Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Witam wszystkich...
Mam 20 lat, nigdy się nie buntowałam, byłam grzeczna, spokojna, rozważna, przesadnie ostrożna, wszystkim się martwiłam 10x mocniej. Tak wychowali mnie rodzice i babcia (mama taty). Chowałam się w bardzo katolickiej rodzinie. Praktycznie zawsze się dobrze uczyłam, poszłam do dobrego liceum, moje siostry 10 lat starsze podobnie - ukończyły dzienne studia na państwowych uczelniach. Rodzice - spokojni, nie rozrywkowi, niepalący, niepijący, domatorzy. Zawsze biegli do wszystkich z pomocą, szczególnie tata. Też mam po nim tą cechę. Kiedy miałam 16 lat tata zachorował na raka głowy, to było piekło co przechodził a my wszyscy z nim przez 9 miesięcy aż do jego śmierci... Całe życie był oddany pracy - miał firmę remontowo-budowlaną, pracował sam od rana do wieczora żeby zapewnić nam byt. Po jego śmierci wszystko się zmieniło. Mama i babcia były na skraju załamania, jednak wymodlone jak zawsze. Mimo, że minęło 3,5 roku od śmierci, co miesiąc zamawiają msze w kościele. Jedna z sióstr niecały rok po śmierci taty zaszła w ciążę, wyszła za mąż za faceta, który totalnie do niej nie pasował - całe życie bez pracy, bez wykształcenia, przemądrzały imprezowicz, bez kultury i zasad uważający się za pępek świata. Kłótliwy - nie znosił mnie i drugiej siostry czego nie ukrywał. Ja to w ogóle jestem głupią małolatą... To była jej wielka miłość, choć nie widziała jak bardzo ją psuł i wmawiał jaka jest brzydka, głupia, mimo, że był na jej utrzymaniu. Druga siostra nie wytrzymywała jego obecności i wyprowadziła się ze swoim chłopakiem. Kiedy siostrze urodziła się córeczka, mama i babcia zakochały się w niej. Mama zaczęła na wszystko pozwalać siostrze i jej mężowi. Zrobili z domu chlew, siostrę nic nie obchodzi, bo ma dziecko, nie radziła sobie, ciągle potrzebowała pomocy ze strony mamy i babci. Szybko owinęła sobie mamę wokół palca - zawsze była jej kochaną córeczką. A ja? Skończyłam liceum, zrobiłam prawo jazdy i od razu rozpoczęłam pracę (a wpierw staż) w urzędzie za marne grosze. Ale cieszyłam się, zawsze miałam wpajane, że praca dopóki jest trzeba ją doceniać i poświęcać się jak się da. Zaczęłam zaoczne studia na państwowej uczelni na ambitnym kierunku - finanse i rachunkowość. Po pracy pomagałam zajmować się roczną już niunią. Nie dawałam i nie daję sobie rady na uczelni. Nie znam podstaw, najadam się wiele nerwów (zawsze byłam nerwowa) kiedy znów podchodzę do kolejnych poprawek. Jakoś to ciągnę, niedługo 4 semestr, ale marnie, bo nawet mnie to nie interesuje... W pracy dostałam po pół roku umowę na zastępstwo za prawie minimalne wynagrodzenie, ale byłam szczęśliwa. Na początku miałam mało pracy, pomagałam wszystkim jak się dało bo nie lubiłam siedzieć i nic nie robić. Szybko zaczęli to wykorzystywać i teraz każdy zrzuca na mnie swoją robotę, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Atmosfera jest tragiczna, kierowniczka ma fochy i ciągle wykrzykuje, czepia się o głupoty, nie chce dawać wolnego do szkoły, wszyscy pracownicy podstawiają sobie miny mimo, że to państwowa fucha i na awanse nie ma co liczyć... Ale poświęcałam się dalej i do tej pory daję z siebie jak najwięcej. Zawsze byłam spokojna, nie imprezowałam, nie piłam - jak rodzice. Zaczęło mi się to zdarzać dopiero 3 lata temu w okresie 18stek. Ale z umiarem. Przeżywałam pierwsze miłości, dostałam nieraz kosza. W ostatnie wakacje poznałam X dzięki koleżance, która nas zeswatała. To 4 lata starszy, równie jak ja spokojny chłopak od razu poczuliśmy się obydwoje jak swoje bratnie dusze. Od ponad pół roku widujemy się niemal dzień w dzień godzinami i dalej nie mamy dość. Zaczęłam bywać z jego towarzystwem. Wiem, że oni dużo piją, mają i słabość do różnych używek, ale X zmienił się dla mnie, kiedy powiedziałabym nie - nie tknąłby kieliszka co za każdym razem udowadnia. Jest ze mną wszędzie - na egzaminach, przyjeżdża po mnie po pracy mimo, że jest wykończony po swojej. W weekendy lubimy się napić czasem albo posiedzieć ze znajomymi, często to się przeciąga i wracam o 2, 3, 4 rano... Mojej rodzinie to nie odpowiada. Mimo, że X jest prawie moim sąsiadem, bo mieszka 3 min drogi ode mnie - ciągle mam wyrzuty sumienia. Że piję, że się dobrze bawię - mama i babcia nie rozumieją że jestem szczęśliwa. Nie chodzi o alkohol. Mogłabym go nawet nie tknąć. Chodzi o fakt. Że to nie przystoi, że 'źle się prowadzę', że zobaczę że jeszcze pożałuję. I tak ciągle. A ja nie chcę się izolować. Rodzice i siostry tacy byli - nigdzie nie chodzili bo tego nie lubili, nie mieli żadnych znajomych. Ja uwielbiam ludzi, nie potrafiłabym być sama. Pamiętam lata kiedy soboty spędzałam samotnie. Teraz spędzam je z X - też jest źle. Ciągle jestem traktowana jak 15latka, mimo, że sama się utrzymuję, nic od nikogo nie wymagam, dostaję rentę za tatę, której nawet nie znam kwoty bo cała trafia do mamy - nie potrafiłabym tak jak moje koleżanki wydawać jej na swoje głupoty skoro to pieniądze za ciężką pracę taty... Kolejną sprawą jest kościół - od kilku lat zwątpiłam, nie potrafię chodzić, nie w każdy weekend mogę to już inna sprawa (studia). Wierzę w Boga, ale nie potrafię w kościół. Uważam, że trzeba być dobrym człowiekiem, nie czynić zła innym ludziom i to wyznaję. To dla nich jest nie do pojęcia. Moja siostra, która z nami mieszka jeszcze podjudza mamę na mnie, sama się nie wyszalała za młodu i mnie kontroluje, staje po stronie mamy w kłótniach. Też nie chodzi do kościoła ale jej słowa powiedzieć nie można...
Wczoraj wróciłam od X o 4 rano bo zasnęliśmy podczas oglądania filmu, mama dzwoniła z 'pogróżkami' czemu nie ma mnie w domu, dziś miałam awanturę, że 'nie żyję wg 10 przykazań', że przynoszę wstyd rodzinie, że co ludzie powiedzą, że tyle wysiaduję u X a on u mnie rzadko (jest tak, bo on ma swoje piętro w domu - jakby oddzielne mieszkanie - nie mamy styczności z jego rodzicami; ja zapraszam go rzadko bo wstydzę się bałaganu jaki robi siostra, a nie nadążam za nią sprzątać dzień w dzień i nie mam na to czasu... u X też jest więcej luzu, nikt nie wchodzi, nie kontroluje jak u mnie).
Nie wiem co mam robić. Ciągle wmawiają mi, że jestem beznadziejna, przynoszę wstyd, nie doceniają że mam dopiero 20 lat i praktycznie 0 czasu wolnego. Że nic od nich nie chcę, nie wymagam, nikt nie martwi się czy mam co zjeść, sama się utrzymuję jak lokatorka tego domu. Od dłuższego czasu prawie nic nie jem z nerwów, w domu nie jadam wcale bo nie chcę mieć tego wypomnianego. Mam dosyć takiego życia. Chciałabym zacząć sama o sobie decydować jednak oni mi na to nie pozwalają... Proszę o jakieś wsparcie, chociaż odrobinkę....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Dodam jeszcze, że X chciałby za jakieś pół roku żebym się do niego wprowadziła kiedy dokończy kuchnię i łazienkę w mieszkaniu. Nie chciałabym - dla mnie to za szybko, źle bym się czuła, ale 2 sprawa - nie 'mogłabym' bo tak bez ślubu, na kocią łapę...

3

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Twoja rodzina nie jest wcale ułozona i idealna, to po pierwsze.
Po drugie najlepszy sposób to uniezależnić się ale rozumiem że z powodów oczywistych to niemożliwe.
Ja miałam trochę podobny problem z trochę zbyt inwazyjną mamą i moim sposobem było po prostu nie mówić jej wszystkiego o swoim zyciu. Do dziś tak robię. Wielkiej przyjaźni między nami nie ma ale stosunki mamy poprawne.

4

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

brzydulla - ja nie mówię 'wszystkiego'. Rozmawiamy ze sobą ale nie jestem bardzo wylewna. Zazwyczaj jest tak, że jak coś jej opowiadam to albo wychodzi sobie nagle z kuchni i robi 100 rzeczy na raz. To przykre i kończę mówić. Innym razem wyskakuje z 'fochem', że nic jej nie mówię, nie wie ostatnio nic co się u mnie dzieje, paranoja...

5

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Mama ci mówi prawdę, więc nie wiem czemu się czepiasz. Nie żyjesz według tego jak cię wychowali rodzice, masz już 20 lat, może pora się wyprowadzić jak nie chcesz trzymać się zasad. Masz możliwość z chłopakiem zamieszkać, a 10 przykazań nie przestrzegasz to ślub ci chyba też niepotrzebny.

6

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(
daisy20 napisał/a:

brzydulla - ja nie mówię 'wszystkiego'. Rozmawiamy ze sobą ale nie jestem bardzo wylewna. Zazwyczaj jest tak, że jak coś jej opowiadam to albo wychodzi sobie nagle z kuchni i robi 100 rzeczy na raz. To przykre i kończę mówić. Innym razem wyskakuje z 'fochem', że nic jej nie mówię, nie wie ostatnio nic co się u mnie dzieje, paranoja...

Cała sztuka polega na tym żeby mowić ale zręcznie omijać to co może się spotkać z negatywną reakcją...W końcu jesteś dorosła. Zakładam że dokładasz się do domowego budżetu?

7

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Po 1. Nie pasuje Ci dom rodzinny, praca, szkoła. To co Ci pasuje?
Po 2. Masz pensję + rentę, powinno Cię być stać na wynajem kawalerki.
Po 3. nie 'mogłabym' bo tak bez ślubu, na kocią łapę... - i narzekasz na dulszczyznę swojej rodziny... big_smile

8 Ostatnio edytowany przez TakiSobieKtośZwyczajny (2013-02-18 05:42:37)

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Dom.
Wyprowadź się. Jeżeli nie możesz wynająć mieszkania sama to chociaż pokoik. Trzy pozostałe opcje. Postaw się, lecz miej świadomość tego, że mogą być agresywne jazdy i możesz zostać wyrzucona z domu. Poddaj się i pozwól doprowadzić się do stanu obłąkania. Trzecia możliwość jest trudna a mianowicie, naucz się skutecznie manipulować ludźmi. Jeżeli w grę wchodzi polityka, bądź religia tam rozmowa nic nie da. Najlepsze rozwiązanie - wyprowadź się. Jesteś samodzielna. Zrób to.

Praca i uczelnia.
Naucz się mówić NIE. Ubędzie Ci znajomych, ale takich którzy na Tobie tylko żerują.

9

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

konczysz edukację na licencjacie?czy dalej bedziesz "męczyc" ten kierunek?
dobry pomysl ze slubem:>
mala bohaterko-niewiele osób sie utrzymuje i studiuje!
rodzinka beznadziejna:(

10

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Wiem, że generalnie wyprowadzka byłaby najlepszym wyjściem. Ale zatacza się pewne koło - nie utrzymam się z 1200zł miesięcznie biorąc pod uwagę, że prawie 5000zł poszłoby rocznie na same semestry w szkole + jeszcze dojazdy (nie Vuk - renty nie dotykam bo całą przejmuje mama).
Wszyscy na pewno wiecie jak teraz jest z pracą... Nie dość, że ciężki okres, duże bezrobocie (pracuję na bezrobociu więc mam z tym styczność na co dzień) to bez znajomości ani rusz. Strach ryzykować i zmieniać mimo, że jak mówiłam nie jest zbyt ciekawie to co jeśli będzie gorzej?
Kolejna sprawa, że zmiana pracy na nawet jakąś lepiej płatną wiązałaby się z odebraniem renty bo też nie może przekraczać pewnej sumy. Zawsze jest to jakiś przypływ gotówki dla mamy...
Kolejna sprawa - to byłoby odkręcenie się od rodziny. Są jacy są, ale jakbym nagle, bez wcześniejszych planów, bez solidnych powodów odeszła to byłabym chyba 'wyklęta' całkowicie. Czułabym się z tym fatalnie, bo mimo wyprowadzek, chciałoby się mieć taki dom rodzinny, w który można od czasu do czasu uciec.
Chciałabym coś zmienić, ale mniej drastycznie. Jest mi źle kiedy myślę, że moi znajomi wracają do domu, moją z kim porozmawiać, czeka na nich ciepły obiad, są dobre relacje, podział obowiązków... U mnie tego nie ma już od 5 lat. Taki totalny chaos. Najlepiej wymagać a nic nie dać samemu od siebie. Poza tym jestem młoda i co pozostaje mi prócz tej pracy i studiów? Wracam z pracy - do nauki. Weekendy (co 2) zajęty od rana do wieczora, po 15h dziennie nie ma mnie w domu bo jestem na uczelni. Ten który jest wolny przeznaczam na solidne porządki, bo przecież nikt inny tego ręką nie dotknie. Chciałabym chociaż mieć 'nagrodę' i na wieczór wyjść, pobawić się o ile mam siły i jeszcze ochotę. To ciągle czuję wyrzuty sumienia 'bo już ta godzina!', a potem powroty 'na palcach' do domu.
Jeśli chodzi o ślub i mieszkanie 'na kocią łapę' to była ironia. Jak mówiłam - dla mnie po roku to stanowczo za szybko, ale po dłuższym czasie nie przeszkadzałoby mi, ale tu nie chodzi o mnie...

11

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(
nokiaaa napisał/a:

konczysz edukację na licencjacie?czy dalej bedziesz "męczyc" ten kierunek?(

Tylko licencjat. Później się zobaczy, ale na pewno nie ta sama uczelnia i nie ten kierunek. Chyba, że wcześniej mnie wyrzucą...

12

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(
daisy20 napisał/a:

Wiem, że generalnie wyprowadzka byłaby najlepszym wyjściem. Ale zatacza się pewne koło - nie utrzymam się z 1200zł miesięcznie biorąc pod uwagę, że prawie 5000zł poszłoby rocznie na same semestry w szkole + jeszcze dojazdy (nie Vuk - renty nie dotykam bo całą przejmuje mama).

Jak się wyprowadzisz to wystarczy iść do ZUS i zmienić nr konta, na które ma wpływać renta... Przecież jak się wyniesiesz od rodziców, to nie będziesz im się do utrzymania dokładać. To są Twoje pieniądze.

13

Odp: Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

sama zobacz jak piszesz
ludzie podpowiadaja ci sposoby zmienienia tej sytulacj a ty zaraz znajdujesz kontrargument to tak wlasciwie trzeba zadac podstawowe pytanie tobie:
CZEGO TY WLASCIWIE CHCESZ?


uwazam ze wyprowadzka na stancje(chocby wynajecie pokoju) i chocby rozejzenie sie za nowa praca byloby czyms dobrym dla ciebie, to naturalne ze dzieci w pewnym momencie wyprowadzaja sie z domu i to nei rowna sie odwroceniem sie od rodziny.
do tego co do renty, to twoja kasa, teraz rozumiem idze ta kasa bo mieszkasz w domu z mama ale jakbys cos wynajela to daloby ci szanse i sie utrzymac z wyplaty a za rente moglabys zaplacic za studnia, mysle ze tata tak by wydal te kase i bylby zadowolony.
wracanie tak pozno do domu w prawdzie mi sie nie podoba ale to sie bierze stad ze wy nie macie takich "10przykazan" w domu!
ze wszystkich obowiazuje powrot do domu np do godziny 2 ze trzeba sprzatac po sobie, ze szanuje sie kogos przestrzec itd...

zastanow sie, jak wiele jestes w stanie zrobic dla swego szczescia i czym te szczescie tak wlasciwie dla ciebie jest?

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak żyć w katolickiej, ułożonej, 'idealnej' rodzinie... Brak sił :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024