Nawet nie wiem od czego zacząć czuje , że wariuję. Postaram się napisać wszystko tak jak było.
Ja plus córka. Byłyśmy same pojawił się on ( obecnie mój mąż ) dużo mi pomagał, ale trochę był taką ciapą, trochę mamusi synusiem, ale kręciło mnie podrywanie go , zdobywanie. Później uczucie jak mi się wydawało głębokie jak nigdy. Mogłam stać murem za nim , usprawiedliwiałam go w różnych sprawach. Zawsze to ja załatwiałam różne sprawy, ale było dobrze. Cieszyłam się. Zaręczyny troche były wymuszone " żeby rodzina nie gadała" zgodziłam się chociaż nie był to wymarzony moment. Dał mi prezent na święta a tam pierścionek i tyle. Ślub kościelny ... ach jak ja się cieszyłam na tą suknie na to wszystko. Kochałam go - bardzo. Troszkę namieszałam, ale nic specjalnego. Małe zawirowania uczuciowe małe oddalenie się od siebie. Wrócił do domu któregoś dnia z miną zbitego psa. Od razu wyczułam , że coś jest nie tak. Przyznał się do zdrady. Czułam się okropnie, płakałam byłam cała rozdarta. Obiecał , że to się nie powtórzy , że to było jeden raz. Pracował z nią dalej bo to była jego podwładna. Tłumaczył się , że nie może jej zwolnić bo coś tam ( jaka ja głupia byłam ) Z tego powodu się kłóciliśmy , szarpaliśmy. Miałam dość , ale zaczęło się układać myślałam że uda nam się, że po ślubie będzie tylko lepiej... jak bardzo się myliłam ( nawet teraz ciekną mi łzy wielkie jak grochy ) przeprowadziliśmy się. On kupił mieszkanie przed ślubem , więc przy kłótniach " to moje mieszkanie jak Ci się nie podoba to... " Ja chorowałam ( neurologia) do tej pory nie pracuje , ale wydawało mi się , że będzie OK. Zaczęło się od picia co raz większych ilości piwa dla niego piwo to nie alkohol - alkoholicy piją wódkę ! tak twierdzi. Znowu kłótnie na tym tle , aż któregoś dnia zobaczyłam smsy od innej tym razem dziewczyny , która też pracowała z nim. Nie pamietam dokładnie treści już teraz ale wpadłam w szał i znowu szarpanina bo on był pijany. Rano przepraszał, błagał , płakał. Uwierzyłam znowu , że będzie dobrze. Było na kilka miesięcy , aż znowu zobaczyłam smsy do niej. Skończyło się na rozwalonych drzwiach wyrzuconej obrączce, siniakach. Miałam dość,ale nie miałam dokąd pójść. Poprosiłam o czas 3 miesiące żebym mogła coś sobie zorganizować. Oczywiście starał się, ale pił dalej.... Przyszło lato. Jakoś zapomniałam o tym wszystkim aż do jesieni. Później stało się to moją obsesją-sprawdzanie. Pisał z jedną i drugą cały czas czy było coś więcej ? nie wnikam. Przestało mi zależeć...ale nie spałam w nocy, ciągle byłam znerwicowana, aż do teraz głupia gadka na portalu społecznościowym z takim mężczyzna. Podczas związku byłam anty mężczyźni. Nie interesowali mnie, ale z nim rozmawiałam. Wstawiłam zdjęcie i tak się zaczęło lekki flirt. Postanowiłam , że się z nim zobacze. Chciałam go bardzo poznać i zwariowałam. Jak w filmach jak grom z jasnego nieba. Byłam ugotowana. Na pierwszym spotkaniu od razu się całowaliśmy gdyby nie to że się opanował to nie wiem jak to by się skończyło. Nawet jeżeli nic z tego nie wyjdzie dzięki niemu zrozumiałam, że musze zmienić swoje życie i zrobie wszystko żeby to uczynić. Mąż wie ze coś jest nie tak, teraz stęka jęczy płacze, mówi że mnie kocha, ale ja myślę tylko o tym drugim. Jestem rozbita , nie mogę się pozbierać... oszalałam na punkcie tego drugiego. W życiu nie byłam tak oszołomiona....