Witajcie. Zalogowałam się tu specjalnie bo już nie wiem co robić. Może opiszę wam moją sytuacje i jakoś poradzicie mi.
A więc mieszkam ze swoim chłopakiem, jesteśmy w sumie krótko w związku ( 4/5 miesiecy. ) ale mieszkamy od początku razem, więc czuje sie jakbyśmy wieki już ze sobą byli. On jest młodszy ode mnie o 2 lata. Mieszkamy u jego mamy, mamy swój kącik i było wszystko ok. Ale.. jego mama jest chora(nerwica i coś tam jeszcze, bierze leki. ) i wczoraj ostro przesadziła kłócąc się z nim. Co jak co ale kłótni nie cierpię i nie czuje sie dobrze jak ktoś krzyczy i zrobiło mi się przykro. Po czym jego mama przedawkowała leki swoje i zabrało ją pogotowie. Rozumiem, że to niezbyt miła sytuacja. Ale jakoś nie mogłam zapomnieć jej wcześniejszych słów tego dnia. Starałam się swojego pocieszyć i w ogóle ale do niego nic nie docierało. Tak jakby moje słowo było Gó**o warte. Przykro mi się zrobiło, więc zaczełam sprzątać co by zająć myśli czym innym. Nieźle się namęczyłam sprzątając, skonczyłam siadłam w fotelu i mówię do niego , że jeszcze trzeba by było wyjść z psami i czy wyjdzie z nimi bo ja zmęczona jestem juz. A on z tekstem do mnie "To po jaką cholere sprzątałaś skoro jesteś zmeczona?" szczęka mi opadła na ziemie. No jak to po co?! Miło, że docenił moją pracę w domu...
Byłam strasznie wściekła. Chciałam się położyć w łóżku, ale on tam siedział ze swoim laptopem i oczywiście grał. Mówię do niego, przejdź do biurka a on oczywiście odpowiada mi pytaniem na pytanie. Na co ja się wkurzyłam, położyłam się już po złości przeszkadzając mu maksymalnie. W końcu od słowa do słowa powiedziałam aby wynosił się z łóżka bo już nie mogę wytrzymać w jego obecności. Poszedł do kuchni. Siedział tam z 2 h(?) i leżałam tak sama, wściekła jak osa. Postanowiłam , że wyciągnę którąś koleżankę na spacer co by rozładować złość. Jemu nie powiedziałam z kim wychodzę ani gdzie. Powiedziałam tylko , że wróce za max.2-3 h. Poszlam z kolezanką do pubu, pogadalysmy, wypilysmy piwo. Wróciłam do domu a on do mnie "Czy fajnie było na randce?" ja na takie pytanie wybuchłam śmiechem, kurczę jak mógł pomysleć że mogłabym pójść na randkę, kurde!
Zaczął płakać, a że ja byłam mocno rozluzniona postanowiłam ignorować go. W efekcie dziś w nocy spaliśmy w osobnych łóżkach. I dalej się nie odzywamy do siebie.
I tu moje pytanie. Czy ja dobrze zrobiłam? Chciałam tylko aby zaczął w końcu mnie doceniać i to co robię. A może po prostu nie pasujemy do siebie i czas zakończyć ten związek? Nie wiem sama już co robić. Zdaje mi się, że go kocham ale mam już dość. On tylko gra i gra w tego cholernego Wow-a ...
Doradźcie mi jakoś...