Witam wszystkich. Postanowiłam tu poruszyć ten temat, ponieważ potrzebuję się wygadać.
Moja przyjaciółka, z którą znam się tak naprawdę już od 10-ciu lat poznała 3 miesiące temu faceta i od tego czasu zaczęła mnie ignorować, tzn.mnie i pozotsałych przyjaciół. Być może ja bardziej to przezywam niż inni, bo byłyśmy dośc blisko, dosłownie jak siostry. Mogłam z nią porozmawiać na każdy temat i odwrotnie, pójść na zakupy, do kina, plotkować o chłopakach itd, no po prostu wszystko. I tak jak już wspomniałam wcześniej od czasu, gdy poznała tego faceta po prostu mnie olała, ale oprócz tego bardzo się zmieniła i to mnie martwi.
Ostatnio postanowiłam do niej napisać i poprosić o spotkanie, chciałam się spotkać w gronie znajomych i po prostu pogadać jak dawniej, ale niestety się nie doprosiłam, bo jak zwykle nie miała czasu (choć nie widziałysmy się juz od miesiaca przeszło). Z 2 tygodnie wcześniej to samo : zadzwoniłam do niej, poniewaz miałam swój osobisty problem i potrzebowałam bardzo rozmowy z przyjaciółką, ale w odpowiedzi usłyszałam, że ona widzi się z tym swoim i jeszcze nie wie co będą robić, jak się potoczy wieczór i ze oddzwoni (to już nieważne,, że jak ona miała problem to ja byłam jednak w pobliżu, nawet jak byłysmy skłócone). Yhym, rzeczywiscie oddzwoniła...po trzech dniach, kiedy ja byłam cały dzień na uczelni i nie mogłam się z nią spotkać.
W końcu w zeszłym tygodniu udało nam się spotkać na urodzinach naszego kolegi z liceum. Oczywiscie przyszła ze swoim chłopakiem. Zauważyłam jak się przy nim zmieniła. W towarzystwie nie jest już tak wygadana jak kiedyś, tzn. zamieni pare słów, ale mam wrazenie, ze z udawanym zainteresowaniem. Jak on musi wyjśc wcześniej to ona robi to samo, ale co najbardziej mnie zdziwiło? To, że rzuciła studia
Rozumiem, ze to jej życie i jej wybór, ale czegoś takiego się nie spodziewałam tym bardziej, że zawsze była osobą odpowiedzialną i zrezygnowanie z marzeń, nauki przez chłopaka to naprawdę ostatnia rzecz jaka przyszłaby jej do głowy. A jednak...
Te urodziny spowodowały również, że miałyśmy okazję dobrze się pokłócić, wyrzuciłam z siebie to, co chciałam, powiedziałam jej wszystko, co o tym myślę nawet o tym co zrobiła ze studiami, o jej zachowaniu, chłopaku i tym, że dla nikogo nie ma czasu a jak ona chce gdzieś wyjść to wtedy czas musi mieć dla niej każdy. Tak się wtedy wkurzyłam, że było mi już wszystko jedno co sobie pomyśli. Jednak też naskoczyła na mnie mówiąc, że jestem zazdrosna, bo w tej chwili nie mam nikogo i nie potrafię jej zrozumieć. Nie potrafię? Potrafię, bo sama kiedyś byłam w związku i doskonale rozumiem, ze zakochani potrzebują chwili dla siebie, ale w przeciwieństwie do niej chłopak nie był dla mnie całym światem, bez przesady. A ona jest nim mega zaślepiona;/ Stwierdziła równiez, że wcale mnie nie lekceważy. Tłumaczyła to brakiem czasu, przeprowadzką, pracą itd.
Już naprawdę zaczynam mieć dosyć takich wykrętów i kłamstw itd. Chciałabym odzyskać dawną przyjaciółkę, ale widzę, że to nie będzie łatwe. Nie mówię, żebyśmy spędzały czas 24 h, ale żeby spotkania nie ograniczały się do jednego lub dwóch w miesiącu, bo to jest przykre.
Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Poczekać aż sama zrozumie, że nie należy tak unikać przyjaciół?
Moje zdanie jest takie, że dopóki ona sama nie zrozumie to Ty niewiele zdziałasz, jest zakochana zaślepiona im bardziej Ty będziesz jej robiła wyrzuty tym bardziej ona będzie zarzucała Cie egoizm, zazdrość, etc
Będzie się jeszcze bardziej oddalać i izolować od Ciebie.
Może spróbuj poznać tego jej nowego faceta, nie nastawiaj się do niego anty.
A jeżeli to nie wchodzi w grę to wycofaj się, nie rób nic, nie proponuj spotkania, nie pisz, nie dzwoń, ( śmiesznie to zabrzmi, ale daj jej zatęsknić), a gdy zadzwoni ustal termin za kilka dni niech poczeka.
3 miesiące to krótko to nadal etap motylków i nie poskromiona chęć widzenia partnera, być może za kilka tygodni sytuacja się unormuje ![]()
Może mój komentarz niewiele da, ale myślę, że powinnaś z nią porozmawiać. Fakt, to że jest w związku skutkuje tym, że ma dla Ciebie mniej czasu, ale nie może Cię skreślać. Jeśli jej na Tobie zależy powinnyście się umówić, że np. razy w tyg. spędzicie ze sobą dłuższą chwilę i może w tyg. znajdziecie czas na krótką rozmowę, chociazby przez telefon. Myślę, że przyjaźń warta jest poświęcenia kilku chwil w tyg. na rozmowę z przyjaciółką. Swoją drogą, pamiętaj, aby zrobić to delikatnie, jest zakochana i może nie widzieć, że robi źle, może powiedz jej, jak się z tym czujesz i szczerze porozmawiajcie. Jeśli to nie poskutkuje, to daj jej czas, kiedy się ocknie, sama zrozumie, że źle zrobiła. Powodzenia ![]()
do babieniedogodzisz :
Poznałam już jej faceta, choć nie tak dobrze. Raczej mało o nim wiem. Z nim samym rozmawiałam moze z dwa razy a właściwie ''rozmowa'' to za dużo powiedziane, zamieniłam pare słów. Bardziej mi Anka o nim opowiadała, moja przyjaciółka. On wydaje mi się taki zamknięty w sobie, małomówny. Jak spotkałam się kiedyś z nimi to właściwie tylko z nią rozmawiał, tak samo było na tych urodzinach naszego kolegi. Taki jakiś cichy.
Hey.
Gdy ja poznałam mojego faceta, to też posypała się moja "dozgonna" przyjaźń (ośioletnia, na dobre inna złe, do czasu aż się nie zakochasz w kimś, kto zawróci Ci w głowie). Ja to odczułam jako zniechęcenie z jej strony - zwłaszcza, że była w stosunkundo niego od początku bardzo oschła...jednak dziś, z perspektywy czasu myślę, że ona mogła postrzegać to podobnie jak Ty.
Jak ona jest nim zaślepiona to będzie, skoro za nim wychodzi, rzuca dla niego studia, świata poza nim nie widzi - najwidoczniej jest bardzo zakochana. Czy to będzie ten jeden jedyny czas pokarze, ale podejrzewam, że ludziom w zaślepieniu z tym dobrze: może mogłabyś spróbować cieszyć się jej szczęściem? Zaufaj jej, to duża dziewczyna i nawet jeżeli postępuje nierozsądnie wie, co robi. To jej życie, nie Twoje. Jesteś jej przyjaciółką, więc oczekuje Twojego wsparcia, które może jest jej bardziej potrzebne od ocen (które na pewno wszędzie słyszy).
Pozdrawiam Cię cieplutko i życzę Wam powodzenia - oby Wam się udało :-)
Gdy poznalam swego faceta balam sie reakcji nie tylko jego rodziny ale i przyjaciol.
Moi niby starzy znajomi sie wykruszyli i to dosc szybko ale znajomi megp mego meza stali sie moimi rzyjaciolmi na ktorych moge naprawde liczyc.
ewa118 :
Ja własnie tego nie rozumiem, że jeżeli ktos jest z kimś w związku to od razu odrzuca relacje z innymi i ta więź, którą się budowało tak naprawdę ileś tam lat od razu się sypie. Nie rozumiem.
Też byłam w związku, miałam chłopaka ponad rok, ale nigdy nie zachowywałam się tak, że miałam w nosie wszystko i wszystkich. Starałam się znaleźć czas i dla przyjaciół i rodziny i dla niego.
Przykro mi, że ona się tak zachowuje, bo zwyczajnie tęsknie za takimi naszymi wypadami w miasto, pogawędkami itd. A ostatnio się prawie tylko kłócimy i nic z tego nie wynika na dobrą sprawę.
A co by było jakby ten chłopak ją zostawił? Wtedy by do mnie przyszła? No właśnie. Na pewno by tak było a ja bym jej naturalnie pomogła, bo już taka jestem.
Ja równiez będac w zwiazku chłopakiem "olałam" wszystkich znajomych, przyjaciolki, kolegów. Przestałam wychodzic do ludzi zeby moj (wtedy) chłopak nie byl zazdrosny. I co z tego wyszlo? Nie jestesmy juz razem.. chodz zapowiadalo sie cudownie. Siedze w domu i płacze, bo nawet nie mam z kim pogadac o swoich problemach. NIE WARTO REZYGNOWAC Z PRZYJACIÓŁ BO GDY UKOCHANA OSOBA ODCHODZI JESTESMY SAMI !!!!!!!!!!!
Teraz staram sie nawiązac kontakty od nowa ale to juz nie to samo.
co prawda ja też odsunęłam się od swoich znajomych kiedy weszłam w poważny związek, może dlatego, że mój facet jest starszy ode mnie o 8 lat i nie czuł się dobrze, w towarzystwie moich znajomych. (Mimo to my 'kiedyś' rozumieliśmy się świetnie). Ale kontakt miałam ze swoją najlepszą przyjaciółką. Nigdy nie odsunęłam jej na boczny tor, zawsze była dla mnie ważna. Jednak w momencie kiedy to ona znalazła sobie chłopaka, dla mnie już czasu nie było. Każdy mój problem był dla niej moim użalaniem się i kwitowała to ' poszkodowana przez życie dziewczynko' . Zmieniła się o 360st, ale chyba tylko ja to zauważyłam. Po jej słowach ostro się pokłóciłyśmy, i mimo tego że próbowałam odbudować naszą relacje, ona ma to gdzieś, woli się nie odzywać. Ma teraz swój świat, swojego chłopaka, a dla mnie w jej życiu nagle zabrakło miejsca.
Rozumiem Cię doskonale, także nie wiem jak TY, ale ja odpuściłam... mam tylko nadzieję, że kiedyś może jeszcze się odezwie.
Ja też zerwałem z przyjaciółmi dla swojej żony. O koleżanki była zazdrosna, o kolegów również (bo co mogą sami faceci ze sobą robić???). Jak się jest młodym i zakochanym to się robi takie błędy, no ale wtedy człowiek jeszcze nie jest gotowy by walczyć ze swoją miłością o wolną duszę.
kenobi - dokładnie! Masz rację. Szkoda tylko, że zauważa się zazwyczaj te błędy w momencie kiedy zostaje człowiek zupełnie sam. Wtedy kiedy nie ma się do kogo odezwać. Czasem jest za późno na naprawę tych błędów młodości, Twój własny partner nie zastąpi Ci wszystkich i wszystkiego. Separacja od odtoczenia to najgorsze co może być.
Mimo że tego nie popieram to moim zdaniem to normalna kolej rzeczy ,trzeba być wyrozumiałym dać im się nacieszyć sobą,bardzo dużo osób tak ma ,działa wtedy w nas taka chemia że nie da się czasem uniknąć ,jeśli przyjaźń ma przetrwać to przetrwa trzeba zrozumieć że ktoś chce sobie ułożyć życie z kimś ,na początku zawsze tak jest że dana osoba przysłania nam cały czas i głupiejemy ale czy to nie jest piękne??Dziewczyna pracuje ,przeprowadza się do tego mężczyzna może to wszystko bardzo ją pochłaniać i nie koniecznie decyzja o rzuceniu studiów jest jego winą nie snuj takich pochopnych wniosków...Z czasem się wszystko unormuje daj jej trochę czasu ,nie minęło tak na prawdę dużo czasu to tylko 3 miesiące nie będzie już na wyłączność dla Ciebie jak wcześniej trzeba się z tym pogodzić a jak już założy rodzinę będzie go miała coraz mniej taka kolej rzeczy .
do autorki: skoro ma takiego zamkniętego faceta to może przez to tak się stało... on może z nikim się nie przyjaźni, nie lubi wychodzić z prawie obcymi ludźmi. więc może jednak zaproś ich oboje, może w końcu się przełamie... a Ty odzyskasz przyjaciółkę.
14 2013-04-29 19:35:44 Ostatnio edytowany przez ewa118 (2013-04-29 19:37:28)
Inna, obawiam się, że jeżeli by się odezwała, to to i tak nie byłoby to samo.
Ja również za nią tęsknię, jednak nie mogę powiedzieć, że cała wina końca naszej przyjaźni leży po mojej stronie. Wiem, że nawet, gdyby któraś z nas się do drugiej odezwała nie udałoby nam się tego odbudować. Ponadto może dlatego bo mi się udało i jestem w szczęśliwym związku, ale zaznaczę, że w chwilach gdy za nią płaczę, mój mężczyzna jest dla mnie wielkim oparciem - większym, niż ona mogła dla mnie być, w co jeszcze trzy lata temu bym nie uwierzyła!
On nie był o nią zazdrosny - nawet się cieszył, że mam przyjaciółkę - ale ona zaczęła szukać komplikacji i wymyślać nieistniejące problemy.
Natasza, pytasz mnie, jak to możliwe... nie miałam od niej żadnego wsparcia, i nie mogłam się z nią podzielić moją radością. Atakowała mnie i walczyła ze mną, nie było w ogóle tematów do rozmowy, bo z tego automatycznie robiła się wojna. Jeszcze zanim go poznałam tematy oddalałyśmy się coraz bardziej, mój związek zrobił się takim potwierdzeniem, że już po wszystkim.
Jest we mnie jeszcze tyle niefajnych emocji że wiem, że nawet gdybym rozstała się z moim partnerem nie chciałabym nawet szukać z nią kontaktu...