Cześć Wam. Jestem sztywno stąpającą osobą po ziemi, i zawsze wychodzę z opresji sama. Ale tym razem, to dla mnie zbyt wiele, i piszę do Was. Problem jest o tyle frustrujący, że zaczynam i ja zauważać ogrom problemu. Ale może od początku.
Ze swoim pierwszym facetem byłam 4 lata. Związek się rozpadł z różnych nieciekawych przyczyn. Co do seksu ? ciężko mi się odnieść. Zazwyczaj to on wychodził z inicjatywą. Ja sobie wmawiałam, że może to przez brak doświadczenia, albo moją wrodzoną skromność i jakieś młodzieńcze kompleksy. Teraz jestem w drugim związku. Minął już czwarty rok. Ten związek jest bardzo burzliwy. Ja mam ciężki charakter, bo wychowano mnie w przeświadczeniu, że zawsze będę musiała poradzić sobie sama, i że mam być niezależna od żadnego faceta. Taka też jestem. Zmienię sobie koło w samochodzie, sprawdzę stan oleju i wymienię żarówkę. On osobistością bardzo drobiazgową jest. Skupia się na drobnostkach. Po trzech miesiącach potrafi mnie spytać o jakąś kwestię gdzie ja już tego dawno nie pamiętam, bo nie przywiązuje wagi do tego typu kwestii. A ponieważ nie pamiętam ? odpowiadam na jego pytanie bardzo pokracznie dodając, że nie pamiętam ? efekt kłótnia. Do tego jeszcze dochodzi do tego jego zazdrość. Kiedyś była znacznie większa, jednak ponad rok temu kiedy nabawiłam się bardzo poważnej infekcji, z jego strony mogłam liczyć tylko na pretensje, że nie wstałam z łóżka by go przywitać, postanowiłam, że mam dość. Podziękowałam mu za wspólne życie i zaczęłam swoje życie na nowo. Całkiem sama. I powiem szczerze ? moje życie nabrało kolorów. Zaczęłam systematycznie ćwiczyć, gdzie wcześniej tylko kupowałam coraz większe rzeczy ? nie ćwiczyłam, bo on był zazdrosny. Zapisałam się na kurs języka hiszpańskiego, bo zawsze o tym marzyłam ;-) to nic, ze przerwałam po kilku miesiącach z braku czasu, ale było warto liznąć kilku hiszpańskich zwrotów. I wyobrazić sobie można, że życie było piękne ? bez faceta. Wcale mi go nie brakowało. Seksu również. Kompletnie zapomniałam o tym, że coś takiego istnieje. Jednak po pół roku zaczął na nowo się do mnie odzywać, twierdząc że wiele zrozumiał. Że jest zupełnie innym człowiekiem, i bym mu dała kolejną szansę. Odparłam, że nie mam pojęcia, czy uda mu się kiedykolwiek odbudować moje zaufanie, ale droga wolna, furteczkę masz delikatni e uchyloną, próbuj. Tu jego próby zaczęły się od przyjacielskich rozmów do późnych godzin nocnych. Potem przeszedł do czynów. Wtedy jakby moje pożądanie drastycznie urosło. Mogliśmy kochać się codziennie. Nie przeszkadzało mi nic i nikt. Oczywiście jako przyjaciele. W momencie kiedy spytał się czy może na nowo być moim partnerem, a nie jako ?wolny związek?, i odparłam że tak, jakoś na nowo zgubiłam to pożądanie. Jet dobrym człowiek, niejednokrotnie by mi nieba uchylił. Codziennie powtarza mi, że jestem piękna, że mnie kocha. Po dwóch dniach rozłąki jak się widzimy stwierdza, że się cholernie za mną stęsknił. Ja natomiast mogę jedynie odpowiedzieć, że ja za Nim nie zdążyłam?
W dniu wczorajszym, przeszliśmy kolejną burzę, bo ja powiedziałam, że nie mam ochoty. Bo nie mam. Mam oszukiwać? Nie mam i dla mnie osobiście, seksu w ogóle mogłoby nie być. Wiem, że ze mną jest coś nie tak, pytanie tylko co. Przypuszczam, że z Nim czy z Jakimkolwiek innym mężczyzną bym przechodziła ten sam problem. Wiem, że Jemu jest ta ?czynność? potrzebna ? to jest mężczyzna, i to dla niego jak nabywanie energii do życia i męskości. Ale co ja poradzę?
Sama w tym związku z inicjatywą igraszek wychodziłam chyba tylko po alkoholu. I nie ukrywam, że jeśli już ten seks jest, to jest czymś fantastycznym. Ale dla mnie np. seks jako przeprosiny po wielkiej kłótni są nie do przyjęcia?
Czy zna może ktoś podobny przypadek? Proszę? pomóżcie.
Cóż, ja mam podobnie, chociaż dla mnie to jest akurat błogosławieństwo, a nie kłopot, bo jestem solistką.
Czy czujesz przymus, aby tę sytuację zmienić? Jeśli tak, to wydaje się, że pierwszym krokiem do zmiany będzie usunięcie tego przekonania o przymusie.
Bo jeśli znajdzesz w sobie ochotę do tego, aby dać swojemu partnerowi intymność, przyjemność i siebie, to znajdą się i sposoby. I to nie musi być czysty seks.
Jest takie ćwiczenie z Kamasutry, że partnerzy siadają po turecku naprzeciwko siebie, wpatrują się sobie w oczy, dotykają się wyłącznie poprzez wnętrza dłoni i szukają tej głębokiej więzi i intymności, która ich ze sobą łączy. A to może być lepsze niż seks.
Poza tym nie rezygnuj z ćwiczeń - aktywność fizyczna podnosi libido! ![]()
Chyba nie chodzi tu o niechec do seksu tak wogole (moze male libido, ale to inna sprawa), tylko niechec do seksu z bylym partnerem.
muyva napisała-Przypuszczam, że z Nim czy z Jakimkolwiek innym mężczyzną bym przechodziła ten sam problem.
A z pierwszym też nie było z przyjemności a raczej dawanie facetowi tego czego oczekiwał. Może to nie być nawet sprawą libido a odpowiednim partnerem , który ma to coś a nie z partnerem z którym się jest bo się nawinął i tak pozostało bez tego przyciągania. A w tym przypadku partner musi też rozumieć potrzeby partnerki a nie nakazywać tego i owego bo muyva jest samowystarczalna i rzuci każdego, który coś jej narzuci. A seks może i potrzeby są ale jak nie ma się odpowiedniego to się nie chce z byle kim.
Witam
Miałam podobnie i problem nie lezy tylko jako to piszecie w libido. Moim znadniem lezy to w psychice tworzy sie jakaś bariera ktora sami wyznaczylismy i ciężko jest ją od razu przezwyciężyć dlatego polegac metode małych kroków by wszystko działo sie powoli i miało swoja kolejność a całe życie seksualne wroci do normy:) Pozdrawiam