Witam, chciałabym podzielić się z Wami moim problemem, prosić o radę, jakieś wskazówki, cokolwiek.
W listopadzie skończę 21 lat. Nie uczę się już, pracuję od pół roku. Mieszkam z rodzicami. Mam brata i siostre, którzy oboje są już dorośli i mają swoje rodziny. Mając 14/15 lat, czyli wtedy kiedy wyprowadziła się siostra (brat wyprowadził się od nas jak miałam 8 lat) zaczęły się problemy w domu. Wpadłam w depresję, próby samobójcze, psychoterapia i leczenie psychiatryczne wykazały lekkie zaburzenie osobowości, ale i problem widoczny u matki. Moje zaburzenia osobowości nie były tak niebiezpieczne jak wpływ matki na mnie. Zaproponowano jej terapie albo chociaż rodzinną, bo moja psychoterapeutka powiedziała, że ja sama nie naprawię tej sytuacji, według niej to nie we mnie leży problem, a właśnie w mojej matce. Czas mijał, skończyłam szkołę, zaczęłam się bronić przed matką. Chwilowo było całkiem okej. Od pewnego czasu znów jest źle.
Niepotrafie zrozumieć jak matka może przeciwstawiać całą rodzinę przeciwko swojemu dziecku, jak może wyzywać, bić, znęcać się psychicznie, dołować ... jestem znerwicowana. Praca stała się dla mnie azylem. Zapominam tam o wszystkich problemach w domu. Pracuję 12h/7 a potem mam tydzień wolnego i znów 12h/7. W czasie kiedy mam wolne i jestem w domu matka nie oprze się temu, by mnie zmieszać z błotem, powiedzieć, że jestem nikim, ze do niczego nie dojdę, że mam się dostosować do jej warunków, bo mieszkam U NIEJ, te mieszkanie nie należy i nigdy nie należało do mnie. Ja nie rozumiem dlaczego ona mnie tak nienawidzi, co ja jej zrobiłam.
Kiedyś tata powiedział, że powinnam chodzić na grób mojego brata, który zmarł po porodzie i mu dziękować, bo gdyby nie on to by mnie nie było na świecie. Czuję się znienawidzona, nie umiem zrozumieć czemu rodzice tak dbają o moje rodzenstwo, ciągle są dla nich mili, matka jakby mogła to by im w du*e weszła, a ja? A ja jestem wyrzutkiem ...
Troche to chaotycznie napisane, ale siedze właśnie sama w pokoju piszę do Was, a łzy mi spływają, kiedy w pokoju obok "SZCZĘŚLIWA, KOCHAJĄCA SIĘ" cała rodzina je niedzielny obiad.
Ktoś by powiedział, możesz się wyprowadzić.. Ale gdzie? Jak tu wyżyć za marne 1200 zł ? Nie stać mnie... Mam ochotę zniknąć.
PS jeśli ktoś to doczyta to będę mu wdzieczna.