... Nie zmieściłam się w temacie. Brać, czy nie brać tabletki... Z tego wszystkiego odechciewa mi się seksu...
Poszłam ostatnio do ginekologa, a tam niespodzianka. Lekarz powiedziała mi, że jestem super zdrowa, że rzadko widuje w tych czasach tak zdrowe dziewczyny. Ucieszyłam się, ale zaraz pojawiła się druga strona medalu... Oprócz wizyty kontrolnej, przyszłam do niej po moje pierwsze tabletki... Przedyskutowałyśmy to, wyjaśniła mi, że jak organizm jest zdrowy, to szkoda go niszczyć. Wypisała receptę na tabletki nowej generacji, z hormonami zbliżonymi do naszych i powiedziała, żeby się przespać z tematem.
A ja wróciłam do domu, przespałam się i stwierdziłam... Nie chcę brać. Nie mogę sobie ABSOLUTNIE pozwolić na dziecko w tej chwili. Ale za kilka lat, bardzo bym chciała. Cieszę się, że nic mi nie dolega. Tyle słyszę o kobietach, co mają problemy z hormonami, starają się o dziecko, cierpią na różne zapalenia... Nadżerki... Ile kobiet chciałoby być na moim miejscu?
A wszystko zaczęło się od tego, że kilka razy podskoczyło ciśnienie, zarówno mnie jak i mojemu partnerowi (głównie pęknięta prezerwatywa). Rok temu, była również grana pigułka 72... Nigdy nie czułam się tak ohydnie. Kochamy się, chcemy być razem, chcemy dziecko... Ale nie teraz...
To wszystko mnie tak podirytowałooooo. On mnie nie namawia, ale wiem, że chciałby kochać się ze mną bez żadnego stresu. Ja nie chcę brać pigułek, bo uważam, ze trzeba docenić skarb w postaci zdrowia, a poza tym, wkurza mnie, że to kobieta, jakby jej było mało problemów i bólu fizycznego w życiu, musi jeszcze pakować w siebie ten syf dla "świętego spokoju" jej faceta (i jej też).
Z drugiej strony mam dosyć tych stresów, że był stosunek przerywany "i a nóż widelec" jakiś zwycięski plemnik dotarł, że prezerwatywa... A jak nie pękła to może coś innego... I to wyczekiwanie co któryś miesiąc z utęsknieniem na miesiączkę... Od tego wszystkiego w ogóle odechciewa mi się stosunku z osobą, którą przecież kocham... Z jednej strony wiem, że oboje ponosimy odpowiedzialność. Z drugiej strony, czasami widzę taką miłość i takie pragnienie w oczach mojego mężczyzny, mam wrażenie wtedy, że zapomina o tym, aby uważać... Nie jest fajnie, kiedy z miłości wchodzi we mnie "na chwilę", a ja wiem, że jestem u szczytu dni płodnych...
Błędne koło...
Nie chciałabym tutaj porad, że przecież istnieją globulki/spiralki i inne didla...
Sama do końca nie wiem, o co chciałabym was się zapytać. Czuję się taka sfrustrowana...