Cześć kochani.
Marzę o pracy Stewardessy. Znam perfekcyjnie język angielski (ponieważ od 12 lat mieszkam w Londynie) i perfekcyjnie język francuski (miałam lekcje francuskiego przez dobre parę lat bo strasznie podoba mi się ten język). Niedługo jest nabór na Stewardessę i wiem,że po znajomości mogłabym się tam dostać. Nic innego w życiu nie chciałabym już robić,po prostu unieść się tam w chmury i zapomnieć o wszystkim... Problemem jest mój chłopak, z którym jestem zaręczona. Jesteśmy ze sobą ponad 6 lat. Uważa,że jeśli zostanę Stewardessą nigdy nie będę miała dla niego czasu,nie będziemy się często widzieć i związek się w końcu rozpadnie. Nigdy nie stanęłam przed tak strasznym wyborem: Praca moich marzeń czy miłość mojego życia? Nie da się tego w jakiś sposób połączyć?
2 2013-04-01 19:49:33 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-04-01 19:50:27)
Mocca, oczywiście że da się połączyć miłość z wymarzoną pracą.
Jest jednak jeden podstawowy warunek do spełnienia... mianowicie, partner który rozumie i wspiera w tym staraniu o wymarzoną pracę. Jeśli chłopak już teraz wie, że zapracowana (choć spełniona zawodowo) dziewczyna, to nie jest to czego on chce, to może być trudno. Trzeba bowiem przyznać rację Twojemu chłopakowi, że po podjęciu pracy jako stewardessa, będziesz miała dużo pracy, a praca będzie od Ciebie wymagać częstych wyjazdów. Co z kolei wiąże się z tym, że będziecie mieć dla siebie mniej czasu.
Oczywiście, że tę pracę da się połączyć z byciem w związku, a nawet z posiadaniem i wychowywaniem dzieci
Wiadomo, że nie będziesz mieć wiele czasu dla swojego faceta, ale przy pracy "normalnej" - od 9 do 17 przez pięć dni w tygodniu - również nie można mówić o wielkiej ilości czasu do wspólnego spędzania, ot, zostaje raptem chwilka wieczorem i buziak rano przed pracą. Praca stewardessy owszem, łączy się z kilkudniowymi wyjazdami i dziwnymi godzinami pracy, ale możesz mieć także 3-5 dni wolnego w środku tygodnia. Naprawdę nie sądzę, byś musiała stawać przed takim wyborem. Zwróć jednak uwagę na to, że to bardzo ciężka praca, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Bywa, że jesteś po kilkanaście godzin na nogach, bez odpoczynku, pchasz ciężkie wózki i użerasz się z trudnymi, niekiedy agresywnymi i pijanymi pasażerami. Jednak jeśli jesteś na to przygotowana i masz predyspozycje do wykonywania właśnie takiego zawodu, faktycznie może to być praca marzeń ![]()
"Problemem jest mój facet..." Nieciekawie to brzmi ;-).
Z tego, co wiem, stewardesy rzadko bywają w domu, częściej w powietrzu, a czasem nie ma ich do 4 dni, zależy, jak daleko lecą.
Przy takim trybie życia będzie niezwykle ciężko pogodzić prace ze związkiem.
Co na to Twój partner? Pytałaś go, jak on to widzi?
Duzo zależy od tego, co on myśli na ten temat i jak w takiej sytuacji widziałby dalsze bycie razem.
Ja nie mam wyborów tego typu, dla mnie najważniejszy jest maż, bo to z nim żyje teraz i żyć będę później.
Praca, chociaż dobra, nie zastąpi mi relacji z moim mężem.
A sama tez nie chciałabym być karmiona ochłapami wolnego czasu, bo jako stewardesa będziesz miała go naprawdę niewiele.
Nigdy nie pozwól, żeby mężczyzna Cię ograniczał. On powinien Cię wspierać i właśnie pozwolić robić to, czego pragniesz.
Nigdy nie pozwól, żeby mężczyzna Cię ograniczał. On powinien Cię wspierać i właśnie pozwolić robić to, czego pragniesz.
Autorka nie napisała, ze partner ja ogranicza, tylko, ze boi się, ze będzie miała dla niego mało czasu, a ich związek w końcu się rozpadnie...
Uważam, ze ma podstawy, by tak myśleć.
Uważam, ze ma podstawy, by tak myśleć.
A czy kilka dni wolnego pod rząd nie wynagradza kilku dni nieobecności? To przecież nie są długie tygodnie, tylko dni. Stewardessy najczęściej nie pracują więcej niż inni, po prostu pracują w innych godzinach i innym trybie.
Cynicznahipo napisał/a:Uważam, ze ma podstawy, by tak myśleć.
A czy kilka dni wolnego pod rząd nie wynagradza kilku dni nieobecności? To przecież nie są długie tygodnie, tylko dni. Stewardessy najczęściej nie pracują więcej niż inni, po prostu pracują w innych godzinach i innym trybie.
Jednym wynagradza, drugim nie..
Może się zdarzyć, ze będzie jej potrzebował, a ona akurat będzie tysiące kilometrów od niego.
Ja bym tego nie ogarnęła.
Wiadomo, ze relacje w związku są rożne, bo rożni są ludzie, ale tutaj widzimy i sama Autorka przyznaje, ze jej partnerowi się ten pomysł nie podoba. Uważam, ze skoro są razem tak długo i myślą o ślubie - to jego zdanie jest równie ważne.
Mnie się z kolei wydaje, że nieobecność przez kilka dni (góra 2-3 razy w miesiącu) to nie jest tragedia. Co znaczy, że będzie jej potrzebował? Bo nie będzie umiał wstawić prania? Ugotować obiadu? Bo co do innych sytuacji, to są one raczej losowe i nigdy nie mamy pewności, czy bliska osoba będzie przy nas akurat w chwili wystąpienia kryzysu. To nie jest praca wyjazdowa jak np. kierowca tira, to jest normalna praca, tylko w nienormowanych godzinach. Bycie razem nie polega na przylepianiu się do drugiej osoby jak miś koala. Praca zawodowa jest ogromnie ważna w życiu i nie wyobrażam sobie, by mój partner (czy ja jego) ograniczał mój wybór pracy tylko dlatego, że chciałby spędzać ze mną więcej czasu, bo ma taki kaprys. Tysiące stewardess i stewardów, a także pilotów ma swoje rodziny i żyją normalnie.
Mnie się z kolei wydaje, że nieobecność przez kilka dni (góra 2-3 razy w miesiącu) to nie jest tragedia. Co znaczy, że będzie jej potrzebował? Bo nie będzie umiał wstawić prania? Ugotować obiadu? Bo co do innych sytuacji, to są one raczej losowe i nigdy nie mamy pewności, czy bliska osoba będzie przy nas akurat w chwili wystąpienia kryzysu. To nie jest praca wyjazdowa jak np. kierowca tira, to jest normalna praca, tylko w nienormowanych godzinach. Bycie razem nie polega na przylepianiu się do drugiej osoby jak miś koala. Praca zawodowa jest ogromnie ważna w życiu i nie wyobrażam sobie, by mój partner (czy ja jego) ograniczał mój wybór pracy tylko dlatego, że chciałby spędzać ze mną więcej czasu, bo ma taki kaprys. Tysiące stewardess i stewardów, a także pilotów ma swoje rodziny i żyją normalnie.
Zgadzam się z tym, co napisałaś ;-). Oczywiście, ze wszystko można pogodzić przy odrobinie dobrych chęci.
Ale nie mnie trzeba to tłumaczyć, tylko partnerowi Autorki.
Jeśli facet wspiera Cię w tym co robisz, to da się to pogodzić. Porozmawiaj z nim. Opowiedz jak Ty to widzisz.
Moja znajoma jest stewardessą, jest w związku kilka już lat i nie narzekają. A to, że nie widzą się kilka dni w domu to nic strasznego. A jakie miłe są powroty
na początku będzie trudniej, ale później przyzwyczaicie się:)
mocca tak z ciekawości, co się dzieje z taką stewardessą no załóżmy po 20-25 latach pracy? Nie widziałem, ani nie słyszałem o staruszkach w tym zawodzie... pewnie po przepracowaniu takiego czasu, stewardessy dostają propozycje pracy w porcie lotniczym "na ziemi" prawda? Żeby sobie spokojnie dorobić do emeryturki. Coś mi mówi, że one jednak chyba wcześniej na te emerytury odchodzą?
Realizuj swoje szczęście. Weź tę pracę. O związek zadbacie. Jak chłopak nie będzie Cię wspierał, to faktycznie związek się rozleci. Niech się weźmie w wolnym czasie za hobby, albo naukę, albo wiecej pracuje.
Ja mam prace w której często mnie niema i nasz związek żyje jakoś.
Ja mam prace w której często mnie niema i nasz związek żyje jakoś.
Bo to się da pogodzić. Tylko obie strony musza tego chcieć.
mocca tak z ciekawości, co się dzieje z taką stewardessą no załóżmy po 20-25 latach pracy? Nie widziałem, ani nie słyszałem o staruszkach w tym zawodzie... pewnie po przepracowaniu takiego czasu, stewardessy dostają propozycje pracy w porcie lotniczym "na ziemi" prawda? Żeby sobie spokojnie dorobić do emeryturki. Coś mi mówi, że one jednak chyba wcześniej na te emerytury odchodzą?
Bzdura. Stewardessy pracują w powietrzu aż do emerytury, ale faktem jest, że do niedawna miały prawo do wcześniejszej emerytury (w wieku 55 lat). Do tej pory normalnie latają. Nie rozumiem tego powszechnego przekonania, że stewardessa musi być młodą, długonogą cizią... Nie ma wymagań co do wieku ani na przykład masy ciała (byle się mieściła w przejściu między fotelami
), przynajmniej w LOT-cie. Jak jest w prywatnych liniach nie wiem, być może inaczej.