie to nie jestem skory podejmować takiego ryzyka, bo choć tu nie mamy za dużo, to jest to pewne żródło dochodów a w pracy to różnie to bywa, mogę stracić pracę i jak wtedy wyżywię rodzinę ? Nie będę ryzykował przyszłości rodziny dla jakichś tam gruszek na wierzbie. Bo jak stracę gospodarstwo to nie będę miał do czego wrócić. Tu trzeba systematyczności jak w każdym biznesie.
44 2013-10-12 08:30:39 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-12 14:23:23)
I widzisz Jarku, do Ciebie dociera to co sam chcesz żeby dotarło. Mentalnosc rolnika, to jest sedno sprawy! Ty już taką masz.
Czyli nie ma mowy o wyjeździe na zarobek za granicę, chocby taki na 3-mce, nie ma mowy o dodatkowej pracy, nie ma mowy o przekwalifikowaniu? Jest mały kawałek ziemi i z tego wszyscy planujecie wyżyc?
Pomyśl Jarek sensownie. Mam działalnosc gospodarczą (hipotetycznie), przynosi mi ona 1500 zł zysku, a na etacie mogę zarobic dwa razy tyle. Co normalnie myślący człowiek zrobi?
Odziedziczyłam hotel (tez hipotetycznie), nie umiem nim dobrze zarządzac, to sprzedaję takim co umieją, a sama proszę w nim o etat. Można? Można.
Nie prowadzisz gospodarstwa sam, masz brata oraz rodziców. Oni z racji swojego wieku nie muszą już pracowac, ale mogą czegoś tam dopilnowac.
Powiedz mi wobec tego jakim cudem ja oraz mąż, masa innych osób żyje z etatu? Nie ma pewności zatrudnienia, ale jak nie ta praca, to inna.
Jarek jak masz dziecko, to wszystko schodzi na dalszy plan. Ono jest najważniejsze. Jego rozwój, jego zdrowie, jego byt materialny. Tego samego dowiesz się w sądzie. Dopóki byliście we dwoje, pal wam szesc, łeb sobie urwijcie, ale teraz jest inaczej.
Powracam do meritum sprawy. Co z tym remontem? Będzie czy nie. Jak nie, to bądź szczery i jej to powiedz. Żona nie wchodzi w Twoje kompetencje, nie dyktuje jak masz siac i orac. Gdyby chciała coś zrobic z pewnościa będzie się pytac, bo się nie zna. Ty podobnie, nie właź w jej kompetencje, tylko pytaj co i jak z dzieckiem i rób jak mówi.
Te pieniądze, które jej dajesz faktycznie wypominasz? Tutaj ciągle trąbisz jak ciężko pracujesz, a inni to co, bąki zbijają ?
Powiedz wobec tego ile pieniędzy wobec Ciebie powinna co miesiąc otrzymywac żona na utrzymanie dziecka i na siebie (tak do trzeciego roku życia malucha).
Jak myślisz, czy mój staruszek też tak wypomina każdy grosz? Ja obecnie zarabiam na waciki, kiedyś było inaczej, ale generalnie w większości małżeństw jest tak, że ile kto może tyle wyciąga. Jak może żona, to robi to żona, jak mąż ma możliwości, to mąż. Kto u Ciebie ma większe możliwości?
Jarek nie odwracaj kota ogonem. Każdy w małżeństwie ma równe prawa, ale i obowiązki. Po urodzeniu dziecka kobieta bywa często zależna od męża. Jak nadużyjesz swojej pozycji, zostaniesz oskarżony o przemoc ekonomiczną. Tak Jarku, wszystko ulega zmianie po przyjściu na świat dziecka. Oczywiście możecie inaczej ustalic, ona pracuje, ty się zajmujesz dzieckiem, inna opcja: oboje pracujecie, dziecko bawi niania.
Jeszcze jedno małe pytanie: ile lat pracowała żona?
Ponieważ plany mi się zmieniły, nie będzie mnie na forum jutro, wywalę kawę na ławę.
Żona została uprzedzona, że do końca życia będzie mieszkac pod dachem teściów oraz w otoczeniu pozostałej rodziny? Robiłeś jej nadzieję na własny kąt, taką tylko waszą przestrzeń? Wiedziała, że gospodarstwo nie generuje zbyt dużych zysków?
Sprawa jest prosta: nie masz kasy - nie żeń się. Gdy kobieta urodzi dziecko jest chroniona przez system. Mężczyźni odczuwają to jako brak praw, robienie za bankomat. Źle komuś z tym, nie zakłada rodziny, uprzedza, że nie chce dzieci, ewentualnie szuka takiej co jest w życiu zawodowo i materialnie ustawiona. Dopóki dziecko jest malutkie, a żona nie moze zarobkowac, mąż łaski nie robi i łoży. Mało tego, ma poświęcac dziecku tyle czasu, ile jest możliwe, interesowac się wszystkim ( nie tylko matka). Dziecko podrasta,obejmuje go przedszkole, szkoła, matka rusza do pracy.
U Ciebie Jarek jest szansa na dobrze, albo całkiem źle. Żona ma orzeczenie, czyli szansę na pracę w większym zakresie niż przeciętna kobieta. Źle, bo jak zażąda rozwodu, a udowodni, że jej stan zdrowia nie pozwala na pracę - leżysz i kwiczysz, płacąc alimenty żonie, nie tylko dziecku.
Żona do tej pory nie wniosła o zabezpieczenie alimentów, istnieje prawdopodobieństwo, że ona też chce zgody. Za dużo wymaga, żądając wyprowadzki Twoich sióstr.
Żona chce jeszcze jednego dziecka? Jak tak, to sam oceń czy sobie materialnie poradzicie. Jest wkurzona na Ciebie i rodzinę. Nawet jak się pogodzicie, nie ma gwarancji braku konfliktów i kwasów.
Chaber05 nie znasz mnie, a oceniłaś mnie jednoznacznie żle , a żonę jednoznacznie dobrze, ale wież mi nie jestem taki zły. Moja żona jest osobą konfliktową, najchętniej pokłóciłaby się ze wszystkimi . Ja dążę do porozumienia choć popełniam dużo błędów, ale niema we mnie złej woli. Co do tego wypominania to nie mówiłbym nic gdyby w naszym małżeństwie był spokój, choć wiem, że problemy będą zawsze i nie oczekuję sielanki, można się pokłócić ale ze dwa razy w roku, a nie co dwa tygodnie. Nawet teściowie mnie nieraz przed żoną bronili. Jeżeli chodzi o remont to nie czekam na dopłaty, ale na wiosnę już tak bo muszę zacząć od zmiany dachu a nie jest to łatwo zrobić tuż przed zimą i w dodatku gdy pracuję tylko ja to też wyłożyć 20 tyś też nie jest prosto. zona o wszystkim wie, a co do brata to go teraz niema, bo wyjechal do Niemiec na jabłka, a co będzie jak zechce isc do pracy, bo jego zona spodziewa się drugiego dziecka ? Z mojej strony jest zawsze chec porozumienia, czego nie mogę powiedzieć o zonie. Ja mnóstwo jej złych zachowan jej wybaczyłem i oczekuje tego samego, bo wiem, ze nie jestem idealem.
Jeżeli chodzi o pracę żony, to pracowała coś koło dwóch lat. Dlatego , że jestem odpowiedzialnym ojcem właśnie nie chcę zrezygnować z pracy w gospodarstwie, bo jak mówi stare przysłowie " Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu." A pieniędzy żonie nie żałuję . Daję na ile mnie stać, czasem jest to 1000 zł czasem 700 zł co miesiąc , czasem co 2 tyg. . Na początku jak przejąłem gospodarstwo to był nawet pomysł aby żona zajmowała się naszymi finansami, ale szybko z tego zrezygnowaliśmy, bo żona musiałaby dbać o wszystkie wydatki, typu pasza do świń, ropa, nawóz a nie chciała. Więc finansami ja się zajmuję. Myślę też, że to jest dobre rozwiązanie, bo zdejmuje troski z głowy żony. Gdy na poważnie zajmę się gospodarstwem i wszystkiego dopilnuję jak należy, to z tych 30 ha będziemy żyć nie najgorzej a jeżeli chodzi o drugie dziecko to ani ja ani żona na razie nie chcemy mieć , żona ze względu na te nerwy, a ja wiem , że na razie nas nie stać , bo muszę zrobić mieszkanie, a z dwójką dzieci będzie to trudniejsze o ile nie niemożliwe. Jeżeli chodzi zaś o ten remont domu, to chciałem wziąć nawet na to kredyt, ale żona się nie zgodziła . Tak więc pozostaje mi na niego zarobić własną pracą. I nie mam nic przeciw utrzymywaniu żony i córki, to mój święty obowiązek i tak jej zawsze mówię, bo jeżeli ona nie pracuje to ja muszę. A co do pracy na roli to nie jest mi żle tylko mówię, że to ciężka praca i pracuję sam i tyle , nie wyglądam znikąd pomocy, bo chyba się ze mną zgodzisz , że mogłaby pomóc mi żona , ale wiem jakie są realia i głowy jej o to nie suszę. A codo tego hotelu jak ty mówisz to nie sprzedaję jak nie znam się na jego prowadzeniu, tylko douczam się i prowadzę go sam, bo sprzedając mogę pozbyć się żródła dochodów a i praca na etacie w nim nie jest taka pewna, bo zgodzisz się chyba, że pracodawca nie musi mnie do pracy w nim przyjąć . Tak ja myślę i jest to poparte moimi wieloletnimi obserwacjami a nie jestem już taki młodziutki. Pozdrawiam
Oceniłam Cię tak, jak zrobiłaby to młoda matka. Obecnie rola ojca jest inna. Młodzi rodzice idą wszędzie razem, kobiety tego wymagają, w takim kierunku to poszło. Do lekarza na kontrolę i z chorym maluchem - razem, kąpią - razem, usypiają też, albo dyżury co drugi dzień.
Jeden z użytkowników tutejszego forum pisał, że jak nie ma go przy kąpieli, to jest traktowany jakby zbrodnie popełnił!
Powiadasz, że wolisz cienką stabilizację od gruszek na wierzbie. Sam zobacz jak inni z tego "gruszkowego" etatu żyją. Żona widzi i ją skręca, bo Twoje siostry pracując już na starcie mają lepiej. Nie wspomnę ile muszą zarabiac szwagrowie skoro jeden już jest w trakcie budowy, drugi planuje. Brat ruszył za granicę żeby dorobic, on potrafi, a Ty?
Co z takimi prowadzącymi swoją działalnosc, im arbuzy rosną gdzie stopę postawią. Mają nie tylko kasę, ale i czas dla najbliższych. Nie zapierdzielają jak ten robotnik na budowie, nie mający czasu taczek załadowac. Ich praca daje wymierne efekty.
Co ma Twoja żona? Krzyczącego na nią meża, tyrającego jak wół bez wymiernych efektów, nie poświęcającego rodzinie czasu, właściwie nie interesującego się nią, bo tak żyli jego rodzice. Twoje rodzeństwo finansowo już na starcie ma lepiej, a ona po 8 latach nie może się doczekac remontu. Mało tego, będzie życ pod dachem teściowej, która ma oczy i słuch, będzie na cenzurowanym przez długie lata.
Jeden z podstawoych warunków do rozwodu został już spełnoiny: rozkład pożycia i jest widoczny dla wszystkich, nie mieszkacie ze sobą. Przyjeżdżasz do teściow i tam też krzyczysz, pewnie i świadkowie będą.
Nie trzeba byc alkoholikiem czy przemocowcem żeby uzyskac rozwód z wyłącznej winy. Żona opisze jak się starała, że dokładała, bo pracowała, a efektów żadnych. O dziecku niewiele wiesz, faktycznie nie byleś aktywnym ojcem, nie bardzo się interesujesz i jak wezmą Cię w ogień pytań, polegniesz. Dowody w postaci przelewów na konto żony masz? Może chociaż miała kartę do waszego wspólnego konta?
Jakie masz dowody, ze to Ty robiłeś zakupy dla małej? Paragonów pewnie nie zbierasz?
Wiesz, kiedyś jak cytowano na moim forum zafiksowane młode matki z innego portalu, śmiałam się, byłam szczerze ubawiona. Teraz nie jest mi do śmiechu, też mam synów i już widzę jakimi są ignorantami. Co z tego, że ja dawałam sobie radę sama, a mąż wynagradzał mi to dobrymi zarobkami. Teraz i zarabiac musisz i byc dobrym ojcem na miarę dzisiejszych standardów - też musisz.
Żona może byc kłotliwa, zrzuci to na karb stresu jaki jej fundujesz. Powie, że w końcu zaczęła granice despocie stawiac.
Ty wielu rzeczy Jarku nie dostrzegasz, widzisz swoją rację, to jest Twoja pięta achillesowa.
Wiesz chaber05 już naprawdę nie chce mi się żyć . Jestem o wszystko obwiniany, tak jakby moja żona nie była niczemu winna. Nic nie poradzę że przyszło nam życ na takim parszywym świecie. Wiem że nie jestem ideałem, ale robienie mnie tylko winnym to gruba przesada. Widzę, że popełniłem błąd zakładając rodzinę i żeniąc się z ta kobietą. Nie dziwię się że młodzi wolą żyć w pojedynkę niż brac sobie takie problemy na glowę . Po co mi to było ?!!!!!!!!!!! WYTŁUMACZ MI KJEDY MAM ZNALEŻĆ CZAS NA PRACĘ DLA DOBRA TEJ RODZINY. Wogule dochodze do wniosku, ze baby to diabelski wynalazek. Nie chce mi się już zyc . Oczekiwalem tu porady a zostałem zgnojony.
49 2013-10-14 16:28:12 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-14 17:03:54)
Nie Jarku, Ty nie oczekiwałeś porady, ale wzięcia Twojej strony.
Owszem, coraz więcej młodych ludzi wybiera brykanie na wolności. Trafisz źle, masz przekichane. Podobnie rzecz oceniają kobiety. Podobno faceci są niedojrzali, nieodpowiedzialni, egocentryczni. Dla nich rodzina nic nie znaczy, gonią za rozrywką. Nie można powiedziec, że któraś ze stron jest bardziej winna, ze ma zbyt duże wymagania, że bardziej ma w głowie przewrócone.
Jeśli już ochłonąłeś, to może zacznij od przelewania żonie pieniędzy na konto. Niech jakiś ślad będzie. Paragony kseruj, telefony odbieraj, na esemesy odpowiadaj. Najlepiej pisz maile z pytaniami o małą. Zacznij się naprawdę interesowac wszystkim. Nie wrzeszcz, spusc z tonu, nie epatuj tą butą. Nie zachowuj się tak, jakbyś Ty jedyny ponosił ciężar utrzymania rodziny. Weź jej spokojnie wytłumacz, że od wiosny ruszasz z robotą, że sobie wiele przemyślałeś. I na litosc - nie wymuszaj tego szacunku podniesionym głosem, bo go tracisz, a nie zyskujesz. No chyba, że jednak dojdziesz do wniosku: rozwód lepszy, miłosc wygasła, nic z tego nie wykrzeszemy.
Dla kobiety nie lada upokorzeniem jest żebranie o wszystko. To ciągłe proszenie o zakup pampersów, mleka, witamin, ciuchów, lekarstw. Nieszanowanie jej wysiłku, pracy, wykształca uraz, który będzie z czasem rósł. Jeśli do tego doszło poniżanie, ciągle wytykanie czegoś, krzyki, ubliżanie - chęc ucieczki z takiego związku narasta z każdym dniem. Mieszkanie pod dachem teściów - to jest dopiero punkt zapalny, każda tego żałuje.
Mało tego, facet nie wspierający po dwóch poronieniach, tylko rodzice okazali serce i troskę) i mówiący jeszcze, że żona ma skłonności do depresji, zamartwiania. A kto by kurna nie miał, na litośc Boską!!! Jarek, dopiero koleżanka zwróciła mi na to uwagę. Żona to nie jedna krów ze stajni, choc jej też byłoby mi żal. I kto tu kogo gnoił.
Już teraz wiem dlaczego mamy takie problemy. Po prostu cały system jest wrogi rodzinie. Nastawiony jest bardziej jak by tu zaszkodzić, niż pomóc. Wszyscy rodzinę olewają. Jeżeli ojciec traktowany jest jak intruz, a w najlepszym wypadku jak skrzyżowanie byka rozpłodowego z bankomatem, to mamy tego skutki. Nikt mnie ani mojej żony nie przygotował tak naprawdę do bycia matką i ojcem, żoną i mężem. Szkoła, państwo to zupełnie olewa. Ułatwia się rozwody zamiast pomagać młodym w utrzymaniu rodziny ( i nie chodzi mi o zasiłki, tylko pracę). Rodzice mogliby pozwolić sobie na więcej dzieci, ale jak ojciec ma harować na rodzinę i jeszcze zajmować się dziećmi , to kiedy ma znaleźć czas aby na tą liczniejszą rodzinę po prostu zarobić ? Jeżeli idziemy tropem równouprawnienia, to żona powinna wyrzucać obornik, czy pracować ciągnikiem, lub w żniwa kombajnem. Oczywiście nie mam nic przeciwko pod warunkiem , że sama tego chce. Nigdy od żony wykonywania tak ciężkich prac nie wymagałem, a nie mam też nic przeciwko temu aby ojciec zajmował się własnymi dziećmi pod warunkiem , że sam tego chce i czas mu na to pozwoli. Są po prostu zajęcia która powinien wykonywać mąż i są zajęcia, które powinna wykonywać żona, taki jest naturalny porządek wypracowany przez pokolenia i nic tego nie zmieni, a ta emancypacja namieszała młodym tylko w głowach. Świat stoi na głowie. Mam wobec tego do ciebie pytanie. Skoro nie wolno mi mówić o pieniądzach to jak mam się bronić przed zaczepkami żony ? Czy ignorowanie jej zaczepek i niereagowanie to dobre rozwiązanie ? I jak Ty byś się czuła gdybyś starała się zrobić wszystko jak najlepiej potrafisz, odnosiła się czule i z szacunkiem do swojego partnera, a w zamian spotykałaby Cię wrogość a w najlepszym razie obojętność ? Ja jestem człowiekiem ugodowym i potrafię się z ludżmi dogadać, ale na spokojnie i nie lubię być do niczego zmuszany, a raczej zachęcany i tak samo postępuję z żoną. Jeżeli chodzi o to upokarzanie, to aby żona tak się nie czuła, pobiera sama pieniądze z konta i robi zakupy na siebie i małą. Żona ma dostęp do mojego konta, bo ma upoważnienie , a ja biorę z tego konta pieniądze tylko na prowadzenie gospodarstwa , opłacenie rachunków i własne zakupy. A tak na marginesie to zastanawiam się, czy to nie jest błąd, że nie piję, bo przepiłbym wszystko i co by mi kto zrobił, a jak zachciałoby mi się dupy to po prostu zapłaciłbym i przynajmniej miałbym przyjemność i święty spokój.
Działka to bardzo mały ułamek wartości tego, co Ty otrzymujesz. Mylisz się myśląc, że nic nie jesteś im winny. Siostry mogą powiedziec żebyś zapłacił za szybką wyprowadzkę albo wynajem i też będą miec rację.
Mylisz się chaber, jeśli rodzice przekazali gospodarstwo aktem notarialnym, nie musieli zapisywać nic żadnemu z dzieci i Jack nie miałby żadnego obowiązku spłacania ich.
Wiem coś o tym, gdyż moi teściowie przekazywali gospodarstwo trójce sowich dzieci, tak jak uważali i ile im się podobało. Rodzeństwo ma prawo domagać się tego co mają zapisane aktem, ani mniej ani więcej. Każdą stronę parafowali własnoręcznie w obecności notariusza, a na ostatniej stronie składali swój czytelny podpis.
Inaczej by się sprawa miała gdyby rodzice zmarli przed przekazaniem gospodarstwa.
Jednak nie o o tym traktuje ten wątek.
Wezmę w obronę autora.
Żona wiedziała, że wychodzi za mąż za rolnika, wiedziała że decyduje się na mieszkanie z teściami, wiedziała że Jarek ma rodzeństwo, które przez jakiś czas będzie mieszkać z nią w jednym domu. Zgodziła się na to.
Prowadzenie gospodarstwa rządzi się zupełnie innymi realiami niż praca na etacie, albo działalność gospodarcza. To żona Jarka też zapewne wiedziała. Wychodząc za niego, powinna mieć świadomość, że nie zawsze będą środki na to co by chciała, bo niespodziewanie potrafią wyskoczyć potrzeby związane z gospodarstwem, a to wspomniany remont maszyn rolniczych, a to nieurodzaj, a w związku z nim mniejszy dochód, albo strata. Praca nie raz od świtu do nocy, niewielkie możliwości na wspólne dłuższe wyjazdy.
Nie doczytałam się, albo Jarek nie napisał jaki profil rolniczej działaności prowadzi. W każdym razie przy produkcji roślinnej ma czas przynajmniej w zimie, przy produkcji zwierzęcej ma zapełniony na pracę cały rok.
Myślę że te rzeczy wiedziała żona Jarka biorąc z nim ślub.
Znam kobiety, które mało tego że wychowują dzieci, pomagają mężom w prowadzeniu gospodarstwa. To jest normalne, gdy wychodzi się za mąż za rolnika, chyba że inne były ustalenia przed ślubem. Niestety żona rolnika, oprócz tego że jest żoną, matką, jest też parą rąk do pracy. Chyba, że spełnia się zawodowo, ale wtedy przeważnie rolnik musi myśleć o zatrudnieniu kogoś, dobrze jeśli rodzice są sprawni i nie schorowani, wtedy może liczyć na ich pomoc, darmową pomoc. Emerytury od rodziców raczej bym się nie spodziewała, bo rodzice żyją, jedzą i chorują. A znając realia pracy na wsi, praca na przemian w słońcu, deszczu, wietrze, chłodzie, pozytywnego wpływu na zdrowie niema.
Realia życia na wsi bywają brutalne. Wsi spokojna, wsi wesoła - to tylko w sielance.
Żona Jarka sama nie wie czego chce. I jak by się chłop nie starał, zawsze jej będzie źle. Wychuchana, wydmuchana przez rodziców, znajduje oparcie w matce i przypuszczam że pod jej dyktando działa.
Nie wiem czemu wyszła za Jarka? Może to było uczucie, które zblakło, bo inaczej wyobrażała sobie ich wspólne życie, może nikt lepszy jej się nie trafiał, a zegara biologicznego nie da się zatrzymać.
Nie wróżę przyszłości temu związkowi.
52 2013-10-15 06:32:25 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-15 06:45:28)
Czyli te siostry nie mają prawa do zachowku po śmierci rodziców? Na wsi często rodzice już za życia te sprawy regulują i tak robią, żeby każdy otrzymał mniej więcej równe wsparcie finansowe oraz pomoc.
Z pewnością żona wiedziała za kogo wychodzi, ale patrząc na resztę rodzeństwa Jarka trafia ją, bo tamci wg niej są zaradniejsi. On też wiedział o jej niepełnosprawności. Chyba nie tylko o same starania tu chodzi. Inni potrafią życ naprawdę zgodnie, mając mniejsze zaplecze finansowe, ale miłosc i szacunek jest tam widoczny. Jarek natomiast o tych poronieniach pisze tak jakoś lekko, jeszcze ta żona za bardzo się wszystkim przejmowała. W każdym przypadku jest jakiś punkt zapalny, jakiś impuls wyzwalający katastrofę.
Nie wiem czy się ze mną Eljola zgodzisz, ale żona odgrywa się na nim za coś, mści.
Praca rolnika jest ciężka, nie ma za dużo czasu dla rodziny, ale są zawody gdzie tego czasu mąż ma jeszcze mniej i dają radę. Nawet więź potrafi byc większa i jakaś taka nienacechowana pretensjami. Czytając forum rolnicze oraz wypowiedzi żon rolników wyłapałam główne zarzuty: nieczułosc, szorstkosc, traktowanie kobiety jak narzędzia ( padały nawet zarzuty, że krówki są serdeczniej traktowane), niechęc do nowego,. Jest tak jak piszesz Eljola: realia życia na wsi są brutalne. Lecz wszystko zależy od nas. Rolnik musi byc takim chłopem jak onegdaj? Nie musi.
Prowadzenie gospodarstwa to biznes, owszem zawsze coś wyskoczy, biznesmenowi też.
Jarek, a gdzie ja ci napisałam żebyś milczał o pieniądzach. Nie wykręcaj kota ogonem. U was szwankuje komunikacja i to poważnie, a między mną a Tobą Jarku - to już jakiś głuchy telefon. Opisałam Ci wszystko z punktu widzenia młodej kobiety, dodałam to co wiem od rozwodniczek i też źle. Forum jest po żeby wymienic poglądy, otrzymac stos rad, czasami zmycie głowy, ale nade wszystko spojrzenie z boku, bądź z drugiej strony.
Jarku, witam!
Pytasz co masz zrobić? Nie da się dogodzić rozkapryszonej księżniczce.
A co robi mój mąż, kiedy ja (wg niego) przeginam z pretensjami? Spokojnie ale bardzo stanowczo mówi : "tak, jestem do niczego, jestem beznadziejny. Ani ojciec ze mnie ani mąż. nawet utrzymać rodziny nie potrafię. Jedna wielka dupa".
Wiesz, że zawsze wtedy mam chwile refleksji.
Nie będę powtarzała się po eljola.
jeśli Twoja żona potrafi tylko żądać to poważnie zastanów się nad dalszym życiem z nią. Nie ona jedna poroniła, nie ona jedna jest matką i nie ona jedna ma kłopoty zdrowotne. To jest życie. Po twoim tonie wiem, że rozumiesz to. DROGIE FORUMOWICZKI - FACET NIE OKAZUJE SWOICH UCZUĆ TAK JAK KOBIETA! ON NIE POTRAFI MÓWIĆ O NICH.
Mieszka z rodzicami, czyli nie sama zajmuje się dzieckiem. Mieszka daleko od Ciebie.
Tak masz rację, nie da rady pracować i jednocześnie zajmować się rodziną, która jest daleko. Mój mąż też nie wypisuje sms jak wyjeżdża na delegacje. Dzwoni codziennie wieczorem zapytać co słychać.
Miejsce żony jest przy mężu. Nie podobają jej się teście, rodzeństwo? Zapytaj się, czy może być tak samo w drugą stronę. Powiedz, że strasznie nie lubisz przebywać w domu jej rodziców, że męczą cię, że wkurza cię jak matka buntuje ją przeciwko tobie. Zapytaj się teściowej, czy wychodząc za mąż mieli samodzielne mieszkanie i pełne konto pieniędzy!?
Znam młode małżeństwa mieszkające na wsi i zajmujące się gospodarstwem i mające dzieci.
Mam takie w rodzinie. Gospodarka 10h, 50 świń, trójka dzieci w wieku 1,5-10 lat. W między czasie, żona skończyła studia zaoczne (pedagogikę). W gospodarce nie pomagała od 8 miesiąca ciąży i dwa po porodzie. Potem maluchy w wózku koło nich na polu w ogrodzie. Z maluchem w chuście szła karmić kury i zbierała jajka. Teraz jedno dziecko w szkole, drugie w przedszkolu a maluch w foteliku siedzi koło niej w wozie dostawczym i jeździ po paszę dla trzody. I o dziwo, dziewczyna ma czas i na fryzjera i na kosmetyczkę. Nawet raz w miesiącu młodzi jadą do kina i na kolację do restauracji a dziećmi zajmują się dziadkowie (a w mieście nie podrzuca się dzieci dziadkom?). No i was zaskoczę!? Od czterech lat dwa razy w roku jeżdżą na tydzień na wczasy!!! Do gospodarki najmują pracownika i pomagają jego rodzice. Ale to wszystko wypracowali swoją ciężką pracą. Gdy zaczynali pracowali sami ciężko.
Wychodziła za mąż mając 17 lat!!!!! Są na gospodarce jego rodziców. Mieszkają z nimi w jednym domu, W przyległym bliźniaku mieszka jego siostra z rodziną. No i żyją w zgodzie. nikt nikogo nie wyrzuca. Na jednym podwórku bawi się 6 dzieci i jest wesoło.
Po porodzie pierwszego dziecka, jej matka też namawiała ją do powrotu do miasta ale mąż jej powiedział. Tu jest nasz dom. I albo tu zostajesz ze mną boś wiedziała na co się godzisz, albo się rozstajemy. Ja gospodarki nie rzucę i wiedziałaś o tym już przed ślubem. Nie masz prawa żądać ode mnie zmiany zawodu, przeprowadzki bo chcesz być panią z miasta. Jestem rolnikiem (skończył studia rolnicze) i skoro jest szansa na rozwój gospodarki, i na życie na dobrym poziomie to po co zmieniać? Mam zmienić zawód bo ty tak chcesz?
gdyby twoja żona mieszkała z Tobą, miałbyś czas zajmować się nimi, rano, w trakcie posiłków, wieczorem. A na odległość to nawet pchły nie złapiesz.
Dziewczyna siedzi w domu razem z mamusią i nudzi się. Gotuje ci, pierze? Nie zajmuje się tylko sobą i dzieckiem i jeszcze jej źle. Ma skłonności depresyjne? Bzdura, jest rozpieszczoną szantażystką.
Inni dają radę nawet więcej pracując -ale te żony nie żądają tyle co żona Jarka. To ona jest ciągle niezadowolona. Nie potrafi docenić tego co mają (szanse) tylko chce więcej.
Nakazywać wyrzucenia z domu rodziny, która była tam przed nią! Dla mnie to ...., nie mieści się w głowie. Dziś każe wyprowadzić się siostrze a jutro rodzicom męża. Zawsze ktoś będzie stał jej na drodze do szczęścia.
Jarku, przykro mi, że napisałam tyle niemiłych słów o Twojej żonie. Zapewne zraniły Cię one. Ale chyba ktoś w końcu musi zmusić ją do bycia dorosłą i wzięcia odpowiedzialności za rodzinę którą założyliście. NIE TYLKO TY MASZ OBOWIĄZKI WOBEC NIEJ. ŻONA TEŻ MA OBOWIĄZKI WZGLĘDEM CIEBIE I WASZEJ RODZINY. To jakaś bzdura, że żona może zajmować się tylko dzieckiem.
Rodzice Jarka, jak wynika z jego postów uregulowali to za życia, jeśli nie naznaczyli żadnych spłat, gospodarstwo Jarka jest tylko jego. Zapis testamentalny można obalić, akt notarialny jest nie do naruszenia, nawet jeśli rodzice podjęli złś decyzję z zapisem nie jest łatwo to cofnąć, nawet jeśli obdarowany nie wywyązuje się ze służebności wobec nich, jeśli takową sobie zapisali.
Zgadzam się z Tobą, że żona Jarka za coś się mści. Może to nie spełnione nadzieje wiązane z tym mąlżeństwem, może nie tak wyobrażała sobie ich współne życie. Trudno tu dociekać.
Znam sporo podobynych sytuacji, sama pochodzenie mam chłopskie, przez lata pomagałam rodzicom, czasem nawet kosztem nieodrobionych lekcji. Wieś ładnie wygląda dla wielu z boku, niby chłop sam sobie pracodawcą, ale nie może nic zaniedbać i niema rzeczy które można odłożyć na jutro, pracą na wsi rządzą pory roku, jak u Reymonta
, to obraz dawnej wsi nie wyssany z palca, dziś pewnie napisał by podobnie, tylko wprowadziłby mechanizację no i chłop jest dziś bardziej światły
i kobiety stroją się nie tylko na mszę w niedziele ![]()
Takie sytuacje jak u Jarka dzieją się bardzo często, bo dziewczynie się wydaje że będzie księżniczką co to nawet obiadu nie ugotuje, albo że może mąż sprzeda gospodarstwo i pójdą do miasta i wtedy zaczyna żonie nic nie pasować. Naprawdę znam sporo takich przykładów, ale nie będę przytaczać wszystkich bo mój post pisałabym do wieczora ![]()
Kobieta popełnia błąd, jeśli niema wyobrażenia o pracy w gospodarstwie, a wychodzi za mąż za rolnika bo to "firma' wielopokoleniowa, czasem trzeba ścierpieć, że gospodarstwo jeszcze nie jest przekazane i dopóki nie będzie, trzeba podporządkować się rządom teściów. To jest bardzo trudne, a dla niektórych niewykonalne i powstają zgrzyty.
Bywa tak że w takich domach prowadzone jest wspólne gospodarstwo domowe i dobrze jeśli synowa z teściową są zgodne, jeśli nie, to czysty horror.
Kiedyś mój znajomy ogrodnik, powiedział 10 lat mialem niedobrze, ale robiłem jak teść zarządził, po 10 latach to ja jestem dyrektorem ![]()
Na wszystko trzeba cierpliwie czekać.
W pracy etatowej nie zawsze ma się szanse by być dyrektorem, a każdy te pracę szanuje.
Fajnie, że żona Jarka ma oparcie w rodzicach, ono każdemu jest potrzebne, tylko ja dostrzegam że matka manipuluje córką, stąd taka postawa roszczeniowa żony Jarka.
Z tego nic dobrego nie wyniknie. Na moje oko, żona wcale porozumienia nie chce, wymaga coraz to więcej, wiedząc że niektóre jej wymagania są niewykonalne.
Może coś usłyszala od teściowej i będzie pamiętać do śmierci, może Jarek nie wziął jej strony w jakimś konflikcie, może... a będąc u matki żali się i wspólnie dolewają oliwy do ognia.
To moje przypuszczenia, ale nie wyssane z palca. Znam wiele osób ze środowiska wiejskiego i wiem skąd biorą się problemy. Bardzo często synowa nastawiona jest wrogo do teściowej, bo w jej myśleniu tak trzeba, bo teściowa, to teściowa i za trzeba jej nie lubić.
Poszperałam trochę w necie odnośnie tego zachowku i okazuje się, że dobrze mi pewien prawnik tłumaczył. Otóż należy zerknąc na wyrok SN z 13 lutego 2004, II KC 444/02, w którym SN wyraźnie stwierdza iż zachowek zapewnia uzyskanie określonej korzyści przez uprawnionych do niego, gdy spadkodawca pozbawił ich tego poprzez testament lub dokonanie darowizny. Prawnicy przytaczają art. 1000 KC oraz komentarz do niego prof. Skowrońskiej-Bocian. Czyli dobry prawnik i do boju o zachowek.
Ewarg trochę podbudowała Jarka, ja tam raczej tego nie zrobię. Co z tego, że inne się godzą, że mają gorzej. Akurat ta tak nie chce i jak dobrze to rozegra, nie pomoże mu klepanie po plecach. Nie ma dymu bez ognia, nikt nie zostawia naprawdę ugodowego faceta.
Kurcze, jestem tutaj uznawana za cyniczną babę, ale jeśli chodzi o choroby, kalectwo, tragedie, poronienia - jakoś nie wyobrażam sobie żeby takiej osoby nie przytulic, nie wspierac. Pamiętam reakcję mojego męża na chorobę syna, normalnie trząsł się, nie był w stanie funkcjonowac, powtarzał: czemu nie ja. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym tak lekko po męża wypadku powiedziec mu: rozczulasz się nad sobą, nic się takiego nie stało, ludzie bez nóg żyją ( właśnie ta kończyna była zagrożona).
Jakiś żal się w żonie Jarka nagromadził i nie sądzę, że to tylko kaprysy. Jeden z elementów rozkładu pożycia, tj ekonomiczny już znika, bo jednak ma dostęp do konta. To jest ogromny plus, nici z przemocy ekonomicznej, nie dbania o potrzeby dziecka. Pozostaje zamieszkiwanie osobno czyli utrata więzów fizycznych, duchowych, itd. Podtrzymuję jedno: komunikacja między małżonkami jest żadna. Mój stary ma teoretycznie jeszcze mniej czasu, ale na każdy telefon, na każdą bzdetę odpowie. Jeszcze nigdy nie usłyszałam opryskliwego tonu, ze on musi pracowac i żeby mu dac spokojnie zarabiac. Mój odzew byłby adekwatny do sytuacji. Nie przeszkadzałabym, nastąpiłoby ochłodzenie, a z czasem może epoka lodowcowa. Kulturalna i spokojna reakcja wszystko załatwi.
56 2013-10-15 17:39:58 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-10-15 17:41:53)
Dogłębnie, aż tak nie szperałam, mam tylko w pamęci, niedawny bój brata z siostrą po śmierci ojca, o zachowek właśnie. Siostra otrzymała gospodarstwo, rodzeństwo mieli naznaczoną jakąś tam spłatę, którą otrzymali, po śmierci rodzicow jeden z braci wystąpił o zachowek. Na domiar był tak perfidny, że chciał splaty z budynków które budowała jego siostra z mężem, na które oboje ciężko pracowali za granicą, ale wtedy gdy gospodarstwo było rodziców. Wiem że nic nie wyskarżył, z racji tego że zaakceptował akt notarialny. Ale zajrzę, poszperam.
Najlepiej po dobroci i z rodziną żyć w zgodzie.
Nie znam jej, nie znam jego rodziców i trudno cały ten problem ocenić obiektywnie.
Wiem jedno, gdybym miała II gr inw. nie zdecydowałabym się na życie i pracę w gospodarstwie, bo to ciężko dla zdrowego.
Nie zdecydowałabym się na wspólne mieszkanie z teściami. Mam dobre relacje z teściową (teść zmarł) ale na odleglość, w jednym domu trudno by nam sie funkcjonowało i nie obyło by się bez mniejszych, lub większych spięć.
Czyją stronę trzymałby mój mąż? Trudno dociec. Na pewno niedlugo po ślubie, stronę matki, bo dlugo uważał ją za wyrocznię i bywały o to spięcia. W takich sytuacjach potrzeba nie lada dyplomacji, żeby tej nie urazić, a tamtej nie obrazić.
Dlatego przed ślubem warto rozważyć wszelkie za i przeciw, bo uczucie szybo zblaknie przez rodzinne kwasy.
Znam środowisko wiejskie, w nim wyrosłam, mam w nim nadal wielu znajomych, przyczyna odejść żon, często związana jest z podziałem majątku, albo z faktem że gospodarstwo nie jest jeszcze przepisane, albo że rodzeństwu męża wiedzie się lepiej, łatwiej.
Czemu kiepsko dzieje się w małżeństwie Jarka, trudno dociec. Zapewne wina leży po obu stronach.
Znam sytuację, gdy żona z dnia na dzień odeszła do rodziców, bo teściowie siostrze męża kupili mieszkanie w mieście, sama zażądała tego samego, bo inaczej się rozwiedzie, a wychodząc za mąż decydowała się na pracę w gospodarstwie. Może niektórzy zakładają, jakoś to będzie, byle było po mojemu.
Tak po prawdzie wydaje mi się że oboje są między młotem, a kowadłem. Żona u swoich rodziców, jest w jakiś sposób kierowana przez matkę, Jarek ze swoimi i nie wierzę, że ani razu nie uslyszy pod adresem żony czegoś, co da mu do myślenia. Obojgu bez rodzinnych "mediatorów" pewnie dogadać by się bylo łatwiej, ale w ich sytuacji to nierealne.
Podpisuję się obiema rękami!
Jedno i drugie ma za uszami. A jak rodzina robi za szalikowców, to właśnie takie szopki wychodzą. Mieszkanie z moimi bądź męża rodzicami - odpada. Mam dwóch synów i uwierzcie, że włos mi się jeży na głowie, jak pomyślę o zamieszkaniu pod jednym dachem ze synową. To jest tak niekomfortowa sytuacja dla obydwu stron i tak napięciotwórcza, że naprawdę trzeba byc zaślepiony miłością, żeby w taki układ wejsc.
Może na coś odpowiem. Otóż mam 30ha gospodarstwo, w nim hoduję 9 macior, od każdej jest średnio po 10 prosiąt 2 razy w roku i na tę chwilę mam 10 szt. bydła w tym 2 krowy, ale planuję zwiększyć przez zakup ok 10 cieląt. Świnie aktualnie są po 5,5 a przedaję sztuki po 130 kg. Jeżeli chodzi o zapis to rodzice podzielili nas tak jak chcieliśmy aktem notarialnym. Co do tego, że żona się mści to nie wiem, ale może być tak, że na początku małżeństwa żona wymagała ode mnie abym ją bronił nawet gdy zrobiła coś tak złego, że aż prosiło się o karę, a ja tego nie robiłem bo nie chciałem zadzierać z ojcem, bo wtedy on gospodarzył. A poza tym słuchałem rekolekcji dla trudnych małżeństw ks. Marka Dziewieckiego i mówił tam, że zło trzeba nazwać po imieniu i nie trzeba takiego małżonka kryć. Ja myślę też , że to przez to, że rodzice żony są wobec niej nadopiekuńczy a wnoszę to stąd , że zaraz gdy żona wróciła do nich i pracowała a nie miała pieniędzy i ja też nie miałem to kupili jej auto nie pytając mnie zupełnie co o tym myślę i było takich sytuacji więcej. Co do mieszkania pod jednym dachem z teściową , to będziemy mieli całą górę dla siebie i nie będzie musiała kontaktować się z teściową. Byliśmy dzisiaj u psychologa i powiedział nam, że musimy oboje dorosnąć . Ja mam przestać udawać , że mam rodzinę , a żona ma okazywać mi więcej serdeczności i nie odnosić się do mnie jak do wroga i nie walczyć ze mną tylko współpracować. Po prostu ja jestem prosty, twardy chłop ze wsi i takie problemy jak mam z żoną nie załamują mnie, a przeciwnie mobilizują do działania. A żona chciałaby abym był kopią jej ojca , co to każdy kaprys córki natychmiast spełnia, bo tak naprawdę jest. A wiecie co nam kiedyś jej ojciec powiedział jak się pokłóciliśmy ? " Kiedyś to na wsi było tak, że żona szła posłusznie za mężem na pole skoro świt wiązać za nim zboże , a jak przyszli do domu , to spuścił spodnie, zadarł kieckę i zrobił następnego dzieciaka, więc zastanów się co Ty od niego chcesz." I zgadzam się też z tym że żona to dodatkowa para rąk do pracy, bo mam kolegów w moim wieku, co też mają podobnej wielkości gospodarstwa i nigdzie nie jeżdżą dorabiać, a jeden ma nawet czwórkę dzieci i żyją z pracy na roli, ale tam żony mężom pomagają. Ja nigdy od żony nie wymagałem, że musi mi pomagać w gospodarstwie, przeciwnie mówiłem jej że jak będzie chciała mi pomagać to się będę cieszył, a jak będzie chciała iść do pracy to nie będę miał nic przeciwko. W pracy w gospodarstwie ważna jest systematyczność, bo jak przestałem systematycznie przykładać się do pracy to pojawiły się problemy finansowe. Wiem, że za mało czasu spędzam z rodziną, teraz mam mniej pracy to będę więcej. Ale nie porzucę pracy w gospodarstwie bo tak żona chce, przeciwnie psycholog nam powiedział, że moje gospodarstwo nie przeszkadza nam w tym abyśmy byli szczęśliwi i to jest mój sposób na utrzymanie rodziny. Bo wiem, że gdy opuszczę się w pracy i przyjdzie do prawdziwej biedy to wtedy mogę zostać oskarżony o to , że nie potrafię utrzymać rodziny. Myślę i głęboko w to wieżę że jednak nam się ułoży, bo żona ma wciąż wątpliwości i mam najlepszego sojusznika, tego co mówi do mnie tata. A co do tego ogrodnika co 10 lat miał nie dobrze to podpisuję się pod tym obiema rękami. Za rządów ojca siedziałem cicho, a teraz robię tak jak mnie pasuje i jak to się jemu nie podoba, to jego problem. Ja zresztą nie chciałem tu wspominać ale też nie mam żelaznego zdrowia jak mój ojciec, bo chorowałem na padaczkę w bardzo lekkim stopniu o czym żona wiedziała przed ślubem. Co do tych wspólnych wyjazdów to nieraz próbowałem żonę wyciągnąć gdzieś żebyśmy pojechali razem i nie były to targi rolnicze a taki zwykły wyjazd turystyczny na 1 dzień, coś zobaczyć , czy gdzieś nad jezioro, ale nigdy nie chciała ze mną jechać, zawsze coś stało na przeszkodzie natomiast gdy jej rodzice pojechali kiedyś w góry to pojechała z nimi a było to w same żniwa i kołków jej o to na głowie nie tłukłem. I nie jest też tak, że nie odpowiadam na telefony od żony. Gdy nie zauważę ,że dzwoniła, bo np. nie usłyszałem na ciągniku czy kombajnie , to później sprawdzam i odzwaniam i na sms-y też odpisuję. Jeżeli chodzi o to manipulowanie to teściowie a zwłaszcza teściowa wiele razy godząc nas popychali nas ku sobie (choć mama trzyma przeważnie stronę córki), nie próbowali nas rozdzielić . Oni po prostu mają dość tych awantur i rozumiem ich , bo to się dzieje w ich domu i nie powinno tak być. Ponowię zatem pytanie. Jak mam nie wspominać podczas kłótni o tym że to ja utrzymuję rodzinę, choć za wszelką cenę staram się ich uniknąć to jak mam się zachować ?
Rozmawiałem wczoraj z żoną przez telefon I nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Psycholog podpowiedział mi, żebym zbudował nieduży domek, tylko dla nas. A po rozmowie żoną to ręce mi opadły. Powiedziała, że nie wie dlaczego nam się to rozsypało i żebyśmy dali sobie spokój. Ja powiedziałem, że to przez to , że nie mieszkamy razem i zrobię to mieszkanie, a domu też jej nie zbuduję w 2 tyg. . Zaproponowałem, że przeprowadzę się do niej, ale powiedziała, że rodzice się nie zgodzą, co nawet rozumiem bo chcą mieć spokój w domu. Zaproponowałem aby przyszła do mnie to nie chce wrócić na ten jeden pokój, a poza tym to ona nie chce abym wracał do domu wieczorem. To kiedy mam wracać, w południe ? A kto będzie na nas pracował ? Jak mam zarobić na mieszkanie? Na moją propozycję aby sama wymyśliła jak możemy być razem nic nie odpowiedziała. Ja myślę że to jest zwykłe lenistwo. Zaraz jak się poznaliśmy było dla mnie dziwne, że rodzice we wszystkim ją wyręczają, nie stawiają przed nią żadnych wymagań. Myślę że to jest tak, że dzieckiem zajmuje się bo musi a mnie kochać, szanować i zajmować się mną nie musi i tu tkwi problem. Mogę dwoić się i troić a i tak jej nie zadowolę. Nie chce się nawet zaczekać na efekty, tylko dajmy sobie spokój. To wywołuje u mnie frustracje i stąd te konflikty. PORADŻCIE CZY JEST NA TO JAKIŚ SPOSÓB ? Ona po prostu chciałaby dostać wszystko gotowe na złotym półmisku. A przecież miłość wymaga pracy, zaangażowania, czego widzę że jej się po prostu nie chce i nie jest to z przepracowania a raczej z wygodnictwa. To nie są złośliwości z mojej strony względem niej tylko wieloletnie obserwacje. Chciałbym dla niej jak najlepiej ale wszystkiego nie jestem w stanie zrobić sam. Pozdrawiam.
No właśnie, tak jak wydawało mi się od początku, tak źle i tak niedobrze. Nie wiem, gdzie leży wina i niebędę się tego doszukiwać.
Na tą chwilę, widzę że się starasz.
Nie wiem co kierowało Twoją żoną, gdy za Ciebie wychodziła, czy to była miłość, czy potrzeba zaspokojenie instynktu macierzyńskiego? Wygląda mi na to drugie. Były poronienia i nadal byliście razem, urodziło się dziecko i żona odsuwa Cię, przybiera postawę roszczeniową, dyktuje coraz to nowe warunki, coraz trudniejsze do spełnienia. Ma dziecko, seksu nie chce, facet może iśc do konta.
Ja to tak widzę.
Można mieć różne pretensje, zadry w sercu, ale ratuje się związek.
W moim małzeństwie nie od początku było happy, kilka lat trwalo docieranie się, nie obyło się bez wzajemnego ranienia siebie, bo w emocjach czlowiek bywa nieobliczalny, ale staraliśmy się wspólnie.
Na tę chwilę, nie mam już czasu, bo na myśl nasuwa mi się wiele, dopisze w wolnej chwili.
Wiesz, współczuję Ci, wiadomo, że każdy może napisać tu wszystko, ale jeśli jest tak jak piszesz, to wyłania mi się obraz faceta, któremu zależy, który jest odpowiedzialny, który chce dbać o rodzinę.
Szkoda, że żona tego nie umie docenić.
Otóż to, każdy może tutaj opisac swoją historię. Na jakiś samokrytycyzm bym nie liczyła.
Zerknęłam na kazania tego księdza. Nic nowatorskiego, świeżego, raczej dużo bicia piany, takiej wzniosłej piany o małżeństwie. Nie wiem czemu, ale pomyślałam sobie: akurat rolnik tego słucha, prosty chłop, jednoczesnie przytacza tutaj wulgarne słowa teścia. Taki mały zgrzyt.
Okopaliście się na swoich pozycjach i raczej nie ustąpicie. Tak na zdrowy rozum, ja też nie miałabym ochoty gniesc się w jednym pokoju. Nie sądzę też, że prace wiosną ruszą. Jest w sumie ładna jesień, gdyby były pieniądze..., ale ich nie ma. Dobra ekipa zmieni dach szybko.
Wiosną ruszą prace polowe, będzie lało i tak zejdzie.
Wrócmy do psychologa. Jak znam kobiety ( sama nią jestem) to sądzę, że nie tylko to co nam przytoczył Jarek było mówione, żona z pewnością wylała cały potok pretensji. Na pewno i teściowej coś zarzuciła i szwagierkom. Założę się, że o braku wsparcia i zrozumienia jej też było, o niezadowoleniu ze seksu pewnie też nadmieniła.
Jarek, a psycholog wyjaśniła co znaczy: masz przestac udawac, że masz rodzinę?
chaber bierzesz w obronę żonę Jarka. Mnie jest szkoda ich obojga. Choć należałoby powiedzieć, że jedne i drugie gały, widziały co brały.
Chyba każde po cichu, miało inne oczekiwania wobec drugiego.
Rozumiem brak chęci żony, do mieszkania pod jednym dachem z teściami, ale rozumiem również niejaką opieszałość Jarka w zaadaptowaniu poddasza.
Niestety, tam gdzie jest gospodarstwo, zwykłe bytowe potrzeby, bardzo często są spychane, na dalszy plan. Bardzo często na wsi, kobieta jest tą pokrzywdzoną. Chciałaby remont kuchni, a tu pierwszy remont ciągnika. Chciałby nowe meble, a tu nieurodzaj, coś padło, a z tym mniejsze zyski i tak wkoło. Realia. Na pierwszym planie jest, modernizacja, z prostej przyczyny nie modernizujesz zostajesz w tyle, zostajesz w tyle masz coraz mniej pieniędzy. To należy wiedzieć wychodząc za mąż za rolnika, na przestrzeni lat w tej materii niewiele się zmienia. Z opisu Jarka wynika, że gospodarstwo nie jest jakieś przeogromne, hodowla do największych nie należy, więc i zyski nie takie wielkie.
Co do rozwiązywania problemów przy pomocy księży, patrzę na to z przymrużeniem oka. W środowisku wiejskim, księża cieszą się ogromnym autorytetem. Z całym szacunkiem dla duchownego stanu, ale jak może pomóc w rozwiązywaniu problemów w rodzinie, osoba która nigdy rodziny nie miała?
Żeby była jakś poprawa, oboje powinni jej chcieć.
64 2013-10-21 17:34:15 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-21 19:13:20)
Tak, w tej chwili biorę stronę żony Jarka. Gdy ktoś poczyta moje posty zrozumie, że gdy dziecko będzie większe już inaczej spojrzę. Oczywiście te jej żądania są przesadzone, bo sama też powinna coś materialnie wniesc. A może i wniosła, bo trochę pracowała? Najgorsze jest to, że znamy wersje tylko jednej strony.
Tutaj jeszcze dochodzi fakt poronień. Tak jakoś niemiło mi się zrobiło, bo w tym domu są dwie siostry Jarka, żona jego brata oraz teściowa. Dom pełen kobiet, a jego żona wyprowadza się, bo nie ma kto jej pomóc. Coś nie halo z tymi stosunkami rodzinnymi. Mam też nadzieję, że żadna z nich nie strzeliła hasłem jak Ewarg: nie ona jedna poroniła. Wiem, na wsi ludzie są twardzi, ale jak już czymś walną, to ręce opadają...
Mieszkam obok szwagierek i na życzliwosc oraz pomoc mogę liczyc. Nie wiem jak bym się zachowała mając zołzy za sąsiadki. Możliwe, że tak jak żona Jarka - odwet.
Tak naprawdę to ja obojga nie rozumiem. Sami sobie zgotowali taki los. Kto myśli o rodzinie nie majac zaplecza finansowo-mieszkaniowego?
Okazuje się, że rozum oraz rozsądek biologii nie przeskoczy. Facet będzie myślał o seksie, kobitka o dziecku, reszta się nie liczy. Zaczynają od dupnej strony: najpierw seks, następnie ciąża, ślub i wesele, by stanąc przed murem - gdzie będziemy mieszkac, komu na łeb się zwalimy ( ile to już wątków podobnych forum widziało).
Eljola - w każdy biznes należy inwestowac, bo wypadniesz z rynku, ale lepiej w tym temacie wypowiedziałby się praktyk. Czy on też ciągnąłby tyle lat, z takim marnym skutkiem, czy rzucił taką orkę w diabły i rozpoczął coś nowego. 30 ha, faktycznie nie za wiele, a ten brat z żoną też z tego kawałka ziemi żyje? Nie wiemy.
Gdyby mi syn powiedział, że za pensję stażysty chce utrzymac rodzinę, a mieszkac pod naszym dachem - popatrzyłabym jak na skrajnie nieodpowiedzialnego szaleńca. Cieszę się, że Jarek tu napisał. Sadząc po liczbie odczytań temat jest ważki. Oby dziewczyny przemyślały dobrze ślub z rolnikiem oraz mieszkanie z teściami.
Zanim napisałam ten post weszłam na forum "Poronienia". To straszne jak ludzie potrafią byc nieczuli, nie zrozumiec drugiego. Opisy reakcji męża, teściowej - szok, normalnie szok! Po czymś takim podgryzam gardło mężowi, teściową duszę.
Oczywiście polecam poczytanie rolników i rolniczek. Nie ma lekko kobieta na wsi. Bycie prostym chłopem ujmą nie jest, ale prostakiem owszem.
Witam. Gdy to piszę jest mi tak okropnie smutno i nie wiem już czy nam się ułoży, czy nie, bo wkładam w ten związek całe serce, słucham jej, steram się być pomocny jak tylko potrafię , a na Żonie nie robi to wrażenia i odnoszę wrażenie, że Jej to sprawia przyjemność , że się tak męczę . Żona gdy pracowała zarabiała ok. 800 zł/m-c i starczało to razem z moimi ówczesnymi zarobkami na żywność. Natomiast brat ma własną pasiekę po ojcu i z tego się utrzymuje. Naprawdę nie wiem dlaczego za mnie wyszła, bo gdy patrzę na nasz związek z perspektywy lat , które przeżyliśmy to mam wrażenie, że nigdy nie chciała mieć męża a tylko chciała się zabawić. Żona już 2 tyg. po ślubie mówiła o rozwodzie a nie było ku temu żadnych podstaw, bo ani na nią nie krzyczałem , ani nie ubliżałem, zachowywałem się wobec niej jak wobec damy mojego serca a Ona mówiła o rozwodzie i uśmiechała się przy tym. Ja po prostu nie jestem w stanie być kopią jej ojca, bo wiele razy słyszałem pretensje pod moim adresem, że Jej tatuś jest taki dobry i wszystko łapie w lot, a ja to jestem taki głupi i do niczego się nie nadaję, bo niczego nie potrafię się domyśleć. Jest mi tak potwornie żal i nie wiem już co mam robić, jak się zachowywać, czy być wobec Niej miły i okazywać Jej miłość , co nie przynosi żadnych efektów, czy być stanowczy i zimny tak jak Ona jest zimna wobec mnie, ale wiem że to też nie dobrze bo się na mnie obrazi. Po prostu Ona dała sobie prawo do popełniania błędów i wsparcia rodziców, natomiast ja mam być bezbłędny i mnie nie wolno szukać gdziekolwiek wsparcia a już najmniej u mojej rodziny. Może poda mi któraś z Pań definicję miłości, bo już nie wiem co to jest to co dla nas robię a gdy będę znał definicję to będę mógł Jej tę miłość okazywać. I jeszcze jedno. Od początku naszego małżeństwa zauważyłem taką tendencję, że żona przeważnie zawsze używała słówka '' Ja" natomiast ja używałem " My". Chodziło mi o to co mamy i co możemy mieć a według niej co ona ma i może mieć, taka była między nami różnica. Nie wiem czy to może mieć jakieś znaczenie, ale gdy po jednej z kłótni rozmawiałem z teściem, (bo próbowałem zrozumieć) dlaczego Ona koniecznie chce być sama ( mieliśmy już córkę), bo samotnej, niepracującej matce będzie bardzo ciężko i Żona powiedziała wtedy że sobie sama poradzi, to teść mi odpowiedział , że sobie poradzi, tylko wszystko zrzuci na barki dziadka. Pozdrawiam i bardzo proszę o tę definicję.