Chciałabym podzielić się moją historią związaną z nowotworem bliskiej mi osoby.
Rok temu poznałam wspaniałego faceta za tydzień nasza rocznica i w naszym związku towarzyszy nam właśnie nowotwór z którym męczy się mój chłopak już od kilku lat. Kiedy zachorował był mniej więcej w moim wieku, dopiero co wyjechał do UK w jego domu się nie przelewało więc kiedy znajomy załatwił mu tam pracę nie zastanawiał się nad niczym od razu wyjechał, jednak nie minęło dwa miesiące a on zaczął czuć się źle. Szef załatwił mu wizytę u lekarza był tam z nim. Lekarz, ponieważ węzły chłonne były powiększone, podejrzewał anginę czy coś w tym stylu i polecił aby chłopak wrócił do Polski i tu na miejscu poszedł do lekarza.
Jeszcze tego samego dnia D. siedział już w samolocie. Następnego dnia po powrocie do Polski udał się do swojej lekarki rodzinnej, po przebadaniu i wypytaniu o wszystkie szczegóły pani doktor skierowała D. do szpitala nie mówiąc czemu on też nie pytał (pani doktor kiedy kierowała go do szpitala od razu podejrzewała raka sama zmagał się z tą chorobą i niestety zmarła równo rok po skierowaniu mojego D. do szpitala). W szpitalu zatrzymano go na kilka dni na obserwacje, zrobiono biopsję i inne badania. D. nawet nie pytał lekarzy o co chodzi zgadzał się na wszystkie badania itp ponieważ bardzo źle się czuł i chciał wiedzieć co mu jest. Jednak lekarze milczeli kiedy pytał o wyniki. Leżał w szpitalu już od tygodnia kiedy jego starszy brat przyjechał kolejny raz w odwiedziny D. zapytał czy on coś wie czemu nadal jest w szpitalu i w ogóle cokolwiek. Wtedy jego brat powiedział "Jak to nie wiesz czemu tu leżysz??" D. potwierdził, że nie wie wtedy jego brat odpowiedział "Lekarze nic ci nie powiedzieli? Ty masz raka" od tamtej pory dla D. wszystko się zmieniło żył niby normalnie, ale operacje, chemie, różnego rodzaju zabiegi. Był silny bo chciał żyć mimo, że kilka razy przechodził załamania, jednak nigdy się nie poddawał. W końcu poznaliśmy się, tego samego dnia dowiedziałam się od jego kuzyna, że on choruje, później D. sam szukał ze mną kontaktu kiedy tylko znalazł ten kontakt od razu powiedział, że jest chory i że nie oczekuje ode mnie litości, ale mówi mi o tym bo chce żebym wiedziała żebym była świadoma bo bardzo mu się spodobałam i zależy mu na tej znajomości, powiedział, że chyba czuje coś do mnie ale jeszcze nie wie co to dokładnie za uczucie, znaliśmy się krótko kiedy zostaliśmy parą, związałam się z nim z miłości pokochałam go można powiedzieć od pierwszego wejrzenia, staram się być dla niego wsparciem jak tylko mogę. Teraz już żadna chemia, operacje nie są w stanie mu pomóc, pozostały jedynie jakieś drobne zabiegi dzięki którym jego organizm będzie mógł funkcjonować w miarę dobrze. D. łapie przeziębienia jak magnes, coraz częściej i przez dłuższy czas czuje się słabo a ja w moim mniemaniu nie umiem mu pomóc mimo, że on sam mówi, że i tak dużo dla niego robię bo jestem przy nim, wspieram a przede wszystkim kocham, ale mam wrażenie, że mogłabym jednak zrobić jeszcze więcej, czasami mam też wrażenie, że stara się mnie od siebie odsunąć bo wyczuwa, że powoli gaśnie i nie chce mnie ranić, a ja na samym początku obiecałam mu, że będę z nim do samego końca i nie daję się odsunąć i widzę czasem w jego oczach że cieszy się z tego że nie daję za wygraną i jestem przy nim mimo wszystko.
Dzięki D. po maturze (którą napisałam w 2012 przez "zimowanie" przez rok w ostatniej klasie technikum) poszłam zaocznie na BHP a w tym roku zamierzam iść jeszcze na studia. On jest dla mnie wielkim wsparciem czasem wydaje mi się, że większym niż ja dla niego.
Pierwszy raz w życiu poczułam co to prawdziwa miłość i nigdy nie spodziewałam się, że potrafię tak bardzo kochać. I nigdy w życiu nie spodziewałam się, że ktoś może mnie pokochać a jednak stało się.
Mimo, że w tej miłości towarzyszy mi choroba mojego ukochanego to jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Czasem mam dni, że przez strach o stratę D. ciężko ruszyć mi się z łóżka i potrzebuję pomocy najbliższych aby się ogarnąć, jednak teraz nie mogę liczyć na moją jedyną przyjaciółkę, ponieważ nie wiem czemu ale olała mnie ostatnio kiedy potrzebowałam jej pomocy, olała mnie mimo, że ja zawsze jestem do jej dyspozycji nawet kiedy jestem z D. a ona mnie potrzebuje staram się jej pomóc...
Tak więc uznałam, że napisanie na forum może pomoże mi choć odrobinę w moim strachu...