cześć, wiem, że moje problemy są banałem w przeciwieństwie do niektórych piszących pań, ale też proszę o rady. spotykam się za swoim chłopakiem od ponad 3 lat. On- kiedyś dosyć hulaszcza dusza, do tej pory ma kolegów, którzy uznają picie, a płeć piękna to zło. na początku mi to nie przeszkadzało, wychodził kiedy chciał, pił ile chciał. ale po jakimś czasie zaczęło mi to przeszkadzać. teraz robię awanturę o każde jego wyjście, wkurza mnie, że nie uprzedzi mnie wcześniej, że wychodzi. ja mu mówię o wszystkim, gdzie z kim jestem i mniej więcej o której wrócę. najgorsze jest to że pozwolił mi zapanować nad swoim życiem, a teraz się buntuje. wiem, że ta sytuacja to moja wina, chcę w sobie zmienić tą chora zazdrość, ale nie wychodzi na dłuższą metę. boję się, że jak dam sobie wejść na głowę, to w przyszłości odbije się to na mnie. co więc robić?? ignorować jego wyjścia?
Jeśli ci przeszkadza - to rozmawiaj z nim o tym. Nie możesz narzucić mu, by postępował wg twoich nakazów/zakazów, ale możesz szukać złotego środka poprzez rozmowę.
OK, z jednej strony można powiedzieć, że wiedziałaś z kim się wiążesz (być może taki będzie jego argument), ale z drugiej strony ludzie się zmieniają, priorytety w życiu się zmieniają. To co ludzie robią mając 15 lat, nie koniecznie chcą robić, gdy mają 20, 30 czy jeszcze więcej lat.
Zastanów się jak ważny jest to dla ciebie, jak jego zachowanie wpływa na waszą relację, bo może on się zmienia w pijaka, a ty cierpiącą-kochającą.
jak rozmawiam, to tę sytuację widzimy z 2 stron, ja uważam, ze przesadza z kolegami, on myśli, że jak teraz się wyszaleje to później nie będzie. co z tego że rozmawiam z nim nie raz nie dwa a tysiące razy, ale dogadać się nie możemy. zmienić się w pijaka nie zmieni, podobno ma swój rozum tyle że jaczuję się gorsza od jego kolegów, uważam że poświęca im za dużo czasu. jestem z natury straszna zazdrośnicą, ale też nie chcę, żeby w przyszłości nie pluć sobie w brodę, bo biorąc go za męża wezme duży ciężar jakim są jego wolni koledzy. strasznie mnie to wkurza, nawet dziś dzwoniąc do niego słyszę, że wyszedł, a mi już ciśnienie się podnosi.
ja mu mówię o wszystkim, gdzie z kim jestem i mniej więcej o której wrócę.
mężczyźni nie są naszym lustrzanym odbiciem i to, że My zachowujemy się w jakiś sposób nie oznacza, że Oni bedą się zachowywać tak samo.
jak rozmawiam, to tę sytuację widzimy z 2 stron, ja uważam, ze przesadza z kolegami, on myśli, że jak teraz się wyszaleje to później nie będzie. co z tego że rozmawiam z nim nie raz nie dwa a tysiące razy, ale dogadać się nie możemy
Mam pytanie
Czy te rozmowy to przerzucanie się pretensjami na zasadzie: A Bo TY za dużo wychodzisz i nie siedzisz ze mną; A Bo Ty ciągle się czepiasz, a ja muśże się wyszumieć; czy próbujecie znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie? To, że macie dwa różne punkty widzenia, to jest zupełnie normalne. Sztuką jest spróbować to jakoś pogodzić, np: On wychodzi z kolegami co drugi weekend, a Ty nie wydzwaniasz do niego wtedy co 15 minut i nie wściekasz się o to, że nie odpisał na setnego smsa ![]()
wkurza mnie, że nie uprzedzi mnie wcześniej, że wychodzi
Wiesz, mężczyźni mają prosty sposób myślenia (mój mąż mi to ciągle powtarza). Jeśli wie, że zaraz po tym jak ci powie, że gdzieś wychodzi urządzisz mu awanturę, to ci nie mówi. A nuż się uda i się nie dowiesz, a On będzie miał trochę świętego spokoju...
Nie możesz mu narzucać swojego sposobu widzenia świata. I nie możesz reagować tak strasznie emocjonalnie na każde jego "zerwanie się ze smyczy". Bo zatrujesz życie sobie i jemu i w końcu się rozstaniecie... A skoro twierdzisz, że nie ma zadatków na alkoholika, nie zdradza cię i nie szuka przygód (tak wywnioskowałam z Twoich wypowiedzi; być może błędnie), to myślę, że powinnaś mocno powalczyć ze swoim despotyzmem ![]()