Hej dziewczyny. Na samym poczatku chcialbym przyznac sie, ze chyba jak malo kto nie potrafie reagaowac na dosc zdecydowane sygnaly od dziewczyn ![]()
Ale do rzeczy. Kiedy zaczynalem szkole srednia nawzajem spodobalismy sie z pewna dziewczyna. Trudno bylo osoba postronnym nie zauwazyc tej aury jaka miedzy nami wystepowala. Bardzo milo wspominam ten czas. Jednak w momencie gdy odczulem ze chce czegos wiecej to przez swoje odchyly emocjonalne oraz takie podejscie do zycia ze na takie sprawy jest jeszcze czas to mozna powiedziec, ze niejako zamknalem sie na jej glebsze uczucia. Relacja od tego momentu znacznie sie ochlodzila (nie dziwie sie temu). Do dzis strasznie sie z tym czuje (mam 25 lat).
Jakis czas temu spotkalem Ja na przystanku po czym wspolnie odjechalismy. Zaczelismy rozmawiac i bylo bardzo sympatycznie, posmialismy sie. Mozna powiedziec, ze byla to bardzo swobodna rozmowa a nie jakiesc odburkniecia do ludzi z przeszlosci.
Dziewczyna mieszka jakies 20 km ode mnie a jako, ze lubie jezdzic na rowerze to zdarzalo sie iz przejezdzalem przez jej miejscowosc. Powiedziala mi, ze kolezanki widzialy mnie tam po czym zapytala czy czasem tam do jakies dziewczyny nie jezdze. Odpowiedzialem, ze nie po czym zapytala czym z kims sie spotykam to takze odpowiedzialem, ze nie. Wspominala tez, ze dawno nie byla na imprezie.
Co sadzicie o tych pytaniach o moje relacje damsko-meskie? Kurtuazja (bo juz sa znajomi w tym wieku z dziecmi wiec dlaczego my nie) czy jednak warto cos zrobic z ta znajomoscia? Chodzi mi o to jak postapilem w przeszlosci. Ona sie otworzyla a ja wtedy nic nie zrobilem. Do dzis strasznie glupio sie z tym czuje. Pozdrawiam ;-)