Witam wszystkich serdecznie, to moj pierwszy post na tym forum, takze wypada sie przywitać ![]()
A wiec, jestem z nowa partnerka prawie pol roku.
Oboje zylismy w pomylonych zwiazkach, ja 5 lat, ona 2 lata.
Coz, historia jak z filmu (sami ocencie).
Poznalismy sie w aucie jadac na imprezę, oboje nie przypadlismy sobie do gustu charakterem.
Bylismy oczywiscie w zwiazkach, a znalazlem ja na facebooku, gdzie sie odezwalem.
Po dluuugich, czasem 6h rozmow w malym okienku na face postanowilem zaprosic na spacer, oczywiscie zgodziła się.
Tak sie zaczelo, zaczelismy spotykac sie wiecej, wiecej i wiecej. Wkoncu doszlo do imprezy, gdzie calujac zdradzilismy swoich obecnych partnerów. Doszlismy do wniosku, ze po co ich oszukiwac skoro ich nie kochamy, zakonczyc to i sprobowac ze soba.
Wszystko jest pieknie, doszlo do spotkania gdzie wyznalismy sobie milosc itd, rozumiemy sie bez slow, ona mi kompletnie oddana, okropnie za mna, znajomi jej co znali ja wczesniej widza
w niej ogromna roznice i to jak mnie kocha. Oczywiscie ja rowniez ja kocham ![]()
Problem tkwi w mojej glowie, wiecznie mam wkretki, ze mnie zdradzi, a nie daje mi takich znakow.
Tak samo zazdrosc, gdzie poprostu u mnie az razi od niej.
Ostatnio potrafilem zrobic jej awanture o to, ze poszla do pokoju gdzie jest komputer, by moj znajomy mogl jej pokazać fotki z urodzin jego dziewczyny, gdzie moja partnerka grzecznie spytała sie czy moze isc ![]()
Czy to jest normalne?? jak sie z tego wyleczyc, bo jak pomysle to az mi glupio, a niechce jej stracić.
Najgorsze, ze potem caly dzien wkrecam sobie, ze to daje mi znaki dziwne, wiec jak widac cos jest nie tak u mnie.
Wiem, ciezki orzeszek ze mnie, dlatego piszę...
Dzieki wielkie!