Witajcie,
dzis zarejestrowalam sie na waszym forum, potrzebuje waszej pomocy.
Od wielu lat mieszkam za granica. Mam za soba dwa zwiazki i dwoje wspanialych dzieciakow. Po wielu latach czuje sie dobrze w obcym kraju, moje dzieci tu sie urodzily. Moje zwiazki niestety nie przetrwaly proby czasu. Czasami brakuje mi slow....po takim dlugim czasie na emigracji, ale jestem calym sercem z wami. Bardzo brakuje mi Polski.
Tylko przejde do sedna mojego listu. Dwa lata temu spotkalam milosc swoje zycia, przez internet. Dzieli nas odleglosc ok. 120 km. Poznalismy sie przez internet. Milosc mojego zycia. To bylo w lutym 2011 roku. On wychowuje wspolnie 12-letnia (teraz) corka ze swoja byla przyjaciolka. Mieszkaja osobno. Jego corka mieszka tydzien u niego i tydzien u swojej matki. Spotykamy sie w weekendy i czasami on przyjezdza do mnie w srody.
To trwa juz od prawie dwoch lat. Mamy wspolne plany...ale....no wlasnie te nasze plany....Nasza sytuacjia jest bardzo skomplikowana. Moj ukochany kocha swoja corke tak bardzo, ze nie moze sobie wyobrazic sie do mnie przeprowadzic, az ona skonczy 18 lat. Ja to akceptuje ale....czuje sie ciagle jak piate kolo u wozu... No wlasnie, pewno zadajecie sobie pytanie, dlaczego ja nie robie tego kroku i sie do niego nie przeprowadzam? Wlasnie..to problem, poniewaz wiem, ze nie znajde pracy w jego miescie...i jeszcze moje dzieci. W czerwcu 2012 moj przyjaciel poprosil mnie o reke. Bylam szczesliwa i oczywiscie powiedzialam TAK. Tylko mysle ciagle, jak dlugo musze jeszcze czekac. Bardzo bym chciala abysmy w koncu zamieszkali razem, ale on nie moze zostawic swojej corki.Bardzo ja lubie, to wspaniala dziewczynka, ktora potrzebuje ojca. Ja potrzebuje stabilizacji. Co mam robic, czekac? Czy to jest normalne? Nie czuje sie dobrze, moj syn ( juz prawie dorosly) powiedzial mi dzis, ze powinnam postawic kompromisy. Prosze, piszcie szczerze, co mam robic? Kocham go z calego serca i nie che go stracic. Nie wyobrazam sobie czekac na niego jeszcze piec lat. To boli.
Jola
Uważam, że ten mężczyzna zbyt wiele wymaga od Ciebie. Czekać 5 lat? To naprawdę dużo.
120 km to nie tak koszmarnie dużo. Dziewczynka mogłaby mieszkać na stałe u Mamy a weekendy spędzać u Was. Myśleliście nad takim rozwiązaniem?
To mieszkanie po tygodniu u jednego rodzica wydaje mi się dość dziwne. Nie wiem czy na jej miejscu nie czułabym się jak jakiś pożyczany toster
Uważam, że ten mężczyzna zbyt wiele wymaga od Ciebie. Czekać 5 lat? To naprawdę dużo.
120 km to nie tak koszmarnie dużo. Dziewczynka mogłaby mieszkać na stałe u Mamy a weekendy spędzać u Was. Myśleliście nad takim rozwiązaniem?
To mieszkanie po tygodniu u jednego rodzica wydaje mi się dość dziwne. Nie wiem czy na jej miejscu nie czułabym się jak jakiś pożyczany toster
Ja juz mu to proponowalam ale reaguje toksycznie i uwaza, ze to jego obowiazek wychowywac corke. Gdyby sie do mnie przeprowadzil, to tak jakby ja zostawil.....nie chce byc zly ojcem...pozatym praca itd.
Ta sytauacja trwa juz od dwoch lat i jego corka chyba dobrze daje sobie z tym rade: mieszkac tydzien u niego i tydzien u matki. Maja mieszkania bardzo niedaleko sie bie i jego corka chodzi w poblizu do szkoly.
5 lat to dużo.
Mój mąż czekał na mnie 2 lata, gdy uczyłam się we Francji (3500 km!).
Myślę, że warto byście porozmawiali szczerze. 120 km to półtorej godziny drogi autem. Żaden koszmar.
dziekuje wam kochane za wasze odpowiedzi. T bardzo mi pomoglo. Otoz moze jeszcze napisze pare slow o sobie abyscie doglebniej poznaly moja syrtuacje. Ja mam dwoje dzieci. MOj dorosly syn nie mieszka juz ze mnia. W domu mam jeszcze syna ktory ma w tej chwili 16 lat i chodzi do szkoly jeszcze przez trzy lata. Jego ojciec mieszka bardzo dalek, wiec obowiazek wychowywania spada calkowicie na mnie. w takiej sytuacji ciezko mi jest sie przeprowadzic do mojego ukochanego. w ubiegly weekend rozmawialismy o naszej przyszlosci. Moj przyjaciel twierdzi, ze to ja mam lepsze mozliwosci sie do niego przeprowadzic jak moj syn skonczy szkole i poszukac pracy w jego miescie.On sam ma dobra prace i jest juz w takim wieku, ze znalesc prace w moim miescie jest dla niego raczej niemozliwe?ale najwazniejsze dla niego jest obowiazek wychowywania swoje corki wiec w takiej sytuacji i tak to nie wchodzi przez nastepne 5 lub 6 lat w rachube. Na moja propozycje, aby corka zamieszkala u swojej matki on reaguje bardzo toksycznie, wrecz zarzuca mi, ze ja chce aby on ja 'zostawil'?wogole nie bierze tej obcji pod uwage.Powiedzialam mu, ze kocha swoja corke bardziej niz mnie?No przeciez to jest glupie. Ja nie chce konkurowac z dzieckiem?niestety to jest dla mnie bardzo bolesne i dlatego czuje sie zle z tym. On mnie ciagle zapewnia, ze jestem dla niego najwazniejsza i przyszlosc ze mnia, nasz slub jest dla niego tym o czym marzy?.ale fakty sa niestety inne i dlatego czuje sie nie do konca kochana. To jakies diabelskie kolo, ktore sie kreci wokol mnie i naszego zwiazku. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzic. Chyba kazda kobieta chce byc kochana i spelniona.
A może moglibyscie pomyśleć o wynajęciu wspólnego domu w połowie drogi zamiast decydować kto się ma do kogo przeprowadzić? Nie mielibyscie pracy zaraz pod nosem ale może warto pocierpiec i dojeżdżać 45 minut czy godzinę?
A może moglibyscie pomyśleć o wynajęciu wspólnego domu w połowie drogi zamiast decydować kto się ma do kogo przeprowadzić? Nie mielibyscie pracy zaraz pod nosem ale może warto pocierpiec i dojeżdżać 45 minut czy godzinę?
Tez o tym rozmawialismy, ale to dla niego teraz nie wchodzi w rachube ze wzgledu na corke.......
Beautiful Nightmare napisał/a:A może moglibyscie pomyśleć o wynajęciu wspólnego domu w połowie drogi zamiast decydować kto się ma do kogo przeprowadzić? Nie mielibyscie pracy zaraz pod nosem ale może warto pocierpiec i dojeżdżać 45 minut czy godzinę?
Tez o tym rozmawialismy, ale to dla niego teraz nie wchodzi w rachube ze wzgledu na corke.......
Ja rozumiem, ze dziecko jak najważniejsza osoba w życiu rodzica, ale w tej sytuacji trzeba pojsc na jakie kompromis. Nie może być tak, ze on się nie ruszy ze względu na córkę. Nie wydaje mi się ze wystawianie pól godziny wcześniej żeby dojechać do pracy albo odwiezdz ja do szkoły. Szczerze mówiąc to powinnas się porządnie zastanowić czy chcesz być w tym związku, bo nawet jak córka będzie pełnoletnia to pojawia się inne problemy i co wtedy?
Zastanów się czy na pewno chcesz się poświęcać aż tak.
Pozdrawiam
jolcia1 napisał/a:Beautiful Nightmare napisał/a:A może moglibyscie pomyśleć o wynajęciu wspólnego domu w połowie drogi zamiast decydować kto się ma do kogo przeprowadzić? Nie mielibyscie pracy zaraz pod nosem ale może warto pocierpiec i dojeżdżać 45 minut czy godzinę?
Tez o tym rozmawialismy, ale to dla niego teraz nie wchodzi w rachube ze wzgledu na corke.......
Ja rozumiem, ze dziecko jak najważniejsza osoba w życiu rodzica, ale w tej sytuacji trzeba pojsc na jakie kompromis. Nie może być tak, ze on się nie ruszy ze względu na córkę. Nie wydaje mi się ze wystawianie pól godziny wcześniej żeby dojechać do pracy albo odwiezdz ja do szkoły. Szczerze mówiąc to powinnas się porządnie zastanowić czy chcesz być w tym związku, bo nawet jak córka będzie pełnoletnia to pojawia się inne problemy i co wtedy?
Zastanów się czy na pewno chcesz się poświęcać aż tak.
Pozdrawiam
ciagle sie zastanawiam i mam uczucie niepewnosci, zachwiane poczucie bezpieczenstwa, tym bardziej, ze moj ojciec zostawil mnie w dziecinstwie i wogole nie utrzymywal ze mna kontaktu. Nie czuje sie do konca kochana, choc on mnie zapewnia, ze najwazniejsze jest dla niego abym byla szczesliwa?nie wierze mu.
On mi wymawia, ze ja tez nie zostawilabym swojego syna, dopoki nie dorosnie. On wychowuje wspolnie swoja corke z jej matka (maja dwa mieszkania, corka mieszka po tygodniu u niego i u tydzien u matki) Tylko, ze moj syn ma 16 lat i mieszka tylko ze mna, jego ojciec mieszka klkaset km od nas. Gdyby mieszkal tu to, bylaby inna sytuacja. Mysle, ze on corke stawia na pierwszym miejscu a ja jestem tylko dla rozrywki i nie potrafi mi zapewnic poczucia bezpieczenstwa.
Wczoraj mi powiedzial, ze to ja powinnam jak moj syn skonczy szkole szukac pracy w jego miescie.
Wydaje mi się, że dobrze zrobiłaby Wam szczera rozmowa. Powiedz mu o swoich obawach, o tym co czujesz, jakie masz wrażenia. Dobrze byłoby gdyby on też się podzielił swoimi. Bez pretensji i wyrzutów.
Może stwórzcie z ukochanym listę wszystkich rozwiązań jakie przyjdą Wam do głowy, a później podyskutujcie, które w ogóle byłyby realne. W między czasie może spróbuj powysyłać jakieś cv (pisałaś, że nie masz szans na znalezienie pracy w jego miejscowości. Skąd ta pewność, próbowałaś już? Przecież nie musi to być w jego miejscowości, może być miejscowość obok itp.? Na razie tak, żeby sprawdzić. A nóż widelec by się udało ![]()
Niestety nikt raczej nie powie Ci tutaj co dokładnie masz zrobić - czy zostawić faceta czy na niego czekać czy jeszcze jakaś inna opcja - to mają być Twoje wybory i decyzje.
Hm powiem ze swojego doświadczenia, że takie związki na odległość są ciężkie... nieliczne przetrwają. W ogóle słowo "związek" wg mnie tu nie jest na miejscu. Bardziej to jest idealizowanie siebie wzajemnie. No i na odległość nie da się nikogo tak dobrze poznać...
A ja widzę to tak, że Ty naprawdę konkurujesz z jego dzieckiem. On ma racjonalne argumenty:
- opieka naprzemienna nad córką, co uniemożliwia mu przeprowadzkę;
- dobrą pracę i trudność ze znalezieniem nowej;
- większą możliwość znalezienia pracy u niego przez Ciebie.
Ty masz tylko: Bo ja chcę. No i szantaż: Bo bardziej kochasz córkę niż mnie. Mam wrażenie, że Tobie chodzi właśnie o to, żeby go od córki odciągnąć...
A ja widzę to tak, że Ty naprawdę konkurujesz z jego dzieckiem. On ma racjonalne argumenty:
- opieka naprzemienna nad córką, co uniemożliwia mu przeprowadzkę;
- dobrą pracę i trudność ze znalezieniem nowej;
- większą możliwość znalezienia pracy u niego przez Ciebie.Ty masz tylko: Bo ja chcę. No i szantaż: Bo bardziej kochasz córkę niż mnie. Mam wrażenie, że Tobie chodzi właśnie o to, żeby go od córki odciągnąć...
Hallo Vuk,
kubel zimnej wody wylewasz mi na glowe. Wedlug ciebie jestem rozkapryszona ksiezniczka, ktora posuwa sie do szantazu.
Mala dygresja: nie mam wogole zamiaru cie wyprowadzac z twojego 'widzi mi sie'. Wisi mi i powiewa, co o mnie myslisz.
A swoja droga, po co tu siedzisz? Tylko marnuszej swoj cenny i bardzo racjonalny czas na forum netkobiety.
Pozdrowienia.
14 2013-01-30 11:21:51 Ostatnio edytowany przez malina.m (2013-01-30 11:23:12)
Hm powiem ze swojego doświadczenia, że takie związki na odległość są ciężkie... nieliczne przetrwają. W ogóle słowo "związek" wg mnie tu nie jest na miejscu. Bardziej to jest idealizowanie siebie wzajemnie. No i na odległość nie da się nikogo tak dobrze poznać...
Jestem tego samego zdania.To jest namiastka zwiazku.
W sumie przystałas na jego warunki,przyjelas oswiadczyny i powiedzialas ,ze bedziesz czekac.No nie ukrywał tego,ze nie chce byc z Toba teraz na stałe.Troche to dziwne mowiac szczerze.
Ja bym porozmawiała jeszcze raz o tej sutuacji o zapraoponaowała jakies kompromisy z obydwu stron i zastanowiła sie czy na pewno chce w tym tkwic .Miłosc ,miłoscia ,ale piec lat to szmat czasu.A jaka masz gwarancje ,ze w ogole zamieszkacie razem?
kiciakasia123 napisał/a:Hm powiem ze swojego doświadczenia, że takie związki na odległość są ciężkie... nieliczne przetrwają. W ogóle słowo "związek" wg mnie tu nie jest na miejscu. Bardziej to jest idealizowanie siebie wzajemnie. No i na odległość nie da się nikogo tak dobrze poznać...
Jestem tego samego zdania.To jest namiastka zwiazku.
W sumie przystałas na jego warunki,przyjelas oswiadczyny i powiedzialas ,ze bedziesz czekac.No nie ukrywał tego,ze nie chce byc z Toba teraz na stałe.Troche to dziwne mowiac szczerze.
Ja bym porozmawiała jeszcze raz o tej sutuacji o zapraoponaowała jakies kompromisy z obydwu stron i zastanowiła sie czy na pewno chce w tym tkwic .Miłosc ,miłoscia ,ale piec lat to szmat czasu.A jaka masz gwarancje ,ze w ogole zamieszkacie razem?
Nie mam zadnych gwarancji i chyba nie o to chodzi. Czlowiek nigdy nie wie co sie wydarzy. Boje sie tylko, jak bedzie wygladal nasz zwiazek za piec lat? Czy nasza milosc przetrwa itd. Jak na razie robimy wszystko aby sie widywac jak najczesciej. I to mi pomaga to wszyskto przetrwac.
malina.m napisał/a:kiciakasia123 napisał/a:Hm powiem ze swojego doświadczenia, że takie związki na odległość są ciężkie... nieliczne przetrwają. W ogóle słowo "związek" wg mnie tu nie jest na miejscu. Bardziej to jest idealizowanie siebie wzajemnie. No i na odległość nie da się nikogo tak dobrze poznać...
Jestem tego samego zdania.To jest namiastka zwiazku.
W sumie przystałas na jego warunki,przyjelas oswiadczyny i powiedzialas ,ze bedziesz czekac.No nie ukrywał tego,ze nie chce byc z Toba teraz na stałe.Troche to dziwne mowiac szczerze.
Ja bym porozmawiała jeszcze raz o tej sutuacji o zapraoponaowała jakies kompromisy z obydwu stron i zastanowiła sie czy na pewno chce w tym tkwic .Miłosc ,miłoscia ,ale piec lat to szmat czasu.A jaka masz gwarancje ,ze w ogole zamieszkacie razem?Nie mam zadnych gwarancji i chyba nie o to chodzi. Czlowiek nigdy nie wie co sie wydarzy. Boje sie tylko, jak bedzie wygladal nasz zwiazek za piec lat? Czy nasza milosc przetrwa itd. Jak na razie robimy wszystko aby sie widywac jak najczesciej. I to mi pomaga to wszyskto przetrwac.
Skoro dajesz na to zgode to nie pozostaje Ci nic innego jak czekac ![]()
Hallo Vuk,
kubel zimnej wody wylewasz mi na glowe. Wedlug ciebie jestem rozkapryszona ksiezniczka, ktora posuwa sie do szantazu.
Mala dygresja: nie mam wogole zamiaru cie wyprowadzac z twojego 'widzi mi sie'. Wisi mi i powiewa, co o mnie myslisz.
A swoja droga, po co tu siedzisz? Tylko marnuszej swoj cenny i bardzo racjonalny czas na forum netkobiety.
Właśnie pokazałaś jaka jesteś rozkapryszona i nieprzemakalna na niepasujące ci argumenty. Ty chcesz, to on ma własne dziecko zostawić... No sorki, ale na jego miejscu nie zawracałbym sobie głowy taką egoistką jak ty.
ciagle sie zastanawiam i mam uczucie niepewnosci, zachwiane poczucie bezpieczenstwa, tym bardziej, ze moj ojciec zostawil mnie w dziecinstwie i wogole nie utrzymywal ze mna kontaktu.
To chyba nie chcesz by córka partnera również miała zachwiane poczucie bezpieczeństwa ..
Moim zdaniem ten człowiek stara się postępować odpowiedzialnie i rozsądnie - to dobrze o nim świadczy.
A tak mała odległość dla kochających się osób to żadna przeszkoda - o ile rzeczywiście oboje poważnie myślicie o wspólnej przyszłości.