Jak to jest z tym zdobywaniem...? ![]()
Czy miałyście Net-Kobiety taki przypadek w swoim życiu, że pojawił się na Waszej drodze ktoś, kto sprawił, że to Wy wykonałyście ten pierwszy krok? Czy zawsze tak robiłyście, czy też to był wyjątkowy przypadek (jeśli tak to dlaczego
)?
Czy łatwo Wam przejąć inicjatywę, co wtedy myślałyście? Czy dobrze czujecie się w roli "zdobywczyni"? ![]()
Oczywiście liczę także, na wypowiedzi Net-Facetów. Jak to jest z Waszego punktu widzenia...byliście zdobywani? ![]()
Ja nie jestem kobieta
ale popieram to zdobywanie przez kobiety
też może pierwszy krok. A lubicie jak facet tylko jednostronie czy wolicie same czasem inicjatywę przejąć. Nie mowie o pierwszym kroku ale też kolejne
Steven, a dlaczego popierasz? Nie lubisz być "zdobywcą"?
Czasami nie lubię
nie przekonuje mnie to. Po pierwsze obustronom musi zależeć. Po drugie nie latam od pierwszej lepszej do drugiej lepszej. Po trzecie zazwyczaj podobają mi się takie co podobam im się ja. Po czwarte dobrze to świadczy o kobiecie. Aż napisałem temat ![]()
5 2013-04-13 01:41:24 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-04-13 01:42:11)
Fajnie jest "zdobywać" i "być zdobywanym". Nie ważne czy kobieta, czy mężczyzna -- jak ma ochotę kogoś poderwać to niech to robi. W obu rolach jest cudownie. Zresztą kobieta, która "zdobywa" od razu wyróżnia się z tłumu i w oczach faceta wydaje się bardziej seksi nawet jeśli obiektywnie taka nie jest.
A ja czasem myśle ze powinnam byc facetem....lubię zdobywać, satysfakcjonuje mnie wtedy moja zdobycz :-)
Ja bardzo lubię być zdobywana. Gdy facet pokazuje, że mu naprawdę na mnie zależy wtedy sama nie mam problemu z zaangażowaniem się w relację. Czasem robię pierwszy krok, gdyż z natury jestem niecierpliwa i sama wolę sprowokować jakąś reakcję zamiast czekać. Bywa, że sama zrobię pierwszy krok, a gdy facet się zainteresuje, to pozwalam się zdobywać. Wszystko po prostu zależy od sytuacji.
No przyznam się, ja tak miałam
Jednak starałam się to robić tak, żeby facet się nie zorientował. Troszkę to podstępne, wiem
Brzmi irracjonalnie, ale tak było. Grunt, żeby nie narzucać się, w niektórych sprawach jemu pozostawić krok do zrobienia. Przykładowo pod jakimś pretekstem zaproponować wymianę numerów telefonów, ale później czekać, żeby napisał. (wciąż pamiętam ten moment kiedy do mnie napisał
) Taki proces zdobycia trwa trochę czasu, bo najpierw należy się po prostu zaprzyjaźnić. Osobiście po pewnym czasie zrobiłam się już niecierpliwa i dawałam mu już czytelne sygnały, aż się w końcu chłopak zdecydował na związek.
Wiem, bo sama spytałam po pewnym czasie mojego chłopaka, czy to zauważył, to powiedział, że nie, dopiero pod sam koniec. Mi to sprawiało przyjemność
A bywały i takie momenty, że to on musiał powalczyć, więc jesteśmy ''kwita''.:)
Jednak uważam, że warto, jeżeli naprawdę nam zależy na tej osobie. No ale też bez przesady, nie można tak zupełnie wszystkiego załatwić ![]()
Równowaga musi być
Jeżeli nawet kobieta wychodzi z inicjatywą to dobrze byłoby żeby po pewnym czasie mężczyzna też się wykazał. Niestety z reguły są oni leniwi
Dlatego nie można pokazać, że kobieta wszystko "załatwi".
Byłam w obu sytuacjach tzn zdobywałam i byłam zdobywana. Wolę raczej zdobywać.
Faceci czasem są nachalni gdy starają się o względy i to mnie bardzo odstrasza. A gdy ja jestem tą aktywniejszą stroną wówczas więcej ode mnie zależy. Niestety jestem trochę zbyt niecierpliwa i czasami zbyt szybko "wykładam karty na stół". Czasami facetowi ciężko się domyśleć o co chodzi, a delikatne sugestje nie pomagają ![]()
Równowaga musi być
Jeżeli nawet kobieta wychodzi z inicjatywą to dobrze byłoby żeby po pewnym czasie mężczyzna też się wykazał. Niestety z reguły są oni leniwi
Dlatego nie można pokazać, że kobieta wszystko "załatwi".
Dobrze powiedziane.
Chyba każda z nas była w obu sytuacjach..
Mało męskie jest dla mnie podstawianie wszystkiego facetowi pod nos i prowadzenie go "za rączkę".. i choć czasem zdarzało mi się samej "polować", to taka "zdobycz" mnie w ogóle nie cieszyła, mało tego zwykle zrywałam z nią kontakt. Zawsze zadaję sobie pytanie: czy warto? niestety odpowiedź najczęściej brzmi NIE, bo po co mi facet który "nie wie czego chce".. nie lubię się narzucać i nie zamierzam tego zmieniać.
Dzięki temu forum zrozumiałam też, że jeśli mężczyzna jest zainteresowany - to sam podejmie inicjatywę.
Owszem, wprawdzie nie był to klasyczny "pierwszy krok", bo tego nigdy nie robiłam, ale "stwarzanie sytuacji".
Szczegółów nie ujawnię ![]()
Oczywiście tak, aby się nie zorientował. Później to już on "zdobywał".
Prawdę mówiąc, nie zorientowałby się do dziś (gdybym mu tego sama nie powiedziała), choć jesteśmy małżeństwem od 26 lat ![]()
Ja to już stary jestem. I leniwy. Na polowaniu lubię jak zwierzyna mnie wytropi, załaduje broń, przystawi sobie do głowy i pociągnie zamiast mnie za spust.
Podzielam tu zdanie, że można zdobyć, lub "ułatwić" to zdobywanie facetowi, ale nie robić wszystkiego, za faceta! Za kobietę zresztą też nie!
Przyznam, że mało kiedy miałam okazję faceta zdobyć, bo zawsze mnie ubiegali; trafiłam jednak na takiego, który dokładnie chciał załatwić wszystko za mnie na każdym etapie tego związku- chwała Bogu po jakimś czasie się rozstaliśmy, bo mnie też trzeba dać się wykazać. Inaczej czuję się po prostu jak trofeum, a chcę być partnerką.
Ci, których ewidentnie próbowałam zdobyć, niestety okazywali się niewarci tego.
Mojego męża jednak z powodzeniem zdobyłam; nieświadomie, przypadkiem, on sobie dopowiedział, że za nim szaleję i wykonał kolejny krok
Cóż... wyszło nam to drobne nieporozumienie na dobre ![]()
A z jakim nastawieniem kobiety zdobywają facetów? ... że męża szukają/chcą zdobyć czy kochanka? Czy to się różni?
Też tak myślę że najlepsze są relacje obustronne. To znaczy że jak facet zaczyna to i kobieta po jakimś czasie też udowadnia że na nim mu zależy i odwrotnie. Wtedy relacje są zdrowe.
Pozdrawiam
A z jakim nastawieniem kobiety zdobywają facetów? ... że męża szukają/chcą zdobyć czy kochanka? Czy to się różni?
Z tego co widzę, to jest różnie. Najczęściej negatywnie, tz łapanie faceta na dziecko. Nie raz i nie dwa to widziałem. Zarówno w swoim otoczeniu jak i bliskich mi osób. Nie ma czucia, ale facet jako-tako przystojny i (względnie) ustawiony życiowo. No i kłamstwa o pigułkach "tak biorę je regularnie", a w praktyce dziewucha nic nie bierze. Potem "wpadka", dziewucha myśli, że jest ustawiona....a w praktyce wszystko się sypie po paru latach. I to sypie bardzo brzydko. Brak dialogu, brak porozumienia i rozstania jak dorośli. Są różne zagrywki, wyciąganie kasy, szantaż emocjonalny, szantaż z wykorzystaniem dziecka ("bo go zabiorę i już go nigdy nie zobaczysz") i tak dalej i tak dalej...
Oczywiście bywa różnie. Jakiś czas temu miałem dwie sytuacje. Pierwsza z nich bardzo miła. Poznałem bowiem pewną młodą lesbijkę, która stwierdziła po jakimś tam czasie rozmowy ze mną, że jednak nie wszyscy faceci są zacofanymi troglodytami. Tutaj jednak nikt nikogo nie zdobywał. Ot zwykła (barowa) znajomość z przypadku i miła rozmowa w życzliwej atmosferze. Jej inna orientacja i fakt, że mam partnerkę spowodowały, że na tym się skończyło. Niemniej jednak niekiedy od takiej życzliwej rozmowy często się zaczyna. Nikt nikogo nie zdobywa. Po prostu jest miło, a później wszystko samo leci....
Innym razem byłem wulgarnie podrywany, co szczerze mówiąc nie specjalnie przypadło mi do gustu. Sam fakt, że komuś wpadło się w oko jest zawsze miły. Ale forma czasem pozostawia wiele do życzenia. Pijane dziewcze jako-takiej urody szukało przygody na jeden raz. A mi takie zabawy po prostu się znudziły. Kolega natknął się potem na nią i jakąś jej zdobycz w toalecie....
Także nastawienie i motywy mogą być różne i różnice, a z tego co widzę to nie różnią się od motywów męskich. Od przypadku, przez jednorazowe przygody, a na rodzinie kończąc.
16 2013-04-17 14:50:34 Ostatnio edytowany przez enya (2013-04-17 15:05:48)
Nie lubię zdobywać facetów bo uważam, że obecnie faceci są coraz bardziej leniwi, bez inicjatywy, polotu. Faceci coraz częściej zachowuję się jak "panienki", czyli chcieliby się spotykać z dziewczyną ale woleliby aby to ona głównie okazywała mu zainteresowanie, "zaczepiała", coś pozytywnego robiła w jego kierunku. Tacy bez jaj, bez charyzmy. Osobiście odnoszę wrażenie jakby faceci coraz częściej zachowywali się jak dzieci na zasadzie - "jestem taki malutki, słodzutki - kochaj mnie!!!" Ja najwyraźniej takich przyciągam ![]()
Jak kobieta ma potem przy takim facecie czuć się bezpieczna?
Jednak z drugiej strony jestem niecierpliwa, zatem jak mam czekać zbyt długo na jakiś ruch faceta to wówczas sama coś inicjuje! Może nie okazuje, że mi jakoś tam szczególnie zalezy ale z pewnością poszukuje różnych możliwosci kontaktu z danym Panem!
Edit:
Podobnie jak alfaalfa uważam, że jak facetowi zalezy to wykaże się inicjatywą. Ja lubię wiedzieć, że facetowi zalezy i wie czego chce, a nie na zasadzie "może bym chciał, ale nie wiem bo..." Nie znosze facetów, którzy nie wiedzą czego chcą.
Uważam, że facet, który nie wykazuje inicjatywy to facet nie zainteresowany kobietą, a nawet jeśli zainteresowany to tylko przez chwilę. Czyli według mnie facet, który oczekuje bycia zdobywanym to facet, który chce podnieść sobie własną samoocenę, co niekoniecznie przekłada się na faktyczne zainteresowanie daną Panną. Może się mylę, ale według mnie jednak facet jest zdbywcą i na dłuższą metę nie doceni zdobyczy, która sama się podłożyła. Czy Panowie sie z tym zgadzą? A jeśli nie, to dlaczego lubicie być zdobywani?
Oczywiście po tym jak facet zrobi pierwszy krok, wykaże się inicjatywą kobieta też powinna zacząć okazywać zainteresowanie, dopełnić strań faceta. Tak dla równowagi
Związek nie może być jednostronny.
A ja myślę, że to wszystko, co napisałaś, enya wynika z faktu, że dzisiejsi faceci są po prostu chodzącym kompleksem. Są jacyś tacy miękcy, nieprzystosowani, bojący się wszystkiego: odrzucenia, wyzwań, ŻYCIA.
Nie lubię zdobywać facetów bo uważam, że obecnie faceci są coraz bardziej leniwi, bez inicjatywy, polotu. Faceci coraz częściej zachowuję się jak "panienki", czyli chcieliby się spotykać z dziewczyną ale woleliby aby to ona głównie okazywała mu zainteresowanie, "zaczepiała", coś pozytywnego robiła w jego kierunku. Tacy bez jaj, bez charyzmy.
Dokładnie tak! Pięknie to napisałaś!
Szczerze powiedziawszy na palcach mogłabym wyliczyć wszystkich interesujących facetów... dlatego zdrada mojemu M. nie grozi ![]()
19 2013-04-17 16:08:15 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-04-17 16:14:55)
Nie chcę Cię urazić, ale to taki sarkazm, karykatura rzeczywistości... półżartem półserio.
Nie lubię zdobywać facetów bo uważam, że obecnie faceci są coraz bardziej leniwi, bez inicjatywy, polotu.
Inna strona medalu jest też taka, że facet nie może za bardzo zdobywać i biegać za kobietą, zwłaszcza uważaną za ładną i pożądaną przez wielu, bo pomyśli jeszcze, że tylko na jej "d*pie mu zależy". Sorki za wulgaryzm, ale akurat to słyszałem tutaj na forum.
Faceci coraz częściej zachowuję się jak "panienki", czyli chcieliby się spotykać z dziewczyną ale woleliby aby to ona głównie okazywała mu zainteresowanie, "zaczepiała", coś pozytywnego robiła w jego kierunku. Tacy bez jaj, bez charyzmy. Osobiście odnoszę wrażenie jakby faceci coraz częściej zachowywali się jak dzieci na zasadzie - "jestem taki malutki, słodzutki - kochaj mnie!!!"
No bo widzisz... aby wychować faceta z jajami to musi on czasem dostać po tyłku. Ale mama na to nie pozwala. Więc hoduje się kurczaczki-dzieciaczki po kloszem. Rosną i rosną, aż w końcu te dzieci wyglądają jak dorośli mężczyźni, ale w gruncie rzeczy poza odrobieniem lekcji i TV/playstation/komputer/komórka niewiele przeżyły.
Jak kobieta ma potem przy takim facecie czuć się bezpieczna?
No mama zapewniała do tej pory bezpieczeństwo, więc pewnie teraz żona powinna zapewnić bezpieczeństwo. Te kobiety, które za męża musiały robić wiele rzeczy, pewnie dadzą dzieciom twarde wychowanie, aby one nie były jak mąż -- w ten sposób sytuacja wróci do normy w ciągu kilku pokoleń.
Może się mylę, ale według mnie jednak facet jest zdbywcą i na dłuższą metę nie doceni zdobyczy, która sama się podłożyła.
Nie zgodzę się z tym, bo zdobywanie kojarzy mi się, z uporczywym zdobywaniem, czyli uległością drugiej strony. Wyżej miłem na myśli delikatny podryw, flirt. Może też tak myślałaś... ale "zdobycz" -- niezbyt mi się podoba.
Oczywiście po tym jak facet zrobi pierwszy krok, wykaże się inicjatywą kobieta też powinna zacząć okazywać zainteresowanie, dopełnić strań faceta. Tak dla równowagi wink Związek nie może być jednostronny.
No właśnie! Jedna strona robi mini krok, więc druga albo przyjmie to, albo zignoruje, albo się odwróci. Jak przyjmie to też robi mini krok i tak coraz bardziej są bliżej siebie. Gorzej jak ktoś jest "niedomyślny" i nie widzi takich "mini sygnałów".
Poprzez "zdobywanie" mam na myśli podryw, wykazanie inicjatywy, zrobienie kroku w stronę kobiety! Jest to według mnie postwa facecta, który wie czego chce. Wie, że jest zainteresowany konkretną kobietą, chce nawiązać z nią kontakt, chce poznać, zbliżyć się itp. i to robi. Robi to subtelnie, z klasą, z poczuciem umiaru. Nie chodzi mi o sytuację, że facet w końcu tak zmęczy, czy osaczy kobietę, czy weźmie ją na litość byle by zyskać jej uwagę. A ona "pokonana", "zdobyta" od teraz bedzie mu uległa i wdzięczna.
Co zazwyczaj myśli sobie facet, kiedy właśnie próbuje go zdobyć atrakcyjna kobieta? Atrakcyjna, ale jednak on jako pierwszy nie zwrócił na nią uwagi, to ona jako pierwsza go "zauważyła"? Co jest bardziej prawdopodobne, to że pomyśli o niej jako "fajna przygoda", fajnie, że jej się podobam. Czy pomyśli o niej jako o dziewczynie, z którą mógłby stworzyć związek?
Tak enya! Myślę dokładnie jak mówisz "wykazanie inicjatywy, zrobienie kroku w stronę kobiety", "poczucie umiaru", raczej mężczyzna powinien zrobić ten pierwszy krok. Ale drugi krok należy chyba do tego, kto nie wykonał pierwszego kroku. Chociaż to wszystko tylko moje gdybanie.
Widzisz może problem w tym, że obie strony różnie interpertują "te kroki"? Jedna strona myśli, że zrobiła wyraźny krok w stronę np. kobiety, a druga strona tego nie odbiera jako oznaki zainteresowania tylko jako koleżeństwo, zwykłą uprzejmość. Może też być tak, że te kroki są tak "niepewnie stawiane", że druga strona nie do końca wie na co odpowiada stąd powściągliwość i czekanie na bardziej wyraźny, jednoznaczny sygnał.
Facet, który wie czego chce potrafi np. zaproponować spotkanie dziewczynie wprost, a nie na zasadzie "no dziewczyno domyśl się po tym co gadam, że chcę abyś gdzieś ze mną wyszła". Jak dla mnie to próba zrzucenia na dziewczynę konieczności przejęcia przez nią inicjatywy.
Zresztą samo zaproszenie może też niewiele znaczyć, bo jeśli facet zaprasza dziewczynę załóżmy na piwo i uważa, że on zrobił w tej sytuacji już wszystko i teraz czeka, że ona będzie mu okazywać na tym spotkaniu jak bardzo jej zależy, a on przyjmuje postawę "ja Cię zaprosiłem, teraz Ty działaj" to dla mnie jakaś pomyłka.
Mój przypadek był trochę inny... To ja wszystko zaczynałam, zagadałam, zainicjowałam spotkanie, robiłam pierwszy krok, wychodziłam z inicjatywą, a facet na początku był nieugięty, po czym chyba tak się do tego przyzwyczaił (do mojego zdobywania), że sam się nie starał tylko czekał na mój ruch, aż w końcu chyba zatracił się i do dnia dzisiejszego nie potrafi zawalczyć o kobietę.... owszem "czasami" jego inicjatywa miała miejsce, ale tylko czasami.
Jak facet za bardzo zdobywa to przytłacza to kobietę, a jak kobieta to tak samo musi być równowaga, bo jedna ze stron najzwyczajniej w świecie przyzwyczaja się do takiej "wygody".
Uważam, że dziś kobiety są bardziej świadome tego czego same chcą. Uważają, że to dobrze i to normalne i mają rację. Trafiają na mężczyzn, a oni nie wiedzą, czego one chce i postępują ze starą logiką męską - być miłym dla kobiety, to wystarcza. Kobiety oczekują, że my się domyślimy, czego one chcą, a od setek lat my nigdy się nie domyślaliśmy, to jakaś nowość dla mężczyzn w obecnych czasach. I kobieta czeka, frustruje się, facet postępuje jak zawsze, frustruje się i klops.
Są mężczyźni wrażliwi, doświadczeni albo nauczyli się na jakichś kursach pewnej prawdy - słuchaj co ona mówi, posiedli tajemną wiedzę czytania między wierszami i tacy są bezcenni. Bo oni rozumieją.
Takich życzę do zdobywania i bycia zdobywaną ![]()
Ja uważam,że nie ma sensu zdobywania jeśli facet jest widocznie zainteresowany. Taki już jest z marszu ''zdobyty''
Gdy się wypowiadałam tu o zdobywaniu, to w moim przypadku dotyczyło to faceta, który z początku był ewidentnie mną niezainteresowany. To było po prostu widać
A ja dałam sobie czas. I warto było ![]()
26 2013-04-17 19:48:32 Ostatnio edytowany przez enya (2013-04-17 19:57:48)
Remi ja nie oczekuję, że facet będzie czytał w moich myślach. Prosty przykład: facet pyta się kobiety "pójdziemy kiedyś na spacer"? Kobieta odpowiada "ok, możemy kiedyś pójśc". Po takiej o to wymianie zdań obie strony wracają do punktu wyjścia- brak propozycji, brak odpowiedzi, brak czegokolwiek (jakie pytanie, taka odpowiedź).
Skoro taki facet słyszy, tak. To moze poszedłby dalej i zapropoznował np. jakiś konkretny termin? Czy potrzebuje tu on jeszcze jakiś wskazówek aby wiedzieć, że ona się z nim umówi? Czy taka kobieta oczekuje czytania w myślach? Nie wydaje mi się. Skoro z jego strony była propozycja, to kobieta oczekuje, że facet doprowadzi do konca to co zaczął.
To w takim wypadku chyba raczej facet oczekuje, że kobieta przeczyta mu w myślach i się domysli "no skoro tak zagadał to chyba czeka aż mu powiem kiedy, jak, gdzie mamy się spotkać. Czyli co, chce abym to ja przejeła inicjatywę? Mam może jeszcze coś zorganizować dodaktowo? Z pewnością powinnam to wiedzieć."
Allegra90 nie zdobywam facetów mną totlanie nie zainteresowanych, ewentualnie mogę przyspieszyć akcję jeśłi facet się waha, jest niesmiały.