Ciężko opisać krótko mój przypadek, bo jest to 5 letni "barwny" związek. Poznaliśmy się można powiedzieć jako małolaty, mając po 19 lat. Dwa Światy.. ja studentka z dość rygorystycznej rodziny, on "luźny" chłopak, zaniedbujący szkołę, lubiący alkohol, imprezy.. Szybko się zakochałam, i też szybko zaczęliśmy być razem.. początkowo imprezowałam razem z nim i jego znajomymi, lecz po paru miesiącach przestało mi to odpowiadać. Ja przestałam, a on dalej to ciągnął. Chciałam to zmienić, ale bezskutecznie. Skończyło się na tym, że on biegał po pubach i klubach i pił, a ja w domu siedziałam i martwiłam się o niego..niejednokrotnie zdarzały się sytuacje, gdzie o późnych porach nocnych szłam po niego do klubu, i zachlanego prowadziłam do domu.
Nasze pierwsze dwa lata tak wyglądały. Nie mówiąc o przepłakanych nocach, i nerwach. Notorycznie mi kłamał, wolał kolegów, i przez te dwa lata Nasze spotkania miały miejsce średnio raz na 2-3 tygodnie, taki był zalatany. A nasz związek zakończył się jakby sam. Akurat kończyłam semestr, zaczynały się wakacje, chciałam się z nim spotkać, więc wysłałam mu smsa. Okazało się, że moja miłość wyjechała ze znajomymi do Warszawy( jesteśmy z Gdańska) na jakiś koncert. Zabalował całe tak wakacje, ja z kolei "umierałam" z tęsknoty za nim, i cierpiałam. Pod koniec wakacji napisałam do niego, i znów zaczęliśmy się spotykać i być ze sobą. Trzeci rok miał być lepszy.. miał.. myślałam, że wydoroślał.. Niestety nie.
Ogółem podsumowując trzy ostatnie lata: stworzył taką sieć kłamstw, że nie wiadomo było co jest grane, każdy znał inna wersję, flirtował z koleżankami, nie skończył liceum.. ma 25 lat a jest w 3 liceum(próbowałam mu pomagać, przynosiłam książki, chciałam mu tłumaczyć ale nic z tego nie wyszło), do pracy się nie garnie. Jego tryb życia to siedzenie do 4-5 rano i wstawanie o 13-14 w dzień.
Bardzo zabolał mnie fakt, iż flirtuje z koleżankami. W naszej "karierze" było ich sporo. Zapisywał je jako Panów w telefonie, pisał im czułe smsy, jak się okazało w tym samym czasie pisał też podobne do mnie. Lubi adoratorki. Nawet jak było między nami ok, i nie kłóciliśmy się ( a kłócimy się baardzo często, parę razy w tygodniu) pisał do dziewczyn w celu spotkania z nimi. Najgorsza była sytuacja sprzed pół roku, kiedy to po ponad 4 latach bycia razem, usunął mnie dziecinnie z fb, i po 7h wstawił 18 letnia dziewczynę.. To był dla mnie cios prosto w serce.. a z tym też wiąże się jego paromiesięczna przyjaźń z Panem A.
Zaczęła się w styczniu 2012r. Początkowo niewinnie, ale potem rozkręciła się na tyle, że spędzali ze sobą 24h na dobę.. i nie przesadzam, Pan A wpadał z samego rana, budził go i siedział z nim do 4-5 w nocy, przynosząc mu różnego rodzaju "rarytasy" typu książki jakie mój facet lubi, słodycze, ciuchy których Pan A nie chce już nosić, płyty, i różnego rodzaju bajery. Mój facet całkowicie mnie odsunął po 2-3 miesiącach. Liczył się tylko Pan A, a ja byłam wrogiem. Nie mogłam zastać chłopaka samego w domu, co nie przyszłam jego koleżka już siedział. To było straszne. Potem nawet parę razy u niego kimał. W końcu Panu A zaczęło przeszkadzać strasznie, że zakłócam im spokój, przychodzę i robię awantury, histerie, wyrzuty więc zaczął się dąsać i nastawiać mego faceta przeciwko mnie. Robił mojemu facetowi wyrzuty, że ja przychodzę, że chciał z nim sam posiedzieć itd. Namawiał go by ze mną zerwał. Doszło do tego, że mój chłopak gościł mnie w kuchni bo Pan A siedział w pokoju, i poświęcał mi 15 minut i kazał wracać do domu. W końcu przestaliśmy się spotykać bo nie miał czasu, i tak też jak wspominałam usunął mnie z fb i wstawił małolatę. Nie mogłam się po tym pozbierać..
Co do Pana A, jest to dość dziwny osobnik, autsajder, który wybiera sobie jedna ofiarę i przy niej trwa zaspokajając jej przyziemne zachcianki. Pan A ma problemy psychiczne, bierze jakieś leki.. Jak chciał żeby dała spokój memu facetowi i nie przychodziła pisał smsy typu " spłoń ", albo zgniła wiedźmo zdychaj ".. kolorowo.. Mój facet oczywiście twierdzi że to moja wina bo parę razy wyskoczyłam do Pana A z pretensjami że niszczy mój związek. Pan A to na prawdę ciężki przypadek i chyba musiałabym założyć kolejny temat by to opisać.
Wracając do mego faceta ze swą nastoletnią miłością pobył tydzień, i to w sumie moja wina, gdyż parę razy go odwiedziłam i chciałam żeby wrócił nie mówiąc tego wprost oczywiście. Wróciliśmy do siebie, ale że Pan A dalej trwał przy mym facecie, postanowili razem wyjechać do Anglii. Twardo stali w swym postanowieniu, i nasze relacje znów osłabły.. 2 dni przed ich wyjazdem spotkał się ze mną. Prosiłam by nie jechał, płakałam itd. Kolejnego dnia on płakał. nie pojechał.. Pan A wyjechał sam. Panowie się pokłócili ostro..
Między nami niby zaczęło się układać, ale dalej brnął w kłamstwa. Pił od czasu do czasu, lenił się, chodził na imprezy itd. Teraz Pan A wrócił i znów zaczęło się to samo. Pogodzili się po cichu, a jak zorientowałam się że znów z Panem A się trzyma ostro się pokłóciliśmy. Pare dni temu spotkał się ze mną i przyszedł na spotkanie w spodniach od Pana A...
Obecnie mamy separację.. Moja życzliwa koleżanka, a jego znajoma, doniosła mi iż widziała jak mój facet pisze smsy do innych dziewczyn. Podejrzewam że znów kogoś bajeruje, i to nie jedną.. On oczywiśce uważa ze nic pisze z nikim.. Koleżanka powiedziała też ze posiada on dwa telefony.. z czego jeden wyłącza jak ja z nim siedze i spedzam czas.. oczywiscie nic nie wiem o drugim telefonie i numerze.. Przesiaduje z Panem A po nocach, i saczy browarka podrywając młodsze koleżanki..
Żeby pokazać Wam wagę jego kłamstw, i to do czego jest zdolny powiem, iż nawet uśmiercił swoja matkę kłamstwami..( jego mama jest chora, roslinka, efekt brania narkotykow, z czym tez wiaza sie zle wspomnienia mojego chlopaka z wczesnych lat dziecnistwa co tez wzbudza we mnei litosc nad nim i jakby chec matkowania mu..)
Nie wiem jak sobie juz z tym radzic, jestem wykonczona, mialam depresje, bylam u psychiatry, raz najadlam sie tabletek.. popadam w histerie.. nie jem.. obecnie juz schudlam 5 kg przez te 2 cudowne tygodnie nerwowki..A jednoczesnie strasznie go kocham, mimo tego wszystkiego, wyzwisk w stosunku do mnie i zachowania, nie potrafie bez niego zyc.. ja podporzadkowala mu swoje cale zycie, nie zwazalam na odzicow ktorzy potepiali ten zwiazek, ba moi znajomi takze.. zrobilabym dla niego wszystko.. wiem ze nikogo tak nei pokocham.. byly tez dobre chwile..on jest cudowny jak jest tylko ze mna, najlepiej poza miastem..ale to chore.. nie wiem co mam teraz zrobic.. ciezko mi bedzie o nim zapomniec, o ile wgl to mozliwe.. serce mi peka, bo widze ze go trace.. ale nei wiem czy sa jakiekolwiek szanse na to ze sie zmieni.. Mam do Was banalne pytanie.. co byscie zrobily na moim miejscu.. jak poradzilybyscie sobie z tym wszystkim.. ew. zwiazkiem dalszym, badz rozstaniem..
1 2013-01-25 02:57:22 Ostatnio edytowany przez Dioxyde (2013-01-25 03:24:42)
Przyznaję bez bicia, nie przeczytałam całego tematu (długi tekst bez akapitów, zwyczajnie rozbolały mnie oczy), ALE - sama zatytułowałaś wątek "TOKSYCZNY związek" i zaraz pytasz się, czy warto w nim trwać. A toksyczny jest nie od 5 dni czy 5 tygodni, tylko od 5 lat. Dość logiczne, że raczej nie warto. To tak jakbyś się pytała, czy możesz jeść trujące rośliny...
Powiem z własnego doswiadczenia ze ktos to nigdy nie znalazl sie w takiej sytuacji nie ma pojecia co my czujemy (zakochane w nieodpowiednich facetach). Zawsze z ich ust odpowiedz brzmi NIE WARTO i ..... maja racje. Tylko ze my zakochane, zawsze do samego konca mamy nadzieje ze spadnie grom z jasnego nieba i nasz facet sie odmieni i stanie sie wzorowym chlopakiem i mezem. To tylko zludzenia. Ja mam problem z chlopakiem alkoholikiem, ktory szalenczo za mna latal i byl wspanialy jak bylismy sami, ale jak pojawila sie okazja do picia i imprezy z kumplami to z biegiem czasu zaczal wybierac kumpli.
.
Nie wiem jak sobie juz z tym radzic, jestem wykonczona, mialam depresje, bylam u psychiatry, raz najadlam sie tabletek.. popadam w histerie.. nie jem.. obecnie juz schudlam 5 kg przez te 2 cudowne tygodnie nerwowki..A jednoczesnie strasznie go kocham, mimo tego wszystkiego, wyzwisk w stosunku do mnie i zachowania, nie potrafie bez niego zyc.. ja podporzadkowala mu swoje cale zycie, nie zwazalam na odzicow ktorzy potepiali ten zwiazek, ba moi znajomi takze.. zrobilabym dla niego wszystko.. wiem ze nikogo tak nei pokocham.. byly tez dobre chwile..on jest cudowny jak jest tylko ze mna, najlepiej poza miastem..ale to chore.. nie wiem co mam teraz zrobic.. ciezko mi bedzie o nim zapomniec, o ile wgl to mozliwe.. serce mi peka, bo widze ze go trace.. ale nei wiem czy sa jakiekolwiek szanse na to ze sie zmieni.. Mam do Was banalne pytanie.. co byscie zrobily na moim miejscu.. jak poradzilybyscie sobie z tym wszystkim.. ew. zwiazkiem dalszym, badz rozstaniem..
Proponuje wizyte u psychologa.
Trwanie w zwiazku pomimo strat zdrowotnych i innych to zachowanie do przedyskutowaniq ze specjalista .