Witajcie, jestem tu nowa, ale podczytuję od dawna to forum i uznałam, że opiszę mój problem, może ktoś doradzi, co mogę z tym zrobić... Albo po prostu się wypiszę z tego, co mnie trapi..
Otóż moja rodzina z pozoru idealna, jest wypełniona dramatem beznadziejnego związku rodziców, od dziecka byłam świadkiem ich niedogadywania się, praktycznie braku miłości. Powinni się rozstać na samym początku małzeństwa, ale mama najpierw nie chciała tego robić z powodu wartości religijnych a teraz z powodu beznadziejnej sytuacji finansowej, sama nie da rady utrzymać mnie i brata. Od dziecka też jestem pod presją, żeby nie popełnić jej błędu, żeby nie trafić na złego chłopaka.
Skutek tego jest taki, że teraz mam prawie 21 lat, praktycznie zero związków.... i uświadomiłam sobie ostatnio, że przez to boję się bliskości, boję się zaufać komuś, szczególnie facetowi... Dopiero teraz zrozumiałam, że na to ma wpływ głównie rodzina i to, jak w niej jest. Do tego każdy mój byle kolega jest od razu lustrowany przez mame (jeżeli go pozna) i przechodzi selekcje - albo ona go lubi albo nie.
I teraz zaczynają się schody... Z pozoru zabrzmi to strasznie błaho, ale ja mam tego już dość... Poznałam kuzyna koleżanki, z ktorym teraz zaczynam łapać większy kontakt, widzę, że mu się spodobałam i pewnie będzie się to rozwijać. To dopiero początek znajomości w ogóle, nie mówiąc o czymś więcej, a mamie już się to nie podoba, bo nie lubi tej mojej koleżanki... Przecież to jest chore jakieś.... Teraz zaczną się teorie spiskowe, że pewnie Darek jest beznadziejnym gościem, a koleżanka chce mnie urobić w zły związek, a ja wiem, że tak nie jest. Już widziałam jej minę sceptyczną, kiedy się dowiedziała, że nie jest po studiach we Wrocławiu, tylko naszej malej miejscowości i to do tego zaocznych. To jest straszne, jak ona ocenia ludzi nic o nich nie wiedząc. Ale tego nie moglam nigdy zmienić, żadne rozmowy nie pomagały, ciągle to samo.
Wiem, co mi doradzicie - nie przejmowac się. Ale ja nie potrafię żyć w takiej atmosferze, że powiem np. że idę się zobaczyć z Darkiem, a ona od razu będzie zła na mnie, na niego i będzie prawić kazania. Bo tak będzie, jeżeli ta znajomość się rozwinie. Zawsze jedyne, czego pragnęłam, to normalna relacja z mamą, próbuję cały czas ją sprowadzić na właściwe tory, ale nigdy się nie udaje. A nie będę dla niej zrywać jakiejś znajomości, bo jej sie ona nie podoba.
Po prostu nie daję już rady w tym wszystkim, nie jestem pewna czy w ogóle dam radę stworzyc jakikolwiek związek przez te doświadczenia, a mama prawi kazania o dobrym mężu...