Witam
Na pewno tym z Was,które mają dzieci zdarza się opiekować od czasu do czasu dzieciakami sióstr,braci czy przyjaciół.Czy traktujecie je tak samo czy mają ulgową taryfę?Wiadomo,jak dzieciaki są często u Was to trudno o pobłażanie ale jak są rzadko? Przymykacie oko na ich zachowanie?
Nie jestem super cierpliwą matką i moja córka o tym wie.Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje gdy w swoim ośmioletnim życiu spowodowała,że straciłam cierpliwość.Pewnie mam szczęście:)
Ostatnio mam pod opieką jedenastoletnią córkę przyjaciółki.Fajna dziewuszka ale ma zachowania,po których skóra mi cierpnie.Obiecałam,że nauczę ją jeździć na nartach.Pierwszy dzień mój mąż katował się z nią na stoku.Drugiego dnia- ja.Dziewuszka jest wysportowana,dobrze je szło ale z każdym skrętem dostawała ataku płaczu,że ona się boi,że jej nie idzie(chyba chciała od razu tak śmigać jak my).Chwaliłam,że dobrze sobie radzi,że nie ma się czego bać,że jak się przewróci to nic jej się stanie.Po jakimś czasie dałam spokój bo jęczenie przybrało na intensywności a ona nie dała sobie pomóc.Powiedziałam więc,żeby odpięła narty i zeszła na dół,Zwiozłam narty i czekałam,żeby ją pocieszyć.Nie dało się,było wycie i czarna rozpacz.
Normalnie,gdyby taką akcję zrobiła moja córka to powiedziałabym,że prędko na narty ze mną nie pojedzie.
Następnego dnia dziewuszka już nie marudziła i spodobało jej się do tego stopnia,że stwierdziła,że w przyszłym roku jedzie z nami na narty do Słowacji.Nic na to nie powiedziałam.A może powinnam jej powiedzieć,że nie będzie mnie stać na wypożyczanie jej nart i zakup karnetu.A do tego jak pomyślę o jej histerii....No to wyjazd skopany...
Ważne jest to,że dziewuszka była drugi raz pod moją opieką.Być może gdybym miała to znosić częściej tobym coś powiedziała.Stosuję chyba zgubną metodę,że ja się przemęczę,ona będzie miała miłe wspomnienia,ale przecież w końcu wyjedzie.
Czy Wy też tak macie czy od razu na dzień dobry ustalacie zasady?