agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 62 ]

1 Ostatnio edytowany przez calineczkaaa25 (2013-02-12 15:05:31)

Temat: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Cześć, dziewczyny,

postanowiłam zarejestrować się na Waszym forum, bo jestem zagubiona i nie wiem, gdzie szukać pomocy. Od ponad 7 lat tkwię w toksycznym związku z chłopakiem. Mieszkamy razem od 3 lat. Tak naprawdę dobrze było może przez pierwsze 2 lata, a w następnych było raz lepiej, raz gorzej, z przewagą tego drugiego. Gdybym przeczytała o mojej historii przedstawionej przez inną osobę na pewno dziwiłabym się, co taka osoba robi z takim palantem... Ale do rzeczy. Opowiem jak mniej więcej wygląda moje życie z chłopakiem.

Jestem z dobrze sytuowanej rodziny, mam wyższe wykształcenie (w tym roku kończę magisterskie na najlepszej uczelni w kraju, na całkiem przyszłościowym kierunku). Jestem atrakcyjną wysoką i szczupłą blondynką. Wierzyłam, że miłość przetrwa mimo pochodzenia, wykształcenia i innych tego typu rzeczy. Mój chłopak nie skończył nawet liceum. Zawsze w niego wierzyłam, że coś osiągnie, bo mi to obiecywał. I faktycznie, udało mu się zdobyć bardzo dobrą pracę i jest bardzo dobry w tym co robi (co prawda zdobył ją po znajomości, ale mniejsza o to). Kupił mieszkanie na kredyt, do którego się wprowadziłam. Nie było łatwo. Kredyt wzrósł dwukrotnie, bo umowa nie była zbyt korzystna, o czym dowiedzieliśmy się po ok. dwóch latach. Ale pomagam mu na tyle, ile mogę. Nie zarabiam zbyt dużo, bo pracuję dorywczo, ze względu na szkołę, więc dużo pieniędzy do skarbonki nie dorzucam. A mój kochany chłopak ma do mnie pretensje, że zmarnowałam mu życie, bo namówiłam go na kredyt, mimo że zapewniał, że go na to stać (wcześniej wynajmował za niewiele mniej). Znęca się nade mną psychicznie, ciągle to wyciąga. Że jest młody i powinien cieszyć się życiem, że chce podróżować, balować, a nie "bawić się w dom". Dodam, że miałam możliwość wyjechać dwukrotnie na erasmusa i zrezygnowałam, bo bałam się, że mnie zostawi. Zrezygnowałam z wielu rzeczy. Od kiedy z nim jestem nigdy nie wyjechałam z żadną koleżanką, podczas gdy moje znajome bawiły się za granicą. Wymusił na mnie, że nawet imprezować nie będziemy oddzielnie, a ostatnio mówi, że ma zamiar wychodzić do pubów z kolegami, że ma zamiar pić i dobrze się bawić w ich towarzystwie. O ślubie ze mną nawet nie myśli - po prawie 8 latach! A mimo to ma pretensje, że moi rodzice nie pomagają mu finansowo - że nie kupili nam mieszkania. Z jakiej racji mają nam coś dawać, jak to niepewna instytucja? Wszystko u nas kręci się w okół pieniędzy, męczy mnie o to psychicznie. Nie chcę dłużej tego znosić. Czuję poczucie winy, chociaż nie powinnam. Znoszę to wszystko razem z nim, a przecież mam dom, rodzinę. Mogłabym odejść...

Nasz związek pełen jest agresji i wyzwisk. On potrafi nazwać mnie "k...." z błahych powodów. Zwala na mnie winę za wszystko. Przez całą zimę nie zmienił opon w samochodzie i pewnej nocy nie mógł podjechać na górkę do garażu, więc zostawił go pod domem. Chciał, żebym pomogła mu go wprowadzić na górę (nie mam pojęcia jak), ale byłam z nim po kolejnej ostrej kłótni, podczas której pakowałam się już do domu (co on miał jak zwykle w dupie, bo wyszedł sobie na siłownie), ale zostałam. Mimo to nie chciałam mu pomóc. W nocy ktoś porysował mu samochód. Czyja to była wina? Oczywiście moja. I do tej pory (a minął tydzień) mi to wypomina przy każdej okazji. Całe dni pracuje w domu i ma do mnie pretensję, że nie wychodzimy, że on marnuje życie. Kiedy w końcu wyjdziemy, upija się do nieprzytomności, a potem autentycznie płacze na kacu - tak, płacze! I obiecuje, że już nie będzie pił i prosi, żebyśmy robili co innego. Minie jakiś czas i znowu gada, że nigdzie nie balujemy... Ja już naprawdę nie mogę wytrzymać. Moje całe życie krąży w okół jego problemów i jego życia. O wszystko jestem obwiniania, wyzywa mnie ciągle, wykłóca się. Jest strasznie wulgarny. Ja też wyzywam go, bo już nie wytrzymuję. Nieraz mówił mi, żebym wyp*** z domu. Zaczynałam się pakować, a on pytał, czy jestem pewna, żebym się uspokoiła. I zostawałam. Raz wyjechałam i powiedziałam rodzicom, że się rozstajemy, ale w końcu wróciłam do niego, bo wydzwaniał jak gdyby nigdy nic. Rzadko przeprasza, po prostu przechodzi do porządku dziennego. Nigdy nikomu nie mówiłam jak się czuję. teraz piszę tę wiadomość z domu rodzinnego. Rodzice myślą, że potrzebuję spokoju przy pracy, ale tak naprawdę uciekam od niego. Czuję ciągły niepokój, nawet jak jest z pozoru dobrze. Ściska mnie w gardle. Jestem kłębkiem nerwów. Czuję się niekochana. Nawet nie wiem czy chciałabym wyjść za niego, ale on nawet nie oświadczy mi się, bo mówi, że nie ma kasy. Dodam, że zarabia naprawdę dobrze. Nigdy mu nie brakuje. Owszem, gdyby nie kredyt to miałby więcej.... Co powinno mi dać nie raz do zrozumienia, to sposób w jaki traktuje swoją matkę... Wyzywa ją niemniej niż mnie i również o wszystko obwinia. Dziwię się, że ta kobieta jeszcze z nim rozmawia...

Jestem po kolejnej rozmowie telefonicznej z nim. Kazał mi coś wydrukować, ale się sprzeciwiłam, powiedziałam, że nie wiem czy wrócę w ogóle. Powiedział, żebym pier*** się. Co mam robić? Siedzę zalana łzami. Zerwanie z nim równa się pakowaniu, angażowaniu rodziców. Nie chcę przyznawać się do porażki. Każdemu opowiadam jaki jest wspaniały. Moi rodzice bardzo go lubią, bo dobrze ukrywa się. Gdy mówię, że zerwiemy to ma to w dupie, mówi, żebym robiła co chce, a potem wydzwania i pyta kiedy przyjadę, wszystko obraca w żart...

Jest mi bardzo ciężko. Nie potrafię bez niego żyć po ponad 7 latach, ale nie mogę już z nim żyć, bo jestem na skraju załamania nerwowego. Nie ma tygodnia żebym nie płakała. Nie ma tygodnia bez kłótni, wyzwisk i agresji. Potrzebuję pomocy, a nie wiem do kogo mam pójść...

Pozdrawiam Was ciepło!

Zobacz podobne tematy :
Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Mój Boże, w większości tego co napisałaś zobaczyłam samą siebie... Ale powinnaś się cieszyć, że nie chce się żenić. Teraz możesz odejść, uwolnić się. Ja nie mam takiej możliwości. Wyszłam za niego za mąż, ale muszę znosić to poniżanie. Od wczoraj, pierwszy raz na poważnie, myślę o rozwodzie. Jestem już małym kłębuszkiem nerwów. On doskonale wie, że mam nerwicę, mimo tego specjalnie przedrzeźnia mnie jak płaczę, śmieje się z tego bólu... Nie wiem po co my, kobiety, tkwimy w takich toksycznych relacjach. To chyba jakiś damski rodzaj masochizmu, bo inaczej nie potrafię tego określić...

3

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Nie jestescie same, podobnie jest u mnie I do kilku tygodni walcze ze soba, chce odejsc, wyjechac, mam 42 lata, mieszkam zagranica...musze zaczac zycie od nowa bo po niecalych 3 latach nie jestem soba ta zaradna, wesola, kiedys mogaca "przeniesc gory"dziewczyna.
Podobno faceci ktorzy maja kompleksy, czuja sie od nas gorsi reaguja krzykiem, wyzwiskami.
Calineczka, mnie to spotkalo pierwszy raz w zyciu, agresja bardziej psyhiczna I powiem Ci wole byc sama niz z nim.Musze zaczac zyc tak jak kiedys...
Zycze Ci odwagi a najwazniejsze co masz to rodzina.Naprawde w tej sytuacji nie mozesz porozmawiac z mama?

4

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

ksiezniczkazbrudnejbajki jak długo jesteście razem?

A propos ślubu, to na początku związku truł mi o tym co chwila. I jeszcze, że chce syna i czego tam jeszcze... On jest z rozbitej rodziny. Nie ma u nich silnych relacji - każdy żyje oddzielnie. Widzą się od święta. Z kolei ja żyję bardzo blisko z mamą i tatą i to go denerwuje. Ciągle mnie przedrzeźnia. Moja mama jak głupia wozi nam jedzenie, kupuje jakieś rzeczy... Kiedyś mieszkał u nas pół roku i chyba zapomniał o tym. Liczy się tylko to, że kasy mu nie dają.

A jeśli chodzi o płacz to mam tak samo... W ogóle go to nie rusza, wręcz działa mu to na nerwy. Mogę wyć zwinięta w kłębek a on zamknie drzwi od pokoju.

5

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

dziewczyny wpisać w google niebieska linia. czytać i działać. Powodzenia!

6

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Vivienne098765, ja myślę o rozstaniu z nim od kilku lat! Ciągle to wraca. Gdy znajdę w sobie siłę i wyjadę do rodziców, to za chwilę mięknę i wracam... Czasem na zwykłe skinięcie, byle przyjazny gest z jego strony. Nie mam do siebie szacunku.

Nie potrafię powiedzieć tego mamie. Kiedyś, jak wyjechałam do nich zapłakana to nie powiedziałam nic konkretnego. Po prostu... Zerwaliśmy. Nie potrafię przyznać się do porażki. Zawsze byłam ambitna. Wszystko u mnie musiało być idealnie. Nie zniosę pytań od wszystkich babć, ciotek... Oni już szykują nas do ślubu! Bo on jest taki cudowny przy nich. A jak wracamy do siebie to koszmar wraca...

7 Ostatnio edytowany przez ksiezniczkazbrudnejbajki (2013-02-12 15:33:47)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Cały opis mojej sytuacji masz Kochana w wątku "Obojętność i chamstwo męża". Niestety, jako nowy użytkownik nie mogę podać linka, ale powinien być prawie od razu pod Twoim wątkiem.

Nie wiesz nawet jak bardzo żałuję, że za niego wyszłam. Gdyby nie to, wszystko byłoby łatwiejsze. Widzisz, jak on był w szpitalu i po operacji bardzo go bolało, to ja dosłownie co 10min biegałam do pokoju pielęgniarek, żeby dały mu ketonal czy coś innego przeciwbólowego. W ogóle była u niego codziennie, od razu po pracy, aż do 22 kiedy wypraszali z sali. Kiedy mnie w nocy skręca z bólu brzuch (nerwica żołądka) to słyszę, żebym przestała histeryzować bo ile można... Ostatnio w nocy, po napadzie bólu i wymiotach, kiedy ledwo mogłam mówić bo miałam przełyk poparzony przez kwasy żołądkowe, poprosiłam go żeby otworzył okno. Powiedziałam to cicho (z racji bólu właśnie) na co usłyszałam "mogłabyś się trochę wysilić, nie udawaj" a po powtórzeniu mojej prośby było "wietrzyłem wcześniej, nie będę teraz dla ciebie wstawał i okno otwierał". W końcu po moich prośbach otworzył (ja nie miałam siły zejść z łóżka, dosłownie) ale kurde... porażka, jak tak na spokojnie o tym pomyśleć ;/

8

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Znam to dokladnie....moj tez jest super hiper przyjacielem, najlepszy syn, po prostu do rany przyloz a w domu..przemoc psychiczna bo on tu jest panem I nikt nie widzi, ja zastraszona, placzaca tak jak ty ( zero reakcji z jego strony albo teksty "o boze znowu ryczy)
Nie mowie o wyludzaniu ode mnie pieniedzy, o tym ze wyladowalam w domu dla samotnych kobiet po pobiciu ehhhh, za duzo by pisac....nie dopusc do takich sytuacji, agresja budzi agresje a ukrywac to (chodzi mi o mame, przeciez jezeli jej powiesz, ze nie chcesz zeby dalsza rodzina wiedziala, powinna to uszanowac), pomysl o sobie za pare lat, juz czujesz ze nie wyrabiasz.Sa normalni faceci na ziemi a Ty jestes mloda.

9 Ostatnio edytowany przez calineczkaaa25 (2013-02-12 15:49:19)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Widzę, że mamy naprawdę podobnie :-(. Mój związek nie jest "na papierze", a mimo to czuję się jak w starym, zgorzkniałym, przesiąkniętym nienawiścią małżeństwie. U mnie też ciągle gada o kasie. Jak pytam, czy wyjdziemy coś zjeść, to mówi, że nie, bo nie ma kasy, bo go kredyt zżera. I tak w kółko. A ja z nim zaczęłam być jak nie miał nic. On mówi, że wszystko przez to, że go wyzywam, a ja zaczynam wyzywać go tylko wtedy, gdy mnie tak obrzydliwie traktuje i klnie na mnie. Obiecuje, że jak sprzedamy mieszkanie i wyjdziemy na prostą (jakby naprawdę było tak źle!), odłożymy i kupimy razem mieszkanie to będzie dobrze.

Po ostatniej kłótni obiecaliśmy sobie (który to już raz), że nie będziemy kląć. Minęły dwa dni może i to samo. A nie widziałam go od niedzieli. W piątek się pożarliśmy jak zwykle. Powiedział, że nic mu się nie udało, w tym ja, że się ze mną nudzi, że mu zmarnowałam życie. Spakowałam walizki i co... Zostałam, bo zaczął żartować, a ja jakoś nerwowo zawsze wtedy też zaczynam się uśmiechać. I poszło. Rozpakowałam się. I najlepsze jest to, że zawsze ja wychodzę - bo to jego dom. Często mi to mówi - "to moje mieszkanie, płace na nie". A ja co robię? Sprzątam cały czas, gotuję, dbam jak mogę, robię zakupy za własne pieniądze.

A propos operacji... We wrześniu miałam operację w znieczuleniu ogólnym, bo powiększył mi się węzeł chłonny i zrobił się ropień. Niby nic takiego, ale jednak byłam zupełnie uśpiona. Nie pojawił się ani razu. A byłam w szpitalu dwa dni. Mówił, że ma pracę - ok, wierzyłam, bo pracuje naprawdę całe dnie, rzadko wychodzi. Ale szpital jest oddalony od jego domu o 15-20 minut... I to też była moja wina! Jak mu to wypominam to mówi, że to przez to, że ma kredyt, bo musi na niego ciągle pracować!

Kiedyś, dawno temu, jeszcze na 1 roku studiów, wyjechałam na obóz integracyjny z grupą. Wracałam o 4 rano sama autobusem, bo on obrażony nie chciał przyjechać. I przyjechałam do niego do domu.

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
calineczkaaa25 napisał/a:

U mnie też ciągle gada o kasie. Jak pytam, czy wyjdziemy coś zjeść, to mówi, że nie, bo nie ma kasy, bo go kredyt zżera. I tak w kółko.

u mnie nawet nie ma mowy o wyjściu gdzieś "za darmo". Jakiś spacer - nie. Kino za 6zł/os. - nie. Wczoraj mi wypominał, że przecież byliśmy w zeszłym m-cu w sphinxie. Owszem, byliśmy. Jak rzadko musiał coś na mieście pozałatwiać, włóczył się cały dzień i koło 17 był akurat koło mojej pracy więc mnie odebrał. Poszliśmy wtedy do sphinxa na godzinę na kolację, bo był głodny i stwierdził, że nie wytrzyma do momentu kiedy znajdziemy się w domu i ja przygotuję posiłek...


Spakowałam walizki i co... Zostałam, bo zaczął żartować, a ja jakoś nerwowo zawsze wtedy też zaczynam się uśmiechać. I poszło. Rozpakowałam się.

To samo. Z reguły zaczyna debilnie żartować, żeby tylko nie rozmawiać o problemie. Jak się tylko uśmiechnę bo mnie rozśmieszy - bum, już przegrałam, bo temat się skończył. Kolejny problem zamieciony pod dywan...
Wczoraj ogromną kłótnia, dziś rano już zadowolony i uśmiechnięty. I znowu wąty do mnie, że się nie odzywam, że mnie to boli, że po takich słowach i takim traktowaniu nie umiem przejść do porządku dziennego...




Kiedyś, dawno temu, jeszcze na 1 roku studiów, wyjechałam na obóz integracyjny z grupą. Wracałam o 4 rano sama autobusem, bo on obrażony nie chciał przyjechać. I przyjechałam do niego do domu.

Ja ostatnio mu powiedziałam, że chyba na dniach będe musiała wracać do domu z pracy koło 3 nad ranem, bo mamy otwarcie i jest mnóstwo roboty. Usłyszałam, że chyba śnię, że on po mnie przyjedzie. Przecież się nie wyśpi (pomija, że nie wychodzi do pracy, bo pracuje w domu...)

11

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Calineczka, podposuje sie pod postem Fajki2 a po drugie, znajdz sobie czas na pobycie sama ze soba ( wyjedz na dzien, dwa) I zobacz, co zyskalas, co on Ci dal w zyciu a co stracilas.Odpowiedz sobie czy chcesz tak zyc z nim do konca waszych dni.

12

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Ja się naprawdę boję, że zostanę sama i nikogo nie poznam. On sam mi ciągle mówi, że lata lecą i jakoś mi się to udziela. Przez niego zerwałam wszystkie kontakty z kolegami, bo był o nich chorobliwie zazdrosny. Mamy praktycznie tylko wspólnych znajomych. Ze swoich zostało mi parę koleżanek, z których większość ma chłopaków...

13

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

i co wierzysz w słowa jakiegoś dupka, który musi poniżać osobę, którą kocha by poczuć się lepiej? który musi oddzielać ją od znajomych by przypadkiem nie pomyślała, że gdzieś indziej będzie jej lepiej? nie daj się tej ohydnej manipulacji i jeżeli odejdziesz to nie wierz w jego maślane oczy i zapewnienia o miłości aż po grób. chociaż to pewnie się zgadza, w końcu fajnie mieć w domu worek treningowy, nawet nie trzeba się specjalnie starać.
to on jest beznadziejny i to jemu już mało co pomoże. pewnie nawet nie będzie miał ochoty zmienić swojej sytuacji bo znowu znajdzie sobie ofiarę.
olej strach, poczucie winy i tą chorą miłość. on Cię zniszczy i zniszczy wasze dzieci. a potem znowu będziesz czuć poczucie winy, że ich nie ochroniłaś.
wracaj do mamy, sama sobie z nim nie poradzisz, za dużo Ci namieszał w głowie i przerwij w końcu ten beznadziejny krąg upokorzenia.

14

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Jestem właśnie u rodziców, ale rzeczy zostały tam. Niedawno dzwonił i pytał czy wracam. Jak powiedziałam, że nie wiem to rzucił słuchawką. Nie wiem jak mam zabrać stamtąd rzeczy... I kiedy to zrobić?

15

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
calineczkaaa25 napisał/a:

Ja się naprawdę boję, że zostanę sama i nikogo nie poznam. On sam mi ciągle mówi, że lata lecą i jakoś mi się to udziela. Przez niego zerwałam wszystkie kontakty z kolegami, bo był o nich chorobliwie zazdrosny. Mamy praktycznie tylko wspólnych znajomych. Ze swoich zostało mi parę koleżanek, z których większość ma chłopaków...

Calineczka masz 25lat?
Pomysl w pierwszej kolejnosci o sobie jakie masz zycie.Masz obawy jak wiekszosc z nas.
Nie jestem pewna czy chodzilo twojemu o zazdrosc ( widze ten sam schemat co u mnie tylko na wieksza skale - 2 telefony z moimi kontaktami, 2 karty sim, wyrzucil ) a przez jego agresje, zastraszanie, ze jestem nic nie warta, nikt mnie nie lubi - sama odcielam sie od ludzi..do tego stopnia, ze musialam zrezygnowac z niezlej pracy w gazecie bo nie potrafilam rozmawiac z klientami....to byl dla mnie ten szczyt gdzie zaczelam robic swoje plany, gdzie powoli oswajam sie z odejsciem a wiesz, ze on tego nie widzi? Cos czuje ale nie wie o co chodzi , nie widzi albo nie chce widziec jak ja sie czuje....a na rozmowe nie mam co liczyc bo on nie rozmawia, on wlaczy tv cos odpowie I to wszystko.

16

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
fajka2 napisał/a:

i co wierzysz w słowa jakiegoś dupka, który musi poniżać osobę, którą kocha by poczuć się lepiej? który musi oddzielać ją od znajomych by przypadkiem nie pomyślała, że gdzieś indziej będzie jej lepiej? nie daj się tej ohydnej manipulacji i jeżeli odejdziesz to nie wierz w jego maślane oczy i zapewnienia o miłości aż po grób. chociaż to pewnie się zgadza, w końcu fajnie mieć w domu worek treningowy, nawet nie trzeba się specjalnie starać.
to on jest beznadziejny i to jemu już mało co pomoże. pewnie nawet nie będzie miał ochoty zmienić swojej sytuacji bo znowu znajdzie sobie ofiarę.
olej strach, poczucie winy i tą chorą miłość. on Cię zniszczy i zniszczy wasze dzieci. a potem znowu będziesz czuć poczucie winy, że ich nie ochroniłaś.
wracaj do mamy, sama sobie z nim nie poradzisz, za dużo Ci namieszał w głowie i przerwij w końcu ten beznadziejny krąg upokorzenia.

Popieram w 100 %

Fajka2 - mam nadzieje, ze Calineczka wezmie to do siebie

17

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

porozmawiaj z mamą, powiedź co czujesz i co Ci robił. to jest Twoja rodzina, ona jest od tego by Ci pomagać. wyobraź sobie że jesteś swoją matką, chcialabyś pomóc swojemu dziecku? chciałabyś wiedzieć co się dzieje?

narazie zostaw te rzeczy, napewno Twoi rodzice się postarają by wróciły do Ciebie.

Moja droga, póki co on będzie zgrywać wielkiego pana i władcę. w końcu zawsze działało. strachem Cię zniewolił.
potem zacznie się gra jaki ja biedny pokrzywdzony, kocham Cię i wybacz mi wszystko, a się zmienie i pałac Ci wybuduję. to będzie najgorsze by przetrwać. tak naprawdę to Ty jesteś mu bardziej potrzebna, niż on Tobie. więc będzie się wszystkiego chwytać, byś tylko wróciła.

18

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Nic mi nie mow, wez Tate, kolege samochod wejdz do mieszkania zabierz co twoje I tyle.

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Jestem ciekawa czy którykolwiek z tych - za przeproszeniem, chamów - mój mąż, Wasi faceci, kiedykolwiek otworzy oczy i zobaczy, że nas traci, że zabija to uczucie. Interesuje mnie też, czy jest cokolwiek, co można by zrobić żeby im to uświadomić. To, jak się czujemy. Żeby poczuli dokładnie ten sam rodzaj bólu i zrozumieli, jak potrafi być wtedy ciężko...

20

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

nie dziewczyny, nie ma cudu, nie zobaczą co tracą. a jak zobaczą to i tak zaczną znowu bić. ile macie zamiar czekać na cudowną metamorfozę?

21

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Nie chce za bardzo macic w glowie calineczki co do rzeczy pozostawionych w mieszkaniu....to by byla moja decyzja w takiej sytuacji, bo wiem, ze duzo moich osobistych rzeczy moglo by zaginac dlatego nie czekalabym a po drugie nie poszlabym sama....bo balabym sie jego reakcji ( mojego faceta reakcji)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Dobre pytanie... Ja wiem, że jak się w końcu nie postawię, to zawsze będę zwykłą ścierką do podłogi. Z drugiej strony boję się znowu mieszkać sama. Wiesz, u mnie problem jest taki, że mam tylko mamę która zarabia dosłownie grosze i sama mieszka w jednym pokoiku, z kiblem na korytarzu. Nie mam więc ani dokąd uciec, ani gdzie zanocować w razie czego. Na jakąkolwiek pomoc finansową też nie mogę liczyć... Jest ciężko, nawet psychicznie to ogarnąć. Z drugiej strony nie wierzę chyba za bardzo w siebie; zresztą jestem notorycznie w domu uświadamiana, jaka idiotka i wariatka ze mnie... że nikt normalny ze mną nie wytrzyma...

23

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

nie ma sensu iść samemu po rzeczy, po pierwsze się boisz, po drugie możesz znowu wejść w to samo bagno i przerabiać wszystko od początku. ktoś bliski, znajomy umawia się, że odbiera rzeczy i tyle.

24

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
ksiezniczkazbrudnejbajki napisał/a:

Jestem ciekawa czy którykolwiek z tych - za przeproszeniem, chamów - mój mąż, Wasi faceci, kiedykolwiek otworzy oczy i zobaczy, że nas traci, że zabija to uczucie. Interesuje mnie też, czy jest cokolwiek, co można by zrobić żeby im to uświadomić. To, jak się czujemy. Żeby poczuli dokładnie ten sam rodzaj bólu i zrozumieli, jak potrafi być wtedy ciężko...

Moj mi zaczyna nabakiwac o malzenstwie - ja musialam zrezygnowac z pracy I uswiadamialam mu pare razy, ze nie daje rady z jego "atakami przemocy" ...mowil ze juz nie bedzie , przepraszal...ze kocha, ze ehhhh ...nic a nic do niego nie dotarlo I chyba jak zobaczy ze nie ma moich rzeczy pewnego dnia moze dotrze....moze nie ale to nie moj problem

25

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Sądzę ,że najlepiej by było gdybyś to zrobiła gdy on jest w pracy. Jak mieszkacie razem, pewnie masz klucz. Dodatkowo proponowałaby wziąć ze sobą ojca,brata, kolegę.

26

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

ksiezniczkazbrudnejbajki ja rozumiem, że się czujesz beznadziejna i do niczego, ale to nie prawda. moim zdaniem tylko osoby z bardzo silnym charakterem są w stanie znieść takie upodlenia, można to prównać do doświadczeń ludzi z obozów koncentracyjnych. warto tak żyć?
są służby, które są stworzone by pomagać. ubierz się i przejdz do mopsu, zapytaj się jak państwo Ci może pomóc. a jak nie oni, to zapytaj kto. możesz też zadzwonić na linię interwencji kryzysowej oni też powinni profesjonalnie pokierować, co i jak.

27 Ostatnio edytowany przez fajka2 (2013-02-12 17:24:36)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
Vivienne098765 napisał/a:
ksiezniczkazbrudnejbajki napisał/a:

Jestem ciekawa czy którykolwiek z tych - za przeproszeniem, chamów - mój mąż, Wasi faceci, kiedykolwiek otworzy oczy i zobaczy, że nas traci, że zabija to uczucie. Interesuje mnie też, czy jest cokolwiek, co można by zrobić żeby im to uświadomić. To, jak się czujemy. Żeby poczuli dokładnie ten sam rodzaj bólu i zrozumieli, jak potrafi być wtedy ciężko...

Moj mi zaczyna nabakiwac o malzenstwie - ja musialam zrezygnowac z pracy I uswiadamialam mu pare razy, ze nie daje rady z jego "atakami przemocy" ...mowil ze juz nie bedzie , przepraszal...ze kocha, ze ehhhh ...nic a nic do niego nie dotarlo I chyba jak zobaczy ze nie ma moich rzeczy pewnego dnia moze dotrze....moze nie ale to nie moj problem

nie dotrze, oni nie potrafią inaczej.

widzicie dziewczyny ile was łączy? te same odczucia, podobne doświadczenia. jesteście normalnymi kobietami, tak samo chcecie kochać i być kochane. chcecie szacunku i wsparcia. niestety nie dostaniecie tego, od człowieka który jest katem. który odbiera wam siły zamiast wam dawać. im dlużej was będzie tłamsić tym mniej sił będzie by to zostawić i uwierzyć, że jest coś dobrego tam dalej.

28

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Tak, 25 lat, ale tak samo jak u ksiezniczki on mi od kilku lat sukcesywnie wmawia, że jestem wariatką i powinnam się leczyć, że to moja wina, że nikogo nie znajdę, że będę taka sama dla tego drugiego. Jak mu mówię, że kogoś znajdę, to straszy, że go pobije. Dziewczyny, on nie jest normalny. Kiedyś miał problemy z sercem i zdiagnozowali mu nerwicę... Boję się jego reakcji jak przyjdę z kimś po rzeczy. A problem w tym, że on pracuje w domu, rzadko wychodzi, chyba, że po zakupy. Inna sprawa, że mamy dwa koty, jeden jego, drugi mój. Boję się, że przestanie o nie dbać. Je też będę musiała spakować ze sobą sad. W ogóle po tych 7 latach tyle nas łączy, nawet praca - pracujemy dla tych samych osób i to w dodatku jest rodzina jego, więc w ogóle pięknie.

I też nie wiem, czy mam nadzieję, że się zmieni, czy sama ułożę sobie życie. Jestem przerażona myślą, że będę sama. Czuję się żałośnie. Tak naprawdę to nie miałam okazji bawić się jak rówieśniczki, bo w wieku 17 lat wpakowałam się w związek z gościem bez perspektyw, a potem od razu weszłam w dorosłe życie. Zaczęło się robienie prania, zakupy, rachunki, kredyty. Wszystko wzięłam na swoje barki razem z nim a on mówi, że to ja mu zniszczyłam życie... Jego matka nie raz mówiła, że wyciągnęłam go z bagna. Mogłam iść na łatwiznę, znaleźć jakiegoś normalnego człowieka albo z dobrą pracą, albo z majętną rodziną, a wybrałam jego i zawsze byłam przy nim. Mamy trochę wspólnych zainteresowań, podobne poczucie humoru ale poza tym... On nawet nie czyta książek. Żadnych. Nie skończył liceum, więc ma minimalne pojęcie o czymkolwiek, co go nie zainteresuje. Marzy mi się inteligentny, oczytany, troskliwy mężczyzna, ale gdzie takiego znaleźć?

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
fajka2 napisał/a:

ksiezniczkazbrudnejbajki ja rozumiem, że się czujesz beznadziejna i do niczego, ale to nie prawda. moim zdaniem tylko osoby z bardzo silnym charakterem są w stanie znieść takie upodlenia, można to prównać do doświadczeń ludzi z obozów koncentracyjnych. warto tak żyć?
są służby, które są stworzone by pomagać. ubierz się i przejdz do mopsu, zapytaj się jak państwo Ci może pomóc. a jak nie oni, to zapytaj kto. możesz też zadzwonić na linię interwencji kryzysowej oni też powinni profesjonalnie pokierować, co i jak.

Ja chyba naprawdę musze spróbować poszukać jakiejś pomocy na zewnątrz. Najgorsze jest to, że ja zanim napisałam o problemie na forum, to sama wierzyłam w to, że to ja jestem winna, że to ze mną jest coś nie tak... nawet jak już założyłam temat i wysłałam ten post to pomyślałam sobie, że może mnie wyśmiejecie, weźmiecie za jakąś histeryczkę... Po prostu uwierzyłam w to co on mi mówił i nawet sama sobie wmawiałam, że problemu po prostu nie ma...

30

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

a uwierzysz w to że tak się czuje, każdy kto jest ofiarą przemocy?

31 Ostatnio edytowany przez calineczkaaa25 (2013-02-12 17:35:59)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
ksiezniczkazbrudnejbajki napisał/a:
fajka2 napisał/a:

ksiezniczkazbrudnejbajki ja rozumiem, że się czujesz beznadziejna i do niczego, ale to nie prawda. moim zdaniem tylko osoby z bardzo silnym charakterem są w stanie znieść takie upodlenia, można to prównać do doświadczeń ludzi z obozów koncentracyjnych. warto tak żyć?
są służby, które są stworzone by pomagać. ubierz się i przejdz do mopsu, zapytaj się jak państwo Ci może pomóc. a jak nie oni, to zapytaj kto. możesz też zadzwonić na linię interwencji kryzysowej oni też powinni profesjonalnie pokierować, co i jak.

Ja chyba naprawdę musze spróbować poszukać jakiejś pomocy na zewnątrz. Najgorsze jest to, że ja zanim napisałam o problemie na forum, to sama wierzyłam w to, że to ja jestem winna, że to ze mną jest coś nie tak... nawet jak już założyłam temat i wysłałam ten post to pomyślałam sobie, że może mnie wyśmiejecie, weźmiecie za jakąś histeryczkę... Po prostu uwierzyłam w to co on mi mówił i nawet sama sobie wmawiałam, że problemu po prostu nie ma...

ksiezniczko, ja też miałam podobne przemyślenia pisząc posta. Myślałam, że może wydziwiam, bo przecież mam faceta z pracą, więc czego chcieć więcej? Nie zdradza (chyba), nie pije z kolegami (no chyba, że mnie nie ma i ostatnio jak pisałam stwierdził, że zacznie to robić, bo go nudzę) i czasem sobie razem żartujemy, obejrzymy film, wyjdziemy raz na chiński rok (a o spacerze też mogę zapomnieć, bo on nie ma czasu). Z tym, że tych fajnych momentów jest niewiele. Przez większą część czasu są spięcia, pretensje, wyzwiska. Pracuje non stop a ja zasuwam i sprzątam, bo on rzadko ma na to czas. Zostawia talerze w całym domu, skarpetki obok łóżka. Zastanawiałam się, czy może wszyscy tak mają, że nigdzie nie jest idealnie, ale doszłam do wniosku, że u nas nawet nie ma szacunku. Ja go po prostu nie lubię, nie mówiąc o miłości. Po prostu go nie lubię, bo jego się nie da lubić.

32

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
ksiezniczkazbrudnejbajki napisał/a:
fajka2 napisał/a:

ksiezniczkazbrudnejbajki ja rozumiem, że się czujesz beznadziejna i do niczego, ale to nie prawda. moim zdaniem tylko osoby z bardzo silnym charakterem są w stanie znieść takie upodlenia, można to prównać do doświadczeń ludzi z obozów koncentracyjnych. warto tak żyć?
są służby, które są stworzone by pomagać. ubierz się i przejdz do mopsu, zapytaj się jak państwo Ci może pomóc. a jak nie oni, to zapytaj kto. możesz też zadzwonić na linię interwencji kryzysowej oni też powinni profesjonalnie pokierować, co i jak.

Ja chyba naprawdę musze spróbować poszukać jakiejś pomocy na zewnątrz. Najgorsze jest to, że ja zanim napisałam o problemie na forum, to sama wierzyłam w to, że to ja jestem winna, że to ze mną jest coś nie tak... nawet jak już założyłam temat i wysłałam ten post to pomyślałam sobie, że może mnie wyśmiejecie, weźmiecie za jakąś histeryczkę... Po prostu uwierzyłam w to co on mi mówił i nawet sama sobie wmawiałam, że problemu po prostu nie ma...

Ja tez wierzylam w to co mi mowi dopoki otworzylam sie na rozmowy z ludzmi ktorzy sa mi bliscy, ktorzy widza tego fajnego faceta ale ktorzy widza mnie zupelnie nie ta sama niz przed rokiem...
Tak jak pisalam, widze jeden schemat wg ktorego ONI dzialaja, moj nie jest polakiem, rodzine ma naprawde fajna, kochajaca....nie obwiniaj siebie, wyeliminuj z zycia problemy ktore nie pozwalaja normalnie zyc...

33

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Dziewczyny, jesteście młode i życie przed wami!  Poświęcacie to życie dla takich palantów ?!!!

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
fajka2 napisał/a:

a uwierzysz w to że tak się czuje, każdy kto jest ofiarą przemocy?

Dziewczyny, dopiero Wy mi dzisiaj uświadomiłyście, że to NIE JEST normalne. Jak mnie koleżanka opowiadała, że z mężem wychodzą, że razem planują, że on robi zakupy to ja uważałam, że to tylko ona ma takie szczęście... że to nie jest norma...

Calineczko, mam DOKŁADNIE to samo:

ksiezniczko, ja też miałam podobne przemyślenia pisząc posta. Myślałam, że może wydziwiam, bo przecież mam faceta z pracą, więc czego chcieć więcej? Nie zdradza (chyba), nie pije z kolegami (no chyba, że mnie nie ma i ostatnio jak pisałam stwierdził, że zacznie to robić, bo go nudzę) i czasem sobie razem żartujemy, obejrzymy film, wyjdziemy raz na chiński rok (a o spacerze też mogę zapomnieć, bo on nie ma czasu). Z tym, że tych fajnych momentów jest niewiele. Przez większą część czasu są spięcia, pretensje, wyzwiska. Pracuje non stop a ja zasuwam i sprzątam, bo on rzadko ma na to czas. Zostawia talerze w całym domu, skarpetki obok łóżka. Zastanawiałam się, czy może wszyscy tak mają, że nigdzie nie jest idealnie, ale doszłam do wniosku, że u nas nawet nie ma szacunku. Ja go po prostu nie lubię, nie mówiąc o miłości. Po prostu go nie lubię, bo jego się nie da lubić.

Dosłownie jakbym ja to napisała... IDENTYCZNA sytuacja. Też praca w domu, też zero pomocy, zero wyjścia, za to do zabaw z koleżką jest pierwszy... pomijam już smakowite kąski o tym, jak to mi trójkąty proponował, jak ciągle słyszę, że mam za mały biust, że jestem wariatką, że "odstawiam sceny"... Łzy w oczach jak o tym piszę...

35

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

hej,
ja jestem tą porzuconą osobą po 6 latach związku,
byłam tą gorszą stroną (tak mi się wydaje), choć uważam że każdy kij ma dwa końce....

jeżeli facet ubliża swej kobiecie i ją nie szanuje, to naprawdę warto się zastanowić czy warto tkwić....

czasem lepiej zakończyć coś toksycznego albo chociaż zrobić przerwę, żebyś zarówno Ty zrozumiała czy umiesz żyć bez niego i on co tak naprawdę stracił/bądź może stracić...


bo najważniejszy jest wzajemny szacunek, a nade wszystko szacunek do samego siebie!

36

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

http://www.netkobiety.pl/t17705.html kochane,  to wątek dla Was. Uwierzcie można żyć spokojnie i normalnie,  ale samo się nie zrobi!  Trzymam kciuki.

37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-12 23:44:46)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Dziewczyny uciekajcie od nich i to jak najszybciej!!!! Ja bylam w takim zwiazku 5 lat temu a trwal on 7 lat.To co przezylam to prawdziwy koszmar.To wszystko co piszecie przerabialam ja rowniez.Znecanie psychiczne oraz fizyczne,wyzwiska i potepienia.Jak takie skur.....ny moga mowic ze nie znajdziesz sobie nikogo, ze nikt Cie nie zechce. To sa slowa czlowieka ktory nie zna pokory,wartosci wlasnego siebie bo ktos ambitny,madry nie wypowie nigdy takich slow do kogo kolwiek a szczegolnie do kobiety.Ja meczylam sie przez 7 lat bo ciagle jego wmawianie mi ze nikt mnie nie zechce siedlo mi tak na psychike ze zaczelam w to wierzyc.Zaczelam sie bac ze to prawda i znosilam wszystko co on robil ze mna.Ponizal mnie przed kolegami,bil publicznie i nigdy nie mialam prawa glosu.Zawsze musialo byc tak jak on chcial.Pewnego dnia oznajmil mi zebym sie pakowala bo jedziemy za granice do pracy.Na poczatku ucieszylam sie bo zobaczylam szanse na to ,ze moze jak razem zamieszkamy to cos sie zmieni.I tu sie zaczal prawdziwy koszmar.Gdy wyjechalismy i zamieszkalismy razem mial juz do mnie calkowite prawo.Bil mnie obyle co.POtrafil sam w domu wypic butelke wodki i cos sie robilo mu w leb.W nocy sciagal mnie za wlosy z lozka i wygania na dwor w bieliznie.Kazal mi stac pod drzwiami i mowil ze tam jest moje miejsce.Jak chcialam odejsc od drzwi wychodzil i bil mnie mowiac ze nie mam prawa nigdzie isc bo pies musi pilnowac domu (tym psem bylam ja). Pewnego dnia pobil mnie tak ze nie moglam sie ruszac.Bylam doslownie cala w sincach bo kopal mnie jak worek ziemniakow. I to byl ten dzien w ktorym juz mi nie zalezalo na zyciu,na niczym.Wyprowadzilam sie od niego.Chodzil za mna i skamlal, ze mnie kocha i ze beze mnie nie da sobie rady, ale ja juz bylam obojetna na to co on mysli i czuje.On wrocil do POlski a ja zostalam jeszcze pol roku.Spotkalam go jakis czas pozniej i wyznal mi, ze dopiero po stracie docenil jak wspaniala kobieta jestem i ze stracil najwiekszy skarb jaki kiedykolwiek mial.


Ja odeszlam i uwierzcie mi jestem inna kobieta. Odzyskalam wiare w siebie, wiare w moja kobiecosc.Stalam sie calkiem inna osoba.I to co mowil moj byly, ze nikt mnie nie zechce nie sprawdzilo sie. Jestem adorowana przez mezczyzn i wkoncu czuje sie kobieta a nie psem ogrodnika.



Jedna z Was pisala ze nie chce rozmawiac o tym z matka jak jest naprawde e twoim zwiazku. Robisz wielki blad!!! Zadaj sobie pytanie czy jest ktos, komu bardziej zalezy na Twoim szczesciu niz Twoja mama???? Ja Ci odpowiem z cala pewnoscia ze nie ma.Nie musisz opowiadac swojej mamie o wszystkim. Jestem pewna ,ze jesli powiesz ,ze nie jestes szczesliwa w tym zwiazku ze on nie ma do Ciebie szacunku Twoja mama to zrozumie i pomoze Ci.Pamietam jak ja bylam w takiej sytuacji,pamietam slowa mojej mamy ktora powiedziala mi ,,dziecko nawet jesli bedziesz z murzynem a ja bede widziala ze jestes szczesliwa to z calego serca bede Cie wspierac,bo dla matki najwazniejsze jest szczescie wlasnego dziecka,,.Moja mama zmarla pol roku temu i teraz oddalabym wszystkie skarby swiata, aby moc isc do niej po porade,aby zapytac sie co mam robic gdy mnie cos boli, gdy nie znam odpowiedzi,gdy chce sie wyzalic cokolwiek bo matka jest jedyna osoba ktora Ci zawsze powie prawde i z glebi serca doradzi.

38

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

cześć Wam wszystkim. ja też jestem ofiarą przemocy psychicznej. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że uświadomiłam sobie to stosunkowo niedawno. Tak, jestem wyzywana, kompromitowana, upodlana, wiecznie obwiniana, nazywana "potworem". Nie ma sensu, żebym opisywała dokładnie swoją historię, bo mój prawie 4 letni związek był ciągłym pasmem przykrości i krzywd. Dochodziło do tego, że miałam myśli samobójcze, wyłam z bólu psychicznego w poduszkę. Nie wiem jak człowiek człowiekowi jest w stanie sprawiać taki ból. Dzięki mojej przyjaciółce wiem, że to nieprawda że jestem potworem. Po tym toksycznym związku ma zaburzony obraz siebie, w pewnym momencie zaczęłam wierzyć, że jestem okropnym człowiekiem. Przede mną długa droga, jestem na samym jej początku (dodam, że rok temu również byłam na tym forum, również jak mi się wtedy wydawało skończyłam swój związek). Dziewczyny ja wiem, że jak zawalczę o siebie to spotkam cudownego faceta (w tym momencie absolutnie nie jestem gotowa na nową znajomość, poza tym stawiam na dalsze dokształcanie i samorozwój), tylko pozostaje jedno "ale".
Przecież większość z Nas wie, że powinna odejść, a jednak wybaczamy i pozwoli wrócić. Jak wytrwać w swoim postanowieniu? Dla mnie najgorszy jest ten ból psychiczny, który mnie dotyka. Wczoraj myślałam,że oszaleję, to tak cholernie boli. Przeraża mnie ten ból. Ja wiecznie chodzę na skróty, dlatego znowu tu jestem. Prawda jest taka, że trzeba przejść przez sam środek tego cierpienia. Dużo mi pomagacie, jak jestem tu z Wami czuję, że dam radę! Na pewno będę tu jeszcze zaglądać, czasem pewnie dodam coś od siebie. Tak bym chciała, żeby mieć już "to" za sobą. Ja ogromnie wierzę, że mi się uda. Mocno kibicuję Wam i sobie!

39 Ostatnio edytowany przez ksiezniczkazbrudnejbajki (2013-02-12 23:30:59)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Monia - biedna, kochana... tak bardzo Ci współczuję tego koszmaru, przez jaki musiałaś przejść. Poniżania przez takie - przepraszam za wyrażenie - ludzkie ścierwo dosłownie. Bić kobietę, poniżać, wyrzucić na dwór... bydlę, nie człowiek. Mam nadzieję, że wiesz jak silną osóbką jesteś. Takie kobiety jak Ty są dla mnie przykładem.

Agnes - Ja uświadomiłam to sobie dopiero dziś... jak Boga kocham, póki do Was nie napisałam myślałam, że faktycznie jestem histeryczką jakąś. Dopiero Wy otworzyłyście mi oczy na prawdę... To może głupio zabrzmi, ale nawet nie wiecie jak bardzo mi dziś pomogłyście. Wreszcie poczułam, że nie jestem z tym sama. Poszłam do kuchni, na spokojnie zajęłam się sobą (umalowałam paznokcie, on w tym czasie był w drugim pokoju), posłuchałam muzyki. Wzięłam ze sobą laptopa i czytałam forum. I nie ugięłam się na jego głupie zaczepki. Byłam twarda, bo wreszcie poczułam, że nie jestem z tym sama. Że jest nas - o zgrozo - tysiące wykorzystywanych, poniżanych kobiet. Warto być twardą, warto to zmieniać i żyć swoim życiem. I nie płakać przy tym, nie dawać im tej satysfakcji, że znowu się udało "histeryczkę" do płaczu doprowadzić, a samemu być górą.

40

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Dziewczyny, tak się cieszę, że w końcu przed kimś się wygadałam. Może to dla mnie ten pierwszy krok? A z mamą jest tak, że boję się, że będzie jej przykro, że tak skakała koło niego, a on mnie przez ten cały czas źle traktował, a do niej się uśmiechał, udawał super "zięcia". Ostatnio jak coś mi robi do domu, jakieś ciasto, to jest mi strasznie smutno, że musi coś dla niego robić, a on nieraz źle o niej mówił! A nie miał powodów dosłownie żadnych, bo moja rodzina była zawsze dobra i wyrozumiała dla niego.

monia2806 bardzo poruszyła mnie Twoja historia. Nie wiem, ile musiałaś mieć siły, by przy nim trwać. Myślę, że mojego J. też by było na to stać, bo ma do tego predyspozycje. Nie raz pijany upokarzał mnie przy kolegach, co prawda psychicznie, ale i tak. W ogóle po pijaku to zupełnie inny człowiek - zachowuje się jak obłąkany. Urywa mu się film i muszę ciągać go do domu, rozbierać, nieraz mi ubliżał w takim stanie przy ludziach, a ja się nerwowo uśmiechałam i obracałam to w żart.

On teraz chodzi na siłownie. Gdy wraca, jest całkiem miły... Ale ten stan mija bardzo szybko. Zaraz zaczynają się jakieś jazdy i pretensje. Oberwałam od niego nieraz, ale sama też nieraz mu przywaliłam. Ale nigdy w twarz! Jakiś czas temu popchnął mnie mocno. Uderzyłam głową o podłogę. Wtedy myślałam, że odejdę, już miałam telefon w ręce i miałam dzwonić, ale znowu coś mnie zatrzymało. On nawet nie musi się specjalnie wysilać z proszeniem mnie, bym została. Po prostu głupokowato się uśmiecha, żartuje, przytuli, uszczypnie. A ja głupia zaczynam się śmiać. Nie umiem z tym walczyć. Próbowałam zaciskać zęby i udawac twardą, ale nie umiem. Kiedyś dostałam od niego w swoje urodziny w twarz. Leżałam zapłakana na ziemi. Wyłam z bólu psychicznego i nie mogłam się pozbierać. Jak jakieś zwierzę. Ja wiem, że sama mam silny charakter. Dużo od niego wymagam, czepiam się ciągle o bałagan, o pierdoły, robię mu na złość, ale mimo to myślę, że nigdy nie sprawiłam mu tyle bólu, co on mi. Często obiecuje mi coś i tego nie spełnia. Mnie uczono w domu żeby dotrzymywać słowa. Zawsze to robię (tylko nie w stosunku do siebie, bo jak widać obiecuję sobie, że go pogonię i nie potrafię). Wiem, że jego matka mu tak robiła, a on robi dokładnie to samo. Obiecuje, że wyjdziemy gdzieś, po czym jak gdyby nigdy mówi, że ma pracę i tyle, nie jego wina. W ogóle on nigdy nie jest niczemu winny. Najczęściej winna jestem ja, potem mieszkanie, kredyt, praca, matka, ojciec i tak dalej. Nigdy on. Jak po kłótni rozmawiamy to on mówi najczęściej - zmienisz się, przestaniesz kląć to będzie dobrze. Nigdy nie powie: "nie będę robił tego i tego, a ty tego". Nie. To on mi stawia ultimatum. Tak samo: "wyjdziesz z domu (jak chciałam uciec), to możesz nie wracać". I tak dalej. Myślałam na początku, że może go sobie wychowam na super faceta, a wyszło, że on mnie wychował. Jeszcze trochę szczekam i podgryzam nogawki, ale w końcu mnie tak stłamsi, że będę wiernie merdać ogonkiem. Może coś w tym jest, że jesteśmy z innych środowisk, że jednak edukacja coś daje. On jest niedorozwinięty emocjonalnie. Niczego nie rozumie. Nie zależy mu na moich potrzebach, tylko na własnych. Zawsze mówi, że jak coś tam jemu się polepszy (vide finanse) to nam będzie lepiej. Jest mi przykro potwornie i chce mi się płakać, ale to nic mi nie da. Płacze od kiedy pamiętam i jakoś to w niczym nie pomogło...

agnes87 witaj w klubie potworów. Jesteśmy najgorsze pod słońcem i kopnęło nas takie szczęście, że złapałyśmy pana boga za nogi.

41

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

dziewczyny nigdy nie liczcie na lepsze dni , bo takie nie nadejda.Jesli facet jest zadufany w sobie i widzi tylko bledy innych to nic z niego nie bedzie.Wielokrotnie powtarzalam swojemu bylemu ze moja cierpliwosc sie wkoncu skonczy i co... mial to w dupie.Ale to w jaki sposob mnie traktowal..hmmm czasem wydaje mi sie ze wlasnie te przezycia zrobily ze mnie ta silna osobe ktora jestem w tej chwili, bo uwazam ze nia jestem.Wiem,ze wszystkie kobiety ktore tu pisza maja wielkie serca i wlasnie dlatego sa tak traktowane.Pamietajcie ,,Im wiecej dajesz, tym mniej dostajesz,,. Zycze wszystkim kobietom aby wziely sprawy w swoje rece i zaczely zyc tak,jak na to zaslugujemy.TO MY JESTESMY CALYM SWIATEM A MEZCZYZNI TYLKO HUJ.....WYM DODATKIEM. Nie zapominajcie ze jestesmy kobietami.

42

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Monia2806 , brawo! To co napisałaś popieram w 100%!  Czytając tutaj te posty, chwilowo byłam w szoku!  Jak wy  dziewczyny możecie tak marnować swoje młode lata?!  W imię czego? Żyjemy w XXI wieku!  A to co wy opisujecie przypomina czasy niewoli!  Życzę wam siły, abyście mogły się z tego jarzma uwolnić. I jeszcze zdrowia, bo żyjąc w takim stresie, trzeba liczyć że może go zabraknąć! Tylko od was zależy jak dalej potoczy się wasze życie. Chyba nie chcecie go zmarnować?  Pozdrawiam!

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Nie chcę go zmarnować, ale już nie daję rady. Brakuje mi siły. Najgorsze jest to, że kiedy wracam do domu on tam jest. Że nie mogę go wyrzucić, uwolnić się od jarzma tyrana. Nie mogę żyć sama, na nowo, na spokojnie... bo on siedzi non stop przy tym swoim komputerze, śmieje się jak debil do monitora a mnie traktuje jak żywą szmatę... Jak mam wszystko sobie ułożyć, skoro nie potrafię się od niego uwolnić?

44

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Ja nawet nie mogę go wywalić na kanapę, bo to jego dom. Też siedzi non stop przy komputerze i śmieje się jak głupi do sera. Więcej rozmawia z tymi swoimi przygłupimi kolegami niż ze mną. Jak kiedyś jeden mój kolega lajkował na facebooku to, co wrzucałam urządził mi dziką awanturę - aż zawróciłam z drogi na uczelnie żeby z nim porozmawiać. Przez przypadek nie wyłączyłam czata na którym z nim rozmawiałam. Była to najnormalniejsza rozmowa, zero flirtu, zero podtekstów. Powiedział, że jak nie przestanę z nim rozmawiać to go dorwie. On może mi wybierać znajomych, ale ja jemu nie.

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
calineczkaaa25 napisał/a:

On może mi wybierać znajomych, ale ja jemu nie.

No przecież, że proste... Mam to samo...

46

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

hej Dziewczyny!
Księżniczko nie wiem jaka jest Twoja sytuacja finansowa, ale nie możesz wynająć pokoju, cokolwiek żeby wyprowadzić się od niego? Zdaję sobie sprawę, że mieszkanie z kimś obcym to nie jest komfortowa sytuacja, ale uwolniłabyś się od tego idioty i pozbierała psychicznie. Przecież musi być jakieś rozwiązanie. Ja czytam Wasze posty, to co nas spotyka, jak z jakiegoś horroru. Wkurza mnie strasznie fakt, że oni przed Naszymi rodzinami i znajomymi zgrywają kochających, a tylko My wiemy co dzieje się tak naprawdę.
Wypisałam sobie wszystkie krzywdy na kartce, może to jest dziecinne, ale ja lubię mieć wszystko czarno na białym. Tych moich "notatek" nazbierało się już trochę. Dają mi one jakąś taką siłę i dzięki temu, że mam zebrane te wszystkie krzywdy jakby w jedno miejsce, w każdej chwili mogę zajrzeć w te notatki i upewnić się, że robię dobrze. Zwłaszcza wtedy kiedy mam atak tęsknoty, bólu, nachodzą mnie wspomnienia. Jest to taka moja terapia. W moim związku od początku było źle, nie było miesiąca! bez kłótni, bez jakieś "akcji". Ja nawet nie wiem jak to jest być w normalnym spokojnym związku. Myślę, że Monia ma rację. Te doświadczenia zaowocują nam na przyszłość. My, w odróżnieniu od facetów którzy nas krzywdzą, mamy szansę na lepsze życie. Oni ze swoimi ograniczonymi umysłami, kompleksami i bez pomocy terapeuty, wątpię.

47 Ostatnio edytowany przez ksiezniczkazbrudnejbajki (2013-02-13 16:54:28)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Agnes, wpadnij proszę do mojego wątku "obojętność i chamstwo męża". Tam opisałam sytuację z mieszkaniem i to, co zamierzam dzisiaj zrobić... A co do reszty o której piszesz, to oczywiście masz rację. I przyznam Ci szczerze, że ten patent z notatkami wcale nie jest głupi. Ja mam coś takiego idiotycznego w sobie, że bardzo łatwo zapominam i wybaczam, a potem cierpię. Teraz też, zamiast myśleć o tym co zrobił złego, ja mam w pamięci miłe chwile spędzone podczas m-ca miodowego, to jak się o mnie troszczył... I znowu zbiera mi się na płacz, bo znowu do cholery rozpamiętuję i nie mogę pogodzić się z myślą, że to może być koniec... że już po nas, naszym małżeństwie, tylu wspólnych planach...

48

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Miałam całkiem  podobną sytuację. Związek 3 lata. doprowadził mnie na skraj przepasci. Moj facet wiecznie uswiadamial mnie ze wymyslam, ze go krzywdze, nie okazje mu czułosci i czepiam sie o głupoty jak on znikal na noce z kumplami. potrafił mnie udrzyc. Pił prawie codziennie bo ja go unieszczesliwialam. Oprocz gotowania czasem obiadu, w domu nie robił NIC. mimo ze do pracy wychodził po mnie a przychodzil przede mna. Ciegle pretensje, to była gehenna ktora powodowała, ze codziennie wracajac do domu mialam scisniety zołoadek z nerwow. Tysiace razy kazał mi wyp**ac z domu, tysiace razy błagal i wracalam. Straszyl ze sie zabije, ja latalam jak opetana po sasiadach i go szukałam. Miliony sytuacji, ktore sprawily ze po trzech latach połknełam proszki i chcialam juz nie obudzic. Przestraszyłam sie i zadzwonilam do niego, był z kolegami, nie daleko bo w bloku obok. przyszedł po dwuch godzinach. Widzac mnie lezaca na podłodze powiedzial ze jestem załosna i poszedł spac. Na szczescie moja proba okazała sie  niepowodzeniem. gdybym umarła przez niego to była by najglupsza rzecz jaka da sie zrobic. A na pewno najbardziej niepotrzebna. Po tym zdarzeniu jak mi kazał wypierniczac z mieszkania po raz kolejny, poprostu poszłam na zywioł. Podjechalam samochodem pod klatke i wyniosłam wszystyko co nalezalo do mnie. Napchalam samochod po sam dach. Nie bylo juz odwrotu.
Mineły 4 miesiace. On napisal ze bedzie zawsze na mnie czekal, ale wiem ze szybko znalazł inna. Ta miłosc jest nic nie warta. jesli Cie nie szanuje to znaczy ze leczy Toba swoje kompleksy a nie kocha Cie. Ktos kto kocha nie pozwala na Twoj płacz. wiem, ze to boli. Byłabym skłamała gdybym powiedziała, ze dzis już o nim nie mysle. Mysle codziennie. Ale odzyskałam spokoj. Wyszłam z nerwicy. Nie boje sie wracac do domu. Dodatkowo zabiega o moje wzgledy mężczyzna, który naprawde dba o to zebym miala na twarzy uśmiech. Z perspektywy czasu, powiem jedno. Warto skorzystac z impulsu wyjść z tego g*na o bedziecie cierpiec w nieskonczonosc. NIE WARTO! Na swiecie sa tysiace facetow normalnych. Moze to przykre, ale czas leczy rany i mimo ze bedzie bolec to wyjscie z tego warte jest tych kilka łez wiecej. I tak cierpisz.  koncu przestaniesz. A jak zostanniesz z nim to bedziesz cierpiec, Twoje dzieci beda cierpiec, aż nie wytrzymasz i strzelisz sobie w głowe. Ot tak. Radze posłuchać koleżanki po przejściach.:)

49

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

miałam podobną sytuacje , ale się ogarnełam i chama przegoniłam , życzę dużo szczęścia smile

50

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

dziewczyny boję się, że nie zdobędę się na waszą siłę. przyjechała dziś do niego i przez jakąś głupotę (długo prosił mnie żebym coś mu wydrukowała a byłam zajęta - drukarka jest zainstalowana na moim komputerze) nazwał mnie "kur* jeb*". nie pozostałam mu dłużna... powiedział, że to moje ostatnie podrygi. ogólnie dął do zrozumienia, że ma mnie w dupie. leże zapłakana. nie wiem co robić. nie mam siły jechać do domu. on śpi na kanapie i chrapie w najlepsze.

51

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Calineczko wybacz...
Wiesz jak jest,zdajesz sobie sprawę...a siedzisz jak durna...przy nim...kiedy uwolniwszy się od niego po jakims czasie możesz spotkac kogos wartościowego,a nie buraka zmieszanego z damskim bokserem.
Wy ślubu nie macie zdaje się prawda?

To jeszcze bardziej napawa mnie zdumieniem...

Jesteś od niego uzalezniona i powinnas zgłosic sie do odpowiedniej instytucji, a go olac.

52

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

I według Ciebie Calineczko to normalne jak mężczyzna zwraca się do kobiety w ten sposób?  Wiesz gdybym po części nie przeszła poniekąd przez to samo, to szczerze straciła bym już cierpliwość do Twoich wpisów. Czy szukasz w internecie informacji o uzależnieniu? Bo zdajesz sobie sprawę z tego, prawda?  Uwierz nikt Ci nie pomoże bardziej niż Ty sama. Ale tu potrzebna jest Twoja decyzja. Co on jeszcze musi zrobić byś zrozumiała, że on Cię nie kocha i daje sobie rękę odciąć-ma Cię głęboko w czterech literach. Mogłabyś tam leżeć i płakać tydzień i uwierz nic by nie zrobił,  a na pewno nie to czego oczekujesz.
Teraz gdy po własnym koszmarze jaki przyszło mi przejść,  gdy jest obok mnie normalny facet nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam o takich jak ten Twój.
Naprawdę można żyć normalnie trzeba chcieć. Nie wiem czego Ty chcesz. Tylko nie pisz o tym by on się zmienił. To nie nastąpi. Nigdy.

53

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

calineczkaa

Uciekaj od niego. Ja znosilam wiele, ale po pierwszej próbie pzryduszenai mnie,zbrala dziecko i zwialam do rodziców. TYeraz się zastanawiam dlaczego tak póżno. Dla neigo zrezygnoiwalam z wyjazdu do Stanów.Ze swoich znajomych. I zawsze bylo żle. Teraz już tam raczej nie pojadę. Nie zastanawiaj się. Nie ma nad czym Zaluguj się na portalu randkowym, to pomgaga. Pzrez chwilę smile

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Uciekaj od niego jak najdalej Calineczko! Uciekaj, póki jeszcze możesz. Odetnij się i wyjdź jak najszybciej z tego bagna. Pamiętaj, im szybciej zrobisz ten krok tym lepiej! Kochana, jak tak dalej pójdzie to ten bydlak Cię zniszczy... dosłownie. Wiej stamtąd, uciekaj jak najszybciej tak, jakbyś uciekała z płonącego domu. Wyobraź sobie, że to nie związek tylko dom właśnie. Czy gdyby Twój rodzinny dom płonął, miejsce z którym dawniej tyle Cię łączyło i byś się tam wychowała, to nadal byś w nim tkwiła ze względu na sentymenty? Bo może ugaszą na czas, albo wiatr to zdmuchnie? To nie ma sensu, bo teraz zaczynasz powoli być katem dla samej siebie...

55

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

uciekaj, zawsze sie bedziesz zastanawiac czy dobrze robisz. uzaleznialas sie od niego. on zniszczy Twoje zycie. jak odejdziesz poki czas, poznasz co to szczescie. gwarantuje Ci to. Zrozumiesz po czasie. Ale zrozumiesz. Posłuchaj kogos kto przezył piekło. Moe dopuśc do tego zeby manowal Twoje zycie. Ja tez swojego kochalam. zrozumialam po czasie jak wielka krzywde psychiczna mi robil.

56

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

ja też radzę wyjść z tego związku, jest ciężko ale okaże się że to co zrobiłaś wpłynie pozytywnie, korzystnie na Ciebie...
będziesz pewnie jak na detoksie się czuła (tak jak ja) ale teraz - po 5 miesiącach - nie mówię że nie polecą łzy, nie tęsknie - ale czuje że żyje...choć bywało ciężko....teraz żyje!!!

57

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Podpisuje się pod Waszymi wpisami obiema rękoma. Bowiem sama jestem żywym dowodem na to, że rozstanie, które wydawało mi się końcem świata (miałam objawy "po" jak po odstawieniu narkotyków czy alkoholu - delirium na maksa - trzęsłam się jak osika) stało się początkiem nowego życia. Ulga i spokój przyszły szybciej niż się wydaje.
Tylko trzeba wytrzymać. Reszta zrobi się dosłownie samo.

Teraz mam normalnego,  kochającego narzeczonego. W maju ślub. W drodze upragnione dziecko.

58

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Księżniczka przeczytałam Twoją historię, w zasadzie od razu powinnam skoczyć do Twojego wątku. Czytałam i łzy leciały mi po policzkach. Nie wiem skąd bierze się w nich takie zło. Kiedyś za wszelką cenę chciałam zrozumieć, rozkładałam różne sytuacje na czynniki pierwsze. Teraz już tak nie robię. Nie marnuję już swojej energii na takie bezsensowne procesy. Walczę o siebie, każdego dnia. Na pewno mam o tyle łatwiej, że nie mieszkam już z nim, nie muszę go widywać, nie pisze już do mnie i nie skamle o spotkanie, co miał zawsze w zwyczaju. Ale jest ciężko, bo minęło dopiero kilka dni. Czytam dużo książek, czytam to forum, wszystko co może mi pomóc wyleczyć się z tej chorej miłości. Pracuję solidnie nad sobą, naprawdę. Księżniczko musisz być naprawdę silna, skoro to wszystko wytrzymałaś, takie zachowanie, odzywki, traktowanie Ciebie. Myślę, że skoro masz tak cholernie dużo siły w sobie, to przenieś ją na coś co powinno być dla Ciebie najważniejsze. Na walkę o samą siebie.

Zadam może najgłupsze pytanie jakie  w ogóle może uroić się w głowie. Jak długo Was Kobiety, które byłyście w takich toksycznych związkach i udało Wam się uciec, jak długo trwał ten proces "samoleczenia"? Wiem, że to jest na pewno sprawa indywidualna, ale po jakim czasie Wam było trochę lżej? Potrzebuje chyba takiego "terminu".

Calineczkaaa a Ty jak się czujesz, jak dajesz radę? Wszystkie Was tu mocno pozdrawiam, jestem tu codziennie, ale nie zawsze mam siłę napisać coś konstruktywnego, bo póki co jestem na etapie mocnego zaciskania zębów.

59

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Ja mam wrażenie, że to nie jest kwestia miłości tylko jakiegoś uzależnienia psychicznego od takiego maltretanta.Dlatego to takie trudne. Ja jestem 4 miesiące po rozstaniu z potworem. Pierwszy miesiąc był koszmarny, płacz i tak jak koleżanka wcześniej napisała, syndrom odstawiennitwa. I chęć ukojenia bólu,poprzez pojcie zrobienie z siebie żałosnej idtoty zeby tylko mieć dragi przy sobie. Po miesiącu zaczełam się zbierać w sobie. Wychodzić z ludzmi, zapisałam sie na fitness i robiłam wszystko zeby nie miec czasu myslec. To chyb a najlepsze rozwiazanie. Ale jak usiadłam i miałam chwile to znów był płacz. Dalej nie mam na nic czasu ale już jest o niebo lepiej. Po ok 2 miesiącach jak przeszła delirka, miałam całkowita swiadomosc, ze to była najlepsza decyzja w moim zyciu. zablokowałam go na frjsbuk, wykasowałam numery tefonu, smsy. odciełam sie, to tez b. wazne, zeby nie miec zadnego kontaktu z narkotykiem. Dziś tez potrafie zatęsknić, w koncu tez były dobre chwile, ale 4 miesiące wiem ze nigdy nie chce go juz spotkac. Odżyłam prawie całkowicie. Ale pewnie jeszcze długo nie zapomne. Zobaczysz dziewczyno. Jak przetrwasz najgorsze to bedziesz z siebie dumna. najgorszy pierwszy miesiac dwa.

60 Ostatnio edytowany przez ksiezniczkazbrudnejbajki (2013-02-18 14:02:26)

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?
agnes87 napisał/a:

Zadam może najgłupsze pytanie jakie  w ogóle może uroić się w głowie. Jak długo Was Kobiety, które byłyście w takich toksycznych związkach i udało Wam się uciec, jak długo trwał ten proces "samoleczenia"? Wiem, że to jest na pewno sprawa indywidualna, ale po jakim czasie Wam było trochę lżej? Potrzebuje chyba takiego "terminu".

Agnes, dziękuję za każde ciepłe słowo, ktore napisałaś.
Jak długo trwa proces 'leczenie'. To zależy. Zależy czy dana osoba cały czas jest w polu widzenia czy nie. Jeśli jej nie ma - to u mnie już po ok. 3 dniach jest lepiej, wtedy zaczynają się początki jakiegoś w miarę znośnego funkcjonowania(tzn. przestaję cały czas płakać, mam takie przebłyski, że to był dobry krok, zaczynam powolutku żyć codziennością) Jeśli cały czas jest blisko, to niestety, ale z dnia na dzień  jest coraz gorzej...

61

Odp: agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Witam,
Wizyta na jakimkolwiek forum i opisywanie tam swoich problemów zawsze było mi dalekie, ale nawet nie sądziłam, że nadejdzie taki dzień, w którym będę szukała pomocy gdziekolwiek...
Wątek ten został założony już dawno, ale głęboko wierzę, że ktoś tu jeszcze zajrzy i dostrzeże moje wołanie o pomoc.
Mam 22 lata i od roku jestem w związku, który już od początku pozostawiał wiele do życzenia, od początku był "dziwny" i od początku byłam pełna wątpliwości, a jednak dzisiaj piszę, że jestem w związku, tym samym...
Nasza znajomość rozwinęła się szybko, gdy tylko się poznaliśmy, nie mogliśmy bez siebie spędzić żadnego dnia, były kwiaty, spełnianie moich zachcianek, śniadania do łóżka... - wymarzone życie dla każdej kobiety...
Potem zaczęła się chorobliwa zazdrość - sprawdzanie mnie, zabieranie telefonu i przetrzymywanie mnie kilka dni bez żadnego kontaktu ze światem... Potem przeprosiny... wybaczanie... (wiem, to chore, że potrafiłam wybaczyć taki akt przemocy).
Historie zazdrości, zaborcze zachowanie i sprawianie mi przykrości przeszło na porządek dzienny. Dochodziło do tego, ze kiedy wychodziłam z koleżanką na miasto, on potrafił mnie śledzić i gdy tylko zamieniłam słowo z innym mężczyzną, on nagle się pojawiał, robił mi karczemną awantuę, poniżając przy innych ludziach... kiedyś nawet "niechcący" mnie przewrócił, przepychając do wyjścia z restauracji, w której byłam z przyjaciółką (wyszłyśmy wtedy na papierosa i mężczyzna który był w tej restauracji zapalił razem z nami, rozmawiał z moją przyjaciółką, ja nawet na niego nie patrzyłam, więc nie ma możliwości, aby ktokolwiek wziął to za flirt, czy jakikolwiek przejaw zdrady...). Po tamtej sytuacji poczułam się okropnie, chciałam umrzeć, zostałam tak bardzo poniżona... przez mężczyznę, z którym sypiałam, spędzałam całe dnie, któremu (nie wiedzieć, czemu...) zaufałam. Sytuacja nabrała takiego obrotu, że w końcu zamieszkaliśmy razem. Oczywiście, jak głupia wybaczyłam mu te wyskoki, to chore zachowanie, niczym nie mogące się usprawiedliwiać... Uwierzyłam też w zapewnienia, że pójdziemy na terapię, że będzie nad sobą pracował... jednak bardzo szybko okazało się, że i ja nie panuję nad nerwami, biorąc przykład z niego, wpadam w szał, rzucam wszystkim, czym się da, stwarzam niebezpieczne sytuacje... Jego agresja napędza moją i bardzo się boję, że kiedyś wydarzy się jakaś tragedia. Bardzo się kochamy, ale ta miłość jest chora... z początku była z mojej strony niewinna i czysta, ale obserwując jego napady agresji, niekiedy również akty wandalizmu... szybko nauczyłam sobie z tym "radzić". Czuję się tak, jakbyśmy byli od siebie w chory sposób uzależnieni... Bardzo bym chciała, żeby dało się to wyleczyć, chciałabym chociaż wierzyć, że się da, ale to już za daleko zaszło. Proszę Was, powiedzcie, czy ktoś z Was kiedykolwiek przeżył podobne rzeczy i czy komukolwiek udało się wspólnie osiągnąć sukces, wyjść z tego? Czy jedynym rozwiązaniem jest rozstanie? Czasami jestem strasznie samotna, zraniona płaczę w koncie, a on wychodzi z domu... Jestem odcięta od znajomych (mam pokasowane numery do wszystkich kolegów i również do tych koleżanek, z którymi utrzymywałam jakikolwiek kontakt...) bardzo mi z tym źle. Czasami myślę, że zostałam zmanipulowana do tego stopnia, że uwierzyłam w jego słowa, że nikt nie będzie dla mnie lepszy, nikt nie zrobi mi remontu, nikt nie da mi tyle miłości, co on....Mimo, że wiem, że to chore bzdury, nienormalne traktowanie partnera. Przez to zachowanie ja sama go nie szanuję

Posty [ 62 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » agresja, wyzwiska, uzależnienie - jak to zakończyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024