Witajcie!
Uzyskałam na tym forum kiedyś bardzo wiele cennych rad i mam nadzieję, że i tym razem pomożecie
Chodzi o mojego tatę. Stał się człowiekiem tak negatywnie nastawionym do życia, że już patrzeć na to spokojnie nie mogę ;(
Żyje jakby nie żył. Ma niezbyt dobrze płatną pracę (choć z jego zawodem można dobrze zarobić), ale nie chce tego zmienić, moim zdaniem lęka się, boi działać, jest bierny, totalne 'niechciejstwo', tu niby chce i myślę, że przez chwilę odczuwa jakiś przebłysk, gdy pokazuje mu szanse jakie ma, ale za chwile jest gadka: tu nie bo nie będzie mnie długo w domu, tu nie bo na rozmowę o pracę trzeba przejechać 35! kilometrów, tu nie bo za daleko, tu nie bo ten przedsiębiorca jest za słaby... on po prostu szuka przeszkód, wynajduje sobie swoje 'nie bo coś tam', nie bo nie poradzicie sobie sobie sami w domu (to już jest żałosne)! I to wieczne niezdecydowanie, takie chcę ale nie chcę. Moim zdaniem boi się zmian, działania, tak jak teraz jest mu po prostu wygodnie. Chciałby lepiej żyć, ale jednocześnie nic nie robi w tym kierunku, z kwaśną miną szydzi z innych ludzi, a sam nic nie robi, tym którym się wiedzie bardzo bardzo zazdrości, nawet wyzywa od złodziei, a sam nic! Zero działania i jadowita zazdrość (oczywiście ukrywana, ale ja to czuję, to się wyczuwa w każdym kąśliwym słówku).
W domu głównie leży, śpi i ogląda tv. Wiecznie zmęczony. Chomikuje w sobie nienawiść do innych ludzi, wciąż powtarza zdania typu: "w dzisiejszych czasach nie można być miłym, kto jest mily ten musi mieć twardą **", "trzeba kraść i oszukiwać żeby się dorobić", "to nie jest takie proste", "łatwo Ci powiedzieć"...
Zaczęłam tak od pracy bo właśnie z nim o tym rozmawiałam, aż się zdenerwowałam troszkę.
Z moją mamą to w ogóle tworzą takie małżeństwo, że ... no bardzo jej współczuję... jako mąż jest zimny, nie okazuje czułości, nie lubi z nią gadać (w sumie mało się odzywa, a jak już, żeby ponarzekać, pomarudzić) ich komunikacja leży. Mama boi się z nim gadać, bo nie chce, żeby się zamknął w sobie, co robi ciągle jak coś mu nie pasuje: "róbcie co chcecie, gadajcie co chcecie mnie to nie obchodzi". Mama boi się go urazić i boi się być przez niego wyśmianą. No i oczywiście wszytko na "nie": po co kupiłaś to, nie jedziemy tam, nie chce mi się, a na co to, daj mi spokój, nigdzie nie wychodzę, nigdzie nie jedziemy... po prostu najchętniej siedziałby w domu i oglądał seriale historyczne, no i czasem ponarzekał i ponaśmiewał się z innych ludzi.
Bije od niego tak negatywna energia, takie zniechęcenie mnie przy nim ogarnia i ręce opadają...
Najlepiej nic nie robić bo i tak nic z tego nie będzie, poza tym same problemy wynajduje, problemy z niczego dosłownie, z rzeczy tak banalnej jak ugotowanie psom jedzenia (to wyjątkowe poświęcenie często się zdarza w jego wykonaniu), ale ile się przy tym nagada jaki to on zapracowany, że już sama wolałabym to zrobić. Jak ktoś nas odwiedza oczywiście pod nosem słyszę "oo nie, znowu przyjechali" i ten ton...
Czy on jest zwyczajnie leniwy czy to co innego nie wiem, ale wiem, że nie jest szczęśliwy, tylko zatruty od wewnątrz, a ta negatywna energia udzielać się zaczyna mojej mamie, która jest tego całkowitym przeciwieństwem, no i moja psychika ledwo odbudowana na nowo na gruzach starej (podobnej do taty) też ma dość. W ojcu widzę nieszczęśliwą siebie sprzed roku, dwóch. No może nie wszystko się zgadza, ale dużo: lęk przed działaniem, brak sił, leżenie-nic nie robienie, wszystko na "nie", niezdecydowanie, pesymizm...
Poza tym boje się, żeby mnie nie pociągnął z powrotem za sobą. Szczerze w to wątpię ;D ale jest mi ciężko z nim i z tą atmosferą w domu, nie wiem czy mam dość siły żeby ją rozjaśniać.