Wariuję z bólu, proszę o pomoc ! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

Temat: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Byliśmy razem 4 lata, związek dosyć burzliwy, dużo kłótni. Ale w okresach "zgody", a takie zdarzały się równie często jak kłótnie, było nam jak w niebie - nawet po 4 latach mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać, doskonale się rozumieliśmy, okazywaliśmy sobie miłość słowem, gestem i czynem, dużo przytulania było, potrafiliśmy leżeć wtuleni w siebie jak dzieci całymi godzinami.
On jest bardzo dobrym człowiekiem. Zawsze pomocny, wierny, lojalny, robił mi kanapki do pracy, dbał o mnie jak ojciec.
Zadnego zainteresowania innymi dziewczynami.
Natomiast w okresie kłótni, umiał być podły i znęcać się nade mną psychicznie ( ja nad nim też )
Wczoraj właśnie miała miejsce kłótnia, która zakończyła się rozstaniem. Był mój płacz i jego płacz, niejako wymusiłam na nim żeby to zakończył, bo ja już nie mam siły, coś na zasadzie " skończmy to, powiedz że to koniec, rozłącz się i miejmy już spokój "
I on to zrobił. Powiedział że nie powinniśmy być dalej razem, cześć i się rozłączył.
I co ? I siedzę i płaczę, wyję, rwę włosy z głowy. Nie mogę do niego zadzwonić, bo to on zrobił ten decydujący krok, poza tym w ostatnim czasie to częściej ja pierwsza wyciągałam rękę i się upokarzałam, a on poczuł się silny.
Już kiedyś rozstaliśmy się w podobny sposób, przez miesiąc nie było żadnego kontaktu, a połączyło nas znowu przypadkowe spotkanie. Bardzo wtedy cierpiałam, u psychiatry wylądowałam. I po tamtym rozstaniu nasz związek to była bajka przez rok, żadnych kłótni, czysta słodycz, wydawało mi się że oboje coś zrozumieliśmy i że nie spieprzymy już tego.
Jak widać znowu spieprzyliśmy. On jest honorowy, mocny, silny, nie wiem czy się do mnie odezwie jeszcze. Ja też się nie mogę odezwać, bo zupełnie stracę jego szacunek. Kocham go do szaleństwa. Na chwilę obecną nie jestem w stanie bez niego żyć.
Dusi mnie rozpacz i ból, a przecież muszę jutro iść do pracy i jakoś funkcjonować !
Proszę niech mi ktoś doradzi co robić, czy jest jakaś nadzieja. Wolę umrzeć, niż żyć bez niego.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Ja nie mam dla pani żadnych dobrych rad. Ale chciałam pocieszyć, albo przynajmniej powiedzieć, że nie jest pani sama! Jestem dokładnie w praktycznie takiej samej sytuacji od piątku. Wtedy wszystko się skończyło. Też zastanawiam się co robić, bo on jest honorowy i uparty. I mimo tego, ze boję się stracić jego szacunek, mam zamiar chyba podejść do niego jutro i poprosić o spacer i chwile rozmowy. Uświadomić, że nie było żadnego poważnego powodu do rozstania, więc zawsze powinno się dać sobie jeszcze jedną szansę. Radzę może też spróbować, bo przecież "nie ma się już nic do stracenia".
Dostałam też tutaj na forum radę do przeczytania książki "Kobiety kochające za bardzo".  Chyba w obu naszych przypadkach będzie to dobre rozwiązanie.

3

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

Nie mogę do niego zadzwonić, bo to on zrobił ten decydujący krok

Jesteś tego pewna? Sama napisałaś:

voltaren napisał/a:

niejako wymusiłam na nim żeby to zakończył, bo ja już nie mam siły, coś na zasadzie " skończmy to, powiedz że to koniec, rozłącz się i miejmy już spokój "

Jeśli stawiasz faceta pod ścianą i dajesz mu do zrozumienia, że chcesz zakończyć związek, to nie dziw się potem, że on tak właśnie robi. Wielu ludzi straciłoby w takim momencie cierpliwość... Tak też pewnie stało się w jego przypadku.

W miłości nie chodzi o dumę, czekanie kto pierwszy wyciągnie rękę. W tym momencie to Ty wyraziłaś chęć zakończenia związku, więc jeśli żałujesz tej decyzji - zadzwoń do niego i mu o tym powiedz. Przyczepiłabym się jednak do jednego zdania napisanego przez Ciebie:

voltaren napisał/a:

Wolę umrzeć, niż żyć bez niego.

Jeśli tak jest, wybierz się jak najszybciej do psychologa i popracuj nad poczuciem własnej wartości. Jesteś autonomiczną jednostką, nie potrzebujesz żadnej drugiej osoby, by żyć. Naucz się najpierw żyć sama dla siebie i czerpać z tego satysfakcję, a dopiero potem angażuj się w związek. Bez tego zawsze będziesz się w związku męczyć i każdy związek będzie Cię niszczył. To banał, ale zawierający dużo prawdy: jeśli sama nie nauczysz się kochać siebie, trudno będzie o to, by ktoś inny Cię kochał.

4

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Znam książkę którą mi polecasz, wszystko wiem, że facet jak narkotyk, masochizm, toksyczny związek, ale teoria to jedno, a praktyka zupełnie coś innego. Marzę o tym, żeby się od niego uwolnić ! Ale jest to na chwilę obecną niemożliwe, ponieważ ból jaki czuję, z psychicznego zmienia się w fizyczny wręcz - mam gorączkę, rozpalone policzki od całodziennego płaczu i ucisk w klatce piersiowej. Nie mam siły już płakać,a mimo tego łzy wydają się nie mieć końca i płyną same, może histeryzuję,  ale naprawdę czuję że się rozpadam. Nie ma mowy o zajęciu się czymkolwiek - oglądaniu tv, czy czytaniu książki. Siedzę, palę i płaczę od 12 godzin.

5

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Nie wiem czy to wina XIX-wiecznych romantyków czy też XX-wiecznych hollywoodzkich scenarzystów, ale ludzie zupełnie nie widzą różnicy pomiędzy miłością a toksycznym uzależnieniem.

6

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

Marzę o tym, żeby się od niego uwolnić ! Ale jest to na chwilę obecną niemożliwe, ponieważ ból jaki czuję, z psychicznego zmienia się w fizyczny wręcz - mam gorączkę, rozpalone policzki od całodziennego płaczu i ucisk w klatce piersiowej. Nie mam siły już płakać,a mimo tego łzy wydają się nie mieć końca i płyną same, może histeryzuję,  ale naprawdę czuję że się rozpadam. Nie ma mowy o zajęciu się czymkolwiek - oglądaniu tv, czy czytaniu książki. Siedzę, palę i płaczę od 12 godzin.

O właśnie. Miałem tak samo przez tydzień, jak rzuciłem 1 stycznia papierosy (a sporo paliłem). Z wyjątkiem płaczu oczywiście.

7

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Masz rację. Teoria, a praktyka to zupełnie coś innego. Ktoś mi mówi "wszystko będzie dobrze" i próbuję żyć tą nadzieją, ale to trudne. Mówię Ci, nie ma co się bać. Jeśli jest miłość to trudno, czasem trzeba wykonać kolejny pierwszy krok! Nawet jeśli wydaje się to pomysł, który stawia nas w trochę złym świetle i możemy stać się przez to zdesperowane. Obie dajmy sobie zadanie zmierzenia się jutro z tym wszystkim! Ty do niego zadzwonisz lub pójdziesz i ja również! Na pewno nie dziś, potrzeba chociaż dnia oddechu i pomyślenia, albo docenienia! Ale zabierzmy sprawy w swoje ręce i postarajmy się przekonać ich, że trzeba dać związkowi jeszcze jedną szansę!

8

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Ja to znów od kiedy on ze mną w piątek zerwał nie zapaliłam jeszcze ani razu... Po prostu nie mam nawet ochoty tego robić, jeść również. Jedyny plus, moje płuca się oczyszczą.

9

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
Anemonne napisał/a:

W tym momencie to Ty wyraziłaś chęć zakończenia związku, więc jeśli żałujesz tej decyzji - zadzwoń do niego i mu o tym powiedz.

Zrobiłabym tak, gdyby nie jedna rzecz, którą pominęłam. Po kłótni u mnie w domu, on wyszedł i pojechał do siebie. Zadzwoniłam do niego jakieś 5 minut po wyjściu, jechał jeszcze samochodem. Prosiłam żeby się wrócił, żebyśmy porozmaiali !! On nie chciał, byl wkurzony na mnie strasznie. I wtedy ja, nie wiedząc już jak na niego wpłynąć, powiedziałam to zdanie o rozstaniu. Myślałam że to go otrzeźwi. Ale jak widać, olał mnie i tyle.

10

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

Zrobiłabym tak, gdyby nie jedna rzecz, którą pominęłam. Po kłótni u mnie w domu, on wyszedł i pojechał do siebie. Zadzwoniłam do niego jakieś 5 minut po wyjściu, jechał jeszcze samochodem. Prosiłam żeby się wrócił, żebyśmy porozmaiali !! On nie chciał, byl wkurzony na mnie strasznie. I wtedy ja, nie wiedząc już jak na niego wpłynąć, powiedziałam to zdanie o rozstaniu. Myślałam że to go otrzeźwi. Ale jak widać, olał mnie i tyle.

Mężczyźni często reagują na kłótnie zupełnie inaczej niż my, kobiety. My najczęściej płaczemy, odczuwamy lęk i smutek, oni się natomiast wściekają. Jednak koniec jest u obojga taki sam: emocje prędzej czy później opadają. Być może złość mu już przeszła, ale uniósł się dumą i postanowił, że nie odezwie się do Ciebie, skoro to Ty podjęłaś decyzję o rozstaniu. Spróbuj - nie masz nic do stracenia. Nikt nie każe Ci się kajać przed nim, wystarczy zadzwonić i opowiedzieć o swoich uczuciach.

11

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

delirium, przeczytałam Twoją historię, jesteś w lepszej sytuacji, bo rozstaliście się niby " w zgodzie". A mój cisnął słuchawką i koniec. Podobnie jak Ty nie mam wielu znajomych, oprócz jednej mężatej i dzieciatej koleżanki, ponieważ wszystkie znajomości zerwałam, gdy poznałam swojego faceta. A teraz zostałam z ręką w nocniku.

12

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

delirium, przeczytałam Twoją historię, jesteś w lepszej sytuacji, bo rozstaliście się niby " w zgodzie". A mój cisnął słuchawką i koniec. Podobnie jak Ty nie mam wielu znajomych, oprócz jednej mężatej i dzieciatej koleżanki, ponieważ wszystkie znajomości zerwałam, gdy poznałam swojego faceta. A teraz zostałam z ręką w nocniku.

Już chyba Twoja jest lepsza, bo to zerwanie w amoku, wielkich emocjach. Znam takie historie jak Twoja. Jest szansa, że zaraz się pogodzicie, kiedy emocje opadną. Nie odzywaj się do niego, daj mu czas.

13

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

To w sumie racja. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale on jest tak uparty, że mimo wszystko wątpię, że będzie chciał ze mną porozmawiać. Obawiam się czy w ogóle wyjdzie z domu kiedy zadzwonię na domofon.
Wiesz, w złości to wiadomo, że się rozłączył. Ale takie wielkie, wybuchowe złości równie szybko przychodzą jak i odchodzą. I założę się, że jemu też jest teraz przykro i być może czeka na Twój krok.
Dokładnie! Ja też zerwałam wtedy znajomości, a raczej wszyscy zaczęli być źli, że tyle czasy z nim spędzam i się odwrócili ode mnie, całkowicie. Mówili, że przyjaźń zostaje, a miłość za chwilę odejdzie. A ja wmawiałam im, że na pewno nie. Bo on to jest też mój najlepszy przyjaciel! I dalej tak sądzę.
To może poproś o radę kogoś kto Cie lepiej zna, czyli tą jedną koleżankę. Na pewno będzie miała lepszy ogląd na sprawę.
Ale odetchnij, ja wczoraj byłam zapłakana ciągle, myślałam, że dziś też. Ale kiedy postawiłam sobie w głowie zadanie, że jutro z nim pogadam - od tamtej pory jest mi lepiej! I staram się myśleć optymistycznie. Bo nie widzę innej opcji, jak tylko pogodzenie się. Więc postaw przed sobą zadanie i do dzieła!

14

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

wszystkie znajomości zerwałam, gdy poznałam swojego faceta. A teraz zostałam z ręką w nocniku.

A czy jesteś świadoma, że Twoja miłość ma znamiona toksycznego, niszczącego Cię uzależnienia?

15

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
jokafokaoka napisał/a:

Już chyba Twoja jest lepsza, bo to zerwanie w amoku, wielkich emocjach. Znam takie historie jak Twoja. Jest szansa, że zaraz się pogodzicie, kiedy emocje opadną. Nie odzywaj się do niego, daj mu czas.

Dzięki za pocieszenie, ale obawiam się właśnie, ze to pogodzenie nie nastąpi tak szybko. On jest honorowy, kiedyś miesiąc milczał jak grób i gdyby nie przypadkowe spotkanie, to może milczałby dalej.

16

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
Anemonne napisał/a:

A czy jesteś świadoma, że Twoja miłość ma znamiona toksycznego, niszczącego Cię uzależnienia?

Oczywiście, że jestem tego świadoma. Ale co z tego, skoro nie potrafię się z tego wyrwać ? Gdyby to było takie proste, hop siup i już, to forum na którym teraz piszemy, straciłoby rację bytu. Nie ja jedna mam taki problem, ale chyba większość ludzi którzy tutaj piszą. Co mi radzisz ? Iść do psychologa, psychiatry ? Ok, to plan długoterminowy, a co na teraz ? Żeby przestać już płakać i nie czuć tego bólu, żeby zmusić się do umycia włosów i pójścia jutro do pracy ?

17

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

Oczywiście, że jestem tego świadoma. Ale co z tego, skoro nie potrafię się z tego wyrwać ? Gdyby to było takie proste, hop siup i już, to forum na którym teraz piszemy, straciłoby rację bytu. Nie ja jedna mam taki problem, ale chyba większość ludzi którzy tutaj piszą. Co mi radzisz ? Iść do psychologa, psychiatry ? Ok, to plan długoterminowy, a co na teraz ? Żeby przestać już płakać i nie czuć tego bólu, żeby zmusić się do umycia włosów i pójścia jutro do pracy ?

Nie twierdzę, że to "hop siup" - to byłoby głupie. Grunt, że zdajesz sobie z tego sprawę. Wiadomo, że na to potrzeba czasu, psychoterapia byłaby tu najlepszym wyjściem i to Ci polecam. A na teraz? Najlepiej odezwij się do niego po prostu. Jeśli był dla Ciebie dobrym partnerem, nie ma sensu przekreślać wszystkiego z powodu głupiej dumy. A co do bólu, to nie ma sposobu na jego ucięcie i wyeliminowanie. Nie zmuszaj się do tego, by nie płakać i nie czuć bólu - po prostu miej gdzieś to, że płaczesz. To prędzej czy później minie.

18

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

To co napiszę, to banał. Ale działa. Na ból duszy najlepsza jest fizyczna praca. Umycie okien. Zrobienie generalnego sprzątania domu. A jeszcze lepiej - pomalowania ścian na jakiś nowy ładny kolor. Skupienie uwagi na czymś innym pomaga  oderwać je od zafiksowania  na jednym. Wiem, że się wtedy nic nie chce, ale trzeba się zmusić dla swojego dobra. No i ta pocieszająca myśl : wszystko kiedyś mija :-) No i ja bym nie dzwoniła tak od razu. Niechże i on ma czas na uporządkowanie swoich uczuć. Musi być przekonany, że chce powrotu, musi to poczuć, inaczej zrobi to wbrew sobie i znów za jakiś czas rozwalicie wszystko od nowa.  Miłość cierpliwa jest...Nie minie z powodu jakichs głupich paru tygodni... jesli jest.

19

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
absum napisał/a:

To co napiszę, to banał. Ale działa. Na ból duszy najlepsza jest fizyczna praca. Umycie okien. Zrobienie generalnego sprzątania domu. A jeszcze lepiej - pomalowania ścian na jakiś nowy ładny kolor. Skupienie uwagi na czymś innym pomaga  oderwać je od zafiksowania  na jednym. Wiem, że się wtedy nic nie chce, ale trzeba się zmusić dla swojego dobra. No i ta pocieszająca myśl : wszystko kiedyś mija :-) No i ja bym nie dzwoniła tak od razu. Niechże i on ma czas na uporządkowanie swoich uczuć. Musi być przekonany, że chce powrotu, musi to poczuć, inaczej zrobi to wbrew sobie i znów za jakiś czas rozwalicie wszystko od nowa.  Miłość cierpliwa jest...Nie minie z powodu jakichs głupich paru tygodni... jesli jest.

potwierdzam, zajęcie się czymś innym działa, choć trudno w takiej sytuacji oderwać myśli od ukochanego i tego co się stało. powiem tak. mężczyźni skupiają się wtedy na wyjściu z kolegami czy własnych hobby i dlatego nie ciągnie go żeby napisać czy zadzwonić. dlatego nawet nie czekaj na jego pierwszy krok, bo możesz sie nie doczekać. daj mu czas, żeby jednak pomyślał i on nad tym. Tobie zajęło jeden dzień, ale oni potrzebują więcej czasu. musisz jednak liczyć się z tym, że stwierdzi, że lepiej mu bez ciebie. wtedy możesz już sobie odpuścić ale póki co nie należy sie poddawać, zrób po jakimś czasie krok i odezwij się poproś o spotkanie. bez negatywnych emocji może dojdziecie do porozumienia.

20

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
voltaren napisał/a:

Byliśmy razem 4 lata, związek dosyć burzliwy, dużo kłótni. Ale w okresach "zgody", a takie zdarzały się równie często jak kłótnie, było nam jak w niebie - nawet po 4 latach mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać, doskonale się rozumieliśmy, okazywaliśmy sobie miłość słowem, gestem i czynem, dużo przytulania było, potrafiliśmy leżeć wtuleni w siebie jak dzieci całymi godzinami.
On jest bardzo dobrym człowiekiem. Zawsze pomocny, wierny, lojalny, robił mi kanapki do pracy, dbał o mnie jak ojciec.
Zadnego zainteresowania innymi dziewczynami.
Natomiast w okresie kłótni, umiał być podły i znęcać się nade mną psychicznie ( ja nad nim też )
Wczoraj właśnie miała miejsce kłótnia, która zakończyła się rozstaniem. Był mój płacz i jego płacz, niejako wymusiłam na nim żeby to zakończył, bo ja już nie mam siły, coś na zasadzie " skończmy to, powiedz że to koniec, rozłącz się i miejmy już spokój "
I on to zrobił. Powiedział że nie powinniśmy być dalej razem, cześć i się rozłączył.
I co ? I siedzę i płaczę, wyję, rwę włosy z głowy. Nie mogę do niego zadzwonić, bo to on zrobił ten decydujący krok, poza tym w ostatnim czasie to częściej ja pierwsza wyciągałam rękę i się upokarzałam, a on poczuł się silny.
Już kiedyś rozstaliśmy się w podobny sposób, przez miesiąc nie było żadnego kontaktu, a połączyło nas znowu przypadkowe spotkanie. Bardzo wtedy cierpiałam, u psychiatry wylądowałam. I po tamtym rozstaniu nasz związek to była bajka przez rok, żadnych kłótni, czysta słodycz, wydawało mi się że oboje coś zrozumieliśmy i że nie spieprzymy już tego.
Jak widać znowu spieprzyliśmy. On jest honorowy, mocny, silny, nie wiem czy się do mnie odezwie jeszcze. Ja też się nie mogę odezwać, bo zupełnie stracę jego szacunek. Kocham go do szaleństwa. Na chwilę obecną nie jestem w stanie bez niego żyć.
Dusi mnie rozpacz i ból, a przecież muszę jutro iść do pracy i jakoś funkcjonować !
Proszę niech mi ktoś doradzi co robić, czy jest jakaś nadzieja. Wolę umrzeć, niż żyć bez niego.

wow no to miłość. Jak miłość to musi się ułożyć, nie przejmuj się będziecie znów razem napewno. Tylko spokojnie, nie denerwuj się. Wszystko jest kwestia czasu, z tego co mówisz poprostu czasem jest tak że miłość i nienawiść się łączą. To z powodu silnych emocjii i uczuć.

Pozdrawiam, bedzie dobrze

21

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Kochana,
wszystko dobrze się skończy. Wy się kochacie smile I nie widzę w tym nic toksycznego. Ogromna pasja i namiętność rodzą też i kłótnie. Pogodzicie się lada moment smile Nie rozpaczaj, zadzwoń. Jesteście razem 4 lata, nie stracisz jego szacunku tylko dlatego, że pierwsza wyciągniesz rękę. Wątpię żeby to rozstanie było na poważnie. Poniosły Was emocje i za dużo powiedzieliście. Umówcie się na kolację i porozmawiajcie na spokojnie. Jeszcze będziecie się z tego śmiać.

22

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Całe życie takie będzie -- awantura - seks - awantura - seks. Po ślubie będzie jeszcze gorzej -- tak jakby ktoś dwóch gladiatorów zamknął na arenie. Ktoś w końcu padnie.

23

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Mój związek tak wyglądał: zazdrość -> kłótnia -> zerwanie -> seks.  wszystko w ciągu kilku dni. Ale ten mroczny ciąg da się przerwać, ja wyłączyłam seks: wszystko ucichło.

Potem i tak się rozstaliśmy, ale do decyzji o ostatecznym rozstaniu DOJRZEWAŁAM BARDZO DŁUGO.

24

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

No jakby mi ktoś pocisnał życiorysem się poczułem... Rozwiązanie jest jedno. Pomyśl czy to dla Ciebie dobre, jeśli tak to za tym idź, jeśli nie, a decyzja o byciu wynikała z emocji to rzuc to w najdalszy kąt swoich wspomnień! Silne uczucie, możliwość wybaczenia wszystkiego, brak zrozumienia i brak szacunku którejś ze stron to najgorsze. Coś takiego wyniszcza. To uczucie jest straszne, wiem, nie myslisz o niczym innym, uswiadamiasz to sobie coraz bardziej. Jeśli to jest dla Ciebie złe, są kłotnie, nie wiem dlaczego, powody bywają różne, sam świety nie jestem może, ktos inny też, ale najważniejsze zeby sie dopasować. Ten sam gest jednemu pasuje, drugiemu nie, jedni maja takie zainteresowania inni inne, pomimo ze jest bajka, miod i orzeszki, jesli nie jestescie dopasowani, różnica w intelekcie to ponad 30pkt IQ odczuwalne na codzień, różnica w rozwiazywaniu konfliktow, jeden chce gadac i wyjasnic a drugi przeczekac i nie ruszac tego itp.itd. to należy to rzucic. Ja czuję że idealnie dogadywałbym sie z kims podobnym do mnie, nie chodzi o kategoryczny brak wad, ale reguły postepowania, bo jak jeszcze raz natnę się na kogoś zmiennego, kłamliwego, niezdolnego do kompromisu czy przyznania się przez tak silną obronę ego -wręcz zwierzęcą, agresywnego i najzwyczajniej dziecinnego, niekulturalnego i głupiego, to chyba stracę wiarę w ludzkość, pomimo ze gdy było dobrze to nie znałem drugiej osoby ktora tyle by z siebie dawała - choc swiadom jestem ze to było zaślepienie, bo widze co dają inni. Byle pierdoła, spacer po mieście łączył sie z takimi uczuciami ze wydawał sie byc wyjatkowy. Być może tutaj podobny problem jest, być moze nie masz dobrego porownania. Poza tym jest chyba jakis zwiazek miedzy otwartością (lub jej brakiem), krytycznością wobec innych, lojalnością, przywiązaniem do starych znajomosci i odczuwaniem miłości. Jeśli czujesz silna potrzebe obecnosci chłopaka nie próbuj sie zajmowac rzeczami angażujacymi pasywnie (książka, film, porządki), wyjdź do znajomych, szkoły, pracy. Napewno masz kogos kto moze Ci pomoc w tym. W koncu mozesz zaczac cieszyc sie życiem, byc szcześliwa. Ja myslalem ze bylem szczesliwy, ale jednak nie byłem, tak mi sie tylko wydawało, bliskość uzależniała, ale była niepewnosc, strach, poczucie słabości. Nie myslalem ze mozna tak siebie wyniszczyć, dopiero gdy rzuci się takie g.. można zaczac byc szczęśliwym, bez silnych uczuc, ale szcześliwym i czekać na kogos odpowiedniego, aby później go docenić. Pozdrawiam.

25

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Dzięki wszystkim za rady i pocieszanie, to dziwne, jak słowa obcych ludzi mogą pokrzepić serce. Od dwóch dni cisza, dopiero dwa dni, Bóg jeden wie ile tych dni jeszcze przede mną. Dobrze że człowiek nie zna swojej przyszłości, nadzieja jest chyba jedynym co trzyma przy życiu. Boję się pustki i samotności. A najbardziej boję się weekendów, bo zawsze spędzaliśmy je razem. W ciągu tygodnia chodzę do pracy i mimo że boli, to mogę ( muszę ) chociaż przez chwilę skupić się na czymś innym. W domu jest mogiła - komputer i sprawdzanie poczty co 5 minut i czytanie forum, papieros, piwko, płacz, potem znowu sprawdzenie poczty, forum, papieros, piwko, płacz. Nie mogę robić nic innego, nie mam siły. Jak się upiję, czuję się lepiej, robię się obojętna i odpływam w sen nie myśląc o niczym. Ale jak długo można tak żyć ? Tydzień, miesiąc, a co potem ? Nie mam ochoty na innych facetów, po prostu mnie nie interesują. Zresztą nie wierzę, że jeszcze kiedykolowiek ktokolwiek mógłby mnie zainteresować. Nie chce mi się szukać, nie chce mi się zaczynać wszystkiego od początku, może za stara jestem. I jeszcze ta pieprzona wiosna, zrobi się ciepło, słonecznie, a ja będę siedzieć w domu przy zasłoniętych oknach i czytać forum ??? Nie mam żadnych znajomych, z którymi mogłabym pójść dokądkolwiek. O wakacjach to już nie wspominam, mieliśmy jechać gdzieś w ciepłe kraje... Sama nie pojadę, za dużym tchórzem jestem. Gdy myślę o przyszłości widzę pustą dziurę i czuję strach, że nie zdołam przez nią przebrnąć.

26

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Dlaczego w dalszym ciągu jeszcze do niego nie zadzwoniłaś i nie wyjaśniłaś sprawy? To już zahacza o masochizm wink

27

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !
Anemonne napisał/a:

Dlaczego w dalszym ciągu jeszcze do niego nie zadzwoniłaś i nie wyjaśniłaś sprawy? To już zahacza o masochizm wink

Dlatego, że to on ze mną zerwał, on się pierwszy rozłączył, on nie chciał przyjechać, ani rozmawiać, kiedy go o to prosiłam. Nie chcę się więcej poniżać, latać za nim i pokazywać, że nie mogę bez niego żyć.

28

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

I mam teraz wrażenie, że nie przeczytałaś ze zrozumieniem ani jednego mojego posta z wczoraj... To Ty przecież powiedziałaś mu, że chcesz zakończyć ten związek. Wszystko, co było potem, było konsekwencją Twojej decyzji.

29

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Pomożcie, bo umieram ! Pierwszy weekend bez niego, siedzę, pije wódkę i zalewam się łzami, duszę się od łez. Powinnam być teraz w jego łóżku, przytulona do jego pleców, a jestem sama, zmiażdżona, zabita, zdruzgotana, mam mysli samobójcze, może gdybym targnęła się na swoje życie, to by przyjechał do szpitala. Każdy mówi "trzeba żyć", tylko po co ja się pytam, skoro nic mnie już w życiu nie czeka i niczego poza nim nie chcę ?

30

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Dzwoniłaś do niego w końcu, kobieto umęczona? wink

31

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Nie dzwoniłam, nię mogę zadzwonić, zrobiłam to już tydzień temu i błagałam żeby wrócił, a on nie chciał, koniec, jestem zablokowana, nic więcej nie mogę zrobić, nie chcę żebrać o litość. Poczucie godności jest jedynym co mi zostało. Nigdy nie czułam się tak źle, myślę o samobójstwie, daję sobie 3 miesiące i jeżeli on się nie odezwie i nic się nie zmieni, to się zabiję. Naprawdę, przysięgam, nie chce mi się dalej żyć, nie chce mi się już starać, szukać, zaczynać wszystkiego od początku, łudzić się, oszukiwać samą siebie. Takiego faceta jak on już nie spotkam, to był najlepszy facet na świecie.

32 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-21 00:57:23)

Odp: Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Co Ty franzolisz kobieto.
Chcesz się zabić dla jakiegoś tam faceta?.No proszę Cię.
Komu sprawisz tym przyjemność?
Jemu,rodzicom,przyjaciołom a może sobie?.
Nikomu.
Weź się w garść a za parę miesięcy czytając lub wspominając dzisiejsze wydarzenia i słowa pukniesz się w czoło i powiesz Jaka Ja byłam głupia że,chciałam odebrać sobie to co mam najcenniejsze czyli życie.Dla kogo pytam się?.Dla faceta?
Rozumiem oddać życie dla własnego dziecka ale dla kogoś kto ma Ciebie gdzieś?
Będziesz kiedyś żoną i matką.Spelnioną kobietą w pełnym słowa tego znaczeniu.
Tylko warunek jest jeden
Ty musisz tego chcieć
A chcieć to móc.Prawda?
Wiec otrzyj łzy,wysmarkaj nos i idź do przodu.
Za jakiś czas,może rok lub dwa chcę Cię tu zobaczyć jak piszesz JESTEM SZCZĘŚLIWA.
Czekam.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wariuję z bólu, proszę o pomoc !

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024