Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 89 ]

1 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-20 03:50:04)

Temat: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Witam... jest mi nieco głupio, ale chciałabym się poradzić w bardzo trudnej, a jednocześnie tak ważnej dla mnie sprawie. Może swoich prywatnych spraw nie powinno "prać się" na forum publicznym, ale czasem spojrzenie z boku, obiektywnie, całkiem obcych osób, bywa pomocne, gdy samemu ma się ogromny mętlik w głowie... Jestem w sumie przygotowana na pociski słowne, ale mam nadzieję, że także i na porady...

Do rzeczy. Chodzi o mojego byłego chłopaka, a obecnie, mam nadzieję przyjaciela. Jesteśmy dorosłymi ludźmi już dość dawno. Byliśmy ze sobą pewien czas, niestety nie wyszło nam, gdyż mieszkamy daleko od siebie, choć nie to było powodem. To on ze mną zerwał. Nieważne, to było 2 lata temu. Albo jednak ważne, bo gdy się ze mną rozstawał urządziłam niemały teatr, próbując go zatrzymać. No cóż, przyznaję, że jestem naiwną istotą, wierząca w romantyczne zrywy serca i przeogromnie bardzo bardzo kochałam.

Tak więc od 2 lat się przyjaźnimy. Tak "na odległość" i wirtualnie, ale mając ogromny kontakt. W między czasie kilka razy zaprosił mnie także do siebie, na kilkudniowe przygody. Podczas tych dni traktował mnie zawsze jak swoją partnerkę...ze wszystkimi przywilejami, a we mnie rodziła się nadzieja, że w końcu uda nam się do siebie wrócić. Niestety czas mijał, nie udawało się, ostatnio już nawet mnie nie zapraszał, ale kontakt nadal był bardzo intensywny, a mnie, mimo że kocham zapewne ślepo, cieszyła chociażby ta przyjaźń. Przez te 2 lata starałam się jak mogłam, hamowałam swój charakter, nie robiłam żadnych scen zazdrości, no bo przecież nie miałam do nich prawa, zresztą z nikim też się nie spotykał.

Jednakże od pewnego czasu nasz kontakt troszkę osłabł, choć ciągle był duży. Tłumaczył to zmęczeniem, dużą ilością pracy. Niestety...od pewnego czasu niepokoił mnie jego wzmożony kontakt z koleżanką z pracy, jednak ciągle myślałam, że może wyolbrzymiam. W końcu postanowiłam poważnie z nim pogadać, dlaczego nasz kontakt słabnie (nie wspominałam o swoich podejrzeniach ad. koleżanki). Kolejny raz usłyszałam, że ma dużo pracy i... "nie chcę nic przed Tobą ukrywać, więc od razu powiem, że byłem raz z koleżanką z pracy na kawie, tak pogadać, bo poza tym nie mamy żadnego kontaktu, nie rozmawiamy i to tylko koleżanka z pracy". Oczywiście chodziło o tę koleżankę, o której myślałam, ale ucieszyłam się, że mówi mi takie rzeczy, skoro tak naprawdę nie musi się przede mną tłumaczyć.

Od tego dnia i tej rozmowy upłynął tydzień, gdy w pewne niedzielne popołudnie oznajmił mi, że idzie na łyżwy. Absolutnie sam, tak tylko pojeździć sobie - już coś przeczuwałam i mówiłam mu, że "może kogoś zabierz, będzie weselej", jednak uparcie twierdził, że sam. Podejrzane było, czemu wychodzi z domu tyle wcześniej, skoro lodowisko zaraz obok domu, ale odpowiedział, że jedzie na inne, gdzieś dalej. Tak się jednak (nie)szczęśliwie złożyło, że tego dnia na lodowisko wybierała się moja koleżanka. Niestety ona wybierała się na to lodowisko, na które on zaprzeczył, że tam NIE idzie. Jednakże tak profilaktycznie jej powiedziałam, że może też tam będzie? (Ona zna go jedynie ze zdjęć). No i był, na tym lodowisku, na którym miało go nie być. W dodatku z tą koleżanką z pracy, uczył ją jeździć, cały czas trzymał za rękę i byli bardzo zadowoleni. Koleżanka robiła ze znajomymi sobie zdjęcia, więc na kilku się załapali i trochę widziałam.

Długo biłam się z myślami, co zrobić, bolało mnie to, bo to był kres moich nadziei, że już nigdy do siebie nie wrócimy, ale naprawdę go szanuję, cenię tę przyjaźń, nie chciałam tracić tego. Postanowiłam więc powiedzieć mu prawdę, że koleżanka widziała, że ja widziałam zdjęcia... Kolejny raz zaprzeczył, że to tylko koleżanka, że wtedy na kawie powiedziała, że chciałaby pójść na łyżwy, a koleżanka z nią pójść nie mogła, więc on się zaproponował. Ponadto dodał, że nie ma historii, bo nie jest chłopakiem, który mógłby ją zainteresować (a że ona go nie interesuje nie zaprzeczył). Był na mnie zły, stwierdził, że wina jest moja, bo chciał mieć spokój, a nie wiedział jak zareaguje, po tamtej historii, gdy zrobiłam cyrk, gdy ze mną zrywał, więc wolał skłamać z premedytacją, jak to określił. Fakt, przyznałam się, zrobiłam wtedy teatr, ale wytłumaczyłam, że tamto to były inne okoliczności, a teraz nie jesteśmy razem, więc nie mogłabym się czepiać. Oczywiście dodałam, że argumentację kłamstwa przyjmuję. Co nie zmienia faktu, że z tym, że okłamał mnie bardzo mi źle, nie wspominając o koleżance...choć chciałabym naiwnie wierzyć, że to faktycznie tylko koleżanka. Tak też podsumowując moje grzechy: napisałam mu co widziałam, że mi źle, że okłamał, bo myślałam, że przyjaciele się nie oszukują i poprosiłam, aby powiedział prawdę, bo jeśli to nawet coś więcej, to cenię przyjaźń i z mojej strony to nic nie zmieni. No ale... zaprzeczył, zwalił winę na mnie, stwierdził, że mam dobrą siatkę szpiegowską (co jest absurdalnym zarzutem, bo to duże miasto, kilka lodowisk, a na to, na którym była koleżanka, on zaprzeczył, że będzie). Aczkolwiek jestem przekonana, że uważa, że urządziłam celowe szpiegowanie i tym sposobem skreślił mnie ze swojego życia, bo któż chciałby kobietę szpiega? Ano nikt, ale przecież pytałam czy idzie na TO lodowisko, i odpowiedział, że nie, więc? Nie obstawiłam każdego lodowiska w mieście znajomymi...

I tyle. Mija tydzień - cisza. Po 3 dniach napisałam do niego, poprosiłam, żebyśmy zapomnieli o tych dwóch dniach, że ważna jest dla mnie przyjaźń. Niestety - minęło kilka dni i brak odpowiedzi. Cisza, a nie było dnia abyśmy nie wymienili ze sobą tysięcy zdań, słów, myśli, ehh. Boli bardzo.

Mam huśtawkę, przeogromną. Tak wiem, związku już z tego nie będzie, bo po prostu on tego nie chce, ale ta przyjaźń? Jak można wyrzucić kogoś z dnia na dzień ze swojego życia? Bo zapowiada się na to, że już nigdy więcej do mnie nie przemówi. Raz jestem wściekła za to kłamstwo, bo czuję, że racja jest po mojej stronie, innym razem łapię przeogromne poczucie winy. A tak naprawdę uważam, że wina jest wspólna, tylko, że obie strony tego naprawić nie chcą. Miałabym ochotę chyba go błagać o rozmowę i żeby uratować tę znajomość...ale czy powinnam być aż tak natrętna? Nie wiem jak postąpić.. Jeśli ktoś przebrnął przez to wszystko - dziękuję - i proszę o poradę, bo sama głupieję już, a szalenie mi zależy. Trudno rozstrzygnąć, gdzie większa wina, a ja nie wiem, jak się zachować. Poprosiłam już, abyśmy dali sobie szansę, a właściwie naszej przyjaźni - bez odpowiedzi. Może powinnam przeprosić? Był naprawdę wzburzony i tłumaczył, że zataił tylko dlatego, bo wie jak reaguję na rzeczy, gdy nie idą po mojej myśli, czego się nie wypieram, trochę rozpaczać potrafię, choć teraz bym tego nie robiła. Czekać, przeprosić, poprosić o rozmowę? Czy może pogodzić się z myślę, że... jemu nie zależy nawet na przyjaźni. Nie ukrywam, ciągle go kocham, bardzo... i może dlatego właśnie chciałabym go "mieć" w formie chociażby przyjaciela, do tej pory czułam, że jestem ważną osobą w jego życiu, a teraz... ? A teraz nie wiem, co myśleć i jak postąpić, by tego, co mieliśmy, nie stracić raz na zawsze, przez jedno kłamstwo... Jestem zdruzgotana, zrozpaczona, bliska obłędu, a poczucie winy jeszcze bardziej to potęguje... Proszę o podpowiedź...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Moja droga. To nie jest przyjaźń tylko ochłapy i nadzieja jakimi się karmiłaś przez ostatnie dwa lata. Przyjaźń pomiędzy byłymi kochankami może nastąpić wtedy, gdy obie strony zerwą kontakt, pozbierają się, minie jakiś czas i miłosne emocje zupełnie opadną, a w nich zostanie tylko miłe wspomnienie i "lubienie" bez żadnych nadziei. Ty żebrzesz o tą przyjaźń, bo żebrzesz o jakiekolwiek względy u niego. Torturujesz się tym, a do tego karmisz zludnymi nadziejami, które on Ci dawał jak Cię zapraszał.
Wiem co czujesz, a uczucie jest podłe. Rozpacz i bezsilność wykańcza.
Rada? Odetnij się od niego, zrób sobie odwyk. Łatwo nie będzie, bo wszystko będzie z Ciebie wychodziło i przeżyjesz drugą żałobę jak po rozstaniu, ale z czasem będzie lepiej. MUSISZ się od niego odciąć, koniecznie. Bo z tej mąki chleba nie będzie, a już straciłaś 2 lata ze swojego życia, a w tym czasie może mogłaś spotkać kogoś naprawdę wartościowego.

3 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-01-20 12:17:14)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

"ciągle go kocham, bardzo... i może dlatego właśnie chciałabym go "mieć" w formie chociażby przyjaciela," -
  to chciałam zasugerować, ale wystarczyło doczytać post:)

Moim zdaniem, chłopak czuje, że jest Ci coś winny; przyjeżdżasz do niego, sypiasz z nim, kiedy ma na to ochotę, więc on sobie pewnie pomyślał, że jest ci winny chociaż na ten krótki czas wierność. No ale cóż, natura okazała się silniejsza, albo nie tylko natura: w końcu jest wolnym facetem, ma prawo dążyć do związku, a zatem: poznać kogoś i poznać go bliżej- chociażby jak koleżankę z wypadu na łyżwy.

Wam ta przyjaźń chyba nie wyjdzie. Takie odnoszę wrażenie po tym jednym Twoim wpisie. Tu jest za dużo negatywnych emocji i wielkie oczekiwania.

4

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Witam... Z mojego (męskiego) punktu widzenia... to On Cie olewa.. przepraszam za takie słowa na samym początku, ale to I co przyszło na myśl..
Ten "związek" w którym jesteś obecnie... albo lepiej... Twoje obecne połozenie.. Jest toksyczne, w szczególności dla Ciebie...
Po prostu uzależniłaś się od niego .. Współczuję Ci tego, bo wiem doskonale na czym to polega.. ale to mój punkt widzenia, co II raz podkreslam :]
Sytuacja jest nieciekawa.. Jak daleko od siebie mieszkacie ? Jest szansa na spotkanie w 4 oczy ? Nawet przypadkowe..

Dla mnie.. musisz jak najszybciej znaleźć sobie inny obiekt westchnień, bo Ten człowiek... (przepraszam) nie jest wart Twojej uwagi, Twojego zdrowia.. Wiem co to znaczy być zakochanym, bez wzajemności.. i jeszcze do tego ta niepewność. To prawie to samo jak ukrywanie się w domu przed kims kto chce Cie zamordować... to jest katastrofa smile

Teo ma 10000 % racje... Odetnij się od niego.. Bo Obecnie Ty się męczysz, a On ma się bardzo dobrze. Pewnie jesć nie mozesz (ja tak miałem), brakuje Ci witamin... a co za tym idzie też uśmiechu na twarzy... Na pewno jak się uśmiechasz to wyglądasz urzekająco smile

Głowa do Góry, znaj swoją wartość dziewczyno ! Nie warto tracić czasu dla kogoś, kto nie chce spędzac go z Tobą.
Poprawi się, najlepszy jest czas... a Ty znajdziesz tego jedynego, ktory zrobi dla Ciebie wszystko smile Ile bym dał, żeby moje "niedoszła miłość" tak za mna szalała ^.^ ... ehh smile

Wszystkiego dobrego życzę ! Będzie w porzadku, ale musisz się poświęcić... odciać całkowicie od niego ! Taka terapia wstrzasowa ! A zobaczysz, będziesz inna osobą ... Może pomogłem, a może nie, ale tak (III raz) to wygląda z mojej perspektywy .
Trzymam kciuki!!

5

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Gordon napisał/a:

Teo ma 10000 % racje... Odetnij się od niego.. Bo Obecnie Ty się męczysz, a On ma się bardzo dobrze. Pewnie jesć nie mozesz (ja tak miałem), brakuje Ci witamin... a co za tym idzie też uśmiechu na twarzy... Na pewno jak się uśmiechasz to wyglądasz urzekająco smile

O! Mój nowy forumowy witaminowy przyjaciel! big_smile Ja też jestem zdania, że witamin to podstawa zwłaszcza, gdy przechodzimy przez trudny okres psychiczny big_smile

6

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Powinnaś się całkowicie odciąć od tego chorego świata, koleś ewidentnie nie chce tej przyjaźni z Tobą... On zawinił, Ty szczerze kochałaś, czekałaś na jakiś miły gest z jego strony, a ten nic i nic... W takiej sytuacji nic nie będzie lepsze niż faktycznie odciąć się i zapomnieć. Z perspektywy czasu na pewno spojrzysz na to inaczej. Wierz mi, jest zwykłym patałachem... Poza tym pomyśl, nawet jeśli ta jego koleżanka z pracy, z nim będzie, to nawet nie będzie mieć świadomości jakiego gnoja obok siebie trzyma...  Sypiał z Tobą, robiąc Ci nadzieję, że coś z tego wyjdzie. który normalny facet tak robi?

7

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Przytoczę tutaj troszke historii ... tak dla klimatu smile
Grek, syn Eurydemusa z Malis. Podczas bitwy pod Termopilami w 480 p.n.e., zdradził wrogiej armii perskiej górską ścieżkę prowadzącą na tyły zjednoczonej armii greckiej dowodzonej przez króla Sparty Leonidasa... w obawie przed śmiercią..

Jaki był jego koniec ? SAM ZOSTAŁ ZABITY PRZEZ PERSÓW, ponieważ Persowie doszli do wniosku, że jeżeli zdradził raz .. to może zrobic to drugi raz...

No wiem, wiem... drastyczne, ale prawdziwe!
Dlatego... nie miałabyś pewności droga przyjaciołko z forum.. że jeżeli raz Cie zostawił, nie zrobi tego drugi raz... dużo przez niego przeszłaś... i nie wracaj do niego, nie mysl o tym... zapomnij.. On sie jeszcze przejedzie na tym.. Nie życze Mu tego, ale ... btw smile

Żyj ! Zacznij Żyć... wiesz ile jest okazji do radośći ??? Możesz cieszyc się z czego kolwiek ! ale na pewno nie będziesz się przejmować jakimś człowiekiem... na pewno nieudolnie jezdzącym na łyzwach smile
Zobaczysz... Ja Ci to mówie ! Futbolista Amerykański ! smile smile

8 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-20 13:42:14)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Dziękuję za wszystkie opinie... które nie są dla mnie łatwe, ale pewnie konieczne. Zresztą, ja chyba to wszystko wiedziałam, ale nie chciałam do siebie dopuścić tej prawdy. Nadal nie chcę. Trzeba by było zrobić mi pranie mózgu albo spowodować utratę pamięci, inaczej będzie ciężko - jestem trudnym przypadkiem. Wszystko, co napisaliście, powtarzali mi znajomi również, ale niestety gdzieś głęboko wkręciło mi się poczucie winy, że to ja jestem winna. Poza tym ostatnia sytuacja w tym mnie tylko utwierdziła i czuję się winna 1 - tego szpiegowania, 2 - że w ogóle się przyznałam, co wiem i że zdemaskowałam kłamstwo. Uparcie twierdził, że wiedział, jak zareaguję, a chciał mieć święty spokój - no i nie chcę się wybielać i zwalać winę tylko na niego, istotnie mógł mieć takie obawy, co prawda cyrku bym już nie urządziła, ale na pewno ta wiadomość o łyżwach z koleżanką bym mnie poruszyła. Nie chciał o tym mówić, bo to nic takiego i nie chciał mnie "stracić"? Próbuję sobie wytłumaczyć, że to przecież niemożliwe, gdyby choć trochę mu na mnie zależało - odezwałby się... Zresztą, mam podejrzenia, że nadal spotyka się z tą koleżanką, mimo że wpierał mi, iż "to jest nic" (wobec niej to również nie w porządku, raczej).

Odpowiadając... mieszkamy bardzo bardzo daleko od siebie, zatem nie zobaczę go już nigdy więcej... Odciąć się? Nie mam takiej opcji, to on odciął się ode mnie, porzucił niejako kolejny raz. Przykład sprzed chwili: włączam skype - on je wyłącza - nie, nie przypadek, jest dalej online, widzę na innym komunikatorze. To tylko potwierdza Wasze słowa i wpędza mnie w coraz większą rozpacz, bo powoli dociera do mnie świadomość, że to już naprawdę koniec i nigdy więcej nie zamienimy ze sobą nawet kilku zdań... Tak, liczyłam na coś więcej, ale powoli przywykłam do tego, że ten cud już się nie zdarzy, mimo wszystko... ta przyjaźń, która okazała się być tylko jednostronna, była szalenie ważna, angażowałam się, starałam się, byłam wsparciem i pomocą we wszelkich sprawach, gdy tego potrzebował. Tym trudniej to zrozumieć, i jeszcze trudniej się pogodzić...

Witaminki, uśmiech? Wyglądam jak ostatnie stadium rozpaczy. Nie jem, nie mam siły by wstać z łóżka, nie mówię nic, cierpię i wegetuję. Większego bólu nigdy nie odczuwałam, a czy odczuję? Nie wiem, ale wiem, że ta sytuacja zniszczyła mnie psychicznie raz na zawsze i nie chciałabym się już z nikim więcej wiązać. Zresztą, chcę przecież tylko Jego... sad Mija już tydzień odkąd nie mamy kontaktu, ja ciągle czekałam na wiadomość, jakiś znak, ale dzisiejsze wyłączenie przede mną skype uświadomiło mi, że nie mam na co czekać. Jest coraz gorzej ze mną i bez pomocy specjalisty i leków - chyba tego nie przetrwam...

Jedno jest pewne, w przebłyskach poczucia winy, miałam ochotę paść na kolana, pisać i błagać go o odpowiedź - po Waszych komentarzach wiem, że nie mogę tego zrobić. Przynajmniej się wygadałam, dziękuję...

Edit:
Moje przekonanie, że powinnam wyciągnąć dłoń pierwsza wynikało też z sytuacji, która miała miejsce miesiąc temu. Dokładnie miesiąc temu doszło do małego spięcia, choć to za duże słowo. Po prostu dużo pracował, był przemęczony, a ja "trułam" i marudziłam, że mamy mały kontakt. Oburzył się, że miał dużo cierpliwości, ale już ma tego dość. Nie było to dla mnie miłe i zrozumiałam, że mam się "zamknąć", co też pokornie zrobiłam. Już wtedy odebrałam to jako sygnał, że szuka pretekstu do zerwania znajomości. Milczałam i odchodziłam od zmysłów. Przez pierwszy dzień się nie odezwał. Drugiego już napisał, sam pierwszy i to dość ładnie i miło... Wtedy wmówiłam sobie "może choć trochę znaczę w jego życiu, cokolwiek". W kontekście tej sytuacji, moje poczucie winy nabiera na sile, że pewnie tym razem już "przegięłam" za mocno...

9

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Prawidłowo... Nie duś tego w sobie... Jesteśmy internautami . Nikt Cie nie zna, ty nie znasz nas smile Wiec... Śmiało możesz wylewać Swoje smutki..

Zacznij od tego... WYJDZ Z DOMU , zmuś się smile
DO LUDZI !@!@!@!
Weź pare groszy ze sobą ... dziś niedziela, ale jak mieszkasz w duzym miescie to sklepy pootwierane.. smile
Kup kilogram bananów! Yerba Mate... czekolade, ale nie za duzo smile No i owoce jakies inne big_smile.. Domyslam się jak wyglądasz.. Ja właśnie przezywam miłość do przyjaciołki smile I nie mam ochoty jesc.. ani uczyc sie, a sesja za pasem... Ale trzymam sie dobrze smile

Łap ! http://www.youtube.com/watch?v=aptaIG3KJl4

Posłuchaj ogolnie "The Firebirds" smile Podnoszą na duchu... Łap tez to ! http://rockabilly-radio.net/menu.htm
Humor to podstawa ! Witaminy uzupełniaj... Po jakims czasie zapomniesz smile Uwierz... ale wyjdz z domu ! Przede wszystkim... GET OUT OF THE HOUSE ! smile

Do ludzi smile

10

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Autorko, niezależnie od tego co teraz przeżywasz, za jakiś czas będziesz się z tego śmiała a na pewno się uśmiechniesz wink

11

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Gordon rozumiem Twoje wsparcie, ale jej w tej chwili to w ogóle nie pomorze, a jedynie zaszkodzić może, wiem co mówię. etap wychodzenia do ludzi będzie później, nie teraz.

pani_w_dylemacie posłuchaj mnie uważnie, bo byłam w identycznej sytuacji co Ty jeszcze całkiem niedawno i doskonale wiem jak się czujesz.

Pierwsza podstawowa zasada i konieczna mimo, że wydaje Ci się, że nie dasz rady. MUSISZ jeść. Im jesteś głodniejsza tym większa rozpacz Cię pożera i tak w kółko. Nie jedz dużo, kanapkę, pij dużo herbaty. Może jakaś zupa? Nastaw rosół, poradzisz sobie. Jedzenie to podstawa i wiem co mówię.

Druga podstawowa zasada, idz do apteki po magnez, jakkolwiek to śmiesznie brzmi to wierz mi, że Twój organizm, a zwłaszcza Twoje nerwy błagają o magnez. Nie poczujesz sie po nim od razu świetnie, ale jak będziesz go brać rano i wieczorem to powoli się uspokoisz, gwarantuję.

Trzecia sprawa, nie leki i specjaliści, SAMA musisz przez to przejść i dasz radę, naprawdę. Leki i specjalisci odsuną tylko to co i tak się stanie, a mianowicie dotarcie do tego, że to koniec. Dlatego na razie nie myśl o lekach i specjalistach, nie. Powoli sama sobie z tym radź, a gwarantuje Ci, że każdego dnia będzie odrobinkę lepiej. Gorzej już nie będzie.

Odetnij sie od niego. Wyrzuć ze skype, zablokuj na fb czy gdzie tam. Zapisz sobie jego nr w notesie i wykasuj z telefonu.

Czas na żałobę, przygotuj się na to, ale przetrwasz smile

Możesz pisac do mnie na PW jesli chcesz smile

12 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-20 15:23:36)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Catwoman, być może tak, chciałabym, ale myślę, że naprawdę nikt i żadna sytuacja nie wyprała mnie w życiu z uczuć, jak ta. A wiadomo, że różnie bywało i nie zawsze było kolorowo, ale żadnej relacji nie odczułam tak dotkliwie (bo w żadną też się tak nie zaangażowałam).

Gordon - dziękuję! Jesteś bardzo miły, podziwiam Twój optymizm (mimo również trudnej sytuacji, której współczuję i trzymam kciuki), na pewno jest zaraźliwy! tylko ja jestem ciężkim przypadkiem. Mieszkam w małym mieście, wyjść nie mam gdzie, ale co najważniejsze, naprawdę nie mam siły. Czuję fizyczną niemoc. Ja wiem, że nie ja pierwsza i nie ostatnia to przeżywam, ale nie jestem dzielną kobietą, to nie wygląda tak, że jestem smutna i płaczę do poduszki, to coś z gatunku załamań nerwowych. Zresztą... mam na koncie nerwicę i dość poważną arytmię serca, a stres bardzo się na tym nieszczęsnym sercu odbija i wszystko składa się w jedną wielką tragedię. Pierwsze swoje kroki, gdy już wyjdę z domu, raczej skieruję w stronę gabinetu psychiatrycznego.. Bo znając siebie, swoją słabość i ogrom mojego zaangażowania w te relację - nie udźwignę tego... Zresztą, od 2 lat stały kontakt, dzień w dzień, intensywny, bardzo... czuję jakby mi ktoś rękę uciął, albo raczej - dziurę w sercu i pustkę w duszy, nie potrafię się odnaleźć, nie potrafię żyć, cały dzień siedzę i nie robię NIC, tylko myślę i pogłębiam się w rozpaczy. I tylko dziwię się, jak on łatwo przeszedł nad tym do porządku dziennego, że w ogóle mu nie brakuje... dziwię się, podziwiam... Zapewne jest to związane z tym, że koleżanka stała się obiektem westchnień, więc co po mnie? Trzeba się pozbyć... A fakt, że dzisiaj niedziela i myśl, że na pewno znów będą łyżwy - pogrąża mnie jeszcze bardziej...

(wiem, wiem...z tego, co piszę wychodzę na niezrównoważoną wariatkę)

I mimo tych wszystkich słów Waszych, moje poczucie winy nie chce zmaleć. Źle mi dodatkowo, że przedstawiłam go niemalże jako potwora. To nie tak! Fakt - robił mi nadzieję (albo tylko ja ją sobie sama robiłam?), ale tak poza tym był ze mną w porządku i bardzo często sam zabiegał o kontakt i to tak intensywny, nie mam nic do zarzucenia - było świetnie. A i sama bez winy nie jestem - mam manię wyolbrzymiania wszystkiego, mógł mieć mnie dość... Nie wiem, mętlik myśli jest zbyt duży...

Gordon raz jeszcze - muzyka świetna, nastraja pozytywnie! choć chyba na razie mnie nie jest w stanie... Jeszcze raz dziękuję.

Edit:

Teo - bo dopiero doczytałam - dziękuję, ogromnie!!! Choć pisać...to ryzykowne, zamęczyłam już swojego przyjaciela non stop o tym pisząc, jestem...okropnie męczącym przypadkiem. Za rady dziękuję. Masz rację - łykam magnez od miesiąca, piję sok pomidorowy (potas - na moje serce dobrze robi). Ja chyba też bym chciała uniknąć specjalisty, psychotropy to nic przyjemnego, ale tak jak wspomniałam, jestem słaba, nerwica na koncie. Zresztą...rodzina naciska, że MUSZĘ pójść, bo z ich obserwacji to już depresja...

13

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

To bardzo sie ciesze, że ktos wreszcie muzykę docenił ! smile Szkoda, że w Górach Świętokrzyskich nikt tego nie słucha...

#-Teo.. może się pospieszyłem, masz racje... Ja to nie inni smile .. Poleciłem swój sposob na rozwiązanie problemu... ale racja, najpierw trzeba się troszke w domciu podreperować smile

Pozdro smile

14

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Chodzi o mojego byłego chłopaka, a obecnie, mam nadzieję przyjaciela

Skoro nie jesteście razem - to On nie musi Ci się tłumaczyć gdzie i z kim się umawia.
Przyjaciół się nie oszukuje, ale też nie wyobrażam sobie bym musiała się kolegom czy komukolwiek tłumaczyć dlaczego poszłam na to czy tamto lodowisko w swoim wolnym czasie.
Nie wierzę też że można się przyjaźnić z byłym w momencie kiedy chociaż jedno nadal kocha..

Dobrze Ci tu wszyscy radzą - zajmij się sobą, odetnij od tej chorej relacji.. a poczujesz się znacznie lepiej. Jesteś wolna - kiedy ostatnio umówiłaś się na randkę? Zrób coś dla siebie, zacznij uprawiać jakieś sporty (endorfiny pomagają).

15

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

I jeszcze jedno Droga Autorko: spraw, by ten związek, ta relacja uczyniły Cię silniejszą, a nie słabszą smile

16

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Teo - bo dopiero doczytałam - dziękuję, ogromnie!!! Choć pisać...to ryzykowne, zamęczyłam już swojego przyjaciela non stop o tym pisząc, jestem...okropnie męczącym przypadkiem. Za rady dziękuję. Masz rację - łykam magnez od miesiąca, piję sok pomidorowy (potas - na moje serce dobrze robi). Ja chyba też bym chciała uniknąć specjalisty, psychotropy to nic przyjemnego, ale tak jak wspomniałam, jestem słaba, nerwica na koncie. Zresztą...rodzina naciska, że MUSZĘ pójść, bo z ich obserwacji to już depresja...

Ja sobie z męczącymi ludźmi radzę, a wiem, że potrzebny jest w takich sytuacjach kto odczyta i odpisze, nawet jesli jest to slowotok bzdur smile

Widzisz, specjaliści wcale nie są tacy pomocni. Skoro rodzina Cię mimo wszystko wspiera to poproś kogoś, żeby do Ciebie wpadł, żeby Ci coś ugotował, może nawet pogadał. Wyłącz mózg, oglądaj dużo tv tylko nie jakieś seriale romantyczne pierdoły, kryminały, horrory. Pozbierasz się, ale potrzebujesz czasu, spokoju i JEDZENIA.

I jeśli chcesz to pisz, naprawdę smile Nad Twoim poczuciem winy też można popracować, bo w obecnej chwili jest oczywiste, ale z czasem zdasz sobie sprawę, że niesłuszne smile

Gordon ten sposób jest dobry, ale na zawiedzione nadzieje, a nie na pogruchotane, złamane serce smile On jest dobry kiedy wychodzimy z dołka smile

17

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Teo o jedzeniu i jedzeniu big_smile Ale ma dziewczyna rację!
Mało tego; to może mieć ściśle terapeutyczny charakter; robienie dla siebie, przygotowywanie czegoś dobrego. Jednym słowem: rozpieszczenie się troszkę, pobycie ze sobą sam na sam przy tej kuchence do gotowania.
Zacznij być dla siebie i swojego ciała dobra: zjedz coś dobrego smile

18

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

# Teo smile
Zapamiętam... dla mnie też Twoje posty pomagają ! aż dziwne smile
Popieram tutaj... chciałem pomóc, ale jak widać nie do końca trafnie big_smile
# Pani w Dylemacie ... Dasz rade smile Słuchaj Dziewczyn !
Ja Trzymam kciuki !

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Słucham, słucham. Podziękowania dla dziewczyn (i dla Pana także!), czytam Wasze posty setny raz, na razie ciężko docierają, ale może kiedyś mi się utrwalą.

Tylko z tym jedzeniem to jest tak, że ja przy zdrowym ciele i zdrowym duchu jestem niejadek, co waży mniej niż jeden worek ziemniaków, a jedzenie jest dla mnie... karą smile największą. A w takim stanie to już w ogóle uciemiężona jestem koniecznością przyjmowania pokarmów strasznie...

I z tym wsparciem rodziny, ekhm... tak naprawdę rodzina nic nie wie, z pewnych powodów, dla których już nie będę się rozpisywać, ale wiem, że naraziłabym się z ich strony na ogromne niezrozumienie i drwiny (i wierzcie mi, że wiem, co mówię, a relacje rodzinne w dużym stopni wpłynęły na rozpad tego związku sad). Dlatego mój stan określają jako "chorobę", bo nie są świadomi tego, co się wydarzyło i co przeżywam...

alfaalfa ma rację i przyznaję, że takich właśnie odpowiedzi się spodziewałam. A właściwie to dużo gorszych słów oczekiwałam, że to jednak ze mną jest coś nie tak. Bo po 1 - nie jesteśmy razem i nie powinno mnie to interesować, po 2 - nie powinno być akcji "szpiegowanie i zdjęcia". I to mnie dręczy i czuję się potwornie winna. A ja go nie chciałam rozliczać, bo wiem, że nie musi mi się spowiadać, mnie jedynie chodziło o to, że mnie okłamał i to z premedytacją, bo dopytywałam kilka razy o te łyżwy i w tej rozmowie padły same kłamstwa. W gruncie rzeczy nie wiem, czy z tą koleżanką będzie coś więcej. Jeśli będzie - będę cierpieć. A jeśli nie... to też sobie nie wybaczę, że to popsułam, bo do tej pory, poza niespełnionymi nadziejami, w naszej relacji wszystko układało się dobrze, miło... i myślałam, że on także to tak odbiera, bo inicjatywa często była z jego strony właśnie. Tylko ostatnio coś się zaczęło psuć, tylko nie wiem, czy z racji koleżanki, czy z racji, że miał trudny czas w firmie. Naprawdę moim celem nie było Go oczerniać tutaj, liczyłam się bardziej z ostrymi słowami pod moim adresem, bo czuję się jednak też winna i nie w porządku...

Więc może (nim Was wkurzę i mnie pogonicie) spytam niepewnie i nieśmiało, czy jeśli przyjąć wersję, że ja także narozrabiałam, można coś jeszcze zrobić i to naprawić? Ale na to nie ma odpowiedzi chyba, skoro wyciągnęłam rękę, a on milczy jak zaczarowany... A tak bym chciała, może zachowuję się nieracjonalnie, ale ZALEŻY mi, a poczucie winy będzie ciążyć do końca życia. Wystarczy mi, że za rozpad związku wina leży po mojej stronie, a na pewno jej duuużo większa część, choć kochałam przeogromnie, kwestie rodzinne (za które ja odpowiadałam i wszystko było w moich rękach), wszystko zniszczyły...a chłopak naprawdę dość długo się starał. No i teraz jeszcze to! Nie mogę sobie wybaczyć.. sad

20

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Catwoman napisał/a:

Teo o jedzeniu i jedzeniu big_smile Ale ma dziewczyna rację!
Mało tego; to może mieć ściśle terapeutyczny charakter; robienie dla siebie, przygotowywanie czegoś dobrego. Jednym słowem: rozpieszczenie się troszkę, pobycie ze sobą sam na sam przy tej kuchence do gotowania.
Zacznij być dla siebie i swojego ciała dobra: zjedz coś dobrego smile

No bo ja to jedzenie na sobie przetestowałam i wcale nie chodzi by sobie dogodzić. Dosłownie jak byłam głodna moje myśli były czarniejsze, a beznadzieja się wylewała. Jak tylko coś zjadłam to było lepiej, przetestowane na własnej skórze big_smile

21

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

pani_w_dylemacie, jeśli sobie nie wybaczysz, będziesz się marać w przeszłości i nie ruszysz do przodu. A ja powtórzę: życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne smile

22 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-20 18:07:18)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

To chyba nie ruszę jednak... Na razie modlę się o najmniejszy znak od Niego, jakąkolwiek wiadomość i kombinuję, jak to naprawić... A poczucie winy potęguje, no. Nie jestem taka, że się będę wybielać, jak też zawiniłam sad ehh. Szkoda, że on tak na to nie patrzy i nie chce patrzeć...


btw. 2 lata temu jak mnie rzucił też się u Was wpisywałam (już nie pamiętam pod jakim nickiem). Ale tak na mnie nakrzyczeliście i spotęgowaliście (słuszne) poczucie winy, że uciekłam. smile Wy = w sensie użytkownicy tego forum, a nie osoby teraz mi odpisujące. Także... niech to będzie potwierdzenie, że taka cnotliwa, dobra i niewinna to ja nie jestem...

23

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

To chyba nie ruszę jednak... Na razie modlę się o najmniejszy znak od Niego, jakąkolwiek wiadomość i kombinuję, jak to naprawić... A poczucie winy potęguje, no. Nie jestem taka, że się będę wybielać, jak też zawiniłam sad ehh. Szkoda, że on tak na to nie patrzy i nie chce patrzeć...

Sorry, ale Ty się prosisz o konkretnego liścia w twarz. Modlisz się o najmniejszy znak, wiesz dlaczego? Żeby przestało boleć, żeby wróciła ta znajoma nadzieja, którą się karmiłaś przez 2 lata i przez którą żyłaś. To jest czyste asekuranctwo. Uwielbiasz się teraz nad sobą umartwiać i powtarzasz, że zawiniłaś, bo mogłaś inaczej, bo mogłaś coś więcej. Powiem Ci prawdę, NIE, NIE MOGŁAŚ. Mówimy to, co czujemy, reagujemy tak jak czujemy i tak ma być. W pewnym momencie niektóre rzeczy MUSZĄ zostać powiedziane i zrobione. Wiadomo, że czasem konsekwencje są większe niż się spodziewaliśmy, ale tak musiało być. NIC się nie dzieje bez przyczyny, nic. Tak miało być. Ile jeszcze lat planowałaś żyć w takim stanie?? Dopuść do głosu swój zdrowy rozsądek, bo na pewno go masz, ale zagłuszyłaś go skutecznie. Niech mówi i to co powie wcale Ci się nie spodoba, ale to prawda jest i musisz to przyjąć.

24 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-20 18:18:16)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Teo... racja, mną ktoś musi potrząsnąć i trząść i trząść i trząść, aż wytrzęsie ze mnie tę głupotę. Zdrowy rozsądek gdzieś tam dochodzi czasem do głosu i twierdzi dokładnie to samo, co Wy, niestety tak jak wspomniałaś - skutecznie go zagłuszam...

Ale oceną sytuacji powaliłaś mnie na kolana... dosłownie... tak właśnie jest, brakuje mi pewnie bardziej niż relacji, tej nadziei, z którą każdego dnia się budziłam, dla niej i dzięki niej żyłam. Zawsze to powtarzałam, że tylko ta nadzieja mnie trzyma przy życiu, a gdy jej zabraknie moje życie się skończy. Smutne, ale prawdziwe sad

25

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

pani_w_dylemacie tak kurczowo się trzymasz przeszłości, że zamykasz sobie przed tym, co Cię czeka. Mam wrażenie, ze boisz się wziąć ster swojego życia w ręce i pokierować nim tak, jak chcesz.

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Bo to prawda. Boję się życia bez Niego.. i tak właśnie kurczowo trzymam się tej myśli, że nigdy nikogo nie chcę już do swojego życia dopuścić. Powinnam się leczyć chyba...

27

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Bo to prawda. Boję się życia bez Niego.. i tak właśnie kurczowo trzymam się tej myśli, że nigdy nikogo nie chcę już do swojego życia dopuścić. Powinnam się leczyć chyba...

No, ale problem polega na tym, że Ty żyłaś bez niego, całe 2 lata sobie spokojnie żyłaś, a on był wirtualnym wyobrażeniem Twoim, niczym więcej. Mówiąc szczerze Twoje życie niewiele się zmieni, bo wielka zmiana w nim nie nastąpiła, ot, nie masz do kogo pisać.
Nadzieja jest paskudna jeżeli jest źle ukierunkowana, a Twoja właśnie taka była. Sypnął Ci się grunt pod nogami, bo w końcu dotarło do Ciebie, że to koniec. Ale to jedynie koniec trucizny, która truła Ci życie przez 2 lata. Nie chcesz żyć ? Nie chcesz oddychać pełną piersią? Nie chcesz zdrowego, cudownego związku? Oczywiście, że chcesz, ale ubzdurałaś sobie, że on i tylko on, pytanie, po co?

28

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Bo to prawda. Boję się życia bez Niego.. i tak właśnie kurczowo trzymam się tej myśli, że nigdy nikogo nie chcę już do swojego życia dopuścić. Powinnam się leczyć chyba...

Nie wiem ile masz lat.. ale on zajął Ci tylko (i aż) 2 lata... i to nie w związku a jako ff.

Skoro mogłaś żyć wcześniej i żyjesz teraz (bo przecież nie jesteście razem już spory okres czasu) to oznacza, że to wszystko tylko sobie wmawiasz.
Przestań idealizować faceta, który z premedytacją Cię wykorzystywał przez te lata. Wiedział co czujesz a mimo to podsycał w Tobie uczucie do siebie tylko po to żeby się zabawić.

Nie marnuj więcej czasu. On nie jest tego wart.

29

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Przyjaź między kobietą i mężczyzną to skarb, ale Ty chyba jesteś zaborcza i on uciekł. Może lepiej, abyście poszli każdy swoją drogą.

30

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

być zaborczym tzn: chcieć czegoś za każdą cenę... O autorce powiedziałabym raczej, że jest bardzo emocjonalną kobietą... ale jak można mówić o kimś, że jest zaborczy i twierdzić, że to właśnie przez to ktoś inny uciekł, skoro ten z nią praktycznie był? facet z nią sypiał! Do łóżka nie idzie się z byle kim! to chyba wystarczający dowód na to, że koleś to zwykły szmaciarz! Łatwo jest sponiewierać kobietą, zarzucić, że jest nachalna, ale jaki musi być mężczyzna, skoro mimo, że tak uważa ją wykorzystuje?! tak się nie robi! Jak mam kogoś dosyć, to po prostu odchodzę, nie chcę go widywać, albo wyjaśniam na czym opiera się nasza znajomość, a nie daję nadziei, nie sypiam z nim... taka gra jest dobra dla dzieciaków! To nie jest przyjaźń, to złudne poczucie że ma się przy sobie kogoś wartościowego...

31

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Nie wiem jak było do końca między wami. Czy on nie kochał na 100%, czy ty może kochałaś na 200%. Wszyscy ci radzą i tak postępuj. Najlepiej byłoby dać sobie spokój na jakiś czas. JA wiele lat temu po burzliwym rozstaniu, dopiero po kilku latach spotkaliśmy się i do dziś jesteśmy w przyjacielskich stosunkach. Nawet radziła mi w moim ostatnim po... związku. Oczywiście istnieje możliwość, że się rozstaniecie na dobre. Jak się tego boisz, to ogranicz te wasze kontakty do takiego "serdecznego" minimum BEZ MÓWIENIA O WAS i BEZ WYPOMINEK czy PRETENSJI. Ty go wciąż darzysz uczuciem. I po prostu inaczej się nie da. Ono musi wygasnąć i potem można próbować z przyjaźnią. Poza tym, jakoś nie bardzo podoba mi się jego postępowanie. Ale to wasz układ.

32

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

milczenie to Twoja największa broń. Nie odzywaj się, nie daj po sobie poznać, że cisza z jego strony Cię niszczy, mimo, że tak jest, bądź silna i nie pisz do niego. Prędzej czy później napisze. On Cię miał codziennie, dzień w dzień kontakt, odczeka swoje i się odezwie. A Ty teraz skup się na sobie, zajmij się sobą, znajdź jakieś zajęcia smile  Im szybciej przestaniesz myśleć i zadręczać się tym kiedy do Ciebie napiszesz, tym szybciej on to zrobi wink aha i nie ustawiaj opisów na gg, skejpie czy gdzie indziej, że Cię to dotyka, pokazuj mu, że masz się dobrze, może na początku to zignorować ale z czasem, zacznie mu to doskwierać wink Szczególnie, jeśli mu z tą koleżanką z pracy, nie wyjdzie, co niewykluczone.

33

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Skoro dalej się kochacie to może wróćcie do siebie. Uważaj tylko żeby nie była to taka forma jak dotychczas, żeby nie wykorzystał Twoich uczuć na zadowolenie samego siebie smile

34

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
natka1234 napisał/a:

Skoro dalej się kochacie to może wróćcie do siebie. Uważaj tylko żeby nie była to taka forma jak dotychczas, żeby nie wykorzystał Twoich uczuć na zadowolenie samego siebie smile

Radzę Ci przeczytać ten wątek od samego początku wink

35

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Catwoman napisał/a:
natka1234 napisał/a:

Skoro dalej się kochacie to może wróćcie do siebie. Uważaj tylko żeby nie była to taka forma jak dotychczas, żeby nie wykorzystał Twoich uczuć na zadowolenie samego siebie smile

Radzę Ci przeczytać ten wątek od samego początku wink

nastka1234 tak chodzi sobie po forum i strzela to tu to tam komentarz jak kulą w płot tongue

36 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-21 22:06:49)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Ależ mam mętlik w głowie, jeszcze większy... Dziękuję za kolejne opinie, wszystkie czytam, biorę sobie do serca, rozważam. Choć najtrudniej przyjąć do siebie opinie, że powinnam sobie odpuścić... Jakkolwiek ciągle mam poczucie winy, aczkolwiek coraz większe i jeszcze większą chęć naprawienia tego wszystkiego. W końcu przedstawiłam swoją wersję, Jego wersja z kolei zapewne mnie nie stawiałaby w takim świetle idealnym, skoro nawet przyjaciele przyznają, iż są w stanie zrozumieć, że miał mnie dość... to o czymś świadczy sad Poza tym... jakkolwiek teraz wyjdę na naiwną idiotkę - ja tych dwóch lat nie żałuję, a że wykorzystana? Nie do końca, w końcu jestem dorosła i wszystko robiłam świadomie, bo chciałam...

Ale cóż, mogę jedynie czytać, nikt za mnie decyzji nie podejmie i nikt moim życiem nie pokieruje. Ale każda Wasza opinia wiele mi daje, naprawdę!

Pojawiają się przebłyski, że chciałabym napisać... tylko co? No i najbardziej chciałabym, aby rację miała Pani, która napisała, żeby przeczekać i na pewno on napisze wink Zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, ale iskierkę nadziei rozbudziło... Chciałabym w to bardzo bardzo bardzo wierzyć, zastosuję się do tej rady i nie będę pisać, ale nie wierzę już w taki cud, skoro upłynął już tydzień.. zresztą - przecież 3 dni po tej rozmowie napisałam, a odpowiedzi się nie doczekałam, więc to mówi samo za siebie.

A, i padł komentarz, że jestem zaborcza... coś w tym jest...

No nic, dziękuję raz jeszcze, wybaczcie, że jestem taka niepokorna i Wasze słowa przemieniają się w rzucanie grochem o ścianę hmm zapewne upłynie trochę czasu, nic się nie zmieni i pokornie przyznam, że wszyscy mieli rację... a szkoda sad

37

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

pani_w_dylemacie,
wszystko, co teraz przeżywasz, będzie w przyszłości Twoim doświadczeniem, jeśli wyciągniesz odpowiednie wnioski smile

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Catwoman, oby to było prawdą, bo na razie mimo nie nastoletniego już wieku, głupota przeze mnie przemawia przeogromnie hmm W zasadzie to nie chciałabym wyciągać wniosków i powiększać bagażu doświadczeń, chciałabym, żeby zatęsknił, zrozumiał... ale to jednak nieprawda, że marzenia się spełniają.

39

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

pani_w_dylemacie wierz mi lub nie, ale nie wszystko, czego z całej siły pragniemy, wyjdzie nam na dobre.

40

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Catwoman napisał/a:

pani_w_dylemacie wierz mi lub nie, ale nie wszystko, czego z całej siły pragniemy, wyjdzie nam na dobre.

O! Święte słowa, no święte po prostu!

Jesteś jak dziecko, które koniecznie chce 25 loda i chce tak bardzo bardzo i niczego innego na świecie nie pragnie. Nierozważna matka kupi tego loda, a po zjedzeniu ból brzucha i inne rozstroje gotowe. To samo jest z tym "przyjacielem" Ty chcesz, chcesz koniecznie, ale nie skończy się to inaczej jak tygodniowym "sraniem", przepraszam za wyrażenie.
Wiem, że to wszystko Ci się wydaje takie nierealne, takie nieprawdziwe, a na pewno nie możliwe. Nie możesz pojąć, że ból minie, nie możesz pojąć, że Ci przejdzie i dasz radę bez niego, ale to normalna reakcja. Dopuść do siebie powoli myśl, że wszystko mija te  dobre, ale też i te złe rzeczy.

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Oj chyba bardzo mi daleko do tego etapu. Ja wiem, ja wiem... "jak grochem o ścianę". Ciągle się łudzę, że może jednak wyolbrzymiłam tę sprawę, że może się odezwie... Najczystsza postać naiwności, prawda?

No nic... nic nie mogę zrobić... pozostaje żyć dalej i godzić się z tym, co przyniesie los...

42

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Oj chyba bardzo mi daleko do tego etapu. Ja wiem, ja wiem... "jak grochem o ścianę". Ciągle się łudzę, że może jednak wyolbrzymiłam tę sprawę, że może się odezwie... Najczystsza postać naiwności, prawda?

No nic... nic nie mogę zrobić... pozostaje żyć dalej i godzić się z tym, co przyniesie los...

No, ale nie robisz nic, żeby przestać się łudzić. Co robisz na co dzień? Jesz jedzenie? Łykasz witaminy? Oglądasz TV, żeby nie myśleć, żeby mózg trochę odciążyć? Bo mam wrażenie, że masz skłonności do samo umartwiania się i nakręcania...

43 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-22 00:37:15)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Nie jem... ale piję sok pomidorowy i łykam magnez. smile Nie potrafię się na niczym skupić, staram się jak najwięcej spać, byle to przespać, nie czuć, nie myśleć... a poza tym non strop truję i histeryzuję przyjacielowi smile w chwilach spokojniejszych rozkminiam, co zrobić, co jeszcze mogłabym mu napisać... Po rozstaniu (w którym ja zawiniłam), byłam baaardzo nieugięta i robiłam wszystko, by odnowić kontakt. Dopięłam swego (zapewne powiecie, że błędnie), ale ja nie żałuję. Na początku był to bardzo mały kontakt, a po pewnym czasie to On zaczął o tę znajomość zabiegać i nawet nie wiem, kiedy więź się zacieśniła tak bardzo, że wyglądało to /pod kątem intensywności/ tak jakbyśmy byli razem /pod innymi względami już tak to nie wyglądało oczywiście/. Tym bardziej teraz jest mi źle, że to popsułam. Pomijając jak oceniacie całą znajomość, przyznacie chyba rację, że moje wymówki i komentarze na temat koleżanki, oczekiwania, że będzie się tłumaczył i spowiadał, a na dodatek i na dobicie sprawy "akcja zdjęcia" - były bardzo nie na miejscu, nie miałam do tego prawa hmm i to jednak duży błąd z mojej strony... Którego nie da się chyba wymazać. Tak poza tym kłamstwem to był całkiem w porządku ze mną... i często to On inicjował codzienny kontakt i z wielu rzeczy się tłumaczył (mam nadzieję, że nie kłamał...). Może ostatnio naprawdę ma trudny czas i ciężko w pracy? Jedna wielka niewiadoma... Niestety moje rozterki wynikają z tego, że nie porozmawiał ze mną, wolał to uciąć i tyle. Ale tak było zawsze - źle reagował na jakąkolwiek poważną rozmowę...

Może jakaś porada z gatunku, jak mimo wszystko tę ostatnią wtopę naprawić? Przeprosić? Bo.. ja już w sumie (choć nie dopuszczam tego), to wiem, iż choćbym na rzęsach zatańczyła, to jego decyzji nie zmienię (jest strasznie uparty, a duma męska ogromna), ale to były jednak 3 lata intensywnej znajomości... jest mi nieprzyjemnie, że zakończyło się w to taki mało miły sposób... Chciałabym choć trochę zmazać ten niesmak, żeby chociaż czasem miło mnie wspomniał.... Bo po tej "akcji szpiegowanie" chyba moja osoba bardzo źle się jawi w Jego oczach.. Był dla mnie ważną osobą w życiu i z pewnych względów zawsze będzie. Ciężko kończyć w takiej niesławie. Liczyłam, że za mój wybryk ze szpiegowaniem, spadnie na mnie grad ciężkich słów tutaj wink i będę wiedziała jak to naprawić...

44

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Hmmmm... co ja bym chciał jako facet usłyszeć od takiej kobiety jak Ty...

Zraniłaś mnie, ograniczyłaś moją wolność, robiłaś fochy gdy chciałem pójść z koleżanką na kawę, śledziłaś. Nie chcę tak dalej żyć. Uciekłem, abyś mnie jak bluszcz nie obrosła. Teraz jestem daleko. Przykro mi, że Ciebie już nie ma, bo taką mieliśmy fajną przyjaźń. Ale boję się teraz Ciebie, bo będę musiał cenzurować wszystko co Tobie powiem... już nigdy o żadnej kobiecie nie porozmawiamy, a nie będziemy razem... więc co to za przyjaciółka, której nie wszystko można powiedzieć... Ale jeśli mnie kochasz, to chciałbym to wiedzieć. Chciałbym nie zrywać kontaktu, ale nie napiszę pierwszy, bo to jak podanie palca, a tym odgryziesz całą rękę. Najlepiej jakbyś poczekała np. miesiąc, ochłonęła, zaczniemy od nowa pisać do siebie. Delikatnie pisać. Może się zbliżymy jeszcze. Będę niezwykle wnikliwie patrzył, czy twoje działania nie ograniczają mojej wolności. Będę jak ten dziki lis, którego już raz złapano w siatkę -- czmychnę jak tylko ruszysz szybciej ręką.

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

ban - dziękuję, dobrze przeczytać, jak to wygląda ze strony mężczyzny... hmmm.. trochę niepomyślnie chyba, ale muszę jeszcze "przetrawić" Twoją wiadomość.

Ale tak na szybko:
1. Nigdy i tak nie rozmawialiśmy o kobietach... ukrywał to skutecznie. wink Nie chciał, po prostu.

2. Robiłam fochy, chciałam ograniczać wolność - zgadza się. Kobieta bluszcz - też chyba trafne. sad

3. Cenzurować... o właśnie, to mnie intryguje, jak wyglądać miałaby dalej nasza znajomość. Teraz raczej z przymrużeniem oka traktowałabym to, co mówi, a On wiedziałby, że jestem dalej podejrzliwa, hmm chyba niesmacznie. Aczkolwiek ja bym to kłamstwo szybko puściła w niepamięć (jak byliśmy razem też się jedno kłamstewko zdarzyło - zapomniałam, wybaczyłam, nie wypominałam nigdy).

4. Czy Go kocham? Jestem przekonana, że wie o tym doskonale.

5. Nie napisze pierwszy... ale ja już wyciągnęłam rękę do Niego, 3 dni po tej niesmacznej sytuacji, odrzucił - nie odpowiedział nic. Już wolałabym chyba usłyszeć "spadaj". Przynajmniej wiedziałabym, na czym stoję i nie miałabym żadnego ruchu. A tak? Ciągle wyczekuję wiadomości.. Choć nie chcę wyczekiwać i się łudzić, ale to silniejsze.

6. Miesiąc... odczekać... mogę, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której po miesiącu zapewne już o mnie zapomni i będzie świetnie żyć, ja zagaduję: "co słychać?". Ciężko by było chyba pociągnąć dialog... /od razu się przyznaję, że mam szalony pomysł odczekać jeszcze trochę, po czym napisać "pożegnalną wiadomość" - przyznać się do błędu ostatniego, ale zapewnić też, że nie będę go przekonywać do zmiany decyzji, a jedynie chciałam to bardziej pokojowo zakończyć/ - chyba jednak słabo to brzmi hmm

7. "Będę jak ten dziki lis, którego już raz złapano w siatkę -- czmychnę jak tylko ruszysz szybciej ręką." --> to już chyba muszę sama z tego smutny wniosek wyciągnąć...


A własne winy? On naprawdę nie ma jakiegokolwiek poczucia winy, choć odrobinę? Albo jakiegoś przywiązania, żalu, pustki? Ech.

46

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

ho ho ho, on tak łatwo o Tobie nie zapomni, tym bardziej po miesiącu, nie zapędzaj się smile Tak jak pisałam, nastąpił przesyt w kontaktach z Tobą, totalny przesyt. Daj mu odpocząć od siebie, skoro prowadziliście żywe rozmowy codziennie, to musi swoje odczekać, musisz trochę ostygnąć z emocji, czuj to co czujesz, tego nikt Ci nie zabroni, ale nie rób wszystkiego z myślą o nim, znajdź wytchnienie dla samej siebie. Im szybciej Ty się zdystansujesz, tym szybsza będzie jego reakcja, wierz mi smile To tez zależy od tego jak potoczy się znajomość z tą panią od kawy, jesli kopnie go w tyłek, to napisze szybciej niż myślisz.
On teraz musi odpocząć, daj mu zatęsknić, niech poczuje jak to jest bez Ciebie, nie pisz nic, skoro nie odpisał to znaczy, że czuje się urażony, tym wnikaniem w niego. Zrobiłaś tyle ile mogłaś, nie przyjął tego, trudno, czekaj cierpliwie ale przy tym nie zatrać siebie smile

47 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-22 16:27:39)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

rockwoman7 smile nawet nie wiesz, ile nadziei wlewasz w to moje obolałe serce, szczególnie, że dziś rozkleiłam się jeszcze bardziej, bo chyba dociera do mnie, że jednak to definitywny koniec...

Na początku myślałam, że tak jak piszesz, odczuje stratę, zabraknie, chociaż trochę. Teraz mam jednak wrażenie, że wręcz przeciwnie... okazało się, że beze mnie jest dużo lepiej - ma spokój, nikt mu nie truje, nie marudzi. No i druga kwestia - "znajoma od kawy", że go kopnie w zadek chyba nadziei nie ma, skoro ochoczo się zgodziła na kawę, na łyżwy i tak świetnie się ponoć razem bawili. Zresztą dzień w dzień widują się w pracy...i z tego, co wiem, dużo razem właśnie współpracują. Jestem zdezorientowana, czy to tylko koleżanka, czy jednak coś większego się szykuje. W końcu zaczynało się niewinnie, a to książka z jej polecenia, a to film, ciągle coś. Ale uparcie twierdzi, że prawie nie rozmawiają... No a ona, skoro się godzi, aby kolega z pracy ją uczył jeździć na łyżwach, a ma dużo innych znajomych, hmmm...chyba nie powinnam być naiwna...

A że pisaliśmy dużo...to prawda, ale od miesiąca to się bardzo psuło i malało - wiecznie był zmęczony, zły, zdołowany - tak twierdził, a może po prostu miał już nową "przyjaciółkę" do rozmów? No właśnie. Tym bardziej, jak w ostatnim czasie nasz kontakt nie był taki super, chyba nie odczuje straty sad W końcu zaczyna się drugi tydzień i nic...

Gdy mnie rzucił 2 lata temu napisał zaraz po tygodniu, pod byle pretekstem, potem kolejny raz. Bo ja milczałam, jak zaczarowana. I może mogłam coś wtedy "ugrać", ale tak mnie ośmielił tym pisaniem, że od razu bach - maila na 3 strony A4 mu wymalowałam... no i po tym uciekł, zniechęciłam skutecznie sad Mimo wszystko potem jakiś kontakt był i tak dużej przerwy jak teraz, to przez całe 3 lata nie mieliśmy, to chyba potwierdza bolesne przypuszczenia, że jednak już nie napisze. sad On naprawdę mógł mnie dość... serce na dłoni, na każdego jego zawołanie, zawsze gotowa do pomocy, ale też narzucająca się, męcząca, może taki bluszcz faktycznie? I tak długo to wytrzymał.

Wybaczcie moje trucie, w końcu kogo mają obchodzić lamenty rozhisteryzowanej obcej kobiety... ale jednak bardzo mi pomogliście i trochę mnie "hamujecie", inaczej wysłałabym mu już 5 płaczliwych wiadomości, a wiem, że tego nie lubi wink

Na razie zatrzymałam się na pomyśle, że odczekam jeszcze tydzień i hmmm...napiszę pytanie, czy to milczenie oznacza, że wykreślił mnie ze swojego życia definitywnie + przyznanie się do ostatniej winy + zapewnienie, że jeśli taka jest jego decyzja, tym razem zatrzymywać go nie będę. Ale nie wiem, czy to dobry pomysł.. na razie furtka jest otwarta, taką wiadomością mogę ją tylko zamknąć...

Zresztą... tak myślę, że kluczem mogą być słowa, które padły podczas ostatniej sprzeczki: "Martwi mnie tylko to, że po tamtej akcji, znajomi radzili mi, żebym jak najszybciej zerwał znajomość bo będziesz ciągle robić takie akcje i nie dasz spokoju, jak widać nie mylili się". No i otóż to. (Akcja = nie dopuszczałam myśli o tym, że chce zerwać, ale dla mnie to absurd 1 - to było 2 lata temu i przez ten czas taka sytuacja się nie zdarzyła, 2 - wtedy były inne okoliczności, teraz nie jesteśmy razem, więc nie wiem skąd to porównanie, poza tym ja mu powiedziałam jedynie, że wiem, iż mnie okłamał... ale dla mnie to tania wymówka, żeby zakończyć znajomość i dlatego mi nie odpowiedział, dlatego mu nie brakuje, inaczej by już po tygodniu przemówił, zawsze się odzywał, tym razem nie...). Tym samym chyba sama sobie odpowiedziałam na to, że jednak NIE odezwie się. sad Jak chciał ze mną zerwać - próbowałam przekonać, żebyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę. Najwidoczniej uznał, że teraz też zrobiłabym taki teatr i obrał inną taktykę - nie odezwie się, a ja mogę pisać i pisać, w końcu kiedyś mi się przecież znudzi... Przykre, myślałam, że chociaż zwykłe przyzwyczajenie do mojej osoby jest. sad

Dlatego...skoro znajomi radzili mu, żeby zerwać ze mną znajomość, to wszystko świadczy o tym, że nie jestem bez winy. sad Powiedział, że mam manię wyolbrzymiania wszystkiego, to niestety prawda, mniejsze afery z byle powodu zdarzało mi się zrobić, a ta ostatnia była już za duża. Dlatego produkuję się tutaj, bo ciągle liczę, że ktoś poda mi na tacy złotą receptę, jak to odkręcić, jak naprawić. Ale najwidoczniej się nie da. Płaczę nad rozlanym mlekiem, jak narozrabiałam, to się opamiętałam, za późno... sad

48

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Nie wysyłaj mu płaczliwych wiadomości. Nic nie jest stracone. Poczekaj miesiąc. Nawet po 10 latach można napisać "Hej cześć! Co u Ciebie?". Zero problemu.

Musisz mu dać wolność. Proponuję, abyś szła swoją drogą. Przez życie idzie się razem, a nie jedno na plecach drugiego. Byliście dość zżyci, więc on o Tobie nie zapomni.

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Z tego, jak z dnia na dzień się ode mnie odciął, raczej odnoszę wrażenie, że tylko ja byłam zżyta... On się jedynie uwolnił od ciężaru. Może nawet już o mnie nie pamięta...

Dobrze, chyba faktycznie poczekam...

Tak, to prawda, że byłam na "jego plecach", wręcz wisiałam na nim. Z drugiej strony, myślałam, że są duże szanse na powrót. Kupił nowe mieszkanie, remontuje, mebluje. Jeszcze pół roku temu mówił, że się do niego wprowadzę. Żarty? Nie wiem, zdarzyło mu się to powtórzyć wiele razy, całkiem serio, bo była nawet mowa o szukaniu pracy w jego mieście. Ostatnio już nie... No jedynie dwa dni przed tą sytuacją zdarzyło mu się powiedzieć "może Cię ściągnę do siebie...", ale to już był żart, tego jestem pewna. Tym trudniej mi...

Ale.. fakt, nie mam po co pisać, zresztą i tak myślę, że z tą koleżanką to coś więcej...i w tym tkwi cały sekret zerwanego kontaktu...

Dziękuję.

50

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Z tego, jak z dnia na dzień się ode mnie odciął, raczej odnoszę wrażenie, że tylko ja byłam zżyta... On się jedynie uwolnił od ciężaru. Może nawet już o mnie nie pamięta...

Dobrze, chyba faktycznie poczekam...

Tak, to prawda, że byłam na "jego plecach", wręcz wisiałam na nim. Z drugiej strony, myślałam, że są duże szanse na powrót. Kupił nowe mieszkanie, remontuje, mebluje. Jeszcze pół roku temu mówił, że się do niego wprowadzę. Żarty? Nie wiem, zdarzyło mu się to powtórzyć wiele razy, całkiem serio, bo była nawet mowa o szukaniu pracy w jego mieście. Ostatnio już nie... No jedynie dwa dni przed tą sytuacją zdarzyło mu się powiedzieć "może Cię ściągnę do siebie...", ale to już był żart, tego jestem pewna. Tym trudniej mi...

Ale.. fakt, nie mam po co pisać, zresztą i tak myślę, że z tą koleżanką to coś więcej...i w tym tkwi cały sekret zerwanego kontaktu...

Dziękuję.

Nieeeeeee!!! nie pisz, żadnych maili, żadnych żali, bo to jeszcze bardziej go rozwścieczy. Faktycznie może być ciężko, jeśli ta pannica od kawy, jest w zasadzie na wyciągnięcie ręki, ale ! Musisz teraz pokazać mu, że nie jesteś wylewna, co to znaczy, to znaczy, że potrafisz się powstrzymać przed pisaniem długaśnych listów, maili i wiadomości, nie martw się ja też mam taką tendencję i wciąż staram się tego nie robić smile Jestem teraz w podobnej sytuacji co Ty, w bardzo podobnej, tylko milczeniem możesz coś zdziałać, niczym innym. Milczenie to Twoja broń, a najlepiej, w momencie gdy już się do Ciebie odezwie, żebyś mu nie odpisała, to wtedy da mu do myślenia jeszcze bardziej wink
Wiem, że to trudne ale póki co nie myśl o tym. Myśl o sobie, o swojej pracy, zainteresowaniach, zajęciach.
Każdy dzień przybliża Cię do tego by osiągnąć Twój cel, a Twoim celem jest to by napisał, prawda? Dlatego nie możesz do niego już nic napisać, po prostu, potraktuj to jak zawody, im bardziej nie będziesz się odzywać, tym bliżej będziesz nagrody wink

Zrobiłaś wszystko w tym temacie, napisałaś, przeprosiłaś, wszystko co się dało. Nic więcej nie dodawaj. Jeśli faktycznie byłaś dla niego kimś bardzo ważnym, kimś kogo kochal i osobą mu bliską, to się odezwie a pannica od kawki, może tylko się w dupę ugryźć wink  Pozostaw miłe wrażenie, powstrzymuj się napisania do niego, co masz do niego napisać, napisz tutaj! Każdy z pewnością Ci odpisze wink)

51

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Autorko, jeśli chcesz COKOLWIEK napisać, zrób to: napisz na kartce i schowaj w szufladzie. Zobaczysz jaką odczujesz ulgę.

52

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Na początku myślałam, że tak jak piszesz, odczuje stratę, zabraknie, chociaż trochę. Teraz mam jednak wrażenie, że wręcz przeciwnie... okazało się, że beze mnie jest dużo lepiej - ma spokój, nikt mu nie truje, nie marudzi.

ale jak ma to odczuć jak tu ledwo drugi tydzień mija smile żeby tak na dobrą sprawę odczuł Twój brak potrzeba co najmniej 3 miesięcy. Jak będziesz milczała jak zakleta, to więcej ugrasz niż ciąglym pisaniem i truciem mu głowy. Aha i ustawiaj sobie statusy na gadu czy skejpie czy fejsie, nie prowokujące go, zero o nim, o uczuciach, o stracie, nic! Najlepiej jak nie będziesz przez jakiś czas w ogóle miała zadnego statusu a po tym czasie wstawisz coś o tym, że zaczynasz być prawdziwie szczęśliwa, na początku może to zignorować, ale z czasem? zacznie sie zastanawiać, czemu się nie odzywasz i zacznie wiercić dziurę w brzuchu wink)

53 Ostatnio edytowany przez pani_w_dylemacie (2013-01-22 21:45:54)

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Dziewczyny, jesteście świetne smile jak już sięgam dna rozpaczy, to zawsze przeczytam tutaj coś, co choć trochę podniesie mnie na duchu...

rockwoman7, czy jesteś dobrą wróżką? smile oby tak! i obyś miała rację... masz rację na pewno w tym, aby nie pisać, bo to faktycznie może nie pomóc, a tylko zaszkodzić. Tylko ja już taka jestem, wylewna... (co widać też tutaj, że duuużo spamuję). A on przeciwnie, zamyka się, ucieka, nie chce rozmawiać i koniec. Pan Ban powiedział, że można za 10 lat nawet odnowić kontakt... no pewnie, można, ale to taki okazjonalny, a ja jestem niecierpliwa i chciałabym, żeby było tak jak było - już, teraz, natychmiast, jak najszybciej! Ok.. mogę jednak poczekać trochę, byle tylko to odzyskać, ale myślę, że to nie będzie takie proste, a nawet niemożliwe.

Ja mogę wytrzymać, powstrzymać się przed pisaniem, ale nie ma gwarancji, że jednak się przełamie... 3 miesiące? Za 3 miesiące to myślę, że będzie pozamiatane, zacznie szukać na potęgę dziewczyny. Bo wiecie? Ja myślę, że to było tak... traktował to tak, że jak pozna jakąś fajną dziewczynę, to mnie pożegna, a póki nie ma, to ja byłam taką furtką wyjścia. I w zasadzie nie szukał chyba żadnej, nie imprezował, ani nic. No, tylko ta koleżanka z pracy... Ale teraz jak "furtkę wyjścia vel. koło zapasowe" wyeliminował, to chyba szybko zacznie kogoś szukać.. To jest to, czego się boję i co mnie pcha do "napisz do niego, napisz, póki nie jest za późno!".

2 tygodnie to już dużo... tak długo nigdy nie milczał, nawet jak mnie rzucił, odezwał się już po tygodniu.

Zresztą, o czym to mówić, jak wszyscy, zapewne słusznie, osądzili, że mnie olewa i nic do mnie nie czuje sad Nie umiem spojrzeć prawdzie w oczy hmm

Catwoman, próbowałam! smile gdzie ja już nie pozapisywałam różnych słów do niego.. Na razie nie wysłałam...

Ach, no i jeszcze jedno, jeśli ktoś chce mnie jeszcze słuchać... (z poziomu pisania i natury zapewne przypomina nastolatkę? smile) Nie przeprosiłam za ostatnie - niestety hmm To, co do tej pory mu wysłałam to luźny tekst, abyśmy wykreślili tamten dzień z pamięci i przetrwali trudny czas, takie głupoty, w formie bardziej żartobliwie, może to był błąd hmm On właśnie tak załatwiał problemy, tylko ja na "przełamanie lodów" żartobliwie zawsze reagowałam, a On nie... Dlatego chciałam napisać teraz już bardziej serio - przeprosiny... Ale może faktycznie lepiej nie...

ufff, wygadałam się..

edit:
rockwoman7: wygląda na to, że jedyną rzeczą, jaką rozsądnie zrobiłam, to te statusy - od kilku dni nie mam żadnego opisu wink nie postuję też na facebook'u, ani nigdzie indziej - nie udzielam się. Jedyna moja aktywność to dostępny status. Staram się nie dać po sobie poznać, ale myślę, że zna mnie na tyle dobrze, że wie, że świruję i modlę się zaklinając telefon i komputer, byle tylko pojawił się znak od Niego...

I oczywiście - trzymam kciuki za Twoją podobną sytuację! może za Twoim przykładem powstrzymam się od pisania smile

54

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

Dziewczyny, jesteście świetne smile jak już sięgam dna rozpaczy, to zawsze przeczytam tutaj coś, co choć trochę podniesie mnie na duchu...

rockwoman7, czy jesteś dobrą wróżką? smile oby tak! i obyś miała rację... masz rację na pewno w tym, aby nie pisać, bo to faktycznie może nie pomóc, a tylko zaszkodzić. Tylko ja już taka jestem, wylewna... (co widać też tutaj, że duuużo spamuję). A on przeciwnie, zamyka się, ucieka, nie chce rozmawiać i koniec. Pan Ban powiedział, że można za 10 lat nawet odnowić kontakt... no pewnie, można, ale to taki okazjonalny, a ja jestem niecierpliwa i chciałabym, żeby było tak jak było - już, teraz, natychmiast, jak najszybciej! Ok.. mogę jednak poczekać trochę, byle tylko to odzyskać, ale myślę, że to nie będzie takie proste, a nawet niemożliwe.

Ja mogę wytrzymać, powstrzymać się przed pisaniem, ale nie ma gwarancji, że jednak się przełamie... 3 miesiące? Za 3 miesiące to myślę, że będzie pozamiatane, zacznie szukać na potęgę dziewczyny. Bo wiecie? Ja myślę, że to było tak... traktował to tak, że jak pozna jakąś fajną dziewczynę, to mnie pożegna, a póki nie ma, to ja byłam taką furtką wyjścia. I w zasadzie nie szukał chyba żadnej, nie imprezował, ani nic. No, tylko ta koleżanka z pracy... Ale teraz jak "furtkę wyjścia vel. koło zapasowe" wyeliminował, to chyba szybko zacznie kogoś szukać.. To jest to, czego się boję i co mnie pcha do "napisz do niego, napisz, póki nie jest za późno!".

2 tygodnie to już dużo... tak długo nigdy nie milczał, nawet jak mnie rzucił, odezwał się już po tygodniu.

Zresztą, o czym to mówić, jak wszyscy, zapewne słusznie, osądzili, że mnie olewa i nic do mnie nie czuje sad Nie umiem spojrzeć prawdzie w oczy hmm

Catwoman, próbowałam! smile gdzie ja już nie pozapisywałam różnych słów do niego.. Na razie nie wysłałam...

Ach, no i jeszcze jedno, jeśli ktoś chce mnie jeszcze słuchać... (z poziomu pisania i natury zapewne przypomina nastolatkę? smile) Nie przeprosiłam za ostatnie - niestety hmm To, co do tej pory mu wysłałam to luźny tekst, abyśmy wykreślili tamten dzień z pamięci i przetrwali trudny czas, takie głupoty, w formie bardziej żartobliwie, może to był błąd hmm On właśnie tak załatwiał problemy, tylko ja na "przełamanie lodów" żartobliwie zawsze reagowałam, a On nie... Dlatego chciałam napisać teraz już bardziej serio - przeprosiny... Ale może faktycznie lepiej nie...

ufff, wygadałam się..

napisz do mnie maila, bo ja tego zrobić nie mogę a coś Ci wyjaśnie wink

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

rockwoman7 - z przyjemnością! dziękuję, już piszę. smile

56

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
pani_w_dylemacie napisał/a:

rockwoman7 - z przyjemnością! dziękuję, już piszę. smile

czekam wink

57

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Tak... więcej tej nadziei dawajcie Autorce, więcej... W życiu się dziewczyna nie pozbiera...

58

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Teo napisał/a:

Tak... więcej tej nadziei dawajcie Autorce, więcej... W życiu się dziewczyna nie pozbiera...

bo taka jest prawda, jak odpuści temat to gość przyleci jak poparzony ;]

59

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
rockwoman7 napisał/a:
Teo napisał/a:

Tak... więcej tej nadziei dawajcie Autorce, więcej... W życiu się dziewczyna nie pozbiera...

bo taka jest prawda, jak odpuści temat to gość przyleci jak poparzony ;]

Nie zgodzę się. Oni nie byli parą, nie widywali się regularnie, to nie jest kryzys w związku. To była znajomość na odległość bez kontaktu fizycznego a im mniejszy kontakt tym facet się bardziej oddala. Odo dwóch lat trwa ta znajomość, z jego strony koleżeństwo, a z jej wielkie nadzieje. Nie sądzę, żeby przyleciał, raczej odpuści i, może nie zapomni, ale nie będzie czul chęci ani potrzeby utrzymywania tego kontaktu, bo po co?

60

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

No i nie oszukujmy się: facet będzie jak ognia unikał kobiety, która mu się narzuca i w obawie przed której nastrojami ucieka się do różnych kłamstewek. To nie jest komfortowa sytuacja, być w takim związku.

61

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Teo napisał/a:
rockwoman7 napisał/a:
Teo napisał/a:

Tak... więcej tej nadziei dawajcie Autorce, więcej... W życiu się dziewczyna nie pozbiera...

bo taka jest prawda, jak odpuści temat to gość przyleci jak poparzony ;]

Nie zgodzę się. Oni nie byli parą, nie widywali się regularnie, to nie jest kryzys w związku. To była znajomość na odległość bez kontaktu fizycznego a im mniejszy kontakt tym facet się bardziej oddala. Odo dwóch lat trwa ta znajomość, z jego strony koleżeństwo, a z jej wielkie nadzieje. Nie sądzę, żeby przyleciał, raczej odpuści i, może nie zapomni, ale nie będzie czul chęci ani potrzeby utrzymywania tego kontaktu, bo po co?

Nie wiem nie jestem wróźką, ale skoro przez taki czas utrzymywał z autorką kontakt i z tego co pisała wiele razy z jego inicjatywy to był kontakt, to myślę, że nie była mu obojętna. Na niekorzyść autorki jest to, że on doskonale wiedział co ona do niego czuje. I w efekcie jeśli odpuści temat i kontakt, to on się odezwie, i dodatkowo jeśli z tamtą pania mu nie wyjdzie, to już w ogóle. Takie jest moje zdanie.

62

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Obawiam się, że chodziło tu o bardzo prosty układ, czyli : "Dzwonię do pani_w_dylemacie, bo aktualnie z nikim nie jestem, a seksu mi się chce. Jak sobie kogoś znajdę, dam sobie spokój". No i dał.

63

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?
Catwoman napisał/a:

Obawiam się, że chodziło tu o bardzo prosty układ, czyli : "Dzwonię do pani_w_dylemacie, bo aktualnie z nikim nie jestem, a seksu mi się chce. Jak sobie kogoś znajdę, dam sobie spokój". No i dał.

Tego fenomenu nie mogę pojąc wiesz Catwoman? ale wydaje mi się, że na miejscu może mnóstwo znaleźć okazji do wypróbowania swojego impetu seksualnego niż liczyć na "znajomą" która mieszka 350 km dalej, trochę mija się z celem jak dla mnie.

64

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Ja jestem w podobnej sytuacji. Powiem tyle pani_w_dylemacie: WALCZ!!! Tak długo na ile starczy Ci nadziei.....

65

Odp: Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Ja uważam, że jedyną walką mogłaby już być tylko ta fizyczna: czyli obezwładnić go, zawlec do USC i siłą włożyć obrączkę na palec .

Posty [ 1 do 65 z 89 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Była miłość, była przyjaźń - nie będzie nic?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024