Cześć,
nie wiem co skłoniło mnie do wpisu na forum. Zwykle tego nie robię. Ale dzisiejsze zdarzenia chyba jakoś mnie trochę popchnęły w stronę depresji. Od początku, mam 23 lata. Jestem studentką. Tak na poważnie byłam w związku przez 8 miesięcy między 2 a 3 klasą liceum. Czyli 4 lata temu ....Wcześniej i później miałam kilka flirtów. Ostatni taki flirt, romans zdarzył mi się kilka miesięcy temu. Od tego momentu nic...
Nie jestem jakaś obleśna, ludzie mówią, że nawet dość ładna, nie jestem gruba noszę rozmiar 36, mam brązowe włosy do ramion. Ubieram się normalnie, czasem kobieco, czasem nie.Nie jestem głupia. Zastanawia mnie jednak fakt czemu nie mogę znaleźć sobie faceta na normalny związek. Jestem oddana moim studiom, mam staże, pracuję w zawodzie ( jako studentka), obchodzi mnie to co robię. Czasem zastanawiam się czy nie jestem za poważna. Mam dużo znajomych - i facetów i kobiet. Nie wiem co jest nie tak - nie chciałabym faceta z grona przyjaciół - bo to byłoby dziwne. Nie wiem jak poznać wartościowych mężczyzn. Boję się i wstydzę iść sama do pubu, bo od razu przysiadają się jakieś stare dziady. Nie pójdę sama do klubu, bo jacyś erazmusi z krajów południowych będą chcieli wiadomo czego ( już to przerabiałam). Zastanawiam się czasem czy nie przystopować z pracą i nie szukać na siłę? Dziś zdołowała mnie znajoma, oczywiście bardzo się cieszę z jej wyboru. Okazało się, że chodzi, ze współlokatorem. Wszystko fajnie -większość tej mojej studenckiej grupki z kimś chodziła - a ja nie... Nie wiem na czym to polega,nie wiem o co chodzi. Większość osób się mnie zwierza... A ja czasem nie wiem co powiedzieć.
Dużo znajomych ma drugie połówki ale np takie które mi się nie podobają i nie spojrzałabym na nich na ulicy.. A jak ktoś mi się podoba to chowam głowę w piasek i idę spuszczając wzrok. Nie mam motywacji by coś zrobić.. Nie wiem od czego zacząć... Przepraszam za chaotyczny wpis. xx
PS ale z drugiej strony w innych sprawach jestem bardzo otwarta, śmieszna z poczuciem humoru, czasem sie zastanawiam czy nie za bardzo męska. Taka z którą konie kraść. Ale przecież jak założę sukienkę to nikt i tak nie zwraca uwagi.