Miałam przyjaciela, takiego od serducha wydawało mi się że już na zawsze pozostanie moim przyjacielem. Zna wszystkie moje sekrety, zna prawdziwą mnie. Zawsze rozumieliśmy się, śmialiśmy z byle czego nasze kłótnie zazwyczaj kończyły się śmiechem aniżeli poważnym "fochem"
Kocham go jak brata młodszego. Zawsze starałam się dla niego jak najlepiej itp.
Co ważne jest orientacji homoseksualnej. Mi to nie przeszkadza w zupełności
Aktualnie ma chłopaka.
Jak zawsze każda nowo poznana dla mnie osoba ma całkowity mój szacunek, zaufanie itp. Ale on stracił je. ( Chłopak przyjaciela, nazwijmy go literką Z.) Z umiejętnie manipulował moim przyjacielem, gdy zaczełam zwracać uwagę na to mojemu przyjacielowi to Z zaczynał robić z siebie tzw. sierotkę marysię. Z okłamywał mojego przyjaciela nie jednokrotnie, obrażał o byle gówno. Mój przyjaciel ciągle skarżył się , że chodzi przez niego sfrustrowany. Doradzałam mu jak najlepiej, próbowałam rozmawiać z Z aby co nie co zmienił swoje zachowanie. Nic... A jak wiadomo, osoba zakochana jest zazwyczaj "ślepa" ... Nie chciałam aby mój przyjaciel się tak zamartwiał i smucił ciągle. Czasami dzwoniłam do przyjaciela ale pechowo trafiałam tak, że był zajęty i nie mógł odbierać.
Wtedy pisałam sms'a które czytał Z i po przeczytaniu usuwał nic nie mówiąc mojemu przyjacielowi. Zorientowałam się o tym dopiero po tym jak któregoś dnia mówie do przyjaciela "Byś chociaż odpisał na te wszystkie moje smsy a nie " ( nie było w moim tonie żadnego focha, czy czego kolwiek negatywnego. normalnie to powiedziałam ) a on że żadnych nie odczytał. Wtedy zoorientowałam się, że Z nie pasuje że jestem tak blisko z moim przyjacielem. Zaczął go podburzać przeciwko mnie, nie chciał się widywać ze mną. A jak wiadomo , mój przyjaciel bez swojej drugiej połówki nie chciał nigdzie wychodzić. Więc nasze spotkania stały się coraz rzadsze. Po jakimś czasie Z zaczął gadać mojemu przyjacielowi , że ja tak mu zawracam głowę dlatego bo sie pewnie zakochałam ( kretynizm. Kocham go, owszem. Ale jak brata! -_-' ) .
I Z tak sobie urobił mojego przyjaciela, że straciłam z nim kontakt. NIe odpisuje na moje smsy, nie odbiera ode mnie telefonu, nie odpisuje mi na gg ani facebooku. Nic, kompletnie nic.
Strasznie za nim tęsknie... Nie wiem co robić mam teraz. To był jedyny przyjaciel od serca jakiego w życiu miałam, spotkałam. Miałam z nim tyle zabawnych wydarzeń, że nawet teraz jak o nich myślę chce mi sie śmiać. Tyle razy sobie pomagaliśmy. Zawsze akceptował mnie taką jaką jestem... Byłam przy nim po prostu sobą...
I co teraz?.. Od czasu do czasu próbuje do niego pisać na gg, normalnie. Typu "Co u Ciebie? "itp. ale oczywiście nie odpisuje.
Powinnam się przyzwyczaić już do myśli , że straciłam przyjaciela? Czy poczekać... nie wiadomo na co?..