Tak sobie czytam pewne tematy i dochodzę do dziwnych i zarazem strasznych wniosków. Oczywiście, jest to portal społecznościowy, ułatwia kontakty i tak dalej, ale czy niektórzy nie popadają w przesadę? Czytałam kilka wątków czy aby nie napisać do kogoś na FB, żeby go zdobyć. Albo, żeby załatwiać ważne sprawy za jego pośrednictwem.
Jak dla mnie- trochę na poziomie gimnazjum. Rozumiem, że niektórzy są nieśmiali i ciężko im przychodzi kontakt w cztery oczy, jednak chyba istnieją jakieś granice. Mam wrażenie, że Facebook zastępuje niektórym kontakt bezpośredni.
Co wy o tym sądzicie?
Zapraszam do dyskusji.
Mam bardzo podobne odczucia. Nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się nad tym: o co w tym chodzi, czy ludziom już totalnie odbiło? skąd rozterki typu "czy mam go zaprosić"????
Bardzo cieżko mi zrozumieć skąd się to bierze, jedynie mogę spekulować że wynika to z tego że młodzi zaczynają mieszać rzeczywistość z "rzeczywistością wirtualną". Chętnie poczytam opinie ludzi bezpośrednio zainteresowanych.
To nie jest tylko Twoje wrażenie, tak jest już od jakiegoś czasu.
Od kiedy w każdym domu pojawił się komputer, w niektórych jest ich nawet kilka, ludzie zastępują rozmowy w cztery oczy czatem na FB.
Najgorsze jest to, że im się to spodobało
kobiety nie musza się malować i ubierać, co niektórym zajmuje mnóstwo czasu, nie trzeba iść na przystanek czy przy dzisiejszej pogodzie odśnieżać samochodu.
Jest to przykre, że ludziom łatwiej jest się porozumieć czy nawiązać kontakt właśnie przez takie portale społecznościowe, niestety nie jesteśmy w stanie tego zmienić.
A dzisiejsze dzieci? Jak one spędzają swoje dzieciństwo? Kiedyś było pełno dzieciaków biegających po podwórku, jeździli na rowerach, grali w piłkę! A dziś?! Jedno idzie do drugiego żeby grać w jakieś durne gry komputerowe!
To właśnie jest najgorsze- nie da się tego zmienić. A postępująca technologia wcale nie ułatwia zmian.
Zresztą, problemem jest nie tylko Facebook. Coraz częściej ludzie, zamiast iść do lekarza, sprawdzają w sieci objawy i panikują. Ładnie to widać tutaj, na forum. Jak bolą jajniki, lepiej się zapytać na forum, bo lekarza ktoś się wstydzi/boi iść itp.
Dzieciaki siedzą przed komputerem, jedzą jak najęte, a później rodzice płaczą, bo nie ma rozmiaru spodenek na malucha.
Przykładów jest mnóstwo.
A my co robimy na tym forum?
Rozróżnijmy czym jest pisanie na forum, a czym jest pisanie do kogoś na portalu społecznościowym, bo tak łatwiej.
zależy, jeśli ktoś w ten sposób utrzymuje kontakt z rodziną, czy znajomymi, którzy mieszkają daleko to jest to jak najbardziej przydatny wynalazek. Co innego, gdy czyjeś kontakty towarzyskie ograniczają się do tych z ,,fejsa''.
zależy, jeśli ktoś w ten sposób utrzymuje kontakt z rodziną, czy znajomymi, którzy mieszkają daleko to jest to jak najbardziej przydatny wynalazek. Co innego, gdy czyjeś kontakty towarzyskie ograniczają się do tych z ,,fejsa''.
A jeśli ktoś nie ma rodziny i znajomych,to nic złego, że chociaż przez net się kontaktuje z ludżmi. Nie demonizujmy czegoś, z czego sami korzystamy.
Moje życie towarzystke jest aktywne zarówno w realu jak i w sieci - i to zazwyczaj z tymi samymi ludźmi. Nie zawieram nowych znajomości przez Internet a liczba znajomych na fejsie odpowiada tej w realu. Nie mam wirtualnych przyjaciół.
Rozróżnijmy czym jest pisanie na forum, a czym jest pisanie do kogoś na portalu społecznościowym, bo tak łatwiej.
A jaka to właściwie róznica?
... nie twierdzę, że fb jest czymś złym ani że konatkt dzięki temu portalowi ( lub każdemu innemu) jest nie wskazany.
Zauważyłam jednak, że w pewnych "czytanych" sytuacjach : kontak przez fb w stylu " NIE WIEM CZY MAM GO ZAPROSIĆ" według mnie jest mocno przesadzony. Rozumiem i szanuję kontakty "sieciowe" bo to fajne i często nowe doświadczenia, pomagają nie tylko w życiu prywtanym ale często zawodowym. Natomiast urastanie problemów do rangi: "co ja mam zrobić, napisać mu na fejsie czy nie" zwyczajnie zastanawiam się gdzie się zatraciła granica...... przecież fb podobnie jak czaty, gadulce to ma być forma zabawy, relaksu - jeśli chodzi o nowe znajomości - więc po co zawracać sobie głowę tym czy wypada mi kliknąć pierwsza
Pozwalałam swojemu ośmiolatkowi grać w grę społecznościową w soboty - miał na to godzine. Do czasu aż nie zauważyłam, że pomimo tak ograniczonego czasu przebywania w sieci on się anagażuje. Dla mnie to wszystko wydaje się być niebezpieczne, nie tylko ze względu na pedofilie etc. ale tez z tego względu, że coraz częściej jednak widzę iż granica pomiędzy rzeczywistością a wirtualnością zataraca się. Przypominiał mi się film "Sala samobójców" - jak ktoś nie widział polecam. Ale to już chyba będzie off top jak się rozwinę:)
12 2013-01-20 14:55:15 Ostatnio edytowany przez igla16 (2013-01-20 14:57:05)
Moim założeniem było zwrócenie uwagi na to, że niektórzy mają dylematy czy nie załatwiać czegoś za pośrednictwem FB, zamiast w realu. Nie raz, nie dwa widziałam, że- szczególnie kobiety, dramatyzują, bo on nie odpisał na wiadomość/nie zaakceptował zaproszenia. Albo piszą, bo to jest łatwiejsze niż zwykłe cześć na korytarzu.
Czemu jest różnica między forami a pisaniem na FB? Moim zdaniem forum jest po to, by pisać o rzeczach nas interesujących, poznawać zdanie innych itp. Facebook nie spełnia takiej roli, mimo zamieszczania ciekawych dla nas linków czy wypowiedzi.
... nie twierdzę, że fb jest czymś złym ani że konatkt dzięki temu portalowi ( lub każdemu innemu) jest nie wskazany.
Zauważyłam jednak, że w pewnych "czytanych" sytuacjach : kontak przez fb w stylu " NIE WIEM CZY MAM GO ZAPROSIĆ" według mnie jest mocno przesadzony. Rozumiem i szanuję kontakty "sieciowe" bo to fajne i często nowe doświadczenia, pomagają nie tylko w życiu prywtanym ale często zawodowym. Natomiast urastanie problemów do rangi: "co ja mam zrobić, napisać mu na fejsie czy nie" zwyczajnie zastanawiam się gdzie się zatraciła granica...... przecież fb podobnie jak czaty, gadulce to ma być forma zabawy, relaksu - jeśli chodzi o nowe znajomości - więc po co zawracać sobie głowę tym czy wypada mi kliknąć pierwsza
O to właśnie chodzi.
Moje życie towarzystke jest aktywne zarówno w realu jak i w sieci - i to zazwyczaj z tymi samymi ludźmi. Nie zawieram nowych znajomości przez Internet a liczba znajomych na fejsie odpowiada tej w realu. Nie mam wirtualnych przyjaciół.
Lepszy rydz niż nic, czujesz się lepsza?
14 2013-01-20 15:07:21 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-20 15:09:49)
... nie twierdzę, że fb jest czymś złym ani że konatkt dzięki temu portalowi ( lub każdemu innemu) jest nie wskazany.
Zauważyłam jednak, że w pewnych "czytanych" sytuacjach : kontak przez fb w stylu " NIE WIEM CZY MAM GO ZAPROSIĆ" według mnie jest mocno przesadzony. Rozumiem i szanuję kontakty "sieciowe" bo to fajne i często nowe doświadczenia, pomagają nie tylko w życiu prywtanym ale często zawodowym. Natomiast urastanie problemów do rangi: "co ja mam zrobić, napisać mu na fejsie czy nie" zwyczajnie zastanawiam się gdzie się zatraciła granica...... przecież fb podobnie jak czaty, gadulce to ma być forma zabawy, relaksu - jeśli chodzi o nowe znajomości - więc po co zawracać sobie głowę tym czy wypada mi kliknąć pierwsza![]()
Pozwalałam swojemu ośmiolatkowi grać w grę społecznościową w soboty - miał na to godzine. Do czasu aż nie zauważyłam, że pomimo tak ograniczonego czasu przebywania w sieci on się anagażuje. Dla mnie to wszystko wydaje się być niebezpieczne, nie tylko ze względu na pedofilie etc. ale tez z tego względu, że coraz częściej jednak widzę iż granica pomiędzy rzeczywistością a wirtualnością zataraca się. Przypominiał mi się film "Sala samobójców" - jak ktoś nie widział polecam. Ale to już chyba będzie off top jak się rozwinę:)
Oczywiście, że zaniedbywanie siebie, pracy, rodziny, snu, zdrowia i obowiązków to uzależnienie od netu i Ty jako matka winnaś kontrolować swego synia. To takie samo uzależnienie jak alko czy narkotyki. Prowadzi do wyrządzania szkód sobie i najbliższym. Piszę o tym, że dla osób samotnych, nie pracujących i mających organiczoną możliwość poznawania nowych ludzi i bycia wśród nich, internet nie jest jakimś diabolicznym wynalazkiem, a problem typu "czy mam go zaczepić na fb" tomoim zdaniem mentalność gimzajlkalistki. Kiedyś mogło to odbywać się np. w ten sposób, ze upuszczę chusteczkę, on ją podniesie i może zwrócina mnie uwagę, albo podstawię mu nogę, on się przewróci a ja zaprowadzę go do higienistki i będzie punkt zaczepiana do dalszej znajomoiści, myślę, że dojrzałe osoby taki dylemat jedynie rozbawi i przypomną sobie swoje młode lata. Na FB ludzie też rozmawiają o ciekawych rzeczach i wymieniają się zabawnymi historyjkami, więc moim zdaniem czy FB czy forum to to samo jak w przysłowiu "jeden woli córkę, a drugi teściową". Są gusta i guściki.
noami24 napisał/a:Moje życie towarzystke jest aktywne zarówno w realu jak i w sieci - i to zazwyczaj z tymi samymi ludźmi. Nie zawieram nowych znajomości przez Internet a liczba znajomych na fejsie odpowiada tej w realu. Nie mam wirtualnych przyjaciół.
Lepszy rydz niż nic, czujesz się lepsza?
A dlaczeego miałabym się czuć lepsza? Co to za dziwne pytanie!!
Pytanie jak pytanie. Nie ma w nic dziwnego. Czujesz się chyba lepsza że nie masz wirtualnych przyjaciół.
Mnie jakoś ten Facebookowy szał nie ogarnął...
Mam konto na Fb ale nie korzystam z niego często. Moja opinia jest taka, że przez Fb niewątpliwie można odnaleźc kontakt do znajomych, z którymi dłuższy czas nie utrzymywaliśmy kontaktu a z racji jakiegoś aktualnego naszego położenia mamy potrzebę się z nimi skontaktowac- i to jest plus.
Ponadto podoba mi się to, że niektórzy zamieszczają tzw. prawdy życiowe bądź też cytaty, które skłaniają do przemyśleń- sama zamieszczam posty jedynie takiej treści.
Chciałam jednak zaznaczyc, że dla niektórych ludzi (którzy mają tzw. parcie na szkło) portal ten jest czymś w rodzaju "PUDELKA", którego sami są redaktorami... Przeraża mnie myśl, że niektórzy mają paredziesiąt lub pareset zdjęc, wpisy na Fb mniej więcej co godzinę, o różnej treści, niekoniecznie interesującej. Osobiście mam w znajomych kobietę, która ma pareset zdjęc a nawet film ze swojego wesela!!! a wpisy, które zamieszcza na tablicy są takiej treści, że mam wrażenie, że któregoś dnia rano zamieści opis "Pierwsza kupa dziś"....
Powyższe mnie przeraża, niemniej jednak właśnie przez to pozwala nam zobrazowac, jaka jest dana osoba ![]()
Łatwiej jest otworzyć oko rano, podrapać się po głowie i odpalić kompa, żeby sobie pogadać, niż wstać, umyć się, ogarnąć, zadzwonić, znaleźć czas, wymyślić miejsce i się spotkać. Poza tym Fejsbuk jest strasznie ekshibicjonistyczny. O ile jeszcze zdjęcia mogę poniekąd zrozumieć (ale też nie wszystkie) to już całodzienne pisanie na ścianie co się zjadło, co się robiło i jak się kto czuje jest chore. Żeby kogoś poznać trzeba się odrobinę wysilić, a wiadomo, ze nikt się wysilać nie lubi, a fejsbuk daje złudne uczucie przynależności do jakiejś społeczności i posiadania grona znajomych. Tylko, że jak prąd wyłączą, albo człowiek ma jakieś problemy to dopiero okazuje się ile tych znajomych tak naprawdę jest.
Ja jestem zdania ,że my ludzie jako słabe jednostki ,lubimy czasem takie banalne problemy,bo czym się różni kompleks małego penisa, a niemożność podjęcia kontaktu z osobą,która nas kręci ?- niczym. Nawet te trywialne problemy,w jakiś sposób nas ograniczają.
Akurat na tym forum nikt nas nie zmusza do przeczytania wątku: " w jakim tonie mam napisać do mojego ukochanego i czy na końcu zdania dać "." czy "
" ,więc jeśli to Was w jakiś sposób denerwuje, pierd*lcie to i nie czytajcie.
Zakładanie wątku w tej sprawie,tak niczego nie wskóra ,ile ludzi tyle problemów, Misiaczki.
![]()
Ja też nie byłam lubiana. Dziwne imię, dziwne pochodzenie, coś tam, coś tam. Dołowało mnie to, a jednak mam znajomych, z którymi się lubimy, jestem z cudownym facetem, który mnie kocha. Można mieć znajomych, przyjaciół i swoją miłość, pod warunkiem, że ma się trochę dystansu do siebie i nie jest się egoistą. Miałam kryzys, nie mogłam utrzymać znajomości, ale wszędzie się pcham. Na zajęciach teatralnych poznałam fajnych ludzi, na obozach językowych, w szkole, na osiedlu, jeżdżąc na mecze siatkówki. Poznaję kolegów mojego M i krąg znajomych się znalazł. Ale mi się chciało. I poszłam w miejsca, które mnie interesują. Tutaj, na forum, też poznałam trochę fajnych dziewczyn.
Także proszę, nie wmawiaj, że się nie da.
missnowegojorku napisał/a:No widzę, ale ja jestem jaka jestem. I nic na to nie poradzę,nie umiem się zmuszać do udawania i rozmów o niczym.
Ty nie masz "udawać...masz wykrzesać z siebie odrobine optymizmu... wykazać odrobine poczucia humoru...
Masz dopiero 42 lata...nie bądz zgorzkniałą ciotka, co jedynie siedzi i zrzędzi...Nie mów też, że próbowałaś wszystkiego...
Bo widzę, że czekasz na "gwiazdkę z nieba", nie mając zamiaru niczego dać z siebie. Nawet spróbować...
"Ja jestem taka jaka jestem i nic wam do tego. Macie mnie lubić, ale ja was nie muszę nawet tolerować, bo przecież nie będę się zmuszać do zniżania się do takiego poziomu."
Coś w ten deseń...To z pewnością nie miało szansy nawet przynieść ci wianuszka znajomych wokół...
Kiedyś,gdy miałam 20 parę, trzydzieści nawet 36 próbowalam być wesoła, towarzyska, wkręcać się w paczki znajomych,ale zawsze byłam odrzucana, ignorowana, zawsze to ja musiałam zabiegać ... Zmęczyło mnie to, apoza tym i tak nigdy nie byłam lubiana inie zdobyłam przyjaciół, moje zdolności interpersonalne są zerowe. Więc nie mam się z czego cieszyć.
Ja też nie byłam lubiana. Dziwne imię, dziwne pochodzenie, coś tam, coś tam. Dołowało mnie to, a jednak mam znajomych, z którymi się lubimy, jestem z cudownym facetem, który mnie kocha. Można mieć znajomych, przyjaciół i swoją miłość, pod warunkiem, że ma się trochę dystansu do siebie i nie jest się egoistą. Miałam kryzys, nie mogłam utrzymać znajomości, ale wszędzie się pcham. Na zajęciach teatralnych poznałam fajnych ludzi, na obozach językowych, w szkole, na osiedlu, jeżdżąc na mecze siatkówki. Poznaję kolegów mojego M i krąg znajomych się znalazł. Ale mi się chciało. I poszłam w miejsca, które mnie interesują. Tutaj, na forum, też poznałam trochę fajnych dziewczyn.
Także proszę, nie wmawiaj, że się nie da.
Jako 20 latka też nie siedzaiłam w domu, miałam znajomych, chłopaków i koleżanki. A teraz nie mam...
A z czego się cieszysz siedząc teraz w domu?
Powiedz co sprawia ci przyjemność?
Co lubisz robić?
Jakie masz zainteresowania?
24 2013-01-21 15:00:24 Ostatnio edytowany przez malina.m (2013-01-21 15:00:46)
Tak sobie czytam pewne tematy i dochodzę do dziwnych i zarazem strasznych wniosków. Oczywiście, jest to portal społecznościowy, ułatwia kontakty i tak dalej, ale czy niektórzy nie popadają w przesadę? Czytałam kilka wątków czy aby nie napisać do kogoś na FB, żeby go zdobyć. Albo, żeby załatwiać ważne sprawy za jego pośrednictwem.
Jak dla mnie- trochę na poziomie gimnazjum. Rozumiem, że niektórzy są nieśmiali i ciężko im przychodzi kontakt w cztery oczy, jednak chyba istnieją jakieś granice. Mam wrażenie, że Facebook zastępuje niektórym kontakt bezpośredni.
Co wy o tym sądzicie?
Zapraszam do dyskusji.
Jezeli i to komus pasuje i odpowiada to mnie nic do tego.
ocenianie i krytykowanie innych to nie radzenie sobie ze swoimi demonami i frustracjami.
Troche wiecej tolerancji.
Pozdrawiam ![]()
Dużo czytam, książkę dziennie, dwa lata prowadziłam bloga, raz nawet wystąpiłam wmieście kobiet TVN style w związku z moim blogiem, kocham moje psy i duzo się nimi zajmuję, dużo czytam w internecie o psychologii, historii, sytuacji kobiet w innych kulturach, zajmowałam się dwa lata moją obecnie dwuletnią siostrzenicą dzień w dzień po 8 godzin. Aleteraz nawróciła mi depresja, od miesiąca nie śpię w nocy i musiałam przestać jeżdzić do małej, bo nie dawałam rady z niewyspania.
26 2013-01-21 15:04:11 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-21 15:08:49)
No widzisz...więc masz zainteresowania...mogłabyś nawiązywać kontakty z ludźmi... gdybyś zdobyła się na odwagę i miała w sobie chęci...
Może pora pomyśleć o jakiejś wizycie u psychologa...?
Depresja sama nie minie... tym bardziej... gdy nie masz ochoty z nią powalczyć własnymi siłami... bo z góry zakładasz że to nie ma sensu i się nie uda...
Co do psów... to są szkolenia... są zawody dla psów...
Można przyjemność połączyć z pożytecznym...
Ty spotkałabyś ludzi, mielibyście masę wspólnych tematów(nie o pogodzie i dzieciach, ale konkretne i lubiane przez Ciebie)... przy okazji psy miałyby super frajdę ...
Może wolontariat w schronisku...?
Może kurs na szkoleniowca (psiego)?
Na prawdę można wymyślić sobie milion sposobów na nudę i samotność...
Trzeba jedynie zechcieć coś robić i ruszyć tyłek z domu... ![]()
No widzisz...więc masz zainteresowania...mogłabyś nawiązywać kontakty z ludźmi... gdybyś zdobyła się na odwagę i miała w sobie chęci...
Może pora pomyśleć o jakiejś wizycie u psychologa...?
Depresja sama nie minie... tym bardziej... gdy nie masz ochoty z nią powalczyć własnymi siłami... bo z góry zakładasz że to nie ma sensu i się nie uda...
Co do psów... to są szkolenia... są zawody dla psów...
Można przyjemność połączyć z pożytecznym...
Ty spotkałabyś ludzi, mielibyście masę wspólnych tematów(nie o pogodzie i dzieciach, ale konkretne i lubiane przez Ciebie)... przy okazji psy miałyby super frajdę ...
Może wolontariat w schronisku...?
Może kurs na szkoleniowca (psiego)?
Na prawdę można wymyślić sobie milion sposobów na nudę i samotność...
Trzeba jedynie zechcieć coś robić i ruszyć tyłek z domu...
Z moim starszym yorkiem chodziłam na szkolenie, to byliśmy najgorsi w grupie, tak źle się czułam, że znów jestemnajgorsza i nie umiem szkolić psa, że ledwo wytzryamałam do końca kursu. Przez cały kurs z nikim się nie zaprzyjaźniłam, choć zagadywałam do różnych osób. Do psychologa chodzę już dwa lata, a depresję leczę bezskutecznie od 2000 roku. Dlatego też zrezygnowłam z bardzo dobrej pracy na stanowiusku kierowniczym, bo z nerwów miałam lyse plackina głowie, spałam tylko godzinę w nocy i prawie dostawałam obłeu. Dostałam nawet 3 geupę inwalidzką (diagnoza i neurostenia) w związku z wykonywanym zawodem i zakaz dalszej pracy w tym zawodzie.
igla16 napisał/a:Tak sobie czytam pewne tematy i dochodzę do dziwnych i zarazem strasznych wniosków. Oczywiście, jest to portal społecznościowy, ułatwia kontakty i tak dalej, ale czy niektórzy nie popadają w przesadę? Czytałam kilka wątków czy aby nie napisać do kogoś na FB, żeby go zdobyć. Albo, żeby załatwiać ważne sprawy za jego pośrednictwem.
Jak dla mnie- trochę na poziomie gimnazjum. Rozumiem, że niektórzy są nieśmiali i ciężko im przychodzi kontakt w cztery oczy, jednak chyba istnieją jakieś granice. Mam wrażenie, że Facebook zastępuje niektórym kontakt bezpośredni.
Co wy o tym sądzicie?
Zapraszam do dyskusji.Jezeli i to komus pasuje i odpowiada to mnie nic do tego.
ocenianie i krytykowanie innych to nie radzenie sobie ze swoimi demonami i frustracjami.
Troche wiecej tolerancji.Pozdrawiam
Czemu uważasz, że jest to objaw nietolerancji, oceniania i krytykowania? I, przede wszystkim, "nie radzenie sobie ze swoimi demonami i frustracjami"?
Również pozdrawiam. ;-))
Skoro leczenie jest bezskuteczne, a psycholog od 2 lat tez nic nie pomógł...to może czas zmienić lekarza i leki...?
Rób coś kobieto... rusz się... zadbaj o swoje życie, bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi...
Pisz na forum jak najczęściej... to na pewno dobry sposób na wygadanie się... jednak nie jest to "lekarstwo" ostateczne.
Szukaj pomocy... szukaj "siebie"...
Siedząca w domu, użalająca się nad złym światem, zgorzkniała baba... to na pewno nie TY...
Myślę, że dobrym sposobem byłoby zgłoszenie sie na wolontariusza do schroniska.
Kochasz psiaki, na pewno dałoby Ci zadowolenie z siebie to, że im pomagasz...
Tam na pewno doceniono by i Ciebie i Twoja pomoc...chęci...
Myślę, że wszystko da się zrobić, a Ty też możesz. Skoro piszesz, że jako dwudziestolatka miałaś znajomych- dało się. Czyli możesz sobie to zapisać jako sukces i myśleć o tym jako o czymś dobrym. Nie jesteś nieudacznikiem, powinnaś tylko znaleźć swoją drogę.
Byłam w naszym schronisku, kiedyś znalazłam zagubionegopsa i potem jeżdziłam do niego do schronu, jego pan był bezfrobotnym menelem i nie miał kasy na wykupienie go po tygodniu ze schronu, więc uiściłam za wykup psa 60% ceny za pobyt, bo widziałam jak pies teskni i jak pan go kocha. Ale raczej nie chciałbym zaprzyjaźniać się z tym panem. Rozmawiałm przyokazji z kierownikiem schroniska, a on wyraźnie stwierdził, że nie chce wolontariuszy.
To może w szpitalach lub hospicjach? Tam ciągle kogoś szukają.
Myślę, że wszystko da się zrobić, a Ty też możesz. Skoro piszesz, że jako dwudziestolatka miałaś znajomych- dało się. Czyli możesz sobie to zapisać jako sukces i myśleć o tym jako o czymś dobrym. Nie jesteś nieudacznikiem, powinnaś tylko znaleźć swoją drogę.
Niestety z uwagi na brak zdolności do bezstresowego kontalktu z ludzmi, popadłam w alkoholizm, a po zakończeniuleczenia nie mogłam chodzić już na imprezy i moje życie towarzyskie spadło do zera. Wtewdy zachorowałam na depresję i od tego czasu, pomimo wielu terapii i zmiany leków i lekarzy nie mogę się z niej wyleczyć/
To może w szpitalach lub hospicjach? Tam ciągle kogoś szukają.
Niesatety jestem hipochondrykiem i od razu, jak nawet wTV czy na ulicy slyszę o raku czy widzę osobę chorą ba nowotwór, ogarnia mnie taki lęk i panika, że od razu mam gorsze samopoczucie, lęk wolno płynący, napady płaczu i paniki.
35 2013-01-21 15:40:22 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-21 15:41:29)
Więc lekarze są nieodpowiedni i trzeba znów ich zmienić...
Nie przyjmuj jako normę obecnego stanu...
Rób coś...
Regionalne centrum wolontariatu w Gdańsku
Fundacja Pomocy Zwierzętom "Bono" w Gdańsku
Fundacje dla ratowania zwierząt bezdomnych "Emir" w Gdańsku
Tu już trzy miejsca, gdzie na pewno ucieszyli by się, z chętnej do pomocy osoby...
Zarejestruj się na stronie ... udzielaj się na forum...
Tam możesz pomóc komuś, poczuć się potrzebna...
Co do schroniska "Promyk" w Gdańsku, to ponoć za dobrze w nim się nie dzieje...a właściciel taki sam pewnie jak i ten "promyk" w nazwie... Dlatego nie zniechęcaj się, że akurat on nie chciał Twojej pomocy...
Margolinka, podziwiam, mi by się już nie chciało...
Więc lekarze są nieodpowiedni i trzeba znów ich zmienić...
Nie przyjmuj jako normę obecnego stanu...
Rób coś...Regionalne centrum wolontariatu w Gdańsku
Fundacja Pomocy Zwierzętom "Bono" w Gdańsku
Fundacje dla ratowania zwierząt bezdomnych "Emir" w Gdańsku
Tu już trzy miejsca, gdzie na pewno ucieszyli by się, z chętnej do pomocy osoby...
Zarejestruj się na stronie ... udzielaj się na forum...
Tam możesz pomóc komuś, poczuć się potrzebna...
Co do schroniska "Promyk" w Gdańsku, to ponoć za dobrze w nim się nie dzieje...a właściciel taki sam pewnie jak i ten "promyk" w nazwie... Dlatego nie zniechęcaj się, że akurat on nie chciał Twojej pomocy...
Dzwoniłam do Bono i do Centrum Wolontariatu nawet w zeszłym tygodniu (terapeutka zasugerowała mi podjęcie wolontariatu) Niestety nie mają dlamnie żadnej propozycji. Jedynie w Tczewie w schronisku do sprzątania psich boksów iwyprowadzania psów, raz, że to daleko i dojazd duzo mnie wyniesie, a dwa, że ja codziennie czeszę swoje i psy i 4 razy dziennie je wyprowadzam, nie chciałby mi się sprzątać w schronisku. Pdewnie pojechałabym z 2,3 razy (jak znam siebie i bym dała sobie spokój). Natomiast opieka nad staruszkami czy dziećmi, to ja taki wolontariat mam na codzień. Opiekowałam się dwa lata dziećmi siostry (też na zasadzie wolontariatu) a teraz na codzień zajmuję sie starszymi rodzicami. A takie propozycje były jedynie w Centrum.
Margolinka, podziwiam, mi by się już nie chciało...
Wierzę...
39 2013-01-21 16:07:54 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-21 16:08:57)
Kaja74 napisał/a:Margolinka, podziwiam, mi by się już nie chciało...
Wierzę...
Ale mi się właśnie CHCE...
Po to siedzę tu na forum i gadam z ludźmi... bo mi się CHCE ![]()
Miss... Tobie też musi się "zachcieć"...
Ta fundacja pomocy psom, ma swoje forum... zarejestruj się tam...
Tam jest na pewno większość osób z Gdańska...
Daj szanse sobie i innym...na poznanie siebie.
Nie wierze, żeby 42 letnia kobieta...wcześniej aktywna zawodowo...będąca wciąż między ludźmi...teraz nagle niczego NIE CHCE...
Masz zainteresowania, możesz dużo dać od siebie... na pewno potrafisz... tylko musisz się zmotywować...
Powieś sobie na ścianie przed łóżkiem wielki napis "MISSNOWEGOJORKU RUSZ KOBIETO TYŁEK I NIE MARUDŹ..."
Zobaczysz, że codziennie sie uśmiechniesz na jego widok... i to już pomoże ![]()
missnowegojorku napisał/a:Kaja74 napisał/a:Margolinka, podziwiam, mi by się już nie chciało...
Wierzę...
Ale mi się właśnie CHCE...
Po to siedzę tu na forum i gadam z ludźmi... bo mi się CHCE
Miss... Tobie też musi się "zachcieć"...
Ta fundacja pomocy psom, ma swoje forum... zarejestruj się tam...
Tam jest na pewno większość osób z Gdańska...
Daj szanse sobie i innym...na poznanie siebie.
Nie wierze, żeby 42 letnia kobieta...wcześniej aktywna zawodowo...będąca wciąż między ludźmi...teraz nagle niczego NIE CHCE...
Masz zainteresowania, możesz dużo dać od siebie... na pewno potrafisz... tylko musisz się zmotywować...
Powieś sobie na ścianie przed łóżkiem wielki napis "MISSNOWEGOJORKU RUSZ KOBIETO TYŁEK I NIE MARUDŹ..."
Zobaczysz, że codziennie sie uśmiechniesz na jego widok... i to już pomoże
Ale ktore stowaryszenie ma forum?
Fundacja dla ratowania zwierząt bezdomnych "Emir" w Gdańsku
Wpisz sobie tą nazwę w google...
igla16 napisał/a:Myślę, że wszystko da się zrobić, a Ty też możesz. Skoro piszesz, że jako dwudziestolatka miałaś znajomych- dało się. Czyli możesz sobie to zapisać jako sukces i myśleć o tym jako o czymś dobrym. Nie jesteś nieudacznikiem, powinnaś tylko znaleźć swoją drogę.
Niestety z uwagi na brak zdolności do bezstresowego kontalktu z ludzmi, popadłam w alkoholizm, a po zakończeniuleczenia nie mogłam chodzić już na imprezy i moje życie towarzyskie spadło do zera. Wtewdy zachorowałam na depresję i od tego czasu, pomimo wielu terapii i zmiany leków i lekarzy nie mogę się z niej wyleczyć/
Mozna chodzic na imprezy dla abstynentow.
A z tego co wiem ,alkoholizm jest choroba nieuleczalna i całe zycie trzeba dbac o siebie .Chodzic na mityngi AA ,stosowac HALT i rozne inne .Jak jestes chora to zapewne wiesz.mozna miec swietne zycie towarzyskie bez alkoholu?
Tylko pytanie czy Ty takie zycie akceptujesz?
43 2013-01-21 16:25:37 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-21 16:26:33)
missnowegojorku napisał/a:igla16 napisał/a:Myślę, że wszystko da się zrobić, a Ty też możesz. Skoro piszesz, że jako dwudziestolatka miałaś znajomych- dało się. Czyli możesz sobie to zapisać jako sukces i myśleć o tym jako o czymś dobrym. Nie jesteś nieudacznikiem, powinnaś tylko znaleźć swoją drogę.
Niestety z uwagi na brak zdolności do bezstresowego kontalktu z ludzmi, popadłam w alkoholizm, a po zakończeniuleczenia nie mogłam chodzić już na imprezy i moje życie towarzyskie spadło do zera. Wtewdy zachorowałam na depresję i od tego czasu, pomimo wielu terapii i zmiany leków i lekarzy nie mogę się z niej wyleczyć/
Mozna chodzic na imprezy dla abstynentow.
A z tego co wiem ,alkoholizm jest choroba nieuleczalna i całe zycie trzeba dbac o siebie .Chodzic na mityngi AA ,stosowac HALT i rozne inne .Jak jestes chora to zapewne wiesz.mozna miec swietne zycie towarzyskie bez alkoholu?
Tylko pytanie czy Ty takie zycie akceptujesz?
Nie znoszę ludzi z AA,którzy uzależniają się od życia we wspólnocie, łomocząsię we własnym tygielku i nie umieją życ normalnie. Długo uczestniczyłam w życiu wspólnoty, ale zauważyłam, że ona mnie bardziej przygnębia niż pomaga. A do alkoholu mnie nie ciągnie wcale...Ja w ogóle nie akceptuję życia... Tylko nie mam odwagi żeby z nim skończyć.
A co to znaczy życ normalnie w/g Ciebie?
Alkoholizm to choroba uczuc i emocji miedzy innymi.I zeby ,zyc normalnie trzeba z tym zrobic porzadek,a z tego co piszesz to raczej masz z tym problem? dobrze mysle?
Jazda na duposcisku normalnie....
A co to znaczy życ normalnie w/g Ciebie?
Alkoholizm to choroba uczuc i emocji miedzy innymi.I zeby ,zyc normalnie trzeba z tym zrobic porzadek,a z tego co piszesz to raczej masz z tym problem? dobrze mysle?
Jazda na duposcisku normalnie....
Może i na dupościsku, ale wielu ludzi z AA zamiast picia żyje wyłącznie AA. O niczym nie można z nimi porozmawiać oprócz problemów alkoholowych, siły wyższej, i o tym jacy już są świętsi o papieża, a prywatnie to takie sku...... są niektórzy, że szok. Nawet żarty mają o piciu. Normalnie rzygać się chce. Ja jestem po dwuletniej terapii w ośrdku leczenia uzależnień, a moja obecna "normalna" terapeutka nie widzi powodu, abym miała wracać na terapię o WOTU czy konieczności uczestnictwa w mityngach. Pytałam ją o to...
Ja w realu na nic nie narzekam. Po to mam to forum, aby przelać gdzieś negatywne emocje. W życiu jestem raczej słuchaczem i wielu ludzi uwielbia właśnie mówić o swoich problemach.
Wydaje mi sie ,ze czytałam,ze raczej nie masz znajomych w realu ,stronisz od towarzystwa,ludzi z AA itp.Moze cos zle zrozumiałam? Gdzie rozmawiasz z tymi ludzmi?skoro jestes dobrym słuchaczem to tez pewnie masz duzo empatii w sobie?
Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...
malina.m napisał/a:A co to znaczy życ normalnie w/g Ciebie?
Alkoholizm to choroba uczuc i emocji miedzy innymi.I zeby ,zyc normalnie trzeba z tym zrobic porzadek,a z tego co piszesz to raczej masz z tym problem? dobrze mysle?
Jazda na duposcisku normalnie....Może i na dupościsku, ale wielu ludzi z AA zamiast picia żyje wyłącznie AA. O niczym nie można z nimi porozmawiać oprócz problemów alkoholowych, siły wyższej, i o tym jacy już są świętsi o papieża, a prywatnie to takie sku...... są niektórzy, że szok. Nawet żarty mają o piciu. Normalnie rzygać się chce. Ja jestem po dwuletniej terapii w ośrdku leczenia uzależnień, a moja obecna "normalna" terapeutka nie widzi powodu, abym miała wracać na terapię o WOTU czy konieczności uczestnictwa w mityngach. Pytałam ją o to...
W kazdej terapii zaleca sie korzystanie z mityngów.Dla zycia w trzezwosci potrzebna jest siatka wsparcia.Masz taka?Kto Cie lepiej nie zrozumie jak ludzie ,którzy przezywaja to samo co Ty? bez akceptacji siebie i tego co mnie spotkało nie da sie normalnie zyc.
Warto spróbowac mityngu w innym miejscu ,nie kazdy odpowiada,nie wszedzie jest fajna atmosfera.
Cytujesz tu teorię a praktyką jest życie, na nie jedno już się w życiu napatrzyłam coodstawało od wiedzy książkowej i w AA i poza nim. Własnie chodząć na mityngi i będąć w służvbach wdałam się w roman z żonatym i dużo starszym kolegą z ruchu i zaczęliśmy chlać, bo tak mieliśmy poukładane życie, że szok. Wieć nie mów mi że chodznei na mitingi jest takie idealne, znam dobrze zludzi z ruchu i wiem co to za okazy.
Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...
Nikt nie kaze Miss wracac do AA.Jest dorosła,sama podejmuje decyzje.Choroba alkoholowa to nie grypa.Pieski mozna kochac ,ale one wsparcia nie dadza.Do Funkcjonowanai w społeczeństwie potrzebny jest drugi czaowiek
Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...
Ok, dzięki za info, bo o tym EMIRZE nie słyszałam, spróbuję...
52 2013-01-21 16:56:34 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-21 16:59:37)
Margolinka napisał/a:Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...Nikt nie kaze Miss wracac do AA.Jest dorosła,sama podejmuje decyzje.Choroba alkoholowa to nie grypa.Pieski mozna kochac ,ale one wsparcia nie dadza.Do Funkcjonowanai w społeczeństwie potrzebny jest drugi czaowiek
Ale przeciż Ci tłumaczę, że w ruchu jestem od 2000 roku i znam to środowisko. Ono absolutnie nie dało mi wsparcia. Dlaczego się upierasz,że ma mi to dać wsparcie. Znam bardzo dobrze to środowiusko i w moim przypadku nie odniosło ono wielkiego pożyrtku.
Jesli po każdym mityngu czuję się gorzej niż nie chodząc na nie, to chyba jestem w stanie ocenić czy to mipomaga czy nie. Nie każde lekarstwo każdego wyleczy.
Cytujesz tu teorię a praktyką jest życie, na nie jedno już się w życiu napatrzyłam coodstawało od wiedzy książkowej i w AA i poza nim. Własnie chodząć na mityngi i będąć w służvbach wdałam się w roman z żonatym i dużo starszym kolegą z ruchu i zaczęliśmy chlać, bo tak mieliśmy poukładane życie, że szok. Wieć nie mów mi że chodznei na mitingi jest takie idealne, znam dobrze zludzi z ruchu i wiem co to za okazy.
Chlac to sie zaczyna ,bo sie chce chlac.Zaprzestaje sie leczenia,jest głod ,a potem nawrót
A zwalic winę mozna nawet na sasiadke,ze mnie zdenerwowała ,az sie napic musiałam .Ale to jest normalne ,alkoholik zawsze pije przez kogos.
Teoria teoria .a praktyka praktyka owszem.Zycie zyciem ,a smierc ,smiercia...
Margolinka napisał/a:Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...Nikt nie kaze Miss wracac do AA.Jest dorosła,sama podejmuje decyzje.Choroba alkoholowa to nie grypa.Pieski mozna kochac ,ale one wsparcia nie dadza.Do Funkcjonowanai w społeczeństwie potrzebny jest drugi czaowiek
Ja nie każe szukać wsparcia w pieskach, tylko w ludziach... spokojnie i dokładnie przeczytaj mój post a zrozumiesz o czym pisałam...
55 2013-01-21 17:01:57 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-21 17:05:34)
Ale ja nie piję od 10 lat, a znam ludzi,którzy latają na mityngi a w między czasie chleją, albo przychodzą na chuchu. I nie mam żadnych nawrotów, w ogóle nie patrzę na alkohol, nie myślę o nim ani nawet mi sie nie śni od wielu, wielu ta, śmiało mówię o tym, że jestem niepijącą alkoiholiczką i niemam z tym problemu, ja nie zaprzestałam leczenia, bo ukończyłam całą teraoię, a wspólnota aa to nie leczenie, tylko grupa wsparcia. Zreszta zauwazyłam, że w sferach aa najlepiej czują się osoby posiadające nikłe wykształcenie i zainteresowania innymni dziedzinami życia. Nie wiele jest tam osób z którymi da się ciekawie porozamwiać, a w większość intelektualistów uderza w inne ruchy, buddyzm, psychologię, jakieś tam parapsychologiczne ruchy i nie zatrzymuje się , nie fiksuje na temacie ruchu.
malina.m napisał/a:Margolinka napisał/a:Miss... i dobrze...nie wracaj więc do AA... szukaj wsparcia w ludziach o pozytywnym nastawieniu do świata... nie obarczonych nałogami i nie zamykających się na świat zewnętrzny...
Dobrze Ci radzę, skoro kochasz zwierzaki...masz swoje psiska...to zarejestruj się na tamtym forum. Podziel się zdjęciami swoich pupili...opisz waszą wspólna "przygodę"... ewentualne problemy w wychowaniu... Daj się "wciągnąć" w dyskusje... Lubisz to...sprawi ci to przyjemność...zobaczysz... Może poznasz też tam przyjaznych ludzi, wartych Twojego zainteresowania... Spróbuj...nic nie tracisz, a możesz jedynie zyskać...Nikt nie kaze Miss wracac do AA.Jest dorosła,sama podejmuje decyzje.Choroba alkoholowa to nie grypa.Pieski mozna kochac ,ale one wsparcia nie dadza.Do Funkcjonowanai w społeczeństwie potrzebny jest drugi czaowiek
Ja nie każe szukać wsparcia w pieskach, tylko w ludziach... spokojnie i dokładnie przeczytaj mój post a zrozumiesz o czym pisałam...
masz racje,przepraszam ![]()
57 2013-01-21 17:04:22 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-21 17:05:51)
Ale ja nie piję od 10 lat, a znam ludzi,którzy latają na mityngi a w między czasie chleją, albo przychodzą na chuchu. I nie mam żadnych nawrotów, w ogóle nie patrzę na alkohol, nie myślę o nim ani nawet mi sie nie śni od wielu, wielu ta, śmiało mówię o tym, że jestem niepijącą alkoiholiczką i niemam z tym problemu, ja nie zaprzestałam leczenia, bo ukończyłam całą teraoię, a wspólnota aa to nie leczenie, tylko grupa wsparcia.
Widzisz... a jednak coś osiągnęłaś... zmierzyłaś się z problemem i wygrałaś...
Bo CHCIAŁAŚ... !
Trzeba CHCIEĆ... ![]()
Malina, spoko...czasem coś może każdemu umknąć ![]()
Coś tam osiągnęłam. Nie tylkoto, mam wicej osoiągnioeć a mimoto jestem nieszczęsliwa.
Ale ja nie piję od 10 lat, a znam ludzi,którzy latają na mityngi a w między czasie chleją, albo przychodzą na chuchu. I nie mam żadnych nawrotów, w ogóle nie patrzę na alkohol, nie myślę o nim ani nawet mi sie nie śni od wielu, wielu ta, śmiało mówię o tym, że jestem niepijącą alkoiholiczką i niemam z tym problemu, ja nie zaprzestałam leczenia, bo ukończyłam całą teraoię, a wspólnota aa to nie leczenie, tylko grupa wsparcia.
Owszem AA grupa wsparcia .Nie mowilam ,ze leczenia-jedna z form pomocy w leczeniu.
Ja mam inne doswiadczenia z grupami pomocowymi ,w tym z AA.
Sama pisałas ,ze poszłas chlac z kolega z AA.no to miałąs nawrót.No moze ,ze nie byłas wtedy w abstynencji i terapii?
Fajna z Ciebie Kobitka,nie jestes taka az pesymistyczna na jaka sie kreujesz ![]()
Takie wsparcie daja mi znajomi z aa, że ostatnio będąc z centrum handlowym ze znajomą z normalnego świata, musiałam się wstydzić najebanego i nachalnego kolegi z ruchu (chodzi tam od wielu wielu lat), który tak żegnał się z alko przed kolejnym (chyba 10 leczeniem w ośrodku zamkniętym) Uwieszał się na mojej znajomej, aż szybko uciekła i zostałam z pijanym kolegą z ruchu i nie mogłam sie od njego uwolnić, lazł za mna aż do przystanku tramwajowego, mało się ze wstydu nie spaliłam.
Takie wsparcie daja mi znajomi z aa, że ostatnio będąc z centrum handlowym ze znajomą z normalnego świata, musiałam się wstydzić najebanego i nachalnego kolegi z ruchu (chodzi tam od wielu wielu lat), który tak żegnał się z alko przed kolejnym (chyba 10 leczeniem w ośrodku zamkniętym) Uwieszał się na mojej znajomej, aż szybko uciekła i zostałam z pijanym kolegą z ruchu i nie mogłam sie od njego uwolnić, lazł za mna aż do przystanku tramwajowego, mało się ze wstydu nie spaliłam.
Wiesz generalnie to nie wiem czego sie wstydzic.Nie ja pilam i nie ja byłam pijana .Nie odpowiadam za innych ludzi i nie biore odpowiedzilanosci za ich czyny.
missnowegojorku napisał/a:Ale ja nie piję od 10 lat, a znam ludzi,którzy latają na mityngi a w między czasie chleją, albo przychodzą na chuchu. I nie mam żadnych nawrotów, w ogóle nie patrzę na alkohol, nie myślę o nim ani nawet mi sie nie śni od wielu, wielu ta, śmiało mówię o tym, że jestem niepijącą alkoiholiczką i niemam z tym problemu, ja nie zaprzestałam leczenia, bo ukończyłam całą teraoię, a wspólnota aa to nie leczenie, tylko grupa wsparcia.
Owszem AA grupa wsparcia .Nie mowilam ,ze leczenia-jedna z form pomocy w leczeniu.
Ja mam inne doswiadczenia z grupami pomocowymi ,w tym z AA.
Sama pisałas ,ze poszłas chlac z kolega z AA.no to miałąs nawrót.No moze ,ze nie byłas wtedy w abstynencji i terapii?Fajna z Ciebie Kobitka,nie jestes taka az pesymistyczna na jaka sie kreujesz
Nie mielismy nawrotu, tylko on nie mógl się zdecydować czy chce być z żona czy ze mną, i dwa tygodnie mieszkał raz u mnie, raz w domu. Napiliśmy się z tego wszystkiego po 7 mieisącach tej huśtwaki. On popłynął na dwa miesiące, u mnie skończyło się na tym jednym reazie. Ale chciałam ci pokazać jak ludzie sa tam chwiejni emocjonalnie i jak trzeba uważać na znajomości na stopie prywatnej. Na grupę należy iść wyłącznie, jesli czuję się potrzebe napicia albo w poczatkowej fazie trzeżwienia. Wielką pokusą dla osoby samotnej są imprezy towarzyskie w AA, bo automatycznie wchodzi w relacje emocjonalne i może się bardzo przejechać. Dlatego ja musiałam pójść dalej, na opewnym etapie AA stałoi się dla mnie przeszkoda.
missnowegojorku napisał/a:Takie wsparcie daja mi znajomi z aa, że ostatnio będąc z centrum handlowym ze znajomą z normalnego świata, musiałam się wstydzić najebanego i nachalnego kolegi z ruchu (chodzi tam od wielu wielu lat), który tak żegnał się z alko przed kolejnym (chyba 10 leczeniem w ośrodku zamkniętym) Uwieszał się na mojej znajomej, aż szybko uciekła i zostałam z pijanym kolegą z ruchu i nie mogłam sie od njego uwolnić, lazł za mna aż do przystanku tramwajowego, mało się ze wstydu nie spaliłam.
Wiesz generalnie to nie wiem czego sie wstydzic.Nie ja pilam i nie ja byłam pijana .Nie odpowiadam za innych ludzi i nie biore odpowiedzilanosci za ich czyny.
A ja biorę i wstyd mi za pijaka i źle się czuję w takim towarzystwie.
malina.m napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Ale ja nie piję od 10 lat, a znam ludzi,którzy latają na mityngi a w między czasie chleją, albo przychodzą na chuchu. I nie mam żadnych nawrotów, w ogóle nie patrzę na alkohol, nie myślę o nim ani nawet mi sie nie śni od wielu, wielu ta, śmiało mówię o tym, że jestem niepijącą alkoiholiczką i niemam z tym problemu, ja nie zaprzestałam leczenia, bo ukończyłam całą teraoię, a wspólnota aa to nie leczenie, tylko grupa wsparcia.
Owszem AA grupa wsparcia .Nie mowilam ,ze leczenia-jedna z form pomocy w leczeniu.
Ja mam inne doswiadczenia z grupami pomocowymi ,w tym z AA.
Sama pisałas ,ze poszłas chlac z kolega z AA.no to miałąs nawrót.No moze ,ze nie byłas wtedy w abstynencji i terapii?Fajna z Ciebie Kobitka,nie jestes taka az pesymistyczna na jaka sie kreujesz
Nie mielismy nawrotu, tylko on nie mógl się zdecydować czy chce być z żona czy ze mną, i dwa tygodnie mieszkał raz u mnie, raz w domu. Napiliśmy się z tego wszystkiego po 7 mieisącach tej huśtwaki. On popłynął na dwa miesiące, u mnie skończyło się na tym jednym reazie. Ale chciałam ci pokazać jak ludzie sa tam chwiejni emocjonalnie i jak trzeba uważać na znajomości na stopie prywatnej. Na grupę należy iść wyłącznie, jesli czuję się potrzebe napicia albo w poczatkowej fazie trzeżwienia. Wielką pokusą dla osoby samotnej są imprezy towarzyskie w AA, bo automatycznie wchodzi w relacje emocjonalne i może się bardzo przejechać. Dlatego ja musiałam pójść dalej, na opewnym etapie AA stałoi się dla mnie przeszkoda.
Ja mysle,ze uwage to zwracac trzeba na siebie ,a nie innych.Nie ma wplywu na to co robia inni ,jak sie zachowuja.Tylko ode mnie zalezy co ja z tym zrobie.Uzalenia sie nad soba i usprawiedliwianie nie prowadzi do niczego fajnego.Poczucie krzywdy tez daje w kosc.
ja mam inne zdanie na temat AA,czestotliwosci chodzenia itp.ale osoba dorosla sama odpowiada za to co robi i sama ponosi konsekwecncje swoich decyzji.
Szanuje Twoje zdanie ,chociaz sie z nim nie zgadzam.
malina.m napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Takie wsparcie daja mi znajomi z aa, że ostatnio będąc z centrum handlowym ze znajomą z normalnego świata, musiałam się wstydzić najebanego i nachalnego kolegi z ruchu (chodzi tam od wielu wielu lat), który tak żegnał się z alko przed kolejnym (chyba 10 leczeniem w ośrodku zamkniętym) Uwieszał się na mojej znajomej, aż szybko uciekła i zostałam z pijanym kolegą z ruchu i nie mogłam sie od njego uwolnić, lazł za mna aż do przystanku tramwajowego, mało się ze wstydu nie spaliłam.
Wiesz generalnie to nie wiem czego sie wstydzic.Nie ja pilam i nie ja byłam pijana .Nie odpowiadam za innych ludzi i nie biore odpowiedzilanosci za ich czyny.
A ja biorę i wstyd mi za pijaka i źle się czuję w takim towarzystwie.
Własnie ten kawalek jest dobry do pracy z terapeutka;"branie odpowiedzialnosci za innych." ![]()
to taka moja sugestia nic wiecej w kwestii rozmowy o terapii ![]()