Witam.
Od razu przynam się, że zarejestrowałam się na tym forum po to, by zasięgnąć opinii kobiet bardziej lub mniej doświadczonych. Poznać różne zdania na temat mojego problemu, dla niektórych śmiesznego, dla innych zaś dość oczywistego.
Mam skończone 21 lat, mój partner, z którym jestem również. Zeszliśmy się, po około dwóch latach rozłąki, w marcu rok temu. Od klasy trzeciej gimnazjum mamy swoje rozstania i powroty, jednak za każdym razem jest to dla mnie co raz gorsze i po kilku miesiącach związku zadaję sobie pytanie "dlaczego to zrobiłam?". Rozchodzi się o to, że on jest takim dużym chłopcem. Skończył technikum mechaniczne, cały czas coś dłubie przy samochodach i praktycznie cały czas o nich mówi. Sama też lubię samochody, dlatego go słucham, ale bywają dni, że zaczynam mieć go dość po sam czubek. Jest człowiekiem dobrym, serdecznym, ale z zachowania i tematów do rozmowy - trochę infantylnym.
Pragnę dodać, że nie interesują go żadne sporty, a w zeszłe lato z łaski swej coś go tknęło i trochę pobiegał. Schudł dość, bo około 10 kilo, a była z niego lekka kluseczka. Spodobało mi się, że w końcu się za siebie zabrał. Niestety pozostało mu tłuszczu na brzuchu i piersiach, nogi ma ładnie wysportowane, ramiona szczupłe. Po prostu wygląda nieforemnie. Ja, jako miłośniczka sportu, biegam i od niedawna postanowiłam chodzić na siłownię. Niestety, moje propozycje, by poszedł ze mną i mi towarzyszył, skończyły się na wymówkach typu "Ja nie mam kiedy, pracuję do 17, a potem siedzę w garażu" , "Nie chcę wyglądać jak koks" oraz "Ja w robocie mam dosyć gimnastyki". Dobrze, nie będę go zmuszać, ale moje zabiegania o utrzymywanie ładnej figury są spowodowane m.in. tym, że chce być atrakcyjną dla mężczyzn. Jemu zaś wystarczy, że ma kobietę ładną i dbającą o siebie, potrafiąca się dobrze ubrać. Czasami wydaje mi się, że on wychodzi z założenia, że skoro jego ubiegłoroczne walentynkowe kwiaty mnie udobruchały, to nie musi się już bardziej starać.
Niekiedy nachodzą mnie myśli, że mimo iż go kocham, jestem zmuszona z nim zerwać. Nie pociąga mnie seksualnie, a na jego każda propozycję zbliżenia odpowiadam przecząco. Jestem miłośniczką piękna, również w cielesnej postaci, a w czasach gdy dobrą sylwetkę można sobie wypracować po prostu od pstryknięcia palcem, również co raz więcej mężczyzn chce się podobać kobietom.
Może moje wymagania są głupie, ale wychowywałam się w rodzinie, gdzie mój ojciec regularnie ćwiczył, brat grał w koszykówkę a siostra biegała długodystansowo, i takie pozostało mi już "zboczenie", że mój mężczyzna również musi imponować mi siłą, a ja chcę czuć się przy nim bezpiecznie. Nie jestem wstanie powiedzieć mu wprost "Słuchaj, wyglądasz tak czy tak, dopóki coś ze sobą nie zrobisz, nici z seksu.", nie jestem tak bezczelna, a nie wiem jak sformułować 'przemówienie' by do niego coś dotarło.
Myśl o zakończeniu związku jest dla mnie ciężka z punktu widzenia przywiązania (w końcu znamy się od podstawówki), zaś z drugiej strony nie jestem w stanie się przemóc do fizycznego zbliżenia. Seksu ze sobą nie uprawiamy, po prostu czuję odrazę. Ostatnimi czasy myślę też o pójściu do seksuologa, bo być może ze mną coś jest nie tak.