Witam Was:) mam 20 lat i jestem studentką matematyki. Pójście na ten kierunek uważam za najgorszy wybór w swoim życiu. Jako nastolatka byłam dobrą uczennicą uczyłam się może nie na "czerwony pasek" ale zawsze dawałam sobie radę. Dostałam się do dobrego liceum, byłam szczęśliwa. Pozytywne oceny sprawiały mi radość , lubiłam być na bieżącą z materiałem nie mieć zaległości itp. W liceum pojawił się mój obecny chłopak, nauka zeszła trochę na drugi plan. Ale dałam radę zdałam maturę byłam bardzo szczęśliwa. Komplikacje zaczęły się gdy przyszedł czas na wybór kierunku... W liceum byłam w klasie matematycznej , jednak matma w liceum raz sprawiała, że ją lubiłam a raz wręcz odwrotnie. Wszystko zależało od tematu, ale do sedna. Jestem z natury osobą cichą dość spokojną , pomocną lubię dzieci. Wybierając kierunek studiów miałam totalny mętlik w głowie. Nie wiedziałam na co się zdecydować... Nie miałam jakiś wielkich planów czy zainteresowań.. albo jak były dyskwalifikowała je przypadłość a mianowicie drżenie rąk. Marzyłam o kosmetologii ale wiadomo, kosmetyczka z drżeniem rąk trochę nie bardzo. Więc sporo takich kierunków odpadło. Następnie myślałam o pedagogice resocjalizacyjnej albo pracy socjalnej. Zawsze mnie ciągało do takich miejsc jak domy dziecka czy domy samotnej matki. Chciałabym pomagać takim ludziom. Jednak ten kierunek spotkał się z krytyką wielu bliskich mi osób. Powody było różne, albo że się nie nadaję, ponieważ jestem osobą dość przywiązującą się do innych i bardzo wrażliwą, albo że to jest w ogóle nie opłacalny kierunek studiów i ciężko po nim znaleźć pracę, a że moja rodzina ma średnią sytuację finansową, zrezygnowałam więc z tego kierunku i wybrałam matematykę... Gdyż tą wiele osób chwaliło, że jest ciężka ale opłacalna, że łatwiej znaleźć pracę bo mało osób ją kończy itp itd. Na początku spodobał mi się ten wybór myślałam że ciężki kierunek, sprawdzę się pokaże wszystkim na co mnie stać! Wiele osób w mojej rodzinie nawet nie wierzyło, że dostanę się na studia. A jak już się dowiedzieli jaki wybrałam kierunek , każdy był w szoku, że na coś takiego się dostałam i w ogóle. Imponował mi ten respekt od innych i to mnie na początku motywowało. Pierwszy semestr był trudny, miałam jeszcze wtedy tą motywację, a więc starałam się.. Uczyłam systematycznie i jakoś przebrnęłam na czysto choć w większości z samymi trójami. Motywowało mnie również to że, zaliczam takie ciężkie przedmioty i egzaminy, choć powoli ta motywacja zaczęła ulegać zmianie... w drugim semestrze do zajęć doszło mi również zdawanie prawo jazdy więc sporo zajęć opuściłam.. ale nie przejmowałam się zbytnio bo myślałam że skoro w 1 sem dałam radę to w tym 2 też jakoś dam. Odeszła już systematyczna nauka. Skończyło się na tym, że wyszłam z 3 poprawkami.
To już mnie kompletnie rozbiło. Chciałam zmienić kierunek studiów rozmawiałam z mamą, jednak ona mówiła szkoda roku, że będzie mi opłacać te poprawki, pomyślałam ok spróbuję.. I tak zaczęłam drugi rok studiów na początku z motywacją a teraz już z jej totalnym brakiem. Nie mogę zmobilizować się w ogóle do nauki, narobiłam sobie strasznie zaległości większość przedmiotów mnie w ogóle nie interesuję w tym semestrze, jestem załamana:( już kilka kolokwiów mam nie zaliczonych. Rozmawiam o tym z rodzicami ale oni wkoło powtarzają, że dam sobie radę... A mnie te studia już naprawdę wykańczają psychicznie i stresowo. Wiem, że jestem jedną z słabszych osób w grupie choć jest ona zaledwie kilku osobowa... Obniżyło to strasznie moją ocenę lubiłam być w czymś dobra..:( Najgorsze ze jestem z tym wszystkim sama, rodzice nie rozumieją co przechodzę bo sami nie mieli okazji bycia na studiach. Ciężko mi z tym wszystkim straciłam radość życia przez to, niszczę przez to swój związek bo cały mój zły humor odbija się na moich chłopaku:( Nie potrafię o tym wszystkim przestać myśleć:( chętnie rzuciłabym te studia ale to nie jest takie proste niestety. Nie mam w tym wsparcia u rodziców, a jestem na ich utrzymaniu. Szkoda by mi było tych 2 lat zmarnowanych. Przejmuję się również zdaniem innych... Rodziny czy obcych, którzy wiedzą co studiuję i chwalili mnie za ten wybór... Przeraża mnie myśl, że inni by się na mnie zawiedli rozczarowali... Tak wiele osób we mnie wierzyło:( Z drugiej strony boję się, że kiedyś mogłabym żałować, że zrezygnowałam... Nie wiem już co robić:(( wiem , że to mnie wykańcza sama sobie narobiłam zaległości a teraz ogrom tego wszystkiego mnie po prostu przeraża.... Dziękuję za jakie kolwiek porady pozdrawiam.
2 2013-01-06 22:11:58 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-06 22:17:21)
Musisz odpowiedzieć sobie na 2 zasadnicze pytania: po pierwsze czy lubisz to co robisz, czy powoduje to u Ciebie odruch wymiotny.
Jesli to lubisz to wybór jest prosty, dążyć do celu za wszelką cenę. Potem się zobaczy.
Jesli nie, to nie przejmuj się argumentacją typu: szkoda roku. Jedna z moich koleżanek przebrnęła w ten sposób przez ochronę środowiska. Która,wbrew jej oczekiwaniom okazała się nauką nie o roslinkach i zwierzątkach ale ścisłymi fizyczno-chemicznymi studiami. Zrobiła 5 lat w 7, mnóstwo stresu i łez i została... nianią w Anglii, a potem gospodynią domową... a mogła zmienić na coś co by dało jej więcej satysfakcji i jakąś sensowną pracę.
No tylko musisz sobie wtedy odpowiedzieć na drugie pytanie: jaką masz alternatywę? Z tą socjologią czy resocjalizacją to rzeczywiście mieli rację,to są aktualnie wylęgarnie przyszłych bezrobotnych. Podobno najlepiej mieć jakieś techniczne studia. No i w ogóle lepiej mieć jakieś studia,bo z samą maturą to już w ogóle ciężko. Więc - jak byś zostawiła matematykę to co będziesz robić?
I jeszcze dodam -nie myśl w kategorii 2 lat zmarnowanych. Co to 2 lata w porównaniu do zmarnowanego całego zycia -bo jak się okaże że nie jesteś w stanie robić tego co się nauczyłaś (niestety rynek pracy jest teraz bezlitosny - w każdym zawodzie jest konkurencja i największe szanse mają najlepsi).
Możesz też zrobić licencjat (nawet z repetą)a potem zmienić trochę kierunek na magisterkę? Bo chyba tak teraz się studiuje?
Witaj,
Moja odpowiedź nie będzie zbyt długa, ponieważ piszę z telefonu.
2,5 roku temu zaczęłam studia rachunkowości. Sytuacja z rodziną była wtedy całkiem podobna. Skończyłam rok studiów, byłam wykończona psychicznie. Nie podobał mi się kierunek, a bałam się zrezygnować, bo co powie rodzina, znajomi, zawsze najlepsza uczennica, wszyscy zawsze ode mnie dużo wymagali. Po pierwszym roku zdecydowałam - rezygnuję. Całe wakacje zwlekałam z powiedzeniem rodzicom, przed tą rozmową o mało nie zemdlałam z nerwów. Na szczęście narzeczony był ze mną. Zebrałam od rodziców niezły opierdziel o zmarnowanym roku, zmarnowanych pieniądzach za czynsz za pokój na studiach, za to, że jak te studia zawaliłam to zawalę każde następne. Ale było już po fakcie, więc w końcu się musieli z tym pogodzić. Od początku drugiego semestru przez to, że ciągnęłam na siłę te studia, zaczęłam popadać w depresję, dostałam nerwicy lękowej. Niestety zmuszona do studiów poszłam na kolejne, tym razem zaocznie. Los chciał, że depresja mnie powaliła, wylądowałam u psychiatry na leczeniu, pół roku brałam leki. Mimo tego, że depresja przeszła (choć czyha i ciągle ją czuję) nadal boję się sama wyjść daleko od domu. Mam nudności, robi mi się słabo i Z CAŁEGO SERCA ŻAŁUJĘ, ŻE NIE RZUCIŁAM STUDIÓW OD RAZU I ŻE W OGÓLE POSZŁAM NA DRUGIE. Oczywiście studia są ok, ale tylko przemyślane i trafne kierunki. Np. brat jest lekarzem, a narzeczony inż mechatroniki. Brat pracy ma gdzie bądź, a znowu na Śląsku szukają inż z dużym doświadczeniem i mimo, że jest nad wyraz zdolny i inteligentny nic to nie daje, pracodawcy odrzucają poniżej roku doświadczenia. Pracę ma z polecenia znajomego. Ja w końcu wywalczyłam wolność wyboru i los zaczyna się odwracać. Dostałam kilkadziesiąt tys zł dofinansowania na otwarcie firmy, nie mam studiów, a tż się denerwuje i śmieje, że mam się lepiej inż inżynierowie, mgr i licencjaci.
Bez studiów da się żyć. Na prawdę. I to całkiem nieźle. Tylko nie wolno się bać i przejmować zdaniem innych, bo - patrz na mnie - można dostać depresji i nerwicy, z którymi pewnie będę walczyć jeszcze wiele lat, bo lęki utkwiły w głowie. Skończ studia będąc z nich i siebie zadowolona, wszytko rób zgodnie ze swoją naturą, nic wbrew sobie. Jeśli nie chcesz to nie kończ żadnych, zresztą na studia można iść zawsze. Przesyłam Ci dużo energii i pozytywnych myśli. To Twoje życie, przeżyj je tak jak Ty chcesz. Powodzenia! ![]()
Droga Lilo,
W Twojej wypowiedzi wielokrotnie przewija się troska o to, co powiedzą inni. Martwisz się o to co powie Mama, co powiedzą sąsiedzi.
Żyjemy w XXI wieku. Naprawdę warto podejmować decyzje życiowe w oparciu o ewentualne obgadywanie przez sąsiadów?
Zdaj sobie sprawę, że to Twoje życie. Ani za 10 lat ani za 30 Twoja Mama lub sąsiadka nie wstanie rano do Twojej pracy. To Ty tam pójdziesz. Więc to Ty musisz podjąć decyzję.
Jedno słusznie trzeba przyznać - wybierz taki kierunek, żebyś potem miała za co żyć. Niestety po resocjalizacji pod tym względem może być ciężko.
Naprawdę przeraża Cię perspektywa utraty dwóch lat studiów? Przecież to nic w porównaniu z tym ile Cię czeka do emerytury
Naprawdę. Ta decyzja musi być dobra.
Spróbuj zapomnieć o wszystkich wokoło i zastanów się dobrze czego chcesz od życia.
A jeśli chodzi o oceny - to że ciągniesz na samych trójach to żadna ujma. To są studia, w dodatku ścisłe a więc bardzo trudne. Tutaj nie ma takiego świata jak w liceum. Wiadomo, że jest ciężko.
Ja też skończyłam ciężki kierunek i nieraz jechałam na prawie samych trójach, nieraz miałam zawalone przedmioty i poprawiałam. I to czasem po parę razy. Ale nie poddałam się nigdy, mimo że kosztowało mnie to wiele zdrowia i wiele czasu. Jednak wiedziałam, że robię to o czym zawsze marzyłam.
Ukończenie matematyki daje dobre perspektywy na pracę. Ale studia to dopiero początek. Jeśli sie w tym nie odnajdujesz to poszukaj czegoś innego. 2 lata to naprawdę nic.
Jednak nie kieruj się tym, że jesteś gorsza w grupie, inni mają lepsze oceny. Patrz na siebie.
I to jest najważniejsza rzecz którą musisz zrobić - zacząć decydować o sobie na podstawie własnych opinii a tego co robią i mówią inni wokoło. Oni za Ciebie życia nie przeżyją
Autorko wątku, jeżeli myślisz perspektywistycznie to zauważ, że dziś kierunek studiów nie ma tak dużego znaczenia jak kiedyś ( niestety) , przytoczę statystyki :
"Główny Urząd Statystyczny pokusił się o sprawdzenie, na ile wykonywana przez młodych Polaków praca jest zgodna z wyuczonym zawodem. Okazało się, że 43 proc. młodych osób zadeklarowało, że pracuje w wyuczonym zawodzie. Co z pozostałymi 57 proc. absolwentów? - 7 proc. z nich pracowało w zawodzie niezgodnym z wykształceniem, choć mogło w jakimś zakresie wykorzystywać zdobyte podczas nauki kompetencje; dla 39 proc. nie było pracy w ich zawodzie; a 11 proc. nie miało w ogóle wyuczonego zawodu."
Jakie wnioski? nie kieruj się wyłącznie opinią rodziców, którzy bądź co bądź wychowywani byli w innych realiach i pewne wartości, modele życia postrzegają zupełnie inaczej ( nie oznacza to, że źle ! ) często rozmawiam ze studentami o ich ścieżce kariery i często pojawia się ten problem, że studiują bo rodzice kazali, bo rodzice wybrali kierunek - efektem jest deprecha, brak motywacji etc.
Masz tak naprawdę kilka możliwości:
* nabierz troche dystansu: nie musisz być alfą i omegą we wszystkim, są przedmioty w których jesteś lepsza i takie z którymi słabiej sobie radzisz - to zupełnie naturalne, nie ma powodów do wstydu;
* możesz zmienić kierunek na taki, który cie interesuje rzeczywiście ( czy mało perspektywistyczny? hmm na chwile obecną być może tak, ale nie wiadomo co będzie zanim go ukończysz- chyba, że mamy analityka "na sali" i nam podpowie);
* jeśli jednak zadecydujesz, że z jakiegoś powodu chcesz kontynuować tą matme, to warto rozwijać jakieś dodatkowe umiejętności w bardziej przychylnej ci dziedzinie - to być może troche cie zmotywuje, pozwoli sie realizować. Organizowane są różnego rodzaju warsztaty, szkolenia dla studentów - zachęcam;
Pamiętaj, że dzisiejsze oczekiwania pracodawców to przede wszystkim umiejętności jakie posiadasz! coraz rzadziej spotykam się z tym, że pracodawce interesuje jaką szkołe skończył kandydat ( byle było wyższe - choć czasami mam wrażenie, że ten wymóg też jest mocno naciągnięty). Dlatego bardzo ważne jest aby wiedzieć o takiej sytuacji na rynku i w miarę wcześnie pracować nad swoim warsztatem umiejętności . Udzielać się gdzie tylko się da, po to abyś miała czym się pochwalić w momencie kiedy zaczniesz szukać pracy.
Powodzenia!
Chyba najbardziej boisz się co by powiedzieli inni gdybyś zrezygnowała z tych studiów.Obawiasz się reakcji rodziny i znajomych ale powinnaś zastanowić się czego ty tak naprawdę chcesz ,a nie czego oni oczekują.Może powinnaś wziąść dziekanke i spróbować zacząć inny kierunek a do tego będziesz mogła wrócić jak nadal będziesz chciała to studiować.Szkoda ,że rodzice nie rozumieją tego jak stresujące są dla ciebie te studia ale tak niestety bywa..:/