Od kiedy pamietam w domu nie bylo dobrze wieczne klotnie ciagle wyzwiska, wszystko co robie jest nie tak ciagla zlosc, a pozniej przyszla depresja,cos strasznego.Chorobe udalo mi sie wyleczyc i stanc na nogi ale najgorsze jest to ze od tamtej pory stalam sie bardzo wrazliwa i slaba psychicznie kiedys wydawalo mi sie ze wszystko przetrwam nic mnie nie zlamie yhy do czasu teraz ciagle borykam sie z problemami i wiem ze sama sobie je stwarzam,wszystkiego sie obawiam bardzo szybko wpadam w zlosc.
Jakis miesiac temu w domu juz bylo nie do wytrzymania, postanowilam sie wyprowadzic akurat trafila mi sie okazja jestem zadowolona tam mam spokoj jakiego mi brakowalo, odzylam alle brakowalo mi rodziny tak bardzo chialam miec z nimi dobry kontakt, myslalam ze da im to troche do myslenia i wszystko sie zmieni ale sie mylilam najbardziej jestem rozczarowana soba po pewnym czasie zaczelam przychodzic do rodzicow coraz czesciej i czesciej zostawalam na noc a pozniej juz na tydzien i sie zaczelo na nowo przezywanie tego samego. Dlaczego tak ciezko mi samodzielnie zaczac zyc mimo ze mam prace, nie moge poradzic sobie emocjonalnie z tym boje sie ich zostawic mimo ze krzywdze sama siebie i zdaje sobie z tego sprawe, chodzilam do psychologa mowil ze ich nic nie zmieni i sytuacja tez sie nie zmieni w domu, slepo w to wierze. Codziennosc mnie przeraza boje sie ze sobie nie poradze w sumie caly czas slyszalam ze jak ich nie bedzie to zdechne z glodu wiem ze jestem w stanie sobie dac rade, ciezko mi sie jest przelamac czy ktos z was tak ma? Czasem sobie tak tlumacze ze to wynika z tego ze jestem jedynaczka. A moze dlatego ze poprostu nigdy nie mialam wsparcia w osobach dla mnie tak waznych.
Witaj mogłabyś może napisać, jakie problemy były w twoim rodzinnym domu?Pozdrawiam cieplutko ![]()
chyba wiem co czujesz... Moi rodzice od małego mi wpajają, że jestem do niczego, że sama nie dam sobie rady i zginę, tylko że ja się odcięłam - poszłam na studia, wyprowadziłam się z domu... Na początku było fajnie, potem połowa ludzi z roku się na mnie obraziła z powodu idiotycznej plotki. Nie miałam żywcem do kogo otworzyć gęby i wtedy właśnie zaczęło we mnie narastać dziwne uczucie pustki i totalnej niemocy. Codziennie płakałam, błąkałam się po ulicach, byle tylko nie musieć wracać do pustych 4 ścian, potem znalazłam sobie też pracę, w końcu pojawil się i chłopak. Najpierw myślałam że to koniec moich problemów, ale nie do końca... Nawet gdy wsztsko jest ok, on jest obok mnie, zapewnia o szczerości uczuć, to ja i tak czuję pustkę... no i gdzie tu logika? Ja myślę, że jeśli ktoś Cię kiedyś mocno skrzywdził, pozwolił Ci poczuć, że jesteś nikim, to to uczucie, będzie do ciebie potem wracać... za każdym razem... to głupie, ale wiem jak to jest gdy czuje się za czymś tęsknotę, dąży do zmian, a w głębi wie, że to nigdy się nie stanie... Tylko ta nadzieja... to jest najgorsze... mnie zawsze pomaga to, że za każdym razem gdy jestem smutna przypominam sobie co osiągnęłam, pomimo tego, iż nikt we mnie nie wierzył, przypominam życiowe momenty w których czułam się kims ważnym. to daje mi poczucie własnej wartości. Nie ważne co oni o Tobie myślą, ważne jest to, co sama osiągnęłaś, bez ich pomocy. Na pewno jesteś z siebie zadowolona... oni mówią, że bez nich zdechniesz z głodu, a Ty wiesz, że to nieprawda, to już dobrze, bo jesteś zaradna - znalazłaś pracę i o tym wiesz;)
Najgorsze byly obrazliwe i wulgarne slowa od moich rodzicow, brak jakiegokolwiek zrozumienia, wsparcia, gdy zachorowalam na depresje bylam sama z ta choroba szukalam pomocy wszedzie po za domem a najbardzej wtedy potrzebowalam rodziny i tego zrozumienia a uslyszlalam w zamian ze jestem popie...... i zamkna mnie specjalnie w szpitalu dla pojeb... sama dla siebie wzywalam karetke a za uchem moj ojciec krzyczal ze beda mi kazali placic bo po.... jestem ech rozzne rzeczy slyszalam dlatego tak sie sobie dziwie dlaczego nie potrafie zamknac za soba drzwi i zaczac zycie od nowa przeciez inni by tak zrobili a mnie z nimi trzyma silna wiez emocjonalna wszyscy mowia ze powinnam zerwac pepowine chce ale bylam tak dlugo utzrymywana w przekonaniu ze sama sobie nie poradze chyba w to uwierzylam ![]()
kas301191 dzieki
kazdy ma swoja historie i Twoja tez nie jest latwa juz mi lepiej ze dalas sobie rade majac bardzo podonie jak ja
pozdrawiam
więź emocjonalna to jakieś uczucie... skoro miałaś depresję, a jakoś z niej wybrnęłaś, pomimo braku wsparcia, to nie możesz byc osobą słabą. Masz pracę, jakoś zyjesz, więc głowa do góry
może izolacja od toksycznej rodziny wymaga też odrobiny czasu... To jest takie błędne koło jak dla mnie. Wiesz że to rodzina, brakuje Ci kogos do rozmowy, nie lubisz być sama, więc szukasz kontaktu i idziesz do nich, a oni napychają Ci głowę tymi głupstwami. Każdy jakiś jest... może oni są jacyś głupi, może mówią tak, bo nie wiedzą jak Cię to boli... ale ty zawsze możesz wiedzieć swoje... To szybko nie minie, ale w końcu pomyśl, że jesteś dorosła, oni już wystarczająco Cię skrzywdzili i może przyszedł czas by coś zmienić... na samotność nie ma lekarstwa... może jakbyś się z kimś zaprzyjaźnila, to byłoby odrobinę lepiej? To też nie jest 100% wyjście, ale pomaga...
zajmiesz się czymś, trochę uśmiechniesz, nabierzesz dystansu...
hmmm wlasnie o to chodzi o dystans ja go nie mam jezeli chodzi o rodzine bo mimo ze nie mialam dobrze mysle ze w niej powinno byc to co najlepsze. Mam znajomych duzo tylko chodzi o to zebym mogla sama siebie zrozomiec i zgodnie z soba zyc nie patrzac wstecz a to dla mnie jest problem pozniej chodze i sie doluje wiem ze z wlasnej winy to mam.Zamiast wstac zamknac za soba drzwi isc do prdzodu ciagle sie coafn do punktu wyjscia ech jednak prawda jest ze egoistom zyje sie lepiej taki to ma wszystko i wszystkich w .... powazaniu
To dobrze ze czujesz ze rodzina jest najwazniejsza, bo tak powinno byc, ale niestety nie mamy wplywu na to kto jaki jest, nawet gdy sa to rodzicie
ja tez teraz widze taki przyklad.. gdzie matka miala w dupie, wywalila z domu, cale zycie tylko wykorzystywala (np w sposob finansowy) a teraz nagle kochana mamusia (bo ten ktos ma pieniazki) i ten ktos odwrocil sie od wsyzskich.. i polecial do mamusi, ktora byla dla niego zla. Zostawil wszystkich ktorzy mu pomagali, wszystko dla niego by zrobili (lacznie z narzeczona) wiec tez tego nie rozumiem.
Rodzina jest dla Ciebie wazna.. to zadbaj.. o swoja przyszla rodzine!! na tym sie skup - nie zmienisz swoich rodzicow choc bardzo bys tego chciala, ale mozesz wyciagnac wnioski i byc kochana mama i zona w przyszlosci. Wiem ze to banalne, ale na tym zycie polega ![]()
Hej patrycja :
Czytajac Twoj pierwszy post mam wrazenie ,ze wypowadziłas sie tylko po to zeby zwrócic na siebie uwage i zeby rodzice pokazali w koncu ,ze im na Tobie zalezy,zeby zmienili swoje zachowania wobec Ciebi,zeby pokazali ,ze Cie kochaja itd .
Wiem jedno nikogo nie da sie zmienic ,nawet rodziców.Trzeba zaczac od siebie.To ,ze teraz jestes nieszczesliwa,z niskim poczuciem wartosci,strachem przed samotmoscia to z pewnoscia wina domu rodzinnego ,w którym doznajesz przemocy psychicznej.Nie radzenie sobie ze złoscia to nie radzenie sobie ze swoimi uczuciami i emocjami.Skrywanie jej ,udawanie ,ze wszystko jest dobrze,a nie jest ,doprowadza do agresji Jedanak tylko od Ciebie zalezy co ty z tym dzisiaj zrobisz.Dobrym rozwiazaniem jest znalezc osrodek p/działania przemocy(państwowy osrodek ) ,gdzie mozesz uzyskac pomoc i przejsc terapie,która moze postawic Cie na nogi.Ratuj sie dziewczyno,zycie w przemocy powoduje destrukcyjnego skutki,jestes ofiara.Nikt nie ma prawa Cie wyzywac,grozic,straszyc ponizac,nawet rodzice.To przestepstwo.Ja jestem po takiej terapii i zaczełam zycie od nowa z dala od toksycznej rodziny,a nie wyobrazałm sobie ,ze moge zyc sama.Teraz jestem szczęsliwa,a byłam na krawedzi po miedzy zyciem ,a smiercia.Matka wpoiła mi to ,ze jest swiatoscia ,a ja jako jej dziecko mama robic jak ona chce ,ze ma prawo mnie dołowac ,obrazac,ponizac i wykorzystywac.Tylko dlatego ,ze mnie urodziła.Dzisiaj mam swoje ja i nie dam sie nikomu juz skrzywdzic:)
Szukaj fachowej pomocy.
Pozdrawiam