Tyle tu tych wątków i stron, że w sumie miesiącami bym czytała , a potrzebę mam teraz
hmmm trudny nie trudny przypadek ze mnie, nie wiem, ale nie mam też pojęcia gdzie mam się zakwalifikować tyle tego! Mam 38 lat, trzech synów (18; 13 i 10 miesieczne niemowle). Pochodzę z dziwnej rodziny nazwałabym ją patologiczną, ale jak czytam o patologii innych rodzin to w mojej aż tak źle nie było (no miałam w każdym razie co jeść, jakieś ubranie i ciepło) . Moje małżeństwo właśnie zakończyłam po 20 latach znoszenia fanaberii męża- alkoholika, który zrezygnował kiedyś z terapii co skończyło się uzależnieniem nie tylko od alkoholu... doszły tzw dopalacze. Cztery miesiące temu kazałam mu się wyprowadzić po tym jak się naćpał aż do halucynacji... przez cztery miesiące naiwnie wierzyłam, że to go powstrzyma od brania i pozwalałam zajmować się najmłodszym synkiem podczas mojej pracy. Nawet dobrze to wyglądało, zdążyłam uwierzyć , że będzie grzeczny rozwód i dzieci zyskają tatusia ... Całkiem przypadkiem odkryłam , że on nadal kupuje to świństwo, czyli, że bierze, czyli, że moje podejrzenia (miałam wątpliwości, ale to nei bardzo widac, ze ktoś brał) co do jego abstynencji narkotykowej okazały się prawdziwe. Powiedziałam mu, że dopóki nie zrobi ze sobą porządku, nie chcę , żeby przychodził... no i się zaczęło. Raptem zostałam kurewką, szmatą itp (takich wyzwisk nie słyszałam nawet jak pił) , groził mi że mnie zarżnie... nie zabije- zarżnie! Zgłosiłam to na policję (mieszkam w UK) bo się naprawdę przestraszyłam... i boję się nadal. Tydzień mija, a ja zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że może nie trzeba było z tą policją. Może gdybym nie wspominała o dzieciach to by się nic takiego nie stało (!) . No i co ja mam ze sobą zrobić? Gdzie się zakwalifikować? Od czego zacząć terapię? Po przeczytaniu kilku wątków wychodzi mi na to, że chyba jestem kobietą kochającą za bardzo. Zresztą doszłam do tego wniosku po tym jak o mały włos nie oświadczyłąm się obcemu facetowi poznanemu na portalu randkowym! Źle ze mną, wiem to. Pomocy
[...]Powiedziałam mu, że dopóki nie zrobi ze sobą porządku, nie chcę , żeby przychodził... no i się zaczęło. Raptem zostałam kurewką, szmatą itp (takich wyzwisk nie słyszałam nawet jak pił) , groził mi że mnie zarżnie... nie zabije- zarżnie! Zgłosiłam to na policję (mieszkam w UK) bo się naprawdę przestraszyłam... i boję się nadal. Tydzień mija, a ja zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że może nie trzeba było z tą policją. [...]Źle ze mną, wiem to. Pomocy
Stanowczość popłaca, jak się ma pełną świadomość konsekwencji.
Policja to ingerencja osób trzecich. Żaden Mężczyzna tego nie lubi, żeby mi się ktoś wtrącał. Policja używa nacisku, więc powoduje działania odwetowe, na zasadzie: "Jak taka mądra jesteś, to teraz zobaczymy!".
Jak zrezygnujesz teraz ze stanowczości, to okażesz słabość. Jak będziesz konsekwentna - będziesz prowokować sprawdzanie, jak daleko się może posunąć.
Trudno cokolwiek napisać, bo wszystko trzeba oprzeć na znajomości osoby. Nie podbijaj agresji, a obietnice "zarżnięcia" traktuj bez strachu, godząc się na taki finał i wzbudzając refleksję. Kiedyś skarciłem jednego pijanego olbrzyma, który chciał młodą dziewczynę macnąć w pośladek. Zaraz się do mnie przystawił i puścił tekst, że mnie tu zaraz zabije. Sprawdziłem otoczenie, błysk myśli i puściłem tekst: "To interesująca propozycja. Zakładam, że umiesz to zrobić szybko i sprawnie. Jesteś pewny, że to się dla Ciebie dobrze skończy?" Odsunął się jeden krok w tył, zaczęła się inna rozmowa, w końcu zapytałem go "Powiedz przynajmniej jak masz na imię, bo chciałbym wiedzieć, kto mnie zabije?" To jeszcze bardziej zmniejszyło jego pewność siebie. Skończyło się dość przyjacielską rozmową. Wszystko zależy od dobrego rozpoznania sytuacji.
Badz co badz, silne emocje u WAS. Czego chcesz? Zeby sie zmienil? Zeby odszedl? Imprezowaliscie razem? Bardzo go znasz? Czuje sie nieco bezczelnie zadajac Ci pytania, ale na tym to chyba polega... Nie przesiaduje czesto na tego rodzaju stronach. Wlasciwie to dzisiaj pierwszy raz. Podziwiam Cie, ze wyrzucilas faceta ze swojego zycia, chyba dlatego wlasnie zdecydowalam sie do Ciebie napisac. Po dwudziestu latach... Jest pewne podobiensto pomiedzy Twoim i moim partnerem, tylko ze rozstanie... cuz nie wiem kim bym bez niego byla... a Ty kim teraz jestes? Szukasz kogos w necie? Potrzebujesz substytutu? Kto Cie wspiera? Tez mieszkam w UK.