Hej!
Jestem strasznie samotna, mój chłopak uczy się za granicą, jestem od paru miesięcy w mieście innym na stałe i nie mam tutaj za bardzo znajomych, a jeśli już kogoś znam to się okazuje, że wszyscy zajęci. I nawet znajomi z dawnych lat są ciągle zajęci, a ja mam dość zagadywać ich co chwile kiedy czuje się samotna. Mieszkam z paroma ludźmi na mieszkaniu studenckim ,ale oni już są na etapie - praca i myślenie o poważnych rzeczach, nie ma u nas za bardzo imprez, każdy się chowa po kątach i robi swoje.
Nie mam z kim porozmawiać, popisać na internecie. Czuje się bardzo osamotniona. Z chłopakiem rozmawiam często przez skype ale ostatnio nie chcę się użalać i i tak denerwuje go to jak "narzekam". Jak patrze na swoje życie to zawsze tak było, ja gdzieś obok, a życie toczyło się i tak. Kiedyś miałam taki etap, że dobrze było mi ze sobą samej a teraz mam tego dość. Robie cały czas coś, albo czytam albo robie różne projekty na komputerze ale nie wychodzę z domu bo nie mam z kim, a jak już wychodzę to okazuje się to wielką klapą.
Poszukuje pocieszenia, powiedzenia, że nie jest tak źle, że mam przyjaciół którzy mnie wesprą (a tak nie jest, bo wszyscy zajęci) lub po prostu porozmawiają. nie chce ciągnięcia za rączke, tylko zwykłej rozmowy, bardziej elektronicznej niż na żywo.
Czasem mam ochotę się spakować i wyjechać w siną dal, na bezludną wyspę, jakby na złość innym, chociaż i tak nikt by nie zauważył..
Chłopak wróci do Polski w czerwcu ale nie wiem co będzie na wakacjach, on studiuje w innym mieście i zostanie nam ostatni rok na odległość. Miasta oddalone o 3 godziny drogi.
Nie czuje się w niczym pewna, ludzie na uczelni uciekają i wydawać by się mogło że jak się przeprowadze (marzyłam o tym, żeby uciec z domu) to będzie cudownie, miasto imprez, wyjść różnych a tutaj nie mam z kim. Samej nie chcę już więcej chodzić bo zawsze to wychodzi źle.