Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Mam wrażenie od długiego czasu że ludzie mnie prosto jasno mówiąc wykorzystują

Tak jakby poprostu ktos tylko coś odemnie chcial. Bardzo duzo razy zrywałem kontakty dlatego że ludzie traktowali mnie wlasnie w sposób instrumentalny. Tzn. zaspokoic się i siebie.

Są wyjątki... Z tym że wielu przyjaciół nie mam. I tu jest caly problem bo musze się spotykać z masa ludzi którzy tak naprawde nie odpowiadają mi w 100 procentach. To znaczy poza spędzeniem czasu wspólnie rozmowa, chęcią wylądowania się z takimi osobami się spotykam.


Wydaje mi się że zasługuje w życiu na wiecej... I tu rodzi się problem bo poprostu niektórym ludziom zazdroszczę szczęścia. Jestem nie szczęśliwy i strasznie mnie to boli.

Wydaje mi się że moja przyjaciółka wykorzystała mnie emocjonalnie, że każdy kto do mnie podchodzi już coś oczekuje. Jakby poprostu łatwo szybko według schematu.

Noi taki naiwniak jak ja. Taki mam typ charakteru zawsze mowie sobie, że przecież nikt nie jest taki sam! I raz drugi trzeci i znów toksyczną znajomość. A najlepsze że ja daje coś z siebie i chce żeby bylo tak nawzajem.

Wiec daje daje i wkońcu sam nie mam z czego dawać. Mi się wydaje że wtedy dosłownie jak jakiś złodziej taka osoba z szyderczym uśmiechem ucieka zabierając wszystkie łupy. Bogaci się a ja zostaje sam. I chociaz to tamtą osoba byla uzależniona odemnie zawsze wychodzi że to ja bylem tym głupim. Że czasem dawałem szansy, starałem się a jak czegoś potrzebuje nawet najmniejszej rzeczy to - wypierdalaj.

Czemu ja spotykam takich ludzi przeważnie? Hm czy jestem naiwny?

W buddyzmie uważa się że aby sens miało przekazywanie i dawanie czegoś z siebie trzeba tyle samo dostać. To taka równowaga...


Czuję się okradany a mimo to nadal staram się ufać ludziom. Czasami zaniedbuje przez to prawdziwych przyjaciół i tak naprawde wydaje mi się źle robię szukając kontaktu otwierając się na innych.


Nie chce źle odbierać pewnych osób ale ostatnimi czasy jestem taki nerwowy że olewam ważne dla mnie osoby na jakiś czas. Co tu robić...

Ale nadal jest mi to potrzebne to ryzyko bo kiedy jestem gdzies wśród ludzi zapomniam o zmartwieniach i jakoś chwilowo nie myślę o złych wspomnieniach czy myślach.


Wiem że na tym forum są ważniejsze tematy ale nadal myślę że ogólnie ludzie nie chcą słuchać co mam do powiedzenia... Najlepsze jest to że gdy mam problem łatwiej otworzyć mi się przed osoba ktorej nie znam.

Były momenty że z złości zacząłem wykorzystywać i innych ludzi z zasady ale mi minęło. Nie wiem czy dobrze zrobiłem z paroma osobami i to mnie troche gryzie bo po jakimś czasie okazało się że bylo innaczej że pomyliłem się. Zerwałem kontakt na którym komuś zależało. Podeszłem strasznie emocjonalnie do wszystkiego. Mam zaburzenia osobowości, nerwicę, skrajności. Są chwilę że jestem bardzo szczęśliwy, są takie że nie chce mi się wstawać z łóżka i czuję ból.

Mam chyba od 5 lat depresję. Ma to duze przełożenie na moje życie osobiste i publiczne.

Nie widzę sposobu jak zaczac normalnie postrzegać. Czy powinnem być bardziej stanowczy? Nie wiem co robić. Zawsze myslalem, że wina leży po mojej stronie. Że to ja jestem winny inny dziwny.

Mam uraz do ludzi. Okazuje się że są jednak ludzie podobni jak ja. Że wcale nie jestem popieprzony. Były takie chwilę kiedy zapominałem na tydzien dwa. Bylem szczęśliwy znów robiłem wszystko na pełnych obrotach, starałem się naprawiać. Były chwilę szczęśliwe jak z filmu ale trwały sekundy dni, tydzien? A wokół mnie teraz wielka ciemność i ból... Nie widzę światła.


Mam takie wrażenie że jak tylko napisze ten temat to paru ludzi go przeczyta i żadna osoba nie napisze. Czuję się jak jakiś "murzyn" wśród białych.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Witaj!

po przeczytaniu Twojego watku od razu mam dwie refleksje
1. Za duzo myslisz
2. Za bardzo koncentrujesz sie na innych
Musisz zdac sobie sprawe, ze ludzie przychodza i odchodza a tylko niektorzy pozostaja w Twoim zyciu na dluzej. Tylko czas moze to zweryfikowac. Jesli czujesz, ze masz depresje moze powinienes zasiegnac porady lekarza? Jestes bardzo mlody, cale zycie przed Toba, nie zaglebiajs sie za bardzo we wszystko. Badz zyczliwy dla ludzi ale pamietaj, ze ludzie sa rozni wiec nie oczekuj za wiele. Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze znajomosci, przyjaznie, zwiazki - to wszystko musie przyjsc w sposob naturalny. Najwazniejsze zebys kochal siebie i skupil sie na tym co jest w Twoim wnetrzu, reszta sama przyjdzie. Ludzie czuja czy emanuje od ciebie pozytywna czy negatywna energia dlatego tak wazne jest bys czul sie dobrze sam ze soba - zla energia przyciaga zlych ludzi.

To takie pierwsze przemyslenia.
Napisze wiecej jutro bo teraz spadam spac.
Dzieki za odpowiedzi w moim watku, doceniam!
Odezwe sie jutro. Spokojnej nocy x

3

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Nie zawsze emanuje zła energia. Zazwyczaj jest okey chodzę czasem uśmiechnięty czy żartuje noi staram się pomagać czy rozumieć ludzi.

Tylko że jakoś dobrze na tym nie wychodzę. Ja myślę że nie moge poprostu za kogos brac odpowiedzialność czy starać się bardziej dobrze dla tej osoby niż ta osoba chce. Już tak bylo parę razy że chcialem pomoc to mi się obrywało. Na tyle glupi bylem że to dalej robiłem... No bo mi się wydawało że ja musze lepiej. Aż wkońcu oczy mi się otworzyły że ta osoba psychicznie na to liczy tylko i zaczyna mnie wykorzystywać. Im wiecej dawałem z siebie tym gożej mnie traktowano. Wogole sobie na to nie zasłużyłem. Kiedy się "zbuntowalem" to od najgorszych egoistów. Nawet wymienione mialem powody co dlaczego robię i że na tym coś tam zyskuję. Poprostu załamka...


Jak tak patrzę ogólnie na wszystko to zawsze daje wiecej na różnych polach. Potem okazuje się że mam wszystkiego mniej niż najgorszy huy.

A nawet nie musze tego robić. Niestety wszyscy czegoś odemnie wymagają i tłumaczą to tak pięknie tak cudownie tylko okazuje się że chyba dla nich.

Ogólnie nikogo z takich osób nie traktuje jako mojego przyjaciela czy przyjaciółki. Raczej jeśli o to chodzi to mialem zawsze jakies wymagania.

Ale dobiło mnie ostatnio. Jedną z osób która mogłem nazwać wlasnie tak. Hm czuję się oszukany, mam ochote nie pamiętać że taka osoba istniała. Jest mi strasznie smutno... Z drugiej strony tą osoba tłumaczy się sytuacja życiową i jeszcze ja temu mam być winien. Normalnie aż mnie nosi.


Tutaj chce pokazać że nie wspólmierne jest to co się czasem dzieje.


Zastanawia mnie tylko to czemu akurat ja to na siebie ściągam. Nie wierze że przeciętna osoba też tak ma. Czuję się w tej gorszej sytuacjii takiej hm, że to ja mam się dostosować do społeczeństwa.
Wiem że musze to zmienić i mój charakter, chcialem być tak samo sprawiedliwy i szczery wobec każdego. Okazuje się to nie jest mozliwe...

Nie wiem szukam jakiś wniosków i chce to zmienić. Przedewszystkim teraz wiem, że to nie ja się musze starać ani dawać coś od siebie. A jeśli to robię to dobrze wiem z kim moge sobie na to pozwolić.


Nie powiem że wszyscy ludzie są tacy. Niektóre osoby nieraz pomagały mi bezinteresownie etc


zastanawia mnie jedno jak to wyglada z zewnątrz czy coś mi umyka? Słyszałem czasem że to wlasnie ja jestem głównie winny chociaz ja widziałem to bardziej jako manipulacje a nie ocenę tej sytuacjii.


Hm wiem, że ludzie nie mają problemów z znajomymi jak ja, mają to w nosie tak jak ty mówisz pewni ludzie odchodzą i każdy się z tym godzi. Tylko że moje przeżycia jeszcze z szkoły średniej nauczyły mnie by tak robić. Że poprostu w życiu nie ma czasu na takie misscomunnications. Ale teraz wiem że pomyliłem się że moje myślenie poszło w zła stronę szczególnie jak na to środowisko w którym żyje nie powinnem sobie pozwalać na takie rzeczy. Może w innym miejscu, społeczeństwie to by wypaliło z korzyścią dla mnie czy innych. A narazie to idzie to w stronę że ja tylko na tym tracę.


Co zrobić jak postępować jakie cechy charakteru są ważne? Stanowczość, nieufność, ostrożność?


Zauważyłem że tak nie może być, ja nie zasłużyłem sobie na takie traktowanie. Calymi dniami chodzę w nerwach myśląc o tym ostatnio, że jaki ja bylem glupi.
Nauczyłem się że w życiu również ważne jest to by samego siebie szanować, okazuje się że to ja potrzebuje a nie inni. Wiec ja już nie chce i nie musze nic z siebie dawać. Teraz będę brał wink

tą sytuacja jest komfortowa big_smile aż mi się przypomniało Placebo- Every me and u

4 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-12 09:29:36)

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie
Steven-21 napisał/a:

I tu jest caly problem bo musze się spotykać z masa ludzi którzy tak naprawde nie odpowiadają mi w 100 procentach.

Dlaczego "musisz"? Spotykaj się tylko, z tymi, z którymi chcesz.

Steven-21 napisał/a:

Wydaje mi się że (...) każdy kto do mnie podchodzi już coś oczekuje. Jakby poprostu łatwo szybko według schematu.

To może dawaj tyle, ile chcesz, na ile w danej chwili masz ochotę, nie oczekujący przy tym wiele w zamian.
Unikniesz wtedy rozczarowania.

Steven-21 napisał/a:

W buddyzmie uważa się że aby sens miało przekazywanie i dawanie czegoś z siebie trzeba tyle samo dostać. To taka równowaga...

Nie tylko z Buddyzmie smile w wielu znanych teoriach psychologicznych także.
I to jest prawda. Wymiana energii między ludźmi jest niezbędna to dobrego funkcjonowania.
Tylko Ty skoro czujesz, że ciągle dajesz a nic nie dostajesz, to albo z niewłaściwymi ludźmi się zadajesz, albo sam popełniasz jakieś błędy w komunikacji z nimi.

Steven-21 napisał/a:

Czuję się okradany a mimo to nadal staram się ufać ludziom. Czasami zaniedbuje przez to prawdziwych przyjaciół i tak naprawde wydaje mi się źle robię szukając kontaktu otwierając się na innych.

Ale do czego Ci to jest potrzebne? To podkładanie się ludziom? Boisz się odmówić? Jesteś mało asertywny? Nie stawiasz granic?

Steven-21 napisał/a:

Zastanawia mnie tylko to czemu akurat ja to na siebie ściągam. Nie wierze że przeciętna osoba też tak ma. Czuję się w tej gorszej sytuacjii takiej hm, że to ja mam się dostosować do społeczeństwa.

Widzisz, to jacy ludzie do nas lgną, to nie przypadek, przyciągamy ich sami.

Ja takiego problemu jak Ty nie mam i nigdy nie miałam. Mam kilku sprawdzonych fajnych Przyjaciół i jeśli spotykam nowych, to zwykle są to ludzie tacy jak Ci już sprawdzeni - godni zaufania, którzy dużo z siebie dają.
A jak się pojawia w moim otoczeniu jakiś "fałszywca" albo wampir energetyczny, to zwykle się do mnie nawet nie zbliża.... ludzie chyba wyczuwają, że po prostu ja się nie dam na to nabrać.
I teraz pytanie dlaczego?

Steven-21 napisał/a:

Nie chce źle odbierać pewnych osób ale ostatnimi czasy jestem taki nerwowy że olewam ważne dla mnie osoby na jakiś czas. Co tu robić...

Steven-21 napisał/a:

Niestety wszyscy czegoś odemnie wymagają i tłumaczą to tak pięknie tak cudownie tylko okazuje się że chyba dla nich.

Jak wspomniałam, ja takiego problemu nigdy nie miałam, ale Ty trochę przypominasz mi mojego Męża jakiś czas temu.
On też podobnie ufał ludziom i też miał poczucie krzywdy, że się "orobi" dla innych, a nikt tego nie docenia.
Po wielu rozmowach doszliśmy do wniosku, że musi trochę zmodyfikować swoje mechanizmy działania.
Przede wszystkim zmniejszyć oczekiwania, a po drugie wybierać ludzi którym chce pomagać, a nie pomagać, żeby coś zyskać albo dlatego, że ktoś tego od niego oczekuje.
Mój mąż długo nie potrafił stawiać takiej linii granicznej pomiędzy tym, co robi dla innych bo sam chce, a tym, co robi, żeby innym nie sprawić przykrości. To pewnie kwestia wychowania, osobowości...
Ja to raczej potrafię. Jak mi coś nie pasuje, mówię "nie", "stop" i nie mam kompletnie wyrzutów sumienia. Natomiast mój Mąż dłuuugo miał z tym problem, wydawało mu się, że jak komuś odmówi, to świat się zawali.
Myślę, że to dlatego, że jego mama całe życie wzbudzała w nim poczucie winy na zasadzie "synku jak mnie kochasz, to musisz to dla mnie zrobić".
Jak ktoś jest tak manipulowany emocjonalnie od dzieciństwa, to ma takie nawyki, że potem spełnia zachcianki całej ludzkości.

Steven-21 napisał/a:

Były momenty że z złości zacząłem wykorzystywać i innych ludzi z zasady ale mi minęło. Nie wiem czy dobrze zrobiłem z paroma osobami i to mnie troche gryzie bo po jakimś czasie okazało się że bylo innaczej że pomyliłem się.

Hehe smile no jakby to powiedział klasyk "nie idź tą drogą" smile zemsta mało kiedy przynosi ulge, a już na pewno nie rozwiązuje problemów.
Chyba za bardzo się skupiasz na tym szukaniu przyjaciół. Odpuść trochę, zrelaksuj się, zacznij medytować smile a jak już się uporasz z paroma rzeczami, to przyjaciele sami się pojawią.

Steven-21 napisał/a:

Nauczyłem się że w życiu również ważne jest to by samego siebie szanować (...) Wiec ja już nie chce i nie musze nic z siebie dawać. Teraz będę brał wink

Trochę się gubisz w swoich teoriach wink
To że masz siebie szanować i że to jest podstawa wszelkich udanych realcji, to oczywiste, ale to nie znaczy, że masz się teraz zmieniać w wampira, który będzie tylko brał. To nie uzdrowi Twoich kontaktów z innymi, a wręcz przeciwnie.
Szanuj siebie i dawaj tyle, ile czujesz, że chcesz smile

Wyczuwam, że masz w sobie dużo złości, pretensji... Może najpierw popracuj nad tym...

5

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Ja mam przyjaciół tylko troche powiedzmy sobie mało i większość daleko.

Ogólnie od dzis zacząłem a szczególnie mówić co nie gra i na co ja sobie nie pozwolę wink już pojawił się jeden zarzut. Myślę że wlasnie mam coś takiego jak Twój mąż... Chciałbym uszczęśliwić ludzkość a nie samego siebie.


Dobrze poprostu wiem komu teraz ufać. Nie moge za innych decydować czy bardziej niż oni angażować się.


Czemu musze się spotykać? Ogólnie jestem osoba, typem indywidualisty ale mam duze potrzeby wlasnie "towarzyskie" i sobie nadrabiam tak z tym że hm jakby to powiedzieć. To są znajomi, czyli ludzie z którymi nigdy nie rozmawiam poważnie.


Ogólnie nie chce mówić, czasem mam wrażenie wlasnie takich wampirów energetycznych którzy ciagle mają pretensje do tego co robię. Albo takich pijawek.


Dobrze dobrze w pewnych sprawach to moje błędy na ludziach. Ale wytłumacz mi to... Ty nie masz z tym problemu tak? Powiedz mi czemu jest tak wiele takich osób... I co ty potrafisz się zakręcic w innym towarzystwie zainteresowań big_smile bo jeśli nie to i tak żyjesz w tym samym środowisku czyli tylko na polecenie Twojego bata nie stają się wampirami big_smile co to za przyjaciele? Zachorujesz to zostaną? Braknie ci pieniędzy, energi to co wtedy?


No to zauważ. Znajomych ja mam duzo... Przyjaciół paru!


Przedewszystkim to rzeczywiście powinnem stawiać jasne granicę i też nie uginac się pod presją być stanowczy? Potrzebuje jakiejś pieczątki pod decyzją...

6 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-12 11:03:00)

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie
Steven-21 napisał/a:

Ogólnie od dzis zacząłem a szczególnie mówić co nie gra i na co ja sobie nie pozwolę wink już pojawił się jeden zarzut.

No pewnie, zarzuty i bunt na pewno będą. Jak zawsze gdy się na coś latami godziłeś, a teraz zaczynasz stawiać granice.
Mój Mąż też jak zaczął wprost mówić, co mu nie leży i robić "stop" to wielkie zdziwienie w jego rodzinie zapanowało, no bo jak to tak?: "zawsze mogliśmy po nim jeździć, a teraz nie możemy" smile
Ale trzeba być twardym i to przetrwać smile

Steven-21 napisał/a:

Ogólnie jestem osoba, typem indywidualisty ale mam duze potrzeby wlasnie "towarzyskie" i sobie nadrabiam tak z tym że hm jakby to powiedzieć. To są znajomi, czyli ludzie z którymi nigdy nie rozmawiam poważnie.

No właśnie ja, w życiu prywatnym, jestem mało towarzyska. To znaczy nie lubię dużych skupisk ludzi, jakichś wielkich imprez. Nie lubię prowadzić small talków o niczym smile unikam tego. Wolę dbać o tych Przyjaciół przez duże Pe, spotkać się z nimi face to face, pogadać o ważnych rzeczach.
Oczywiście ciągle zdarza mi się iść na imprezę czy poznawać jakichś znajomych znajomych, zwłaszcza np. w czasach studenckich czy po-studenckich było tego sporo, ale nigdy się nie emocjonowałam tym. Wiedziałam, że Przyjaciół określonych mam i czy pójdę na imprezę jakąś większą, czy nie, to to nie ma znaczenia.

Steven-21 napisał/a:

Ale wytłumacz mi to... Ty nie masz z tym problemu tak? Powiedz mi czemu jest tak wiele takich osób.

Nie wiem. Bo ludzie mają jakieś zaszłości z przeszłości. Bo w domu nikt ich nie nauczył stawiać granic, mówić o uczuciach. W wielu rodzinach (np. u mojego Męża) jest tak, że o prawdziwych emocjach, o marzeniach, o oczekiwaniach "nie wypada" mówić, żeby kogoś nie urazić.
Do tego dochodzą kompleksy i mamy klasyczny syndrom ulegania szantażowi emocjonalnemu. Do szantażu zawsze trzeba dwojga.
Ale nie wiem, ja nie jestem zawodowym psychologiem, więc tak sobie tylko dywaguję smile

Steve-21 napisał/a:

Co to za przyjaciele? Zachorujesz to zostaną? Braknie ci pieniędzy, energii to co wtedy?

Tak, mam dosłownie dwoje, troje takich Przyjaciół, o których wiem, że mogę zadzwonić o 4 w nocy i zawsze mi pomogą.
Poza tym mam grono takich ludzi, z którymi jestem zaprzyjaźniona - lubię ich, ufam im i spotykam się z nimi na pogaduchy takie od serca. I oni wiedzą, że czasami jak się nie odzywam miesiąc, to nic nie szkodzi, bo to nie chodzi o nich, tylko że mam jakiś gorszy okres w życiu. Nie mają wobec mnie wygórowanych oczekiwań i za to ich cenię.
Tak samo w drugą stronę, jak oni nie chcą czasem mi czegoś dać, nie mają czasu, to luz, nie biczuję ich, nie robię wyrzutów.

Wiesz, u mnie ten przesyt dużymi skupiskami ludzi, imprezami, bierze się stąd, że mój zawód wymaga ciągłego poznawania ludzi, nawiązywania kontaktów, dogadywania się z nimi codziennie i dlatego w życiu prywatnym unikam tego już smile
Może jakbym przez lata była informatykiem ślęczącym przy komputerze w zamkniętym pomieszczeniu 5 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie, to bym potrzebowała więcej imprezować, wychodzić. A tak, nie mam takich potrzeb.
Mam Męża, i tych kilkoro bliskich osób i to mi wystarczy.
Przez to też tych ludzi "wampirów" poznaję mniej, niż kiedyś, ale oczywiście oni zdarzają się wszędzie, więc trzeba umieć stwarzać z nimi dystans.
Czasami mi ktoś mówi: "chodź, przyjdź na imprezę, będzie wielka biba na 50 osób", ale mi się już nie chce smile wolę ten czas poświęcić tym prawdziwie bliskim. Nie wiem, może się starzeję wink ... ale dobrze mi z tym smile

Steven-21 napisał/a:

Znajomych ja mam duzo... Przyjaciół paru!

No i świetnie. Tak powinno być. Więc po co Ci akceptacja tej reszty? Nie wymagaj od znajomych, tych samych rzeczy, co od Przyjaciół i może to na początek wystarczy....
A i przyjaźń jest relacją dobrowolną, jeśli ktoś będzie chciał odejść czy nie odwzajemnić się, to nic na to nie poradzisz.

Steven-21 napisał/a:

Przedewszystkim to rzeczywiście powinnem stawiać jasne granicę i też nie uginac się pod presją być stanowczy? Potrzebuje jakiejś pieczątki pod decyzją...

Ja Ci mogę wystawić pieczątkę wink

Ale może jeszcze ktoś inny Ci coś mądrego napisze smile

7

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Może nie do końca tak jak mówisz że poprostu ja sobie daje wejść na głowę czy mam kompleksy.

Raczej tak nie jest dlaczego tak myślę. Bo potrafię być stanowczy w różnych sytuacjach. Oczywiście mam jakies swoje słabości a ludzie chcą wykorzystywać słabości. Mam też mocne strony i to je powinnem wykorzystywać.


Tu nie chodzi o jakiś bunt że ja siedzę cicho albo ktos mną manipuluje. Raczej nikt nie ma na mnie takiego wpływu, ale niektórzy przyzwyczaili się czy założyli sobie że na mnie można coś zyskac ugrać czy wykorzystać.

Nic w zamian nie dając czyli chcąc mnie jak wycisnąć do końca. To mnie tak ostatnio denerwuje i stąd ostatnie dni mam w sobie troche agresjii nawet i fizycznej. Nie nikogo nie atakuje ale emocje we mnie są.


Żeby nie bylo wczoraj wysłałem wiadomość co jak i że nie chce znać tej osoby. Ale znów spotkałem się z szantażem emocjonalnym jaki to zły jestem... Poprostu mam to dość. Strasznie mnie to psychicznie obarcza choć wiem że ja mam w tym wypadku rację to we mnie się stara wzbudzić w tej sytuacjii wyrzuty sumienia. Jest to bardzo nieprzyjemne.

Napewno nie wolno podchodzić ze smutkiem czy nawet emocjami bo wtedy okazuje się słabość. Ja myślę że lepiej nie widzieć nie słyszeć nie myśleć. Tak jak pisała tu jedną użytkowniczka... Za duzo myślisz...


Nie widzieć, nie słyszeć, nie myśleć, nie czuć.

8

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Byc moze za bardzo przejmujesz sie opinia innych i za mocno bierzesz sobie ja do serca, probujac dopasowac sie pod publike. A gdy takiego "produktu" w Twojej osobie przyjazne Ci otoczenie nie kupuje, dopadaja Cie kompleksy gorszej "jakosci" w odniesieniu do Twojej osoby.
Widocznie tez brak Ci asertywnosci, mowienia stanowczego NIE w pewnych sprawach.
Probujesz byc kopia kogos zamiast tym 100% oryginalem siebie. Owszem mozna przyjmowac wszelkie formy pochwaly i krytyki wzgledem siebie ale wszystko filtrujac wedle wlasnego uznania, co jest dla mnie "za" a co "przeciw". Kupujesz wszystko co Ci otoczenie podsuwa pod nos a potem wychodzi, ze jestes "produktowym" kotem w worku dla nich.

Nie wiem czy mozna przezwyciezyc wlasne wady ale z pewnoscia mozna sie zniechecic do wlasnych zalet, zwlaszcza dostrzegajac je u innych. Pomysl nad tym smile

9

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Wlasnie problem tkwi w czym innym w odmienności. Jestem typowym indywidualista, nie kieruje się zasadami ogółu w każdej sprawie. To znaczy uważam że jestem narażony na bardzo mocne oceny społeczne wytyczające moje działania. Wiedzące lepiej jak mam żyć i co robić.

Czuję się kompletnie inny. Moja największą słabością jest to że nie ma kompletnie osób myślących jak ja. Czyli poprostu czuję się troche obco. W ten sposób przez te wszystkie lata czuję się troche osamotniony w wszystkim.

Dodam że ponad połowa moich znajomych w Polsce z którymi się dogaduje to osoby nie pochodzące z Polski, innej narodowości. Nie mowie o jakimś konkretnym środowisku bo tak jak jest to bardzo różnie. I na poczatku mi to nie przeszkadzało że np słucham innej muzyki niż ogólnie ludzie, że jestem z bardzo małego wyznania chrzescijanskiego etc etc, Ale wiele razy natrafiłem na jakąś taka nietolerancję albo poprostu wyobcowanie. Czuję się jak normalnie jakiś "murzyn" człowiek 2 kategorii. Na poczatku mi nie przeszkadzało to wszystko.

Kiedy mialem depresję już 5 rok. To czuję potrzebę większej akceptacjii. A z tym jest różnie.

Wiec zawsze na atak odpowiadałem krytyka i atakiem. Wystarczy zobaczyć jak sytuacja wyglada w mojej pracy. Nie mam problemów tutaj ale wogole jakby to powiedzieć... Nawet się nie wychylam. Od pewnego czasu zauważyłem że odmienne poglądy nie są zbyt tolerowane, styl bycia również. Niektóre osoby to cenią sobie ale większość społeczeństwa mocno według mnie narzuca schematy i istnieje takie zjawisko wykluczenia społecznego. W mediach podaje się calkowicie nie realny obraz świata nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

Rozumiem że to się wydaje proste łatwe i takie dosyć dziwne. Z tym że mi to zaczęło przeszkadzać dosyć mocno.

Według mnie to jest nietolerancja poglądów, sposobu życia, ubierania się, wyglądu. To w dłuższej mecie powoduje agresje lub nie zadowolenie.


Tu jest ten problem że staram się jakoś właściwie od pewnego czasu z niczym się nie wychylać co mogłobybyć wykorzystane przeciwko mnie.


Sory dla mnie to nie jest przyjemne. Wiec wiele razy odpowiadałem krytyką ale to nic nigdy nie daje. Tak samo otwartość nie przynosi skutków...

W dłuższym okresie czasu nie jest to do przyjęcia i człowiek się zastanowi jak robić żeby bylo łatwiej.

10

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Myślę że wlasnie też brakuje mi asertywonści. Jeśli nie jestem stanowczy a zazwyczaj nie to wtedy czuję presję psychiczną.

Ogólnie mam już dość. Nikomu nie każe czegoś. Ludzie mnie nie szanują wogole i tego co ja czuję...

11

Odp: Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Wlasnie problem tkwi w czym innym w odmienności. Jestem typowym indywidualista, nie kieruje się zasadami ogółu w każdej sprawie. To znaczy uważam że jestem narażony na bardzo mocne oceny społeczne wytyczające moje działania. Wiedzące lepiej jak mam żyć i co robić.

Czuję się kompletnie inny. Moja największą słabością jest to że nie ma kompletnie osób myślących jak ja. Czyli poprostu czuję się troche obco. W ten sposób przez te wszystkie lata czuję się troche osamotniony w wszystkim.

Dodam że ponad połowa moich znajomych w Polsce z którymi się dogaduje to osoby nie pochodzące z Polski, innej narodowości. Nie mowie o jakimś konkretnym środowisku bo tak jak jest to bardzo różnie. I na poczatku mi to nie przeszkadzało że np słucham innej muzyki niż ogólnie ludzie, że jestem z bardzo małego wyznania chrzescijanskiego etc etc, Ale wiele razy natrafiłem na jakąś taka nietolerancję albo poprostu wyobcowanie. Czuję się jak normalnie jakiś "murzyn" człowiek 2 kategorii. Na poczatku mi nie przeszkadzało to wszystko.

Kiedy mialem depresję już 5 rok. To czuję potrzebę większej akceptacjii. A z tym jest różnie.

Wiec zawsze na atak odpowiadałem krytyka i atakiem. Wystarczy zobaczyć jak sytuacja wyglada w mojej pracy. Nie mam problemów tutaj ale wogole jakby to powiedzieć... Nawet się nie wychylam. Od pewnego czasu zauważyłem że odmienne poglądy nie są zbyt tolerowane, styl bycia również. Niektóre osoby to cenią sobie ale większość społeczeństwa mocno według mnie narzuca schematy i istnieje takie zjawisko wykluczenia społecznego. W mediach podaje się calkowicie nie realny obraz świata nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

Rozumiem że to się wydaje proste łatwe i takie dosyć dziwne. Z tym że mi to zaczęło przeszkadzać dosyć mocno.

Według mnie to jest nietolerancja poglądów, sposobu życia, ubierania się, wyglądu. To w dłuższej mecie powoduje agresje lub nie zadowolenie.


Tu jest ten problem że staram się jakoś właściwie od pewnego czasu z niczym się nie wychylać co mogłobybyć wykorzystane przeciwko mnie.


Sory dla mnie to nie jest przyjemne. Wiec wiele razy odpowiadałem krytyką ale to nic nigdy nie daje. Tak samo otwartość nie przynosi skutków...

W dłuższym okresie czasu nie jest to do przyjęcia i człowiek się zastanowi jak robić żeby bylo łatwiej.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Ludzie, znajomi- wykorzystują mnie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024