Witam! Zastanawiałam się wiele razy jak to jest z tymi mężczyznami,ojcami którzy nie chcą utrzymywać kontaktów ze swoimi dziećmi po rozwodzie?
Co się dzieje w głowie takiego mężczyzny że po rozwodzie nie ma potrzeby kontaktu z własnymi dziećmi,a jeżeli już dojdzie do spotkania to trwa najwyżej 5 minut i to raz na pół roku.
Dlaczego jak są urodziny,święta czy tez ważne wydarzenia w życiu dziecka tego ojca nie interesuje los dziecka.Dlaczego często jest tak że dzieci są okłamywane ,coś w stylu obiecanki cacanki....
Czy macie pomysł na odpowiedzi???Chodzi mi o takie przypadki kiedy urywa kontakt na własne życzenie
Jestem przekonana, że ojcowie, którzy po rozwodzie z matką dziecka urywają kontakt z synem/córką, i przed rozwodem żadnego kontaktu z tymi dziećmi nie mieli. Ot, tatusiowie, którzy po pracy zasiadali przed telewizorem.
Uważam ,że wciąż jest wielu dorosłych mężczyzn(podobnie jak i kobiet) ,którzy minęli się z "powołaniem". Oni nigdy nie powinni zostac rodzicami.
Możliwe,że nie dorośli do swojej roli . Obce są dla nich jakiekolwiek uczucia w stosunku do dziecka.
Niekiedy sami nie czuli żadnych więzi z własnymi rodzicami. To jacyś zimni, pozbawieni uczuc egoiści.
Często też po rozwodzie ludzie rozstają się w zawiści. Najczęściej dziecko zostaje przy matce. Sfrustrowany ojciec chce zamknąc ten etap życia za sobą całkowicie.
Urywa kontakt na własne życzenie. Najbardziej cierpią na tym właśnie dzieci.
Ciężka jest cena ,jaką płaci dziecko, za brak rodzicielstwa.
ja uważam podobnie jak Babaosiadła sądze że dobrych relacji z dzieckiem nie jest w stanie przerwać nawet rozwód.. pielęgnowana miłość ojca do dziecka i odwrotnie jest tak silna ze nawet odległość jej nei zniszczy. A to ze ojcowie urywają kontakt z dzieckiem , odcinają się od dziecka, zapominają o urodzinach to swiadczy tylko o tym ze są słabi, nieodpowiedzialni i egoistyczni..
A ja znam troszke inne przypadki. Znam ojcow ktorzy sobie zyly wyprowaja, ktorzy chetnie zajeli by sie dzieckiem ale matka robi wszystko by dziecko znienawidzilo ojca i nie chcialo miec z nim kontaktow. I takich matek jest bardzo duzo. Swoje urazy przezucaja na dziecko i ono jest ich bronia. A male dziecko na ktore matka przewaznie ma wiekszy wplyw to przyjmuje i wierzy czesto w takie brednie. Slyszac codziennie jak ojciec skrzywdzil matke i przy okazji i dziecko, jak jest beznadziejny, jak zostawil matke i dziecko to dziecko chcac niechcac przyjmuje to nawet jesli czesto nie jest to prawda.Kobiecie latwiej z siebie zrobic ofiare. Nawet jesli ojciec chce kontaktow i stara sie o nie czesto mu sie nie udaje. Dziecko przyjmujac to co mowi matka nie chce sie z nim widziec. A w sadach jeszcze ojciec jest i bedzie dlugo rodzicem drugiej kategorii. Niestety wiekszosc matek nie jest tak wspaniala za jakie sie uwaza, matki wykorzystuja do walki z bylym mezem dzieci tylko sie nie przyznaja do tego lub nie sa tego swiadome robiac z faceta potwora.
Idealnie by było gdyby w tym wszystkim nie cierpiały dzieci, szkoda że rodzice nie myślą tymi kategoriami .Dziecko ma prawo do kontaktów z obojgiem rodziców,najgorsza sytuacja kiedy byli małżonkowie próbują coś ugrać kosztem dzieci .A co takie dziecko przeżywa nikt nie myśli .
Kiedyś zabiegałam o to aby ojciec odwiedzał dzieci ale kiedy usłyszałam że zawracam mu d..ę to nic na siłę.
7 2014-11-10 09:42:04 Ostatnio edytowany przez ojciecporozwodzie (2014-11-10 09:44:45)
Jestem przekonana, że ojcowie, którzy po rozwodzie z matką dziecka urywają kontakt z synem/córką, i przed rozwodem żadnego kontaktu z tymi dziećmi nie mieli. Ot, tatusiowie, którzy po pracy zasiadali przed telewizorem.
Zgadzam się z Tobą w całości. Po rozwodzie i w okolicach sprawy o separację poznałem kilka kobiet po przejściach. Bardzo ubolewały, że dzieci miesiącami nie widzą ojca. Nie dzwonią, nie przychodzą na urodziny. To bolesne jak przychodzisz do kobiety na kawę i dziecko biega za tobą i mówi tata.
Bardzo mi zależało na czasie spędzanym z moim dzieckiem. Pozrywałem bliższe kontakty z kobietami. Bo czułem się nie fair w stosunku do syna. Ja siedzę z obcą kobietą i zabawiam jej dziecko, a mój syn za mną tęskni. Kiedyś jeszcze ułożę sobie życie. Z kimś kto będzie mnie szanował.
Ze swoje głupoty mam ustalone widzenia ( brzmi to jak widzenia z więźniem) z synem dwa razy tygodniu. Na sprawę poszedłem bez adwokata i zgodziłem się na porozumienie stron. Adwokat żony zupełnie mnie zakrakał i moje żądania w odpowiedzi na pozew nie wzięto pod uwagę. Żona demonstruje mi swoją wyższość, że jest właścicielem dziecka.
Odkąd znalazła sobie mężczyzną nie mam prawa wejść do syna. Choć mam zapisane to w wyroku. Nawet w urodziny nie mogłem do niego wejść. Przez trzy tygodnie mieliśmy z synem karę. Miał zabrany telefon. Mogłem do niego dzwonić tyko przez mamę. Za spóźnienie o kilka minut mam pogróżki, że nie zobaczę syna przez ileś tam dni.
To smutne, że mężczyźni, którzy dbają o dobre relacje z dzieckiem są mniejszością.
Jeżeli ojcostwo wyglądało na zasadzie - jestem z dzieckiem w tym samym domu, wiec jestem ojcem.
To po wyprowadzce z tego domu kontakt w naturalny sposób się urywa.
Zgadzam się z Babą Osiadłą - trudno spędzać z dzieckiem czas skoro się go nie zna.
Ci bardziej ogarnięci potrafią przekuć to bycie z dzieckiem po rozwodzie na efektywnie spędzony czas, ale większość wpada w nowy rytm, nowy związek, nowe obowiązki i dziecko już do tego nie pasuje bo czasu nie styka.
Do tego mało jest osób, które potrafią dla dobra dziecka wznieść się ponad wzajemne urazy. Dotyczy to i kobiet i mężczyzn. Złość, wypominanie, chęć ukarania drugiej strony za wyrządzone prawdziwe czy wyimaginowane krzywdy... a dziecko jest w tym wszystkim z boku...