U dietetyka tez byłam. Wygladalo to tak ze siedzielismy wszyscy na jakies sali i opowiadano nam jaki serial wiem co jem jest zarabisty i ze mamy kupic tablice kalorii za kilkanascie zlotych. I ze nie wolno jesc tluszczu i cukru, mam jesc duzo blonnika, chocby w sztuczny sposob, pic tylko wode i herbate bez cukru i najlepiej isc po tablektki do apteki - 200zł miesiecznie. potem pani dietetyk spisywała co jedliśmy dzień wcześniej. a ze dzien wczesniej byly swieta i bylam na imprezie to wyszlo mi 2000kcal. wszyscy oprocz jednej pani ktora zjadla dzien wczesniej 9000kcal (lllllllooooolllll nadal jestem w szoku) dostali diete 1000kcal. Potem poslali mnie do pani doktor ktora wmawiala mi ze obzeram sie godzinami slodyczami bo inaczej nie mozna byc grubym, i ze kotlety w liczbie kilku jem chyba codziennie. Potem spytala o choroby, powiedzialam ze mam zapalenie sluzowki zoladka i problemy z jelitami. na co ona stwierdzila ze w takim razie powinnam latwo chudna a nie tyc. I kazala jesc blonnik i sporo jogurtow, choc lekarz zajmujacy sie moimi jelitami surowo zabronil nadmiernego jedzenia takich produktow w moim wypadku. jednak mi zalezalo na schudnieciu wiec jadlam na sile wszystko co mialo duzo blonnika - sztucznie wzbogacane w niego chlebki, jogurty itp, a biegunki trwaly i byly coraz silniejsze i silniejsze i w rezultacie schudlam 12kg, lekarka od diety byla zachwycona acz nadal krzyczala ze pewnie sie objadam, chcialam schudnac jeszcze conajmniej 20kg, ale niestety po paru tyg trafilam do lekarza z powodu odwodnienia od biegunki przewleklej. lipnie;/ Sorry ale takie jest oblicze leczenia otylosci w NFZ.
a diety od lekarki rodzinnej sa co jakis czas bo np. mam grype, musze jakis papierek na uczelnie, jest szczepienie - jakas okazja i ona mnie widzi i zaleca wtedy 600kcal przez tydzien, dwa... no i ilekroc dostaje przewleklej biegunki.
Czuje sie jakby kazdy leczyl mnie na odpieprz - strzelimy w ciemno jakas diete, bez badania krwi itp, a nuz trafimy, a jak bedzie zle to damy nastepna, jeszcze ostrzejsza... a nikt nie spytal mnie o metabolizm, nie zwrocil uwagi na to ze nie odczuwam glodu przez caly dzien jedynie ok 17 ale jak przeczekam godzine to zapominam o tym i poprostu jesli nie musze jesc (bo np ktos mnie pilnuje, czestuje mnie, albo gotuje dla kogos) to ja nie mam ochoty. Nikt nie spytal o czestosc odwiedzania toalety, o to czy mam wzdecia, czy po jakis produktach czuje sie gorzej... nic.
dlatego teraz jestem juz taka sceptyczna, wydalam wtedy kupe kasy na to dietetyczne jedzenie, godzinami liczylam kalorie, sluchalam jaka jestem gruba, znosilam wnerw rodzicow o to ze sie panosze w kuchni i nazwozilam jakies fit zarcie, liczylam kazdy kes myslac 'jestem gruba jak prosie, nie wolno mi jesc', jezdzilam na rowerze, skakalam na skakance, biegalam, robilam brzuszki etc myslac ze nie wolno mi zemdlec. i szlam to robic nawet maja 39stopni goraczki...
a jaki byl efekt? -12kg, zniszczone paznokcie, wypadajace zniszczone wlosy, wypryski, szara sucha skora, ciagla biegunka... Juz po wzieciu lekow przeciwko odwodnieniu wrocily pierwsze 2kg ale myslalam ze to efekt miesiaczki ktora mialam... a potem byla cisza i spokoj i co? po roku przyszla matura, wakacje, bieganie do pracy, jedzenie jakiejkolwiek kanapki na obiad - i z 73 zrobilo sie 79.. no przeciez mi slabo jak o tym mysle ;/
nie jestem dla was wredna i zlosliwa, nie odbierajcie mnie tak. poprostu stracilam wiare w te diety cud typu 1000, 600kcal albo norweska czy kapusciana..