Hej, chciałbym wiedzieć co myślicie ? od 3lat mam udany związek, świetną dziewczynę ? no wiecie do tańca i do różańca. Nie mieszkamy razem, obojgu nam to pasowało. Niedawno ja się przeprowadziłem do sąsiedniego miasta ? ustaliliśmy że na tą chwilę to będzie dobre wyjście, świetna posada. Miałem masę rzeczy na głowie, choć nie ukrywam czas na piwko z kolegami z nowej pracy też się znalazł. Odwiedzaliśmy się i gadaliśmy co wieczór o wszystkim. Od jakichś 3 miesięcy ?czyli w okolicach mojej przeprowadzki, ona zaczęła przebąkiwać o zaręczynach ? rzucała różne sugestie, że się martwi że popiera mój wyjazd, ale obawia się, że teraz się oddalimy. Zapewniałem ,że nic się nie zmieni. Na ostatnim spotkaniu od znajomych padło pytanie co dalej? Kiedy ślub? Ja to olałem, bo nie lubię się tłumaczyć, temat wrócił na tapetę sam na sam i ona postawiła sprawę jasno ? żebym powiedział czy chcę z nią być, a jeśli tak to kiedy zaręczyny? Rozmowa się jakoś głupio potoczyła i ona wyszła zapłakana. Nie odbiera telefonu od 3dni. Nie powiedziałem jej nic strasznego ? zapewniłem że ją kocham, ale ona powiedziała, że chyba już pora na konkrety. Ona 30lat, ja 32.
Kocham ją, jest super, ale czy musimy się spieszyć ?Nie miałem głowy do takich planów, nowe miasto, wiele spraw do ogarnięcia?wiem, że to wyjątkowa dziewczyna, jestem jej pewny, ale chciałem się najpierw ustawić w nowym mieście, a może w połowie roku się oświadczyć?. Co teraz ? Jestem zły ,że stoję pod ścianą, jestem zły że ją zraniłem a nawet nie wiem czym? Myślicie ,że wszystko popsułem ???
jako kobieta nie dziwie się jej że chce byś się określił, ma 30 lat i chce wiedzieć na czym stoi.. przecież nie będzie na Ciebie czekała do u... śmierci że tak powiem... ważne byś oświadczył się jej pod warunkiem że naprawdę tego chcesz bo skoro ma to być wymuszone to i tak nic z tego... ale jeśli Ty chcesz nadal czekać no to ona trochę sobie marnuje czas, kobiety w tym wieku już myślą o stabilizacji a nie o randeczkach jak w wieku 18 lat
3 2013-01-30 15:38:18 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-30 16:04:45)
Pepino, jeśli jesteś jej pewny, jeśli myślisz poważnie o wspólnej przyszłości...to nie sądzę aby oświadczyny były "spieszeniem się". W końcu tuż po oświadczynach nie musi być natychmiast ślub. Porozmawiaj z nią, że ślub chciałbyś wziąć, gdy już ustawisz się w nowym mieście, gdy będziesz pewny posady i tego że stać Cię na utrzymanie rodziny.
Zaręczyny będa dla niej swego rodzaju "przypieczętowaniem" Waszego związku. Wiele dziewczyn uważa, że bez tego "nie wiedzą do końca na czym stoją". Widocznie i ona tak ma.
p.s.
I popieram wypowiedz poniżej...
"spieszeniem się" byłoby zaręczać się w wieku 18-20 lat...Wy macie już po 30...czas pomyśleć o przyszłości (nie tylko w przypadku pracy)...
Kategoria wiekowa 30+, staż związku - 3 lata. Serio myślisz, że podjęcie jakiś kroków byłoby spieszeniem się?
Oświadcz się inaczej ją stracisz
po prostu o tym nie myślałem - było trochę zmian, skupiłem się na nich, ona była jak wyspa - cokolwiek się działo ona mnie wspierała, nie sądziłem że mógłbym ją stracić... nie wiem czy nie straciłem ...
Jest nam ze sobą świetnie -nie wiedziałem,że muszę coś zmieniać.Chyba najważniejsze że ją kocham ? Nie ????
Koledzy mówią - żeby się nie uginać, przemyśli i wróci...
Pytałem siostry to powiedziała żebym dorósł.
Nie lubię działać pod presją, myślałem,że w połowie roku w czasie wakacji się oświadczę....
Co zrobić , nie odbiera tel??? ... nie moge do niej teraz pojechać- chyba dopiero w sobotę....
7 2013-01-30 16:12:17 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2013-01-30 16:16:49)
Nie miałem głowy do takich planów, nowe miasto, wiele spraw do ogarnięcia?wiem, że to wyjątkowa dziewczyna, jestem jej pewny, ale chciałem się najpierw ustawić w nowym mieście
A to jak to sobie wszystko dalej wyobrażasz. Masz zamiar z dziewczyną zamieszkać? Bo póki co ty się jakoś chcesz ustawić w nowym miejscu, a ona? Ile ma czekać, aż poważniej podejdziesz do Waszego związku.
Czy chcecie mieć dzieci? Czy Twoja dziewczyna chce? Wiesz... tu nie chodzi o to żeby się śpieszyć, ale może warto pewne deklaracje złożyć i zacząć myśleć do przodu.
EDIT.
Kolegów radzę w tej sytuacji nie słuchać.
Jezeli uwazam ,ze partner jest tym jedynym to godze sie na zreczyny.Mozna zyc w stanie narzeczenstwa kilka lat.Nie trzeba od razu brac slubu.Ale jesli nie wiaze planów z dana osoba to raczej dac jej wolnosc zeby sobie ułozyła zycie.
Tak, chciałem z nią zamieszkać, ale ta przeprowadzka to uniemożliwiła... Myślałem, że za jakiś czas ona przyjedzie do mnie ... wiedziała o tym .... ale nie o to jej chodziło, mówiła,że ważne kroki podejmuje się dla kogos więcej niż chłopak.
Ona wspominała o dzieciach, ja też bym się nie załamał jakbyśmy mieli bobaska...
Nie znam kochańszej dziewczyny.
Czyli wszyscy uważają, że nie powinienem tego już odsuwać, ale czy teraz to nie będzie wyglądało na wymuszone jakbym się oświadczył ????Nie wiem czy ona teraz by wogóle mnie słuchała ....
10 2013-01-30 16:38:18 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-30 16:44:31)
Pepino...nie słuchaj we wszystkim kolegów... bo daleko nie zajdziesz... "Najlepiej" doradzają ci, którzy nie są w związku ...
Wyślij jej sms-a, że przemyślałeś wszystko i żałujesz że tak się zachowałeś. Ze chciałbyś z nią porozmawiać na spokojnie i coś jej powiedzieć ważnego... A co jej powiesz...to już sam musisz zdecydować.
Jeśli odpowiednio do wszystkiego podejdziesz, to ona Cie na pewno wysłucha. Ja bym powiedziała, że zareagowałeś tak, bo sam chciałeś się oświadczyć a nie pod naciskiem innych. Powiedz że chciałeś aby to była spontaniczna niespodzianka.
coś jej powiedzieć ważnego...
Oczywiście nie oświadczyłbym sie w takim momencie, bo nigdy tego dobrze nie będziecie wspominać - wymuszone fochem oświadczyny to nie oświadczyny. Powiedziałbym jej, ze muszę to przemyśleć. Przeprosiłbym, ale bez tragizowania i brania na winy na siebie, potem za jakiś czas obiecałbym, ze oświadczę się w wakacje itd.
Generalnie, jeśli jesteś pewien, że to TA właściwa kobieta, to zaręcz się z nią - dla kobiet to wiele znaczy, a i Ty poczujesz się jak w pełni odpowiedzialny, poważny mężczyzna. Na złe Ci to nie wyjdzie, a jeśli po drodze coś się wydarzy to formalnie nic Cię nie trzyma. Powodzenia! ![]()
PolishRumble...nie nie, źle mnie zrozumiałeś. Nie chciałam powiedzieć, żeby zaraz na spotkaniu (po sms-ie) się oświadczał. Chodziło mi o to, żeby właśnie powiedział o tym, że myślał o oświadczynach w wakacje, ale zareagował tak, bo poczuła sie naciskany i zmuszany do czegoś, co sam chciał po swojemu zaplanować.
PolishRumble...nie nie, źle mnie zrozumiałeś. Nie chciałam powiedzieć, żeby zaraz na spotkaniu (po sms-ie) się oświadczał. Chodziło mi o to, żeby właśnie powiedział o tym, że myślał o oświadczynach w wakacje, ale zareagował tak, bo poczuła sie naciskany i zmuszany do czegoś, co sam chciał po swojemu zaplanować.
Ach, to pardonik, ślicznotko!
Popieram co teraz nagryzmoliłaś... ![]()
Ps. Margolinka to od Małgorzata? Moje ulubione imię... ![]()
Oj Rumble, Rumble... słodzisz... ![]()
Tak od imienia ![]()
No cóż po części zgadzam się ze wszystkimi.
Faktycznie, nie masz 18 lat.
Ale nie uginaj się teraz. Poczekajcie chwilę, poproś ją, żeby dała Ci trochę czasu.
Tzn. nie oświadczaj się bezpośrednio po kłótni, bo faktycznie nie będziecie tego miło wspominać.
Oświadczyny powinny być wyjątkowe...
słodzisz...
OK OK... Wracaj to tematu, bo Ci moderator palcem pogrozi ![]()
Ps. wszystkie Małgosie to dzielne dziewczynki :*
zaręcz się z nią - dla kobiet to wiele znaczy, a i Ty poczujesz się jak w pełni odpowiedzialny, poważny mężczyzna. Na złe Ci to nie wyjdzie, a jeśli po drodze coś się wydarzy to formalnie nic Cię nie trzyma. Powodzenia!
Weź mi powiedz czemu to tyle znaczy ? Przecież wie co do niej czuję, wiedziała że chciałbym żebyśmy kiedyś razem zamieszkali, sam piszesz, że z zaręczyn mogę się wycofać to co to za zapewnienie ? Nie rozumiem kobiet i to mój problem.
Ale miło że sobie z Margolinką flirtujecie.
Ona dalej nie odbiera, próbowałem z wielu nr - cholera. A może w weekend z kwiatami przeprosić ? Jeszcze zaplanować oświadczyny na niedługi czas, no nie muszę do tych wakacji czekać ...
Pepino, bo tak jest... dla faceta wyznanie miłości raz w roku wystarczy aby kobieta wiedziała o jego uczuciu, bo to przeciez oczywiste. ![]()
Niektóre kobiety jednak, potrzebują "namacalnych dowodów"
Tak to jest i nie próbuj tego zrozumieć
Jeśli zależy Ci na niej, kochasz ją i chcesz z nią spędzić resztę życia, to zrób to dla niej. Tobie niczego od tego nie ubędzie, a ona będzie szczęśliwa i się uspokoi
Z zaręczynami się nie śpiesz, poczekaj choćby do wiosny na ładne słoneczne dni
Wtedy lepiej się myśli, a i humor ludzie mają lepszy
Teraz kup ładny bukiet i idz do niej. Wytłumacz jej tą sytuację, a będzie dobrze. Trzymam kciuki ![]()
Bab nie zrozumiesz.
Po prostu czasami trzeba dla świętego spokoju zrobić, co dla nich ważne, a potem można się skupić na ważniejszych sprawach. ![]()
To że wie, to nic nie znaczy, trzeba jeszcze zapewniać w dzień i w nocy, że jest jedyna i najwspanialsza!
Choć ja tego nigdy nie robiłem, ale ja raczej nie panikuję tak jak Ty i nawet najgorsze próby mojego babsztyla znoszę z anielskim spokojem i drwiącym uśmiechem na ustach, więc już jej się odechciało mnie tresować i wystawiać na próbę, bo wie, że to do niczego nie prowadzi. ![]()
Gdyby mi się coś takiego zdarzyło napisałbym jednego smsa, może dwóch z przeprosinami i propozycją spotkania się w weekend bądź kiedykolwiek jej pasuje, żeby to wyjaśnić oraz krótkim wtrętem, że jeśli chce się spotkać, to niech się odezwie. I tyle. żadnej histerii i natręctwa, ale ja nie jestem wyrocznią soficką, więc mogę się mylić. ![]()
Rumble...tu nie chodzi żeby robić coś "dla spokoju" ![]()
Dziewczyna ma w sumie prawo chyba czegoś oczekiwać od swojego faceta. Prawda? ![]()
A praca i praca...i praca... chyba nie jest najważniejsza w związku dwojga ludzi, no chyba że się mylę ![]()
Ona chce...on pisze że też o tym myślał...więc "o co kaman"... niech zbierze się na odwagę i się oświadczy. Ręka mu od tego ani noga nie odpadnie
![]()
21 2013-01-30 20:45:16 Ostatnio edytowany przez PolishRumble (2013-01-30 20:45:45)
Mylisz się, Małgosiu, notorycznie i niemal w każdej kwestii, ale nie martw się. Ja tu jestem, żeby wyprowadzić Cię z błędu.
Dawał łapkę, a wyprowadzę Cię z ciemności niewiedzy... ![]()
22 2013-01-30 20:59:12 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-30 21:00:03)
A w czym ja się tak mylę Rumble? Noga mu odpadnie czy ręka? A może coś innego? ![]()
Sądzę, że skoro autor wątku jest przekonany iż chce tego związku "na dobre i na złe", jest pewny swoich uczuć do dziewczyny, oraz tego że chce z nią być...to nie ma na co czekać. Dorosłe życie nadchodzi wielkimi krokami... wraz z nim wspólne mieszkanie i wspólne życie...i nie ma co się oszukiwać w wieku 30 lat, że "jeszcze za wcześnie" i "mam na to jeszcze czas" ![]()
Rumble...tu nie chodzi żeby robić coś "dla spokoju"
Pewnie, Wy wszystko robicie w porywie lub pod wpływem impulsu, a potem kombinujecie jak koń pod górę, żeby wytłumaczyć o co Wam chodziło. To ja już wolę przemyślane "dla spokoju" ![]()
Dziewczyna ma w sumie prawo chyba czegoś oczekiwać od swojego faceta. Prawda?
Oczekiwać może, ale nie powinna strzelać focha, bo facet nie spełnił często niezwerbalizowanego, wydumanego pragnienia - facet to nie piesek tresowany... ![]()
A praca i praca...i praca... chyba nie jest najważniejsza w związku dwojga ludzi, no chyba że się mylę
Mylisz się! Praca to kasa, adrenalina, możliwość sprawdzenia się i rywalizacji z innymi, która buduje poczucie wartości faceta i podwyższa libido. Ty także z tego skorzystasz.
Ona chce...on pisze że też o tym myślał...więc "o co kaman"... niech zbierze się na odwagę i się oświadczy. Ręka mu od tego ani noga nie odpadnie
![]()
Za dziesięć lat wszystko mu opadnie, bo jego wymarzona też nie będzie już taka wspaniała, jak teraz, kiedy widzą się w weekendy ![]()
Sądzę, że skoro autor wątku jest przekonany iż chce tego związku "na dobre i na złe", jest pewny swoich uczuć do dziewczyny, oraz tego że chce z nią być...to nie ma na co czekać. Dorosłe życie nadchodzi wielkimi krokami... wraz z nim wspólne mieszkanie i wspólne życie...i nie ma co się oszukiwać w wieku 30 lat, że "jeszcze za wcześnie" i "mam na to jeszcze czas" tongue
I tutaj 90 procent kobiet przegrywa, bo wydaje im się, że zamieszkanie razem, założenie rodziny, urodzenie dziecka i mityczne rodzinne życie ich uszczęśliwi, a potem jest nuda, szarpanie się z codziennością, zawiedzione nadzieje, gorycz i złorzeczenie na wszystkich dookoła. ![]()
24 2013-01-30 23:45:19 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-30 23:46:56)
No to jaki złoty środek polecasz? Wieczne "chodzenie" i nie wiązanie się "na siłę"? Super... tylko nie wiem czy słyszałeś ale "związki partnerskie" jeszcze długo u nas nie będą miały racji bytu. Nawet o zdrowiu dziewczyny w razie wypadku nie będziesz poinformowany. Poza tym nie każda kobieta chce wiecznie czekać na swojego "Piotrusia Pana"
Koniec końców zostanie on sam...a "dla spokoju" oświadczy się jej inny ![]()
No to jaki złoty środek polecasz? Wieczne "chodzenie" i nie wiązanie się "na siłę"? Super... tylko nie wiem czy słyszałeś ale "związki partnerskie" jeszcze długo u nas nie będą miały racji bytu. Nawet o zdrowiu dziewczyny w razie wypadku nie będziesz poinformowany. Poza tym nie każda kobieta chce wiecznie czekać na swojego "Piotrusia Pana"
![]()
Koniec końców zostanie on sam...a "dla spokoju" oświadczy się jej inny
Nie mam z tym problemu, bo nie mieszkam w Polsce i mam partnerkę, która rozumie dynamikę związków i bycie razem tak jak ja. ![]()
No i super. Ja jestem jak najbardziej za tym, aby dobierac sie pod kazdym wzgledem. Zwlaszcza tego jak widzimy bycie razem. Mi tez papierek nie byl zbytnio potrzebny, ale jednak go mamy, bo oboje sie zdecydowalismy. Dlatego pisalam autorowi, ze jesli jest pewny ze chce w przyszlosci slubu.... jesli nie wie , to lepiej niech sie nie oswiadcza bo i tak potem bedzie "problem".
Pepino, w takiej sytuacji, aby każde z Was było zadowolone( w miarę), nie oświadczaj się "już", bo naprawdę potem będzie, że Ona to na Tobie wymusiła, Ty tego nie chciałeś tak bardzo jak Ona. musisz z nią pogadać, może nawet zrobić pyszna kolację lub zabrać na spacer, wytłumaczyć, że musisz się zaaklimatyzować w nowym miejscu. powiedz, że też tego chcesz, tylko ostatnio miałeś dużo na głowie i obiecaj, żę niedługo to nastąpi, ale chcesz, żeby to wyszło z Twojej inicjatywy, aby miała choć troche niespodziankę. a swoja drogą, jeśli nie czujesz potrzeby mieszkania z nią, to nie rozumiem, dlaczego o niej piszesz, że to ta kobieta. swoje lata masz, więc mężczyzna w Twoim wieku powinien myśleć bardziej przyszłościowo. żeby nie było, że po ślubie będziecie mieszkać osobno...:D
Pepino tu nie ma zadnego dziwactwa ani focha czy kaprysa.
Tu jest proste liczenie. Macie po 30 lat. Nie robicie sie coraz mlodsi ale coraz starsi. Ona pragnie stabilizacji. Pragnie jej z toba. Ale ona nie rozumie na co ty czekasz. JA w sumie tez nie rozumiem. Jestescie dorosli, ustabilizowani, nie macie nauki na glowie i trudnych poczatkow kariery...
Jej myslenie jest pewnie takie ze jesli ona chce dziecko to czas dziala na jej niekorzysc. Bo jest z toba jej sie nie uda to przeciez nie rzuci sie w ramiona innego tak od razu. ZAjmie jej czas doprowadzenie sie do stanu uzywalnosci spolecznej. Niech jej to zajmie okolo roku...potem byc moze spotka kogos...dajmy im tak jak wam 3 lata... Zanim zostana podjete jakies decyzje ona bedzie miala 34 lata...Niby malo ale w perspektywie planow dzieciecych to juz sie zblizacie do jakiejs tam granicy...
Poza tym na boga ojca ilez ona ma ci udowadniac ze sie dla niej liczysz?
Sam mowisz ze byla dla ciebie jak wyspa i cie wspierala. Ale z czasem mozna sie nabawic uczucia ze nie jest sie wyspa ale mlecznym barem gdzie sie wpada na szybkie sniadanie i szybko wypada
Ona ci przez 3 lata pokazywala ze jej zalezy to teraz wypadaloby zewrzec poslady, stac sie mezczyzna i podjac sluszna decyzje
Oby nie bylo za pozno.
PolishRumble nie kazda kobieta robi wszystko pod wplywem impulsu
Zdarza sie ale nie w kazdym przypadku
No i kobietom sie wmawia ze to cale szczescie rodzinne jest...szczesciem
Rzadko ktora ma na tyle jaj zeby sie temu przeciwstawic ![]()
29 2013-01-31 10:29:33 Ostatnio edytowany przez pepino (2013-01-31 10:30:24)
malutka91
Ale ja chciałem z nią zamieszkać, kiedy byliśmy w 1mieście pomieszkiwaliśmy sobie, było super. Ona po prostu uważała,że dla chłopaka się nie przeprowadzi - chyba chciała mi powiedzieć, że dla narzeczonego owszem...ale wtedy nie kumałem.
PolishRumble
Chyba myślimy inaczej, ja chcę kiedyś założyć normalną rodzinę, zrobić duże wesele, uszykować wspólne gniazdko...Nie chcę wolnego związku na dłuższa metę.
Sadie
nigdy tak o tym nie myślałem ... że moglibysmy się rozstać, w jakiej syt.jest wtedy ona.
malutka91
Zrobię jak mówisz - pojadę w weekend, zaproszę na rozmowę przy miłej kolacji - naprawię wszystko ,a oświadczyny przyspieszę - moze na wiosne, jak to ktoś mi tu sugerował.
Wieczorem i tak będę dzwonił - może odbierze...
Kobiety potrzebują uczucia stabilizacji... Nie mieszkacie razem, widzicie się rzadko więc dziewczyna się boi. Może poważniej zaczęła myśleć o dziecku ale skoro Ty się oficjalnie jej nie zdeklarowałeś to może ona nie wie czy może z Tobą takie plany wiązać? Ma 30 lat, nie ma najwyraźniej ochoty czekać do 40.... Nie zapominaj też że jeśli chodzi o dziecko to zegar biologiczny tyka i już nie ma tyle czasu co w wieku 20 lat. Rozmawialiście kiedyś o swoich poglądach na ślub, dzieci? Macie takie same oczekiwania? Może ona należy do kobiet które potrzebują tego przeżycia z białą suknią, przysięgą w kościele? A może tylko cywilny?
Baby można zrozumieć jeśli się chce. Tak samo jak baby potrafią zrozumieć chłopów
Wystarczy słuchać i mieć podstawową wiedzę o psychice płci przeciwnej. Niedomówienia się zdarzą ale nie na dużą skalę.
Pepino, popieram Twoją decyzję. Porozmawiaj z nią szczerze i pokaż, jak bardzo jest ważna, przedstaw swoją wizję najbliższej przyszłości ![]()
Ja jestem w podobnej sytuacji jako kobieta. Pierścionek zaręczynowy jest kupiony, zaręczyny miały być w grudniu. Wg mojego niedoszłego narzeczonego, nie nadszedł właściwy moment. Chce, ale nie teraz. Strasznie to przeżywam, nie rozumiem jak po 5 latach związku można odkładać tę decyzję. Czuję, że nie jest mnie pewien, zawahał się. Mam 26 lat, on 30. Oboje pracujemy, jesteśmy samodzielni.
Wycofałam się, czuję się zraniona. Nie ważne, że wyznaje miłość, nie wyobraża sobie życia beze mnie, skoro nie wie kiedy mniej więcej chciałby ślubu i dlaczego zawahał się przed zaręczynami. Czuję, że nie dojdzie do zaręczyn, że to jednak nie było tak poważne z jego strony. Zobaczymy się dopiero za 10 dni, nie ma go w Polsce. Nasz związek wisi na włosku.
Ty możesz uważać, że okazujesz jej miłość, a jej pewnie brakuje tego kroku. Widać, że bardzo Ci na Niej zależy. Zawalcz o swoją partnerkę
Życzę Wam, żeby się wszystko ułożyło.
Nie ma sensu smarować jakiś nowych rad (leń jestem
), po prostu przeczytaj ze zrozumieniem posty Sadie i Margolinki.
Absolutnie nie słuchaj kolegów, w końcu nie z nimi spędzisz resztę życia, nic nie przeczekuj, jedź do niej i wyjaśniaj.
Jeżeli mylaślałeś o zaręczynach na wakacjach to powiedz jej to.
Wogóle powiedz jej to co piszesz tutaj, o tym co do niej czujesz, jak ci na niej zależy, fajnie się to czyta ![]()
Jeżeli nie rozumiesz kobiet to trafiłeś na dobre forum, czytaj i ucz się.
I jedź do niej!!!
33 2013-01-31 14:25:50 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-31 14:28:18)
po prostu o tym nie myślałem - było trochę zmian, skupiłem się na nich, ona była jak wyspa - cokolwiek się działo ona mnie wspierała, nie sądziłem że mógłbym ją stracić... nie wiem czy nie straciłem ...
Jest nam ze sobą świetnie -nie wiedziałem,że muszę coś zmieniać.Chyba najważniejsze że ją kocham ? Nie ????Koledzy mówią - żeby się nie uginać, przemyśli i wróci...
Pytałem siostry to powiedziała żebym dorósł.
Nie lubię działać pod presją, myślałem,że w połowie roku w czasie wakacji się oświadczę....
Co zrobić , nie odbiera tel??? ... nie moge do niej teraz pojechać- chyba dopiero w sobotę....
Sluchaj sie kolegow, to wyjdziesz na tym jak Zablocki...
Macie swoje lata, swoj staz i Jej "naciskanie" na obraczkowa stabilizacje jest jak najbardziej na miejscu. Tak mi sie wydaje i popieram przedmowczynie.
Gdyby to bylo po 3 m-cach, to mogloby byc podejrzane...
Ale jesli nie ma w tym "parcia na szklo", presji rodziny, otoczenia i etc., to dzialaj tak, bys potem tego nie zalowal...
Ona pragnie byc z Toba, Ty pragniesz byc z Nia wiec na co czekac...
Posluchaj sie glosu serca ale nie w znaczeniu, ze masz tak robic, jak ono Ci dyktuje. To Ty masz je -wedlug jego wskazowek - prowadzic.
Moze to Ci cos da do myslenia na przyszlosc - w razie nieporozumien w zwiazku rowniez:
"Choc milosc mozna okazywac na wiele sposobow, slowa sa najczesciej odbiciem stanu duszy. Badz skory do sluchania, nie skory do mowienia i nie skory do gniewu."
Mow co czujesz - wg podpowiedzi serca - biorac za to pelna odpowiedzialnosc i determinacje w swoich decyzjach i obietnicach wzgledem partnerki.
P.S.
Pomysl tez nad seminarium na DVD "poprzez smiech do lepszego malzenstwa" i nie patrz na to, ze prowadzi je amerykanski pastor. Rozklada na lopatki wiele dotychczasowych i zatwardzialych stereotypow odnosnie zwiazkow i rzuca na to o wiele ciekawsze swiatlo, z ktorego warto brac przyklad.
jesli ja kochasz to dlaczego nie zareczysz sie z nia ? Przeciez nie musisz od razu biec do ołtarza . Ale nie rozumiem czego sie boisz tak tego slubu ?! Nie masz przeciez 20 lat . A dziewczynie sie nie dziwie, że nalega bo ja bym robila to samo na jej miejscu . Zdecyduj sie
Ja rozumiem Twoją dziewczynę doskonale...
Sama mam dopiero 21 lat a już chcę się zaręczać i planować rodzinę, dzieci... bo życie bez tego nie miało by żadnego sensu
A co dopiero Twoja dziewczyna która ma już 30 lat. Ja na jej miejscu też bym się źle z tym czuła.
Mówisz że myślicie o wspólnym mieszkaniu... A ona potrzebuje bezpieczeństwa, byś jej pokazał że na prawdę chcesz być z nią do końca życia, w życiu najważniejsze są czyny, a nie słowa...
Twoja dziewczyna na pewno była w innych związkach, może kiedyś się zawiodła. Ja np. tak miałam i nie wierze tak łatwo.
Ale skoro jesteście już 3 lata razem to powinniście sobie ufać.
Więc zamiast tworzyć problem to po prostu uszczęśliw swoją dziewczynę, bo to powinno być dla Ciebie najważniejsze
żeby ona czuła się szczęśliwa ![]()
(A ona teraz pewnie biedna się zamartwia, że wcale nie traktujesz jej poważnie
)
troche dziwne ze o tym nie myslales - to w takim razie kiedy jest dla Ciebie czas na to? moj facet mi sie oswiadczyl po pol roku, wiem ze to jest z kolei za szybko, ale jestesmy udana para i dal mi do zrozumienia ze mysli powaznie a Twoja kobieta po prostu nie wie na czym stoi, nie dziwie sie troche ze sie wkurzyla, nie macie juz 15 lat ![]()
A ja Ci tylko powiem jak skończyło się to ostatnio u mojej koleżanki - sytuacja podobna tyle, że oboje mieli po 31 lat(w zeszłym roku), oboje pracowali, chociaż w odróżnieniu od Was pomieszkiwali trochę(tak ze dwie,trzy noce wspólne w tygodniu) we "wspólnym" mieszkaniu, gdzie ona bywała raczej gościem bo pracowała (i pracuje) w miejscowości oddalonej ok 80 km, ale tam tez mieszkali jej rodzice i ze względu na koszty dojazdów tak właśnie zdecydowali(poza tym ona bez prawka). Byli ze sobą 4 lata i ona oczekiwała, że właśnie może jak skończy 30 to się jej oświadczy, potem, mieli jechać razem za granice i myślała, że może wtedy w ładnej scenerii, potem, że w rocznice itd. wreszcie w walentynki zeszłego roku nie wytrzymała i ze zwykłej rozmowy na ten temat zrobiła się wielka awantura, właśnie o to "o co kaman" skoro deklaruje, że kocha, że tylko z nią. On z tego co mówiła później tłumaczył, że jeszcze nie teraz, bo.. i milion powodów na drodze, bo trzeba po kolei, a to "po kolei" że zajmowało mnóstwo czasu wyliczyła mu podczas kłótni, że za jakieś 10 lat w takim razie się jej oświadczy i kolejne tyle do ślubu będzie czekać. A ona chciała konkretów, na dokładkę oczywiście już w rodzinie ją o ten ślub od dawna molestowali, tyle że gdyby ona też nie chciała wreszcie tej stabilizacji i budowy życia nie w pojedynkę, tylko razem to pewnie olałaby tą gadaninę. Wtedy też się wściekła i uznała, że dopóki się nie uspokoi nie będzie z nim rozmawiać. On zły dzwonił pierwszy raz po dwóch dniach, ale w tym czasie była już wystarczająco na niego zła, że postanowiła dotrzymać sobie słowa i nie odezwać się przez dwa tygodnie. W tym czasie mało z kim rozmawiała, mi tylko przez telefon powiedziała, że myśli nad swoim zyciem i nad perspektywami i jak sobie to już poukłada to zadzwoni. Spotkali się w końcu po jakimś czasie bo przyjechał do niej, przepraszał tak długo, że wreszcie się z nim pogodziła, ale mi i swojej siostrze jak u niej byłam jakiś miesiąc późnej powiedziała, że niby jest jak dawniej, ale w niej w środku coś się zmieniło, złamało i ciągle myśli i zastanawia sie czy chce jeszcze z nim być. Później chyba w święta wielkanocne się jej oświadczył, przyjęła pierścionek, ale nie wyglądała na szczęśliwą. Termin ustalili na maj tego roku(2013).
Na początku grudnia w mikołajki oddała mu pierścionek. Powiedziała, że wtedy coś w niej wreszcie pękło, i gdy poczuła, że nie może być go pewna dla niej związek zaczął się kończyć. Pomimo że w końcu dostała to czego chciała, to już nie było to. Dziś po dwóch miesiącach jest z nią już lepiej, chociaż bardzo to przeżyła, bo nie rozumiała jak mogło się w niej to uczucie wypalić, że była pewna że będą ze sobą już do końca, ale że wtedy tamta kłótnia była dla niej takim ciosem, że gdzieś musiała przewartościować swoje życie i jego w nim nie było. Do tego doszła depresja, że tyle czasu zmarnowała i chyba już nigdy nie będzie jej dane stworzenie normalnej rodziny. Tak więc chociaż sama zerwała to i tak wygląda jak cień siebie. Wszyscy ją wspierają(ja sama przeżyłam podobne rozstanie) i wiem, że wyjdzie "na prostą" i będzie szczęśliwa. A T. początkowo wyczyniał różne rzeczy aby do niego wróciła, łącznie z groźbami, że się zabije, a obecnie podobno sporo pije z kolegami(nota bene faceci z wyjątkiem jednego sami kawalerowie). Rzeczy z mieszkania jeszcze nie zabrała, więc będą musieli za jakiś czas się spotkać.
Także widzisz, są kobiety które wolą żyć w konkubinacie i to je uszczęśliwia, a są które oczekują formalizacji związku, tak jak Twoja dziewczyna. Do tego facetom tak się nie mówi, ale dziewczyny niestety często muszą znosić różne aluzje ze strony rodziny, znajomych i w końcu zaczynają czuć się niepewnie. No bo skoro wszystko jest ok, facet nie mówi, że ślub to ostatnia rzecz na jaką by się zdecydował w życiu to znaczy że coś jest nie tak. I to coś z tym związkiem. Obyś dogadał się ze swoją dziewczyną i wszystko Wam się ułożyło. Ale najpierw zastanów sie czy na pewno to z nią widzisz swoją przyszłość. I praca i aklimatyzowanie się w nowym środowisku to żadna wymówka. To naprawdę ani w zaręczynach ani w przygotowaniach do ślubu w niczym nie przeszkadza. Chyba że liczysz, że poznasz w tym nowym miejscu jakąś inną dziewczynę i szkoda Ci ewentualnie zmarnowanej okazji. Ale wtedy nie żeń się. A przynajmniej nie ze swoją obecną kobietą.
Czyli wszyscy uważają, że nie powinienem tego już odsuwać, ale czy teraz to nie będzie wyglądało na wymuszone jakbym się oświadczył ????Nie wiem czy ona teraz by wogóle mnie słuchała ....
nie będzie wyglądało.. kup pierścionek, kwiaty i jedz do niej na weekend.. zrób niespodziankę !! Może będzie trochę żal - że naciskała.. ale jeśli karzesz jej czekać z dnia na dzień będzie między Wami gorzej.. ona będzie sobie wkręcać, że jej nie kochasz, że nigdy tego nie zrobisz..przy każdej kolacji, wyjściu będzie czekać na pierścionek, a potem przeżywać rozczarowanie..
Poza tym ona ma już 30lat.. dla niektórych kobiet to już ostatnie gwizdki na zajście w ciąże.. jak ją zostawisz za rok dwa, zanim znajdzie męża, może już nigdy nie móc mieć dziecka.. a niemal każda o nim marzy...
30 lat, 3 lata związku, czas najwyższy na konkrety, przechodzone zwiazki bez zaręczyn i dalej ślubu zazwyczaj podobnie sie kończą, kilka przykładów wśród znajomych, gdzie albo zaręczyny był w końcu odrzucane albo przed nimi zwyczajnie zrywali i nie dotrwali, lub były rozwody...
Postaraj się chłopie, bo jak kochasz, i masz wspaniała kobietę, to nic tylko postawić krok na przód, bo nic lepszego może Cie nie spotkać.
Wczoraj znalazłem prezent który mi dała w Święta - kalendarz z naszymi zdjęciami - dobrała idealnie każdy miesiąc, a na ostatnim jest moje zdjęcie z nowym autem którym bardzo się cieszyłem... nawet nie wiedziałem kiedy je zrobiła...
Jestem durniem i najwidoczniej sporo rzeczy mi umknęło.
Ona nadal nie odbiera - zadzwoniłem chwilę temu do niej do biura - jak usłyszała,że to ja powiedziała, że jest zajęta i mnie pożegnała. Pojadę dziś, wyjdę wcześniej z pracy by zdążyć po kwiaty.
Czarno to widzę, ona zawsze chciała rozmawiać nawet po najgorszych akcjach, a teraz zero.
Mam nadzieję, że nie narobiłem tyle szkód ile opisała ewelina102.
Ona chce wreszcie ,abyś się jej oświadczył, ponieważ czuje ,że jesteś jej jedynym. Ma ona na pewno ma nadzieje,że przed czterdziechą, będzie miała co wspominać ze ślubu.
Oświadcz się jej spontanicznie ![]()
Zrób cos ! Musisz ja odzyskać bo dziewczynę stracisz albo co gorsza bedzie chciała Cię ukarać i popełni głupotę swojego życia !!!!!
Szkoda. Mnie też właśnie mija 3 rok z chłopakiem. Myślę sobie, że im dłużej czekam na te zaręczyny, tym mniej ich chcę. Myślę sobie- może jemu już tak nie zależy? Może nasz związek się wypala, a może już się wypalił? No bo właściwie ile czasu potrzeba, żeby poznać tę drugą osobę i dowiedzieć się, czy chce się z nią być na poważnie? Rozumiem, że rok to może być mało, ale 3 lata, w tym prawie 2 wspólnego mieszkania? To nadal za mało?
Ja nie zamierzam być wiecznie "dziewczyną". Ale na pewno nie zniżę się do proszenia, fochania, czy nawet "poważnych rozmów" na ten temat. Oświadczyny to część zarezerwowana dla mężczyzny i nie zamierzam przykładać do tego ręki. Jeśli jednak mój mężczyzna nie wykazuje inwencji w tym temacie, to najwyraźniej nie jestem tą "jedyną".
Przyznam szczerze, że nie czytałem całego tematu a co za tym idzie moje rozkminy mogły się już tu pojawić więc wybaczcie ale coś mnie zastanowiło.
Dlaczego ludzie najwyraźniej chcą (?) ustalać sobie jakieś sztuczne i chyba w większości przypadków niepotrzebne, określone z góry 'warunki' typu 'zaręczyny/ślub/wspólne zamieszkanie razem po x latach / miesiącach a jak się na to nie godzisz to sp...adaj'? Czy to naprawdę takie ważne?
Podkreślam - nie chodzi mi o kolejne etapy bo to jest naturalne i potrzebne ale dlaczego taką różnicę komuś robi czy to będzie 2 lata czy 3? Czy wezmą ślub czy cywilny czy kościelny po 4 latach bycia ze sobą czy po 10? Znam szczęśliwe pary które ani nie potrzebują oficjalnych urzędowych ślubów, papierków ani też zapewnień 'weźmiemy ślub za 2 lata NA PEWNO' a mają się bardzo dobrze ...
Bo chyba nie o to chodzi w związkach by czegoś na siłę od partnera wymagać, nalegać i robić coś wbrew sobie / drugiej osobie dla 'obopólnego szczęścia' czyż nie?
Ja nie potrzebuję zapewnień, nie zamierzam się zniżać do nalegania czy fochów, po prostu chcę oświadczyn. Takie mam marzenie, mój chłopak o tym wie. Skoro wie, minęły te 3 lata, a nic z tym nie robi, to co to oznacza? Nie jest gotowy? Wie, że nie jestem tą jedyną i nie warto mi się oświadczać? Teoretycznie nie dowiem się, jeśli się go spytam, ale wtedy strzelę sobie w kolano, bo przecież moje dopytywanie może zostać odebrane jako wywieranie presji, a tego nie chcę. Chcę, żeby to wyszło w 100% spontanicznie, z jego męskiej inwencji. Ale jeśli to nie ma miejsca aż przez 3 lata to co ja mam sobie myśleć...?
Poza tym, Ciemnooki, tak można w kółko przecież. Co za różnica czy 2, czy 3, czy 4, czy 5 lat...
Takie mam marzenie, mój chłopak o tym wie. Skoro wie, minęły te 3 lata, a nic z tym nie robi, to co to oznacza? Nie jest gotowy? Wie, że nie jestem tą jedyną i nie warto mi się oświadczać?
busiu, powiedz mi jedną rzecz - co by Ci to dało oprócz nie wiem 'pewności' tudzież 'ulgi' tudzież pewnej radości 'tak, on mnie kocha i pragnie' etc etc? Rozumiem, że dla kogoś to co wymieniłem wcześniej może być wystarczającymi powodami ale zastanów się - czy naprawdę tego potrzebujesz już teraz zaraz? Czy na pewno da Ci to szczęście i spokój? Bo 3 lata to mało nie jest i wiem - każdy związek jest inny, indywidualny, mieszkacie razem itp ale to na pewno nie jest za wcześnie? Wiadomo, że to nie jest ślub ale mam wrażenie ogólnie, że bardzo często młodzi ludzie chcą mieć wszystko sfinalizowane, zaklepane i pewne tylko niekiedy się w tym gubią tak samo jak i gubi się imo sens związków. Bo tak jak mówiłem - kolejne etapy są naturalne i to nie jest nic złego ale dlaczego tak mimo wszystko w moim odczuciu szybko? Gdybyście byli i/lub mieszkali ze sobą powiedzmy 8-10 lat to rozumiałbym a i nawet zachęcałbym do podjęcia poważniejszych kroków ale sama przyznaj że obiektywnie 3 lata nie są jakimś wybitnie długim okresem. ![]()
pepino - i jak rozmowa z Twoją dziewczyną? Pogodziliście się(o ile w ogóle rozmawialiście)?
busiu, powiedz mi jedną rzecz - co by Ci to dało oprócz nie wiem 'pewności' tudzież 'ulgi' tudzież pewnej radości 'tak, on mnie kocha i pragnie' etc etc? Rozumiem, że dla kogoś to co wymieniłem wcześniej może być wystarczającymi powodami ale zastanów się - czy naprawdę tego potrzebujesz już teraz zaraz? Czy na pewno da Ci to szczęście i spokój? Bo 3 lata to mało nie jest i wiem - każdy związek jest inny, indywidualny, mieszkacie razem itp ale to na pewno nie jest za wcześnie? Wiadomo, że to nie jest ślub ale mam wrażenie ogólnie, że bardzo często młodzi ludzie chcą mieć wszystko sfinalizowane, zaklepane i pewne tylko niekiedy się w tym gubią tak samo jak i gubi się imo sens związków. Bo tak jak mówiłem - kolejne etapy są naturalne i to nie jest nic złego ale dlaczego tak mimo wszystko w moim odczuciu szybko? Gdybyście byli i/lub mieszkali ze sobą powiedzmy 8-10 lat to rozumiałbym a i nawet zachęcałbym do podjęcia poważniejszych kroków ale sama przyznaj że obiektywnie 3 lata nie są jakimś wybitnie długim okresem.
buahaha..8-10 lat? to współczuje Twojej kobiecie.. Zdecydowanie 3 lata już wystarczą aby wiedzieć czy chce się z tą osobą spędzić resztę życia.. Ślub przecież to coś pięknego, trochę tradycja, trochę jakieś zapewnienie o miłości, tzn przypieczętowanie jej, przede wszystkim (dla niektórych) przysięga przed Bogiem, więc poco czekać 8lat? jak się jest pewnym swoich uczuć, to właśnie dąży się do tych kolejnych etapów, pragnie się tego..
buahaha..8-10 lat? to współczuje Twojej kobiecie
Polecam czytać ze zrozumieniem, do tego nie potrzeba niewyobrażalnych umiejętności. Po pierwszym napisałem 'przykładowo' więc proszę się tu nie spinać i nie pluć jadem, nigdzie nie napisałem, że musi być osiem lat minimum.
Po drugie - jednym wystarczy rok, innym trzy lata a jeszcze inni wolą się 'docierać' ( lub zwyczajnie im to pasuje ) przez blisko 10 lat a takich znam więc nie wiem w czym problem. Dziwi mnie po prostu nieco taki dziwny pęd do takich oficjalnych nazwijmy to zobowiązań. Cóż ... skoro uważasz, że trzy lata wystarczą to Twoja sprawa, wg mnie to chyba nieco za krótko. I tyle w tej kwestii. Nie rozumiem tylko po co się tak z tym spieszyć, nalegać, oczekiwać skoro w związku się układa i wszystko idzie 'ku dobremu'. Ani to jakoś wybitnie moim zdaniem nie polepszy sytuacji ani też jej nie pogorszy więc ...
Słoneczna86 napisał/a:buahaha..8-10 lat? to współczuje Twojej kobiecie
Polecam czytać ze zrozumieniem, do tego nie potrzeba niewyobrażalnych umiejętności. Po pierwszym napisałem 'przykładowo' więc proszę się tu nie spinać i nie pluć jadem, nigdzie nie napisałem, że musi być osiem lat minimum.
Wybacz, nie chciałam żeby to Cię dotknęło, ale przyznaj że 8-10lat to już skrajność.. Znam takie związki i każdy z nich się zakończył..najczęściej to odejściem do nowego partnera, albo wyprowadzką dziewczyny, która straciła nadzieję na założenie rodziny w obecnym związku..
Najczęściej kończy się to plotkami i wyśmianiem typu" 10lat ją tak zwodził w końcu zostawił" czy współczuciem rodziny"zmarnował jej 10lat i ją rzucił"
Faktycznie 3lata to nie tak długo, nie ma po co wywoływać presji.. ale według mnie to właśnie dobry czas na zdeklarowanie się, bo nie wyobrażam sobie, żebym była w stanie związać się na całe życie znając kogoś tylko rok czy dwa.
Ciemnooki napisał/a:Słoneczna86 napisał/a:buahaha..8-10 lat? to współczuje Twojej kobiecie
Polecam czytać ze zrozumieniem, do tego nie potrzeba niewyobrażalnych umiejętności. Po pierwszym napisałem 'przykładowo' więc proszę się tu nie spinać i nie pluć jadem, nigdzie nie napisałem, że musi być osiem lat minimum.
Wybacz, nie chciałam żeby to Cię dotknęło, ale przyznaj że 8-10lat to już skrajność.. Znam takie związki i każdy z nich się zakończył..najczęściej to odejściem do nowego partnera, albo wyprowadzką dziewczyny, która straciła nadzieję na założenie rodziny w obecnym związku..
Najczęściej kończy się to plotkami i wyśmianiem typu" 10lat ją tak zwodził w końcu zostawił" czy współczuciem rodziny"zmarnował jej 10lat i ją rzucił"Faktycznie 3lata to nie tak długo, nie ma po co wywoływać presji.. ale według mnie to właśnie dobry czas na zdeklarowanie się, bo nie wyobrażam sobie, żebym była w stanie związać się na całe życie znając kogoś tylko rok czy dwa.
A ja znam mnóstwo małżeństw, które się rozpadły po dwóch, czterech, dziesięciu latach...
Sądzicie, że jeśli facet Wam się oświadczy, to oznacza, że będzie z Wami na całe życie, a jeśli tego nie zrobi, to równoważycie to z chęcią porzucenia Was???
Jezuuu... zaczynam się was bać.
No właśnie, dokładnie tak jak vl mówi. Rozumiem że, czasami zaręczyny / ślub jakby to powiedzieć cementują związek, są dobrym kolejnym etapem, miłym gestem, czymś wymarzonym ale to chyba podobnie jak z dziewictwem / prawictwem - trochę osób zbyt je przecenia i robi z tego coś wielkiego, zwłaszcza nie w tym momencie co trzeba. Ja tam może i mam nierealistyczne podejście ale uważam że jak dwie osoby się kochają - szczerze i oddanie i bliżej im do tych pięciu lat razem niż dziesięciu to nie ma o co kruszyć kopii. Im dłużej są razem i im lepiej im się układa tym 'parcie' na kolejny etap może być większe ( i słusznie ) ale w początkowych latach gdy ludzie nadal się poznają, docierają ( mieszkanie razem wiele zmienia ) to ... chyba lepiej się wstrzymać i poczekać niż zrobić coś pochopnie i potem żałować.
53 2013-02-03 01:06:08 Ostatnio edytowany przez Słoneczna86 (2013-02-03 01:11:42)
Słoneczna86 napisał/a:Ciemnooki napisał/a:Polecam czytać ze zrozumieniem, do tego nie potrzeba niewyobrażalnych umiejętności. Po pierwszym napisałem 'przykładowo' więc proszę się tu nie spinać i nie pluć jadem, nigdzie nie napisałem, że musi być osiem lat minimum.
Wybacz, nie chciałam żeby to Cię dotknęło, ale przyznaj że 8-10lat to już skrajność.. Znam takie związki i każdy z nich się zakończył..najczęściej to odejściem do nowego partnera, albo wyprowadzką dziewczyny, która straciła nadzieję na założenie rodziny w obecnym związku..
Najczęściej kończy się to plotkami i wyśmianiem typu" 10lat ją tak zwodził w końcu zostawił" czy współczuciem rodziny"zmarnował jej 10lat i ją rzucił"Faktycznie 3lata to nie tak długo, nie ma po co wywoływać presji.. ale według mnie to właśnie dobry czas na zdeklarowanie się, bo nie wyobrażam sobie, żebym była w stanie związać się na całe życie znając kogoś tylko rok czy dwa.
A ja znam mnóstwo małżeństw, które się rozpadły po dwóch, czterech, dziesięciu latach...
Sądzicie, że jeśli facet Wam się oświadczy, to oznacza, że będzie z Wami na całe życie, a jeśli tego nie zrobi, to równoważycie to z chęcią porzucenia Was???
Jezuuu... zaczynam się was bać.
Nikt tak nie uważa.. po prostu niektórym, np, mi czy autorce postu, jeśli facet wie, jakie ma podejście do życia i związku jego partnerka, to nie widzę powodu, żeby się nie pobrać mieszkając pod jednym dachem te 3, 4lata i znając się dobrze...
Żaden staż nie gwarantuje udanego związku, ludzie się zmieniają, zmieniają się też ich oczekiwania, to co kiedyś było ważne, przestaje często mieć znaczenie.. Małżeństwo do żadna gwarancja, po prostu niektórzy cenią sobie ten sakrament..
Gdybym potrzebowała oświadczyn już, teraz i natychmiast, to nie byłabym z moim obecnym chłopakiem. Jestem młoda, on też, mamy jeszcze czas. Ale nie zamierzam bawić się przez dekadę w "chodzenie"! Pięć czy sześć lat to jest dla mnie górna, krytyczna granica jeśli chodzi o ilość czasu na myślenie o tym, czy jestem tą jedyną, czy może jednak nie. Nie będę traciła czasu na mężczyznę, który nie jest tego pewien przez 5 lat, do groma!
Oświadczyny są zobowiązujące, stresujące, wymagające odwagi, pewności co do podjętej decyzji- i właśnie dlatego mężczyzn przerażają. Jeśli mojego chłopaka te zaręczyny/ślub nadal będą przerażać po 4 czy 5 latach, to ja to uszanuję. Ale on będzie musiał się pogodzić z tym, że mnie straci.
busiu ech ![]()
Wiem ze nie chcesz sie prosic ani naciskac ale...faceci sa prosci. Jak im nie powiesz to nie wiedza ![]()
Tak sobie cichutko mowie ![]()
Tez tak myslalam...a potem zrobilo mi sie szkoda czasu ![]()
Gdybym potrzebowała oświadczyn już, teraz i natychmiast, to nie byłabym z moim obecnym chłopakiem. Jestem młoda, on też, mamy jeszcze czas. Ale nie zamierzam bawić się przez dekadę w "chodzenie"! Pięć czy sześć lat to jest dla mnie górna, krytyczna granica jeśli chodzi o ilość czasu na myślenie o tym, czy jestem tą jedyną, czy może jednak nie. Nie będę traciła czasu na mężczyznę, który nie jest tego pewien przez 5 lat, do groma!
Oświadczyny są zobowiązujące, stresujące, wymagające odwagi, pewności co do podjętej decyzji- i właśnie dlatego mężczyzn przerażają. Jeśli mojego chłopaka te zaręczyny/ślub nadal będą przerażać po 4 czy 5 latach, to ja to uszanuję. Ale on będzie musiał się pogodzić z tym, że mnie straci.
nic się nie bój, w końcu się zdecyduje.. mój odważył się, gdy byliśmy niemalże 6lat ze sobą.. trochę mu to zajęło;) może dlatego, że nie mieszkaliśmy wtedy ze sobą..
busiu i inne dziewczyny, powiedzcie mi jedną rzecz, dlaczego jak chwilowo facet jest na 'nie' to zaraz uogólniacie, wrzucacie do jednego wora z innymi i ogólnie dostaje mu się 'po ryju'? Czy to złe, że się docieracie, że on nie jest pewny, że chce wybrać 'raz' a dobrze, nie popełnić błędu i tak dalej? Te 5-6 lat RAZEM ( w tym mieszkanie razem przez te 5-6 lat minimum ) to jest dla mnie minimalny okres ( przynajmniej na ten moment w moim odczuciu ) kiedy można już na poważnie o tym myśleć. Zobaczcie ile jest 'długich-krótkich' związków/małżeństw, które rozpadają się po roku, dwóch, trzech? Ilu ludzie wiąże się ze sobą po roku i się zaręczają a potem się zdradzają lub nie wytrzymują ze sobą? Myślisz, że on zwleka i jest mu to na rękę? Skoro Cię kocha i wam się układa to zapewne nie więc z całym szacunkiem, naprawdę nie wiem po co siejesz ten raban po tych 3 latach ...
58 2013-02-03 12:25:43 Ostatnio edytowany przez Selene1 (2013-02-03 12:33:44)
Ciemnooki, a nie pomyślałeś o tym, że może facetowi jest to na rękę? po co ma się oświadczac skoro zapewne ma ugotowane, posprzątane, wyprane, ba nawet obiadek pod nos podany? jemu jest tak może wygodnie i przyzwyczaił się do takiej wygody. Sama jestem w podobnej sytuacji do tych wszystkich czekających dziewczyn tyle, że ja już rozmawiałam z partnerem na ten temat no ale jak widać z mizernym skutkiem
póki co idę torem myślenia busiu czyli im dłużej czekam tym mniej chcę
ja już się na ten temat nic nie odzywam i czekam na jego krok i będę czekać dopóki starczy mi cierpliwości.
Zresztą to jest temat rzeka i każdy zapewne ma inne podejście do tych spraw. Dla mnie przynajmniej oświadczyny byłyby zapewnieniem, deklaracją. Nikt nie każe po miesiącu iść pod ołtarz, ale już same zaręczyny bylyby dla mnie kolejnym krokiem i czułabym się pewniej, bezpieczniej z pierścionkiem na palcu. Wiedziałabym, że myśli o mnie poważnie, bo mieszkać tak sobie bez żadnych zobowiązan i deklaracji to można w nieskończoność i nie oznacza to, że ma się poważne zamiary wobec drugiej osoby.
Może i tak ale busiu na niemal każdym kroku podkreśla jaki to jej związek nie jest udany i w ogóle więc nieco wątpię by było to takie hm ... jednostronne, że to taka gra pozorów, że jej facet to robi tylko dlatego by mieć 'wolną furtkę'. Takie przypadki o których mówisz się na pewno zdarzają ale ja z męskiego punktu widzenia jestem trochę poirytowany, że jak facet nie chce lecieć z oświadczynami/pierścionkiem 'na już, teraz, zaraz' jak dziewczynie się tu i teraz zachce to zaraz jest 'be' a najpewniej powątpiewa w sensowność tego związku ...
powiedz jej to co tu na pisales ![]()
61 2013-02-03 12:39:46 Ostatnio edytowany przez Selene1 (2013-02-03 12:40:38)
Ciemnooki, żaden związek nie jest idealny
ja rozumiem busiu, że nie chce się narzucać, ponizać itp ale tak jak napisała już Sadie, faceci to proste stworzenia i z nimi trzeba rozmawiac otwarcie. Ja bym jednak proponowała jej rozmowę na ten temat z chłopakiem. Już po samej jego reakcji będzie widziała czy jest sens brnąć dalej w ten związek czy lepiej zakończyć go teraz.
busiu i inne dziewczyny, powiedzcie mi jedną rzecz, dlaczego jak chwilowo facet jest na 'nie' to zaraz uogólniacie, wrzucacie do jednego wora z innymi i ogólnie dostaje mu się 'po ryju'? Czy to złe, że się docieracie, że on nie jest pewny, że chce wybrać 'raz' a dobrze, nie popełnić błędu i tak dalej? Te 5-6 lat RAZEM ( w tym mieszkanie razem przez te 5-6 lat minimum ) to jest dla mnie minimalny okres ( przynajmniej na ten moment w moim odczuciu ) kiedy można już na poważnie o tym myśleć.
Ciemnooki, pomijasz kilka spraw. Przede wszystkim- jestem kobietą. Czas dla kobiet i mężczyzn leci w innym tempie. Załóżmy, że poczekam te 6 lat i on się jednak nie zdecyduje. Będę miała wtedy 26 lat. Załóżmy, że od razu wejdę w nowy związek, kolejne 6 lat... i bum, 32 lata. A co z hipotetyczną rodziną, dziećmi? Facet może sobie czekać nawet do czterdziestki, ale dla kobiety, która pragnie rodziny, może być już za późno. Ja na obecną chwilę nie chcę dzieci, więc nie wpadam w panikę, ale biorę pod uwagę ewentualność, że to może się zmienić.
Poza tym- nie chcę Cię urazić, ale Ty chyba nie masz doświadczeń związkowych? Ja po 3 latach bycia razem i 2 wspólnego mieszkania mogę spokojnie stwierdzić, że to jest wystarczająca ilość czasu, żeby kogoś poznać i zdecydować, czy to jest to. Co takiego może zmienić jeszcze jeden rok? Moim zdaniem nic. Ale jeśli on chce jeszcze myśleć, to proszę bardzo. Mówię tylko, że moje odczucia względem zaręczyn się zmieniają i chcę ich coraz mniej. Podobno czekanie wzmaga apetyt- widocznie nie w przypadku związków.
Myślisz, że on zwleka i jest mu to na rękę? Skoro Cię kocha i wam się układa to zapewne nie więc z całym szacunkiem, naprawdę nie wiem po co siejesz ten raban po tych 3 latach ...
Nie sieję żadnego rabanu! Wyraźnie napisałam, że nawet słówkiem nie pisnę na temat zaręczyn. To jest jego sprawa i tylko jego. Swoje oczekiwania w tym temacie wyraziłam na początku związku i on zrobi z tą wiedzą co zechce. Ale ja nie zamierzam udawać przed samą sobą, że mnie ten temat nie uwiera. Po to mam anonimowe forum, żeby powiedzieć co mi leży na wątrobie i nie truć tym chłopaka.
Ciemnooki, pomijasz kilka spraw. Przede wszystkim- jestem kobietą. Czas dla kobiet i mężczyzn leci w innym tempie. Załóżmy, że poczekam te 6 lat i on się jednak nie zdecyduje. Będę miała wtedy 26 lat. Załóżmy, że od razu wejdę w nowy związek, kolejne 6 lat... i bum, 32 lata. A co z hipotetyczną rodziną, dziećmi? Facet może sobie czekać nawet do czterdziestki, ale dla kobiety, która pragnie rodziny, może być już za późno. Ja na obecną chwilę nie chcę dzieci, więc nie wpadam w panikę, ale biorę pod uwagę ewentualność, że to może się zmienić.
Kwestia upływającego czasu - masz rację ale spójrz z drugiej strony, do powiedzmy trzydziestki Ci jeszcze daleko, układa wam się dobrze, dzieci nie planujecie na ten moment, zaręczyny/ślub nie są wam potrzebne do nie wiem ... kredytu / świętego spokoju rodziny etc etc czyż nie? Przynajmniej o tym nie wspomniałaś więc zakładam, że tak właśnie jest. Poza tym pięć - sześć lat razem a nie jeszcze sześć.
Poza tym, że faceci mogą 'trochę' zwlekać z ewentualnym potomstwem i 'zabawą' w ojca i męża to nie znaczy, że im dłużej tym lepiej. Nie ma co przesadzać w żadnym kierunku. Poza tym jak już ściśle trzymamy się Twej osoby sama mówiłaś, że preferujesz adopcję.
A mnie bardziej chodziło w tamtym momencie także o kwestię wrzucania każdego faceta do jednego wora a sama wiesz, że to jest bezcelowe.
Poza tym- nie chcę Cię urazić, ale Ty chyba nie masz doświadczeń związkowych? Ja po 3 latach bycia razem i 2 wspólnego mieszkania mogę spokojnie stwierdzić, że to jest wystarczająca ilość czasu, żeby kogoś poznać i zdecydować, czy to jest to. Co takiego może zmienić jeszcze jeden rok? Moim zdaniem nic. Ale jeśli on chce jeszcze myśleć, to proszę bardzo. Mówię tylko, że moje odczucia względem zaręczyn się zmieniają i chcę ich coraz mniej. Podobno czekanie wzmaga apetyt- widocznie nie w przypadku związków.
Co z tego? Polemizować mogę, tym bardziej, że nie są to jakieś wielce wydumane czy nierealne historie. Wystarczy poczytać, posłuchać, rozejrzeć się - jest mnóstwo 'krótkich' związków które się rozpadają. Bo jak się mieszka to jest inaczej, bo nie poznałem/am go na tyle ile trzeba było, on/a mnie irytuje na dłuższą metę, to nie jest to co było na początku, on/a nie chce seksu, nie zaspokaja mnie, jest inaczej/gorzej etc etc. Jakoś z moich obserwacji wynika, że najlepsze związki to takie z długim stażem 'przed', które na nic nie naciskały, niczego nie żądały. Więc albo tak mi się trafiło albo rzeczywiście mało kto przypasowuje sobie na tyle by się ze sobą szczęśliwie związać. Bo po co być z kimś z musu lub na siłę? Po co taka para ma się wzajemnie męczyć? Albo po co być 'bo tak trzeba zrobić chociaż jej/jego tak całkiem nie kocham/nie ufam'? Nie czekasz przecież długie lata ...
Nie sieję żadnego rabanu! Wyraźnie napisałam, że nawet słówkiem nie pisnę na temat zaręczyn. To jest jego sprawa i tylko jego. Swoje oczekiwania w tym temacie wyraziłam na początku związku i on zrobi z tą wiedzą co zechce. Ale ja nie zamierzam udawać przed samą sobą, że mnie ten temat nie uwiera. Po to mam anonimowe forum, żeby powiedzieć co mi leży na wątrobie i nie truć tym chłopaka.
Trochę jednak siejesz. Piszesz że jeszcze trochę a on Cię straci, że nie będziesz czekała, że dla Ciebie to wystarczająco a on się zastanawia, że nie wiesz co to będzie za x czasu. Jakieś obawy masz a chcesz tych zaręczyn, temu przecież nie zaprzeczysz mimo że na razie wprost mu o tym nie mówisz, prawda? No właśnie.
Obawy zawsze będą nawet już po zaręczynach/ślubie
nic nie daje gwarancji na udany związek, bo nawet po X czasu związku zdarzają sie zdrady/rozstania. Pomijając już ten fakt, to jeśli facet kocha swoją partnerkę, planuje z nią przyszłość, to co mu szkodzi się oświadczyc? jest różnica między tym czy oświadczy sie teraz a za kilka lat? jeśli uczucia nie ulegną zmianie, to jak dla mnie nie ma żadnej różnicy.
Nie wspomnę już o tym tykającym zegarze biologicznym. Busiu póki co nie planuje dzieci i ja w jej wieku rózniez o tym jeszcze nie myślałam. Jednak teraz mam 25 lat i już marzę o bobasie, a mimo to muszę czekać. Pocieszam się tym, że do 30stki jeszcze trochę czasu ![]()
Obawy zawsze będą nawet już po zaręczynach/ślubie
nic nie daje gwarancji na udany związek, bo nawet po X czasu związku zdarzają sie zdrady/rozstania. Pomijając już ten fakt, to jeśli facet kocha swoją partnerkę, planuje z nią przyszłość, to co mu szkodzi się oświadczyc? jest różnica między tym czy oświadczy sie teraz a za kilka lat? jeśli uczucia nie ulegną zmianie, to jak dla mnie nie ma żadnej różnicy.
Nie wspomnę już o tym tykającym zegarze biologicznym. Busiu póki co nie planuje dzieci i ja w jej wieku rózniez o tym jeszcze nie myślałam. Jednak teraz mam 25 lat i już marzę o bobasie, a mimo to muszę czekać. Pocieszam się tym, że do 30stki jeszcze trochę czasu
Skoro Ty kochasz swojego faceta i chcesz z nim spędzić resztę życia, dlaczego sama się nie oświadczysz???
Ostatnio zauważyłam, że większość dziewczyn chce zaręczyn dla pierścionka i dla statusu na FB...