mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Witam,
Czytam różne fora i myślę sobie, że niczym nowym nie będzie to o czym napiszę, jednakże muszę to z siebie wyrzucić i liczę na to, że znajdzie się ktoś, kto coś podpowie.

Jestem mężatką od 3 lat; związek ogólnie trwa ponad 5. Mamy 3 letnią córeczkę i gdyby tak stanąć z boku i popatrzeć, to wyglądamy na idealne małżeństwo...wyglądamy niestety, bo tak nie jest.
Problem zaczął się kiedy zaszłam w ciążę i co ważne było to dziecko planowane. Mam 24 lata więc łatwo się doliczyć ile miałam kiedy zaplanowałam sobie życie  Mąż wydawał mi się być ideałem, choć wszyscy moi bliscy zawsze powtarzali: to nie chłopak dla ciebie, daj sobie spokój, on nie jest materiałem na męża...no ale cóż jak wiadomo ludzie uczą się na błędach i to niestety nie cudzych lecz własnych ;/ kiedy zaszłam w ciążę rodzina mojego wtedy chłopaka zmieniła stosunek do mnie o 180'. Zaczęli mnie lekceważyć, poniżać, uważali, że jestem niczym bo przecież nie mam stałej pracy ani własnego domu i czymże ja w ogóle jestem, że mam doznać zaszczytu bycia żoną właśnie jego! Podkreślam, że nie jest on jedynakiem, ale nie wyklucza to jego rozpieszczenia. Rodzice całe życie robili wszystko za nich, mama nawet łyżkę donosiła kiedy zupa stała na stole a jeść czym nie było. Nigdy nie mieli żadnych obowiązków, a pieniądze jakie zarobili zawsze tylko ciuszki, siłowania, solarium itd  zero pomyślunku o przyszłości, o czymś własnym TOTALNE nic. No ale wracając do tematu wszystko zaczęło się własnie od tego, że jego bliscy swym zachowaniem robili wszystko by nas rozdzielić. Dodam fakt, iż miałam bardzo wysoki stopień zagrożenia ciąży i nerwy w mym przypadku mało korzystnie wpływały na utrzymanie dziecka  na szczęście córa jest cała i zdrowa, lecz naleciałości po moich nerwach ma i to bardzo widoczne.
Niestety żadna z moich próśb ani tłumaczeń nie docierały do męża i pozwalał na byle jakie traktowanie mnie. Zawsze tłumaczyłam mu, że jeżeli nie postawi się za mną to jego rodzina nigdy nie będzie mnie szanować i że to bardzo niekorzystnie będzie wpływało na nasze relacje. Dodam iż problem ze strony jego rodziny a dokładnie jego brata i żony czyli jego bratowej zaczął się od samego początku naszej znajomości. Ona nie mogła pogodzić się z myślą, że na horyzoncie pojawiła się nowa osoba-dziewczyna, którą to teraz będą zainteresowani ich bliscy. Cały czas nagadywała na mnie i buntowała przeciwko mnie a mój mąż patrzał na to i tłumaczył mi, że to się niedługo zmieni, że będziemy jedną wielką rodziną ? jak widać moje tłumaczenia nic nie dały i sprawdziło się wszystko co mówiłam ? czyli to, że będą jedną z przyczyn naszych kłótni. Później przestałam się już tym przejmować, stwierdziłam, że wieczne tłumaczenie nic nie daje, wzięłam się za siebie i postanowiłam, że będę to zlewać bo go kocham i chcę z nim być. Kolejny problem pojawił się wtedy, kiedy mąż zaraz w pierwszym miesiącu mojej ciąży stracił prace i nie miał zamiaru w ogóle żadnej innej szukać. Uważał, że chce być przy mnie by mnie wspierać ? czego nie robił i tylko przyglądał się temu jak cierpię. Cała ciąża była dla mnie jednym wielkim bólem...zmuszona do mieszkania u teściowej bo mąż nie poczuwał się do odpowiedzialności, zawsze sama, zero wsparcia i pomocy. O wyprawkę dla dziecka tez starałam się sama. Wreszcie 2 miesiące przed rozwiązaniem zmusiłam męża silą do wynajęcia kawalerki. Pomijam fakt iż wszystko związane z życiem było na mojej głowie. On w niczym nie pomagał. Urodziła się córa, znalazł prace, którą szybko stracił bo jej nie szanował. Ja nadal walczyłam o niego o nas. Później zamieszkaliśmy u mojej mamy bo on pracy nie miał. Cała moja rodzina mimo iż za nim nie przepadała to robiła wszystko żeby tylko nam pomoc a on zero wdzięczności, zero dziękuję wiecznie tylko mało i złe. Po 2 latach rozstaliśmy się miałam dosyć. Wsparcia jak nie miałam tak nie miałam, niezaradny, nieodpowiedzialny, czasu dziecku nie poświęcał a do tego wszystkiego wiecznie robił mi awantury bo ciągle było mało i źle. Nie byliśmy ze sobą 4 miesiące, byłam spokojna i nie brakowało mi go. Córka tez się wyciszyła bo wcześniej tylko widziała jak się kłócimy i żeby przerwać nasze wojny, robiła wszystko by zwrócić swoja uwagę. Bolało mnie to strasznie bo dziecko jest dla mnie najważniejsze i zawsze marzyłam o tym, ze dam mu dom i ciepło rodzinne. Po 4 miesiącach uległam jego łzom i obietnicom i wróciłam. On wynajął mieszkanie i jakoś możne przez miesiąc było ok. Później znowu zaczęło mu odwalać. Znów pokazał jakim jest egoista. Ja siedziałam w domu z dzieckiem, prałam, gotowałam, sprzątałam a on jak kawaler. Po obiadku spanie, później siłownia a później to cokolwiek byleby się nie przemęczać i z dzieckiem nie bawić. Nie wytrzymałam zrobiłam mu awanturę, że mam dosyć jego postępowania, tego jak mnie traktuje, ze wiecznie ma pretensje, ze nie pomaga, ze dziecku czasu nie poświecą, ze jak pozwoli wyjść mi z domu to później miesiącami mi to wypomina i co najważniejsze, że kłamie i ze nie przeszkadza mu fakt, iż firma w której pracuje nie wypłaca mu pieniędzy. O to kłótnie są do dziś. Mamy kwiecień a on dopiero dostał ostatnia z części swej wypłaty za styczeń-żałosne. A najbardziej wkurza mnie fakt, ze kiedy pytam dlaczego nie zmieni pracy- odpowiada mi ze on lubi swoja prace i ze mu się tam podoba. OK podoba Ci się, ale masz dziecko na utrzymaniu, nie czujesz się źle kiedy za każdym razem pomaga nam finansowo moja rodzina? A gdzie w tym jest Twoja rodzina- pytam go- to się tłumaczy, że oni ile mogą tyle dają.... nie będę tego komentować  prawda jest taka, że gdyby nie moja rodzina i moja praca to nie miałabym z czego dziecku dać jeść. Kilka dni temu dowiedziałam się, ze on założył sobie drugie konto i ze sobie tam oszczędza pieniądze- niby ze na nasze wakacje. Pytam go jak to jest możliwe, ze ja nie imam złotówki i proszę moich bliskich o zakupy bo chce mieć dać co jeść córeczce a ty odkładasz sobie kasę i kłamiesz w żywe oczy ze ty tez nie masz? Stwierdzi, ze nie widzi w tym nic złego i że nie myślał o tym bo wiedział, że ja pieniądze zawsze załatwię ŻAŁOSNE  non stop się kłócimy i rozstajemy. Córa jest przesiąknięta nerwami. Chodziłam z nią nawet na terapie ponieważ nie jestem w stanie z pewnymi rzeczami sobie poradzić. On teraz udaje wielkiego super tatę, gdyż z konieczności został zmuszony do opieki nad dzieckiem pod moją nieobecność i dopiero teraz załapał z nią kontakt. Nie wspominałam tez o tym ile razy mnie pozniżał, ile razy w nerwach i po wypiciu alkoholu mówił, ze mnie nienawidzi, ze zrujnowałam mu życie, ze jestem beznadziejna, bezwartościowa, ze jest ze mną tylko dla dziecka, ze ja nie zasługuje na nic i ze jak się rozstaniemy to urwie kontakt z dzieckiem bo jest zbyt piękny i młody żeby marnować sobie życie. Później mówi, ze on tak nie myśli, ze on to w złości mi mówił, ale od 3 lat to słyszę i nie wierze, że kieruje się nerwami czy alkoholem tym bardziej ze ludzie wypici mówią to co myślą. Ogólnie uważam go za dobrego człowieka, nie ma problemu z alkoholem, nigdy mnie nie uderzył, ale myślę ze on nie dorósł i ze nie dopasowaliśmy się. Ja nie mam z nim ani jednego wspólnego tematu prócz dziecka. Wieczory z nim to porażka, albo się kłócimy albo każde z nas idzie w swoja stronę. Swoim zachowanie odepchnął mnie do siebie, od ponad roku nie odczuwam żadnych potrzeb fizycznych. Nie napisałam również, ze kiedy mieszkaliśmy u mojej mamy w każdą sobotę wyzywał mnie i mówił ze odchodzi.Wychodził z torbą, trzaskał drzwiami a wieczorem wracał i mówił, że on nie chce odejść. Pastwił się nade mną psychicznie co robi do dziś. Mam dosyć. Tyle kłótni , tyle rozstań i za każdym razem bierze mnie na litość. A ja jak dziecko się na to łapie, bo obieca mi, że się zmieni, ze mnie kocha, ze dopiero teraz zrozumiał co źle robił, ale jego zmiana trwa masz 2 tyg i na nowo jest to samo. I znów te same obietnice. Nie umiem z tym dłużej żyć, nie potrafię mu wybaczyć, bo kiedy staram się postawić kreskę i zacząć od nowa on ponownie zaczyna być takim jaki był i wszystko mi się przypomina. Jestem pewna, ze go nie kocham, nie mogę na niego patrzeć, denerwuje mnie jego obecność, wkurza mnie kiedy coś mówi i chciałabym odejść, ale swym zachowaniem tak zniszczył mnie psychicznie, ze zaczynam myśleć czy to możne ze mną jest coś nie tak? Czy może to ja za dużo wymagam, że może powinnam potrafić wszystko zapomnieć i postawić kreskę? On twierdzi, że ja muszę chcieć to naprawić i że muszę się o niego starać, okazywać mu uczucia bo on kocha mnie najmocniej na świecie i życie beze mnie straci sens. Zaczyna płakać, puszcza swoje wiązanki o tejże miłości i ja wymiękam. Mowie mu wtedy że chciałabym najpierw zobaczyć jakieś zmiany z jego strony, ze tyle lat go wspierałam i starałam się o niego a on miał mnie gdzieś, że dziś nawet nie potrafię mu zaufać. Nie wierze w jego obietnice. Tyle razy się rozstawaliśmy. Od samego początku kiedy zaszłam w ciąże jest źle ? to już prawie 4 lata. Mecze się w tym związku, nie jestem szczęśliwa, moi bliscy to widza i mówią tylko, ze jaka decyzje nie podejmę to w takiej będą mnie wspierać, ale ja nie potrafię...szkoda mi jest dziecka. 
Nie powiem, że nigdy na niego nie nakrzyczałam bo i owszem czasem tez powiedziałam za dużo. Nie uważam siebie za świętą, ale wiem ze kiedy ja się starałam i walczyłam on miał to w dupie. Dziś powstrzymuje się od kłótni, ale tylko dlatego ze nie chce by córka to widziała, dusze wszystko w sobie. Nie uważam siebie za osobę bez winy, aczkolwiek wiem, ze dałam mu już wiele szans i ze naprawdę próbowałam a on miał to gdzieś. Dziś stwierdził, ze kiedy on chce to ja nie chce, a kiedy ja chciałam to on nie chciał, że się mijaliśmy i żebyśmy wreszcie zeszli na jedną drogę, ale ta gadka tez trwa już ponad 3 lata i tak na okrągło. Nie bardzo wierze w to, ze się zmieni, gdyby miało tak być zrobiłby to po pierwszym poważnym rozstaniu a tu nic....jego matka tez ma wszystko w dupie, wiele razy próbowałam z nią rozmawiać, to tylko powtarzała, ze ona swoje dzieci dobrze wychowała, ze ona się nie wtrąca w problemy małżeńskie i ze z drugiej strony narzekań nie słyszy. Ale kiedy jego brat z żoną się pokłócą to ona jest pierwsza by ich pogodzić, bo tamtej jakby mogła to by w dupę weszła. I tak to u mnie wygląda, jestem z nim bo mi go żal kiedy płacze, żal mi dziecka ? boje się ze zniszczę jej życie a tego nie chce, ona jest dla mnie najważniejsza.


Co mam robić? Co o tym myślicie? Proszę o odpowiedź sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Nawet nie będę się pytać po co ci to?
Sama sobie dałaś odpowiedź - on się nie zmieni, a ty jesteś już u kresu wytrzymałości, to ty trzymasz rodzinę/obowiązki pod kontrolą, to ty dbasz o swoje dziecko.

Zamiast raz po raz, słuchać jego bajeczek, dawać mu szansę itd pomyśl o sobie, o swoim maleństwie, pomyśl o swojej przyszłości. Wyciągnij mądre wnioski z przeszłości i nie popełniaj ciągle tych samych błędów.
Masz fajną rodzinę, która cię wspiera, pomaga, ty sama też jesteś bardzo dzielna - możesz zacząć nowy lepszy rozdział w swoim życiu! Powodzenia.

3

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Miałam to samo, odeszłam i teraz żyje bo przy nim wegetowałam.

4

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Dziewczyno! piszesz a mnie się wydaje  jakby to był moj scenariusz  ktory przerabiałam, zrobisz jak uwazasz, ale powiem  Ci , ze ja w takim  zwiazku  podobnym do twojego przezyłam 30  lat,i dopiero  teraz myślę  co straciłam, planuję sie  rozstać,ale ty nie musisz  się tym męczyć, nie warto dla takiego palanta  tracić czasu,  wychowuj córkę on się nie zmieni  nie licz na to.. Przemyśl to i odpowiedz sama sobie jak chcesz  życ,  nie zastawiaj się dzieckiem  dasz dziecku  spokój  i miłość sama ojciec i tak mu nie da  pozostana  złudzenia i łzy nie daj  się wykorzystać. Pozdrawiam  życzę  sił, mądrości i wytrwałości...

5 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-04-13 19:13:18)

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Autorko, gdyby Twoja znajoma opowiedziała Ci to co napisałaś.. co byś jej doradziła?

Już sam tytuł daje do zastanowienia.. polecam Ci przyjrzeć się swojemu małżeństwu "chłodnym okiem", zastanowić się jak chciałabyś aby wyglądało.. i wyciągnąć wnioski. Nie ma sensu "męczyć" się w związku bo jedyne co Ci po kilku latach zostanie to stargane nerwy i brak szacunku do siebie samej.

Jeśli martwisz się o dziecko - dodam, że dziecko wszystkie wasze kłótnie i zachowania obserwuje i tak się uczy .. by np lekceważyć rodziców, bo skoro wy (rodzice) się przy nim kłócicie i poniżacie to myśli że jemu też wolno.. może tez przez to być bardziej nerwowe niż jego rówieśnicy.. itd itp

Dziecko potrzebuje rodziców, ale jeszcze bardziej miłości, radości i spokoju..

6

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Witam
Moje zycie to koszmar , potrzebuje pomocy , wsparcia , zrozumienia . Kogoś kto mnie wysłucha i pomoze mi zrozumieć . Mój mąż znęca się nademną w kazdy chyba możliwy sposób. W związku jesteśmy 15 lat , ale wydaje mi się ze od zawsze chciał mnie sobie podporządkować . Młoda byłam , zakochana , robiłam i mówiłam to co chciał usłyszeć , odmówiłam sobie w życiu wiele przyjemności , bo on ich nie lubił . Robiłam wszystko zeby był dumny . Teraz widzę że zniszczyłam swoje zycie . Mamy dwie córki . Wiem że on kocha je nad życie .Ale to nie zmienia faktu ze w domu są kłótnie , krzyki , awantury , a nawet dochodzi do szarpaniny czego świadkiem często były dzieci . Wiem że tak nie powinno być , w moim rodzinnym domu był alkohol i przemoc . Obiecywałam sobie wtedy ze w moim domu i rodzinie bedzie inaczej . Ale tak nie jest . Nie ma juz siły płakać , ale po dzisiejszej nocy wiem ze musze zmienic swoje zycie .Obudził mnie w nocy telewizor , mąż oglądał nie po raz pierwszy zresztą jakiś erotyczny film .Niecierpię kiedy to robi. Od jakiegoś czasu stał się podczas zbliżeń bardzo agresywny . Wymaga odemnie takie rzeczy , które nie sprawiają mi przyjemności albo sprawiają ból . Mam wrazęnie ze nie kocha sie zemną . Podczas zbliżeń wyzywa mnie , czego nigdy wcześniej nie robił .To okropne , on wie jakie mam na ten temat zdanie . Kiedyś taki nie był . Zakochałam się w nim bo był ciepłym , czułym facetem który obiecał mnie wyrwac z piekła rodzinnego . Szeptał czule do ucha , dotykał . Był i jest moim jedynym facetem .A teraz jestem dla niego szma.., dziw.. , kurw.., wywło.., ach , słów nie ma . Mówi że jestem obrzydliwa , że nie moze na mnie patrzeć. Tak jest pawie podczas każdej kłótni. Po czym następnego dnia się obraża , wyciągając nagle jakieś moje błędy . Nie przeprasza , nie kupuje jak inni faceci kwiatów , nie czuje się winny .Po kilku dniach po prostu zapominamy i tyle . Sa dzieci , kocham je nad życie . Wiem ze one jego równiez . To dla nich staram się ukrywać łzy , i nie pokazywać jak bardzo cierpię . To dla nich czekam i wybaczam mężowi . Ale prawda jest taka ze to nie ma sensu . Prawda ? Dzisiejszej nocy dostałam kilka razy w twarz , szarpał moje włosy , podduszał. Wyszłam z pokoju , nie wiedziałam co robić . Było mi tak ciężko , płakałam tak że aż robiło mi się słabo . Siedziałam tak jakiś czas . Wiadomo... nie przyszedł .. nie zrobił nic zeby naprawic chwile słabości . Do tego od początku naszego związku wydziela mi pieniądze. Właściwie zawsze było tak ze on ma swoje a ja swoje . Nigdy razem nie planowaliśmy wydatków i tak jest do tej pory . Zawsze w każdej sprawie ma ostatnie słow, wie najlepiej i zawsze ma racje . Prawie już nie rozmawiamy . Nie pomaga mi w obowiązkach w domu bo uważa że to moja robota . Więc nasz  dzień wyglada tak , ze on wraza z pracy i ogląda telewizje. J wracam z pracy i biegam , ganiam , gotuję obiad na kolejny dzień , mamy zwierzaki musze dac im jeśc ,  palenie w piecu , śmieci , wszystko co tylko jest do zrobienia to mój problem .Mąż uważa że pracuje ciężko fizycznie a ja siedzę więc on ma gorzej . Dlatego zrobił zemnie służącą . Nie szanuje i nienawidzi mojej rodziny. Moją mamę wciąż wyzywa przy naszych  dzieciach . Ja dla jego rodziny zawsze staram się być miła , nawet kiedy między nami jest konflikt. Nie musi sie to uważam odbijać na całym świecie .Częstym powdem naszych kłótni są papierosy . Jak się poznaliśmy , paliłam , jakoś wtedy mu to nie przeszkadzało . Potem dwie ciąże , żuciłam nałóg.Czasami jednak lubie sobie zapalić i tyle . Zabrania mi tego i za każdym razem kończy się awanturą . Więc jak mam ochotę na papierosa, robię to w ukryciu . Kończy sie to za każdym razem awanturą , ostatnio dostałam w twarz . Mam prawie 40 lat a maz chce żebym chodziła jak mi zagra. Ogólnie to człowiek konbfliktowy i wulgarny. Kłóci się ze wszystkimi i w domu często były interwencje policji z powodu awantur z sąsiadem . Sprawy sądowe , ale mój maz zawsze mófł liczyć na moje wsparcie .  W towarzystwie również muszę uważać jak się zachowuje , co mówię , czy nie jestem dla kogoś za miła . Potem kończy się wyzwiskami jak coś nie po jego myśli . Kiedyś byłąm radosną , wesołą i towarzyską dziewczyną .Zmienił całe moje zycie , zniszczył wszystkie moje marzenia i wartości . Czuję się jak zero , nie mam sił . Dzisiejszej nocy pomyślałam ze już nnie chcę zyć . Że moze jak stanie mi się  Błagam , oceńcie moją sytuacje, MOJE ŻYCIE . Co powinnam zrobić ? Czy jest jeszcze cień nadzieji dla naszej rodziny ?

7

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Wikola wasza rodzina to atrapa, rodzina mogła bym nazwać ciebie i dzieci ale tego typa nazwać trzeba katem.
Twój mąż jest psychopatą i nie jest to opinia na wyrost.

Przeczytaj sobie książkę Teresy Ewy Opoki pt Żona psychopaty.

Wypisz wymaluj twoja historia niestety. Dla tamtej kobiety tez facet był troskliwy , opiekuńczy uroczy. Dopóki nie została jego żoną.
Musisz sobie uzmysłowić że jemu jest dobrze takim jaki jest, on nie zmieni się . To ty musisz zacząć dbać o siebie i córki, musisz bo nikt za ciebie tego nie zrobi.

Jesteś prawie w moim wieku i bardzo ale to bardzo ci współczuję, każdego dni upływa twoje życie  a ty z tego daru nie korzystasz. Ten potwór na każde twoje chęci zostawienia go będzie jechał po twoim poczuciu winy, będzie się błagał płaszczył a jak to nie pomoże zacznie grozić.

Przeczytaj tą książkę i sama zobaczysz że jest szansa na wygranie z psychopata.

8

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

witam Cie.Mam pytanie-probowaliscie wspolnej terapii?Pzdr.

9

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
Ismena1976 napisał/a:

witam Cie.Mam pytanie-probowaliscie wspolnej terapii?Pzdr.

Witam
Bardzo dziękuję za odpowiedzi . Czytając wypowiedzi innych osób na ten temat , jestem przerażona . Niestety dociera do mnie to co jest oczywiste.Łzy same cisną się do oczu. Moje życie to piekło , koszmar i nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co dalej . A jednak nie jest to takie proste . Nie łatwo jest przekreślić całe swoje życie . Przecież mamy razem dzieci , i łączą nas nie tylko złe chwile .W głębi duszy mam nadzieję że on jednak nie jest taki zły , że  to dobry człowiek który się pogubił . Ja tez nie jestem ideałem , ale staram się . Terapia? Obawiam się że to nie wchodzi w grę . Mąż nie uważa takich pomocy . Trudny przypadek . Nie ma szans zeby Go przekonac . Sam musiałby do tego dojrzeć .Mam duzo siły zeby walczyć o przetrwanie naszej rodziny . Gdybym tylko widziała ze on zrozumiał swoje błędy . Nie wiem tylko czy mam wystarczająco duzo siły żeby zapomnieć i wybaczyć . Nie wiem czy dałabym rade znowu zaufać . Moje zycie się rozpadło . Cokolwiek się nie stanie , już nie będzie dobrze . Dzisiaj znowu było piekło . Doszło do szarpaniny . Powód ?? Byłałm za miła podczas rozmowy telefonicznej . Jego zdaniem to już zdrada . Przeszukał mi i spisał nr telefonów . Wrzeszczał jak szalony , uderzył ... Nie zrobiłam niczego złego . Pracuję z ludzmi . Nie tylko o pracy się rozmawia. O rany , przeciez nigdy go nie zdradziłam , nawet przez myśl mi nie przeszło . Po prostu byłam miła. Lubię się uśmiechać , tylko przy nim muszę uważać , żeby uniknąc awantury .Jakiś czas temu opowiedziałam komuś , facetowi o swoim zyciu. To był zupełnie przypadkowy facet. Miał narzeczoną i zaczynał układać swoje życie . Czasami opowiadał mi o swoich problemach , ja o swoich. Czułam się lepiej wiedząc ze ktos mnie wysłucha i zrozumie. Ale cóż , mąż dowiedział się i wiadomo .. kolejne piekło. Skopał mnie wtedy i wyzywał . A ja przeciez niczego złego nie zrobiłam. Dla niego jestem tylko dziw.. . Przykre to wszystko .Nie mam z kim o tym porozmawiać . Zwyczajnie się wstydzę . Dla mnie taki układ był spoko. Facet mnie nie znał , nie widział , było mi łatwiej . Mieszkam w małym srodowisku , wszyscy sie tu znają , nikomu nic nie mówię . Siostra pomogłaby mi , ale tak strasznie mi wstyd porażki .Dziękuję raz jeszcze za rady . To bardzo miłe i wazne ze ktoś stara się zrozumieć . Dziękuję z całego serca . Pozdrawiam

10

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
wikola78 napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

witam Cie.Mam pytanie-probowaliscie wspolnej terapii?Pzdr.

Witam
Bardzo dziękuję za odpowiedzi . Czytając wypowiedzi innych osób na ten temat , jestem przerażona . Niestety dociera do mnie to co jest oczywiste.Łzy same cisną się do oczu. Moje życie to piekło , koszmar i nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co dalej . A jednak nie jest to takie proste . Nie łatwo jest przekreślić całe swoje życie . Przecież mamy razem dzieci , i łączą nas nie tylko złe chwile .W głębi duszy mam nadzieję że on jednak nie jest taki zły , że  to dobry człowiek który się pogubił . Ja tez nie jestem ideałem , ale staram się . Terapia? Obawiam się że to nie wchodzi w grę . Mąż nie uważa takich pomocy . Trudny przypadek . Nie ma szans zeby Go przekonac . Sam musiałby do tego dojrzeć .Mam duzo siły zeby walczyć o przetrwanie naszej rodziny . Gdybym tylko widziała ze on zrozumiał swoje błędy . Nie wiem tylko czy mam wystarczająco duzo siły żeby zapomnieć i wybaczyć . Nie wiem czy dałabym rade znowu zaufać . Moje zycie się rozpadło . Cokolwiek się nie stanie , już nie będzie dobrze . Dzisiaj znowu było piekło . Doszło do szarpaniny . Powód ?? Byłałm za miła podczas rozmowy telefonicznej . Jego zdaniem to już zdrada . Przeszukał mi i spisał nr telefonów . Wrzeszczał jak szalony , uderzył ... Nie zrobiłam niczego złego . Pracuję z ludzmi . Nie tylko o pracy się rozmawia. O rany , przeciez nigdy go nie zdradziłam , nawet przez myśl mi nie przeszło . Po prostu byłam miła. Lubię się uśmiechać , tylko przy nim muszę uważać , żeby uniknąc awantury .Jakiś czas temu opowiedziałam komuś , facetowi o swoim zyciu. To był zupełnie przypadkowy facet. Miał narzeczoną i zaczynał układać swoje życie . Czasami opowiadał mi o swoich problemach , ja o swoich. Czułam się lepiej wiedząc ze ktos mnie wysłucha i zrozumie. Ale cóż , mąż dowiedział się i wiadomo .. kolejne piekło. Skopał mnie wtedy i wyzywał . A ja przeciez niczego złego nie zrobiłam. Dla niego jestem tylko dziw.. . Przykre to wszystko .Nie mam z kim o tym porozmawiać . Zwyczajnie się wstydzę . Dla mnie taki układ był spoko. Facet mnie nie znał , nie widział , było mi łatwiej . Mieszkam w małym srodowisku , wszyscy sie tu znają , nikomu nic nie mówię . Siostra pomogłaby mi , ale tak strasznie mi wstyd porażki .Dziękuję raz jeszcze za rady . To bardzo miłe i wazne ze ktoś stara się zrozumieć . Dziękuję z całego serca . Pozdrawiam

'

dziewczyno zyjesz z katem.Bije,kopie,przeciez to jest chore.Jaki dobry człowiek?

11

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Ja nieco inaczej spojrzalam na Twoje malzenstwo. Troche traktujesz swego meza jak kogos, kto ma zarabiac na rodzine. I tu juz jest problem. Dlaczego nie sprobujesz dorobic do wspolnego budzetu? Moze ktoras babcia by zostala z dzieckiem? Poza tym mam wrazenie, ze wrecz wymagasz od Waszych rodzin wsparcia. Pisalas, ze Twoja rodzina pomaga, a meza nie. Ale ona wcale nie musi i nie ma takiego obowiazku. Wybacz, co teraz napisze, ale to wyglada tak: maz ma zarabiac, rodzina pomagac, a ja wymagac, bo urodzilam dziecko. Nie pisze tego, by Cie zdolowac, ale chce, zebys krytycznie spojrzala na wlasne zachowanie. To, co mowi Twoj maz jest karygodne i rzeczywiscie- lepiej sie rozejsc niz zyc jak pies z kotem, w dodatku gdy dziecko wszystko widzi i slyszy. Ale swoje wlasne zachowanie nalezy rowniez przemyslec. Mam nadzieje, ze znajdziesz w sobie sile, by madrze rozegrac wlasne malzenstwo. Mam jeszcze pytanie: bratowa pracuje?

12

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
wikola78 napisał/a:

Bardzo dziękuję za odpowiedzi . Czytając wypowiedzi innych osób na ten temat , jestem przerażona . Niestety dociera do mnie to co jest oczywiste.Łzy same cisną się do oczu. Moje życie to piekło , koszmar i nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co dalej . A jednak nie jest to takie proste . Nie łatwo jest przekreślić całe swoje życie .

Witaj Wikola
              powiem krótko, Ty nie żyjesz, Ty wegetujesz.:(
Uciekaj od niego, gdzie pieprz rośnie.
Pozdrawiam.

13

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
wikola78 napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

witam Cie.Mam pytanie-probowaliscie wspolnej terapii?Pzdr.

Witam
Bardzo dziękuję za odpowiedzi . Czytając wypowiedzi innych osób na ten temat , jestem przerażona . Niestety dociera do mnie to co jest oczywiste.Łzy same cisną się do oczu. Moje życie to piekło , koszmar i nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co dalej . A jednak nie jest to takie proste . Nie łatwo jest przekreślić całe swoje życie . Przecież mamy razem dzieci , i łączą nas nie tylko złe chwile .W głębi duszy mam nadzieję że on jednak nie jest taki zły , że  to dobry człowiek który się pogubił . Ja tez nie jestem ideałem , ale staram się . Terapia? Obawiam się że to nie wchodzi w grę . Mąż nie uważa takich pomocy . Trudny przypadek . Nie ma szans zeby Go przekonac . Sam musiałby do tego dojrzeć .Mam duzo siły zeby walczyć o przetrwanie naszej rodziny . Gdybym tylko widziała ze on zrozumiał swoje błędy . Nie wiem tylko czy mam wystarczająco duzo siły żeby zapomnieć i wybaczyć . Nie wiem czy dałabym rade znowu zaufać . Moje zycie się rozpadło . Cokolwiek się nie stanie , już nie będzie dobrze . Dzisiaj znowu było piekło . Doszło do szarpaniny . Powód ?? Byłałm za miła podczas rozmowy telefonicznej . Jego zdaniem to już zdrada . Przeszukał mi i spisał nr telefonów . Wrzeszczał jak szalony , uderzył ... Nie zrobiłam niczego złego . Pracuję z ludzmi . Nie tylko o pracy się rozmawia. O rany , przeciez nigdy go nie zdradziłam , nawet przez myśl mi nie przeszło . Po prostu byłam miła. Lubię się uśmiechać , tylko przy nim muszę uważać , żeby uniknąc awantury .Jakiś czas temu opowiedziałam komuś , facetowi o swoim zyciu. To był zupełnie przypadkowy facet. Miał narzeczoną i zaczynał układać swoje życie . Czasami opowiadał mi o swoich problemach , ja o swoich. Czułam się lepiej wiedząc ze ktos mnie wysłucha i zrozumie. Ale cóż , mąż dowiedział się i wiadomo .. kolejne piekło. Skopał mnie wtedy i wyzywał . A ja przeciez niczego złego nie zrobiłam. Dla niego jestem tylko dziw.. . Przykre to wszystko .Nie mam z kim o tym porozmawiać . Zwyczajnie się wstydzę . Dla mnie taki układ był spoko. Facet mnie nie znał , nie widział , było mi łatwiej . Mieszkam w małym srodowisku , wszyscy sie tu znają , nikomu nic nie mówię . Siostra pomogłaby mi , ale tak strasznie mi wstyd porażki .Dziękuję raz jeszcze za rady . To bardzo miłe i wazne ze ktoś stara się zrozumieć . Dziękuję z całego serca . Pozdrawiam

Potwornie go tlumaczysz i idealizujesz.On bez terapii sie nie zmieni,a sama glowa muru nie przebijesz.Zamierzasz do konca zycia zyc nadzieja,z\e stanie sie cud i sie zmieni?Nie bedzie cudu...Nie zmieni sie.pzdr.

14 Ostatnio edytowany przez takaja87 (2015-01-21 21:40:55)

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

zyj sobie z nim dalej skoro taki dobry i kochany smile

żalosne są hisoryjki kobiet ktore nie wiedzą co zrobić jak ich chlopak/ mąż poniża, bije, wyzywa.

O matko co robić ?! przeciez nie odejdę bo mam dzieci... a dzieci patrzą i sie uczą jak wyglada "prawdziwa" rodzina i jaka mama jest "szczęśliwa"

15

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Usłyszałam, że jestem popierdolona, wieśniaczka, cham, tępa i że jak nie rozumiem co do mnie mówi, to chyba musi zacząć mnie bić. To słowa mojego męża. Słuchałam tych wyzwisk przez tydzień, płakałam i nie mogłam spać. byłam w 6 miesiącu ciąży. Za co mi się oberwało? Bo po raz kolejny nie dałam mu porządnie odpocząć, czyli wyleżeć się przez 3 dni Świąt, pojeść, pospać, porelaksować się ile dusza zapragnie. Byliśmy w odwiedzinach u jego rodziców i zdecydowałam, że wracamy wcześniej na swoje mieszkanie. Słuchałam przez tydzień, że jestem nic nie warta, za mało zarabiam, szkoły które ukończyłam do niczego mi się nie przydają. Obniżył moją samoocenę skutecznie. Poniżył i jak stwierdził, zrobił to po to, żeby mnie czegoś nauczyć. Agresja dała efekty w takiej postaci, że już od miesiąca staram się jak najmniej czasu spędzać z mężem. Mieszkam tymczasowo u znajomych, żeby choć trochę odpocząć w siódmym już miesiącu ciąży.
Tydzień temu trafiłam do szpitala na oddział patologii ciąży. Byłam podłamana. Złe traktowanie męża i jeszcze diagnoza, że mam leżeć do końca ciąży, żeby za szybko nie urodzić. Gdybym była szczęśliwa, to mój organizm też by lepiej funkcjonował.

Mąż mnie nie kocha i nie szanuje. Nie przeszkadza mu to że jestem w ciąży, żeby poznęcać się nade mną psychicznie, jest zawzięty, bezlitosny. On egoista ciągle musi być wypoczęty i zrelaksowany, choć jedynym obowiązkiem jaki ma to jest praca. A ja mam 29 lat, jestem od 3 miesięcy bezrobotna i nie mam prawa do zasiłku. Chyba poczuł moc nade mną, zrobiłam się kurą domową i zaniedbałam się. Jestem, zastraszona, cicha i wycofana. Piorę, sprzątam, gotuję, a mąż jeszcze narzeka, że zupę spieprzyłam, że znowu kotlety, że wyglądam niesmacznie w ciąży. Krytykuje to jak się ubiorę, jak się uczeszę. Co mu ślina na język przyniesie. Jego poczucie humoru wygląda tak, że sobie żartuje iż musi zrobić test na ojcostwo chociaż od 7 lat jesteśmy razem i jestem mu wierna i oddana. Zabrałam go na USG, to powiedział, że on nie wie po co tam był. Mam w brzuszku dziewczynkę, to usłyszałam, że pierwszy miał być chłopak. Zero czułości, uczucia, szacunku, wsparcia czy miłości, tylko ciągłe narzekanie, a mąż ma dopiero 32 lata i żadnych obowiązków na głowie. Najważniejsze to dla niego dobrze się najeść, pograć na komputerze i poleżeć. Już brak mi sił, żeby bronić swojego zdania, straciłam własne poglądy na rzecz dobra związku, czyli dla dobra mojego męża, myślałam że jak będę uległa i dobra partnerka, to mąż mi się odwdzięczy, ale to była inwestycja bezzwrotna.

Nie broni mojego dobrego imienia przy rodzinie i znajomych. Teściowa wyzwała mnie od chamów i wieśniaków, bo zwróciłam jej delikatnie uwagę że pyta 3 razy o te same rzeczy, (przez co wywiera presję na nasze decyzje). Usłyszałam też, że miała lepsze kandydatki na synową (tylko one jakoś nie wytrzymały z nią i jej synkiem zbyt długo). Jest wścibska i natarczywa. Dzwoni do syna 5 razy dziennie. Nie rozumie, że ma pracę, żonę i spodziewa się dziecka. Mężowi to nie przeszkadza, a ja czuję się prześladowana, dla mnie to uporczywe nękanie. Też mam mamę i dzwonimy do siebie góra dwa razy w tygodniu, ona rozumie że mam męża, swoje życie i się nie narzuca. A teściowa nie ma co ze sobą zrobić i jest namolna. Całe 26 lat pasła syna strasznie, jedzenie jest w ich rodzinie na pierszym miejscu, wyręczała syna we wszystkim i dalej chce się wtrącać w nasz związek. Chce nas wyręczać w podstawowych obowiązkach, nas dorosłych ludzi. Ja tego nie chcę, bo "jestem duża" i nie chcę stać się życiową kaleką. Mąż się przyzwyczaił, że całe życie miał służącą i jemu kompletnie nie przeszkadza, że ktoś go wyręczy w zakupach, gotowaniu, wyczyszczeniu butów, załatwieniu spraw urzędowych. Litości, ja chce sama o sobie decydować i się kłócimy o to. Mąż jest przez takie wychowanie rozleniwiony i nie potrafi się zmienić. A ja chcę myśleć i decydować samodzielnie. Źyć po swojemu z mężem. Ale on boi się urazić uczucia mamusi, a mnie może krzywdzić do woli. Jeździ wypoczywać na weekend do mamy, żeby ona wokół niego biegała, bo ze mną to musiałby mi w czymś pomóc i zostawia żonę w ciąży samą. Ja się nie liczę. Najpierw są jego potrzeby, jest mama, znajomi, praca.

Ja i to, że oczekujemy dziecka jest na ostatnim miejscu. Mąż nie opowiada o tym, że jak urodzi się dziecko to mi pomoże w opiece nad nim, tylko mówi że odda pod opiekę jego mamy lub szkoda mu, że nie będzie mógł na urlop wyjechać, bo trzeba będzie dziecko bawić. Co to za postawa, czy ja za dużo wymagam. Zwykłe życiowe obowiązki. Nie mogę w pełni cieszyć się ciążą, nie słyszę od męża, że cieszy się iż spodziewamy się dziecka. Czy faceci są kompletnie nieempatyczni? Chyba się za dużo poświęcam,a nie otrzymuję zbyt wiele w zamian. Może nie każdy facet nadaje się do związku z kobietą, może niektórzy wolą wygodnie żyć z matką służącą, która kocha ich bezinteresownie, nieważne jak bardzo syn przyjdzie pijany, nie ważne że leży 3 dni w łóżku, ogląda telewizję i trzeba wokół niego chodzić.
Myślę o rozwodzie, mąż mnie nie wspiera, jest tylko obciążeniem. Nie mogę liczyć na jego pomoc, tylko ma wymagania, większe i czepia się o drobiazgi. Jestem smutna od pewnego czasu, a tak go kochałam i wmawiałam sobie, że się zmieni. Ale do związku trzeba chęci i współpracy dwóch osób.
Słyszałam opinie, że jest rozniańkany, leniwy, tylko jedzenie jest dla niego ważne, rodzina nie wierzyła, że się ożeni. A ja oszukując się, myślałam, że dla mnie, dla żony, dla związku się zmieni. W końcu to dorosły facet. Jednak naleciałości z domu rodzinnego i wychowanie robią swoje. Nie zmienił się i nie zmieni.
Nie zaznałam wcale spokoju w ciąży. Znajome mówią, że sama dam sobie radę z pomocą rodziny. A ja boję się samotności i formalności związanych z rozwodem. Dziecko też jest ważne, ale czasem jeden rodzic daje dziecku więcej niż dwójka nieszczęśliwych. Jeszcze jestem młoda, ale potrzebuję usłyszeć wyraźnie, że warto i że dobrze robię.
Oceńcie, doradźcie. Będę wdzięczna.

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
Delfina123 napisał/a:

Usłyszałam, że jestem popierdolona, wieśniaczka, cham, tępa i że jak nie rozumiem co do mnie mówi, to chyba musi zacząć mnie bić. To słowa mojego męża. Słuchałam tych wyzwisk przez tydzień, płakałam i nie mogłam spać. byłam w 6 miesiącu ciąży. Za co mi się oberwało? Bo po raz kolejny nie dałam mu porządnie odpocząć, czyli wyleżeć się przez 3 dni Świąt, pojeść, pospać, porelaksować się ile dusza zapragnie. Byliśmy w odwiedzinach u jego rodziców i zdecydowałam, że wracamy wcześniej na swoje mieszkanie. Słuchałam przez tydzień, że jestem nic nie warta, za mało zarabiam, szkoły które ukończyłam do niczego mi się nie przydają. Obniżył moją samoocenę skutecznie. Poniżył i jak stwierdził, zrobił to po to, żeby mnie czegoś nauczyć. Agresja dała efekty w takiej postaci, że już od miesiąca staram się jak najmniej czasu spędzać z mężem. Mieszkam tymczasowo u znajomych, żeby choć trochę odpocząć w siódmym już miesiącu ciąży.
Tydzień temu trafiłam do szpitala na oddział patologii ciąży. Byłam podłamana. Złe traktowanie męża i jeszcze diagnoza, że mam leżeć do końca ciąży, żeby za szybko nie urodzić. Gdybym była szczęśliwa, to mój organizm też by lepiej funkcjonował.

Mąż mnie nie kocha i nie szanuje. Nie przeszkadza mu to że jestem w ciąży, żeby poznęcać się nade mną psychicznie, jest zawzięty, bezlitosny. On egoista ciągle musi być wypoczęty i zrelaksowany, choć jedynym obowiązkiem jaki ma to jest praca. A ja mam 29 lat, jestem od 3 miesięcy bezrobotna i nie mam prawa do zasiłku. Chyba poczuł moc nade mną, zrobiłam się kurą domową i zaniedbałam się. Jestem, zastraszona, cicha i wycofana. Piorę, sprzątam, gotuję, a mąż jeszcze narzeka, że zupę spieprzyłam, że znowu kotlety, że wyglądam niesmacznie w ciąży. Krytykuje to jak się ubiorę, jak się uczeszę. Co mu ślina na język przyniesie. Jego poczucie humoru wygląda tak, że sobie żartuje iż musi zrobić test na ojcostwo chociaż od 7 lat jesteśmy razem i jestem mu wierna i oddana. Zabrałam go na USG, to powiedział, że on nie wie po co tam był. Mam w brzuszku dziewczynkę, to usłyszałam, że pierwszy miał być chłopak. Zero czułości, uczucia, szacunku, wsparcia czy miłości, tylko ciągłe narzekanie, a mąż ma dopiero 32 lata i żadnych obowiązków na głowie. Najważniejsze to dla niego dobrze się najeść, pograć na komputerze i poleżeć. Już brak mi sił, żeby bronić swojego zdania, straciłam własne poglądy na rzecz dobra związku, czyli dla dobra mojego męża, myślałam że jak będę uległa i dobra partnerka, to mąż mi się odwdzięczy, ale to była inwestycja bezzwrotna.

Nie broni mojego dobrego imienia przy rodzinie i znajomych. Teściowa wyzwała mnie od chamów i wieśniaków, bo zwróciłam jej delikatnie uwagę że pyta 3 razy o te same rzeczy, (przez co wywiera presję na nasze decyzje). Usłyszałam też, że miała lepsze kandydatki na synową (tylko one jakoś nie wytrzymały z nią i jej synkiem zbyt długo). Jest wścibska i natarczywa. Dzwoni do syna 5 razy dziennie. Nie rozumie, że ma pracę, żonę i spodziewa się dziecka. Mężowi to nie przeszkadza, a ja czuję się prześladowana, dla mnie to uporczywe nękanie. Też mam mamę i dzwonimy do siebie góra dwa razy w tygodniu, ona rozumie że mam męża, swoje życie i się nie narzuca. A teściowa nie ma co ze sobą zrobić i jest namolna. Całe 26 lat pasła syna strasznie, jedzenie jest w ich rodzinie na pierszym miejscu, wyręczała syna we wszystkim i dalej chce się wtrącać w nasz związek. Chce nas wyręczać w podstawowych obowiązkach, nas dorosłych ludzi. Ja tego nie chcę, bo "jestem duża" i nie chcę stać się życiową kaleką. Mąż się przyzwyczaił, że całe życie miał służącą i jemu kompletnie nie przeszkadza, że ktoś go wyręczy w zakupach, gotowaniu, wyczyszczeniu butów, załatwieniu spraw urzędowych. Litości, ja chce sama o sobie decydować i się kłócimy o to. Mąż jest przez takie wychowanie rozleniwiony i nie potrafi się zmienić. A ja chcę myśleć i decydować samodzielnie. Źyć po swojemu z mężem. Ale on boi się urazić uczucia mamusi, a mnie może krzywdzić do woli. Jeździ wypoczywać na weekend do mamy, żeby ona wokół niego biegała, bo ze mną to musiałby mi w czymś pomóc i zostawia żonę w ciąży samą. Ja się nie liczę. Najpierw są jego potrzeby, jest mama, znajomi, praca.

Ja i to, że oczekujemy dziecka jest na ostatnim miejscu. Mąż nie opowiada o tym, że jak urodzi się dziecko to mi pomoże w opiece nad nim, tylko mówi że odda pod opiekę jego mamy lub szkoda mu, że nie będzie mógł na urlop wyjechać, bo trzeba będzie dziecko bawić. Co to za postawa, czy ja za dużo wymagam. Zwykłe życiowe obowiązki. Nie mogę w pełni cieszyć się ciążą, nie słyszę od męża, że cieszy się iż spodziewamy się dziecka. Czy faceci są kompletnie nieempatyczni? Chyba się za dużo poświęcam,a nie otrzymuję zbyt wiele w zamian. Może nie każdy facet nadaje się do związku z kobietą, może niektórzy wolą wygodnie żyć z matką służącą, która kocha ich bezinteresownie, nieważne jak bardzo syn przyjdzie pijany, nie ważne że leży 3 dni w łóżku, ogląda telewizję i trzeba wokół niego chodzić.
Myślę o rozwodzie, mąż mnie nie wspiera, jest tylko obciążeniem. Nie mogę liczyć na jego pomoc, tylko ma wymagania, większe i czepia się o drobiazgi. Jestem smutna od pewnego czasu, a tak go kochałam i wmawiałam sobie, że się zmieni. Ale do związku trzeba chęci i współpracy dwóch osób.
Słyszałam opinie, że jest rozniańkany, leniwy, tylko jedzenie jest dla niego ważne, rodzina nie wierzyła, że się ożeni. A ja oszukując się, myślałam, że dla mnie, dla żony, dla związku się zmieni. W końcu to dorosły facet. Jednak naleciałości z domu rodzinnego i wychowanie robią swoje. Nie zmienił się i nie zmieni.
Nie zaznałam wcale spokoju w ciąży. Znajome mówią, że sama dam sobie radę z pomocą rodziny. A ja boję się samotności i formalności związanych z rozwodem. Dziecko też jest ważne, ale czasem jeden rodzic daje dziecku więcej niż dwójka nieszczęśliwych. Jeszcze jestem młoda, ale potrzebuję usłyszeć wyraźnie, że warto i że dobrze robię.
Oceńcie, doradźcie. Będę wdzięczna.

Co można doradzać w takich kwestiach? Z jednej strony można współczuć, z drugiej dobrze wiedziałaś za kogo wychodzisz.
Chcesz grać dorosłą, a jednocześnie uległą, która się podporządkowuje. Cała jego rodzina może być przeciwko Tobie i będzie, gdy będziesz grała ofiarę, na jaką się czujesz (słusznie ze względu na jego postawę, niesłusznie ze względu na brak stawiania granic i strach przed odejściem). Mąż nie ma najmniejszego pokładu dobrych uczuć do Ciebie i to się nie zmieni. Chcesz mieć piekło, to zostań. Chcesz się uwolnić to się uwolnisz. Z tym człowiekiem nic dobrego cię nie czeka.

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

kopnij w jaja poprwaw w pysk i kaz sie wynosic smieciowi

18

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Wikola78, to psychopata czy jakkolwiek można go nazwać. Psychopaci to nie tylko mordercy, ale też tacy "faceci" - chorobliwie zazdrosny, agresywni. On się nie zmieni, tacy ludzie bardzo rzadko się zmieniają, bo nie chcą się zmieniać. Pisałaś też, że dla dzieci też z nim zostałaś, ale zrozum, że tak nie jest. Możliwe, że jesteś od niego uzależniona, więc powinnaś poszukać pomocy u psychologa, wyprowadzić się, potem, założyć Niebieską Kartę. Dla dzieci właśnie bardzo złe jest życie w takiej rodzinie, bardzo je tym krzywdzisz, wiem, że niespecjalnie, ale krzywdzisz. Dla nich będzie dużo lepsze, tak samo dla Ciebie odciąć się od niego, inaczej będzie męczył dalej całą Waszą rodzinę psychicznie. Dzieci nawet jeśli nie są terroryzowane przez niego to słyszą i wyczuwają tę atmosferę. Będą dużo szczęśliwsze z dala od niego. Ojciec nie musi mieszkać z matką, by dzieci były szczęśliwe, w takiej sytuacji będzie im lepiej z dala od niego, uwierz mi, a Tobie też.

19 Ostatnio edytowany przez moo (2015-05-21 11:28:52)

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

witam,
mój partner znęca się nade mną psychicznie choc mówi ze bardzo mnie kocha. mówi ze to dlatego ze nie umie mówić o swoich uczuciach ani o nic mnie prosic. przykładowa sytuacja : jedziemy na wycieczkę z jego dzieckiem z pierwszego małżeństwa: on mów : "no mała zaraz zaśnie" a ja sobie wyciągam książke żeby poczytać i w tej chwili słyszę : "nigdy nie masz dla mnie czasu chciałam z Tobą porozmawiać a ty znów mnie ignorujesz. kompletnie się ze mną nie liczysz". to był piątek a przez cały weekend słuchałam najdziwniejszy rzeczy o sobie - dowiedziałam się również, ze gdyby nie on nawet nie byłoby mnie stać żeby sobie wyjechać na weekend bo nawet na paliwo bym nie miała. ja kompletnie nie wiem co mam robić podczas jego ataków, jestem zmęczona. uwazam sie za osobę asertywna - potrafię powiedziec dośc nie chce tego słuchać, daj mi spokój, naruszasz moją przestrzeń, nie chce z Toba rozmawiać ale on jak nakrecona płyta nie chce sie zatkąc. Jęczy, płacze zaczyna mi wypominać różne rzeczy wymyśla ze ja jego placemi utrzymuje jakies znajomości ... nie mam argumentów na rzeczy wyssane z palca. byłam z nim u psychiatry i zaczał sie leczyć. teraz gdy ma atak broni sie tym ze nie wziął tabletki - jak ja mogę dyskutować z takim argumentem.
o problemie wie jego rodzina są za mną - wczoraj podczas jego ataku zadzwoniłam do siostry mojego partnera żeby z nim porozmawiała bo wymyślił sobie ze go "zdradzam wirtualnie" - ale  nawet ona nie potrafiła do niego dotrzec po dwóch godzinach sie uspokoił i zaprosił mnie lody.
ja jeste na niego zła po tych wszystkich jego awanturach nie moge na niego patrzeć, nie mam ochot z nim spedzać czasu a on jeczy ze mu brakuje ciepła i bliskosci ze jestem zimna. ja nie mam zamiaru sie zmuszac do przytulania go ani całowania - jest to dla mnie obrzydliwe. on jest nieszczęśliwy i dosławnie płacze.
mam wrazenie ze jestem w związku z jakims trzylatkiem który do tego ma swoje dziecko.

co mnie przy nim trzyma - kwestia finansowa. mam dołek a on to wykorzystuje - co prawda pieniądze na moje potrzeby - np lekarz. mi pożycza nie daje.

dni tego związku są policzone ale co mam robic jak przetrwać. czy jest magiczne zaklęcie zeby on się zatkął i dał mi spokój. o miłosci tu nie ma zadnej mowy bo jak sie kogos kocha to sie liczy z jego potrzebami, uczuciami, myslamy i akceptuje sie druga osobe. on mnie nie akceptuje - prawa kazde moje zachowanie jest wykorzystywane jako powód do jego awantury, jęczenie, płaczu. musze sie mu tlumaczyc z tego co robie z kim rozmawiam a i tak mi nie wierzy. gdy przestałam mu się tlumaczyc to teraz sam wymysla i robi sceny przez swoje ubzdurania.

Moja mam jest przeciwko mnie - uwaza go za wspaniałego człowieka którego powinna po rekach całować bo nigdy nikogo lepszego nie znajdę.

nie mam wsparcia w tym zeby sie od niego odciać - jedyne co musze finansowo stanac na nogi - a zwiazek z nim mi to uniemozliwia bo jak mam pracowąc gdy ktos zadrecza mnie - nawet z pracy telefonami o tym jaki on jest nieszczesliwy i jak ja go zle traktuje.

czasem sa dni kiedy próbuje mi zrekompensować te swoje ataki wtedy ciagle pyta czego potrzebuje i stara sie być miły i dobry - ale co mi tym jak ja przez niego jestem kłąbkiem nerwów.


pozdrawiam

20

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Po pierwsze - dlaczego nie bierze tabletki ?
Czy nie potrafi obsłużyć funkcji przypominania w telefonie ?

Po drugie.
TAK. Jest jedno takie magiczne zaklęcie.
Nazywa się ono: NATYCHMIAST odejść i zerwać wszelkie kontakty.
A później pozostaje już to tylko wykonać.

21

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

nie wziął bo zapomniał
- chociaż według mnie to może nie być prawda.
wiele razy przyłapałam go na kłamstwie. kiedys mi mówic cos innego swojej siostrze cos innego ale pewnego dnia wziełam telefon zadzwon i spytalam ja wprost o kilka rzeczy i wszystko wyszło na jaw.

jak on ciągle tak powtarza ze nikt go nie nauczył kochać, ze on nie potrafi budować dobrych relacji, nie potrafi mówić o swoich potrzebach tylko krzyczy i obraża i wchodzi w pozycje ofiary. i on mówi po tych swoich akcja ze on to wie i ze mnie przeprasza ale ze nie potrafi inaczej i potrzebuje czasu zeby sie nauczyć i ode mnie chce się uczyć.

je czuje sie wymęczona nie wiem gdzie jest granica co powinnam mu dawać i ile i czego on w ogole ode mnie może oczekiwać.

problemem jest to ze moje praca jest zwiazana z pomocą innym. zywo interesuje sie rozwojem osobistym, chodze na rózne szkolenia, dyskutuje ze znajomymi, szukamy różnych rozwiązań, piszemy programy szkoleniowe a mój związek ???

mój partner robi z siebie ofiarę - wzbudza we mnie poczucie winy - i jakby chce zebym stała sie odpowiedzialna za wyedukowanie go w tym jak należy postępować z osobami które się kocha, co to znaczy kochać, chce żebym się nim opiekowała i dała mu ciepło którego nie miał nigdy i zebym dała mu to wszystko czego zawsze potrzebował  -  wielokrotnie mu mówiłam że mu tego dac nie mogę.
rozmowy z nim są jakieś chore bardzo często ja sama gubie wątek o co mu chodzi. ale wychodzi na to ze nie chce mu czegoś co mu jest potrzebne - ciepła czułości zainteresowania - dać bo jestem egoistką i myślę tylko o sobie o on tak bardzo prosi i tak bardzo sie stara. mam wrazenie ze on by chciał bym zrezygnowała ze wszystkiego i 24 h na dobe myslala o tym jak go uszczesliwić i co dla nie go rozbi i robiła wszystko z mysla o nim.
jak nie myśle o nim nie patrze niego nie rozmawiam z nim - to go zdradzam.


mam wrazenie ze stosuje wobec mnie jakąś "metamanipulacje". nie ma rzeczy czarnych ani białych. rzeczy białe są "stające się czarne" a czerne "stające się białe" i nie ma faktów podczas rozmowy z nim.

22

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

mój partner chodzi na terapie juz drugi rok i chodzi równiez do psychologa.

często mówi mi ze psychologa swojego okłamuje - bo babka jest głupia a ja jestem najmądrzejsza i to ja mam mu pomóc.

23

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

witaj mam też podobnie jestem na skraju wyczerpania nerwowego nie wiem co robic bo mam podobną sytuacje. zastanawiam sie nad rozwodem. mysle zabrac dzieci nie mowic nikomu znalezc mieszkanie wyprowadzic sie i go zostawic. tylko brak mi odwagi.

24

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
takaja87 napisał/a:

zyj sobie z nim dalej skoro taki dobry i kochany smile

żalosne są hisoryjki kobiet ktore nie wiedzą co zrobić jak ich chlopak/ mąż poniża, bije, wyzywa.

O matko co robić ?! przeciez nie odejdę bo mam dzieci... a dzieci patrzą i sie uczą jak wyglada "prawdziwa" rodzina i jaka mama jest "szczęśliwa"



Może wiedzą tylko się boją...ja osobiście również przezywam koszmar lecz z bratem pozgłaszłam jego znęcanie się gdzie ino mogłam założyłam niebieską kartę,raz wezwałam policjie i nic mu nie zrobili...byłam w koncu odważna do podjęcia tych wszystkich kroków..Ale teraz trace nadzieję na wszystko.. i coraz bardziej się boję.. on coraz bardziej się znęca i czuje sie bez karny.. Więc to nie jest złosne... A naprawde przykre i dochodzę do wniosku że w naszym kraju Brat...Mąż..Ojciec chyba musi kturąś  z nas zabić, kalekę zrobic,by to co przezywamy ktoś moze zrozumiał i naprawde podał konkretne kroki byśmy my kobiety mogły godnie i w spokoju zyć.

25

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

To straszne co przezywacie,mam brata nie męża a tak samo lub podobnie znęca się na demną...lecz jest tu ktoś kto naprawde moze pomódz?????????,bo ja już chyba wszędzie byłam,w pomocy kryzysowej,zalozyłam niebieską karte,widuję dzielnicowego raz na dwa tygodnie i nic się nie dzieję nawet policjie wezwałam na interwencjie to stwierdzili ze jest u siebie i ma prawo być..Byłam silna naprawde bardzo teraz jestem jak bym była na samym początku za nim co kolwiek zaczełam robić w tym kierunku jedynie on ma satysfakcjie ze jest bez karny.. sad

26

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(
Aminia100 napisał/a:

To straszne co przezywacie,mam brata nie męża a tak samo lub podobnie znęca się na demną...lecz jest tu ktoś kto naprawde moze pomódz?????????,bo ja już chyba wszędzie byłam,w pomocy kryzysowej,zalozyłam niebieską karte,widuję dzielnicowego raz na dwa tygodnie i nic się nie dzieję nawet policjie wezwałam na interwencjie to stwierdzili ze jest u siebie i ma prawo być..Byłam silna naprawde bardzo teraz jestem jak bym była na samym początku za nim co kolwiek zaczełam robić w tym kierunku jedynie on ma satysfakcjie ze jest bez karny.. sad

Nagraj go i pokaż video na policji.

27

Odp: mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

uciekaj jak najszybciej od takiego życia,bo potem bedzie tylko gorzej

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mąż znęca się nade mną psychicznie...nie mam już siły :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024