Jak w tytule- inna, dla innych znaczy po porostu dziwaczka, zakręcona, a Ci, co poznają mnie bliżej pewnie myślą o mnie wariatka...
W jednym poście nie napiszę wszystkiego- bo nikt nie przeczyta, więc będę dozować, żeby nie wyszło chaotycznie.
Zacznę od chwili obecnej - mam doła, totalną niechęć do wszystkiego - dziś- a raczej wczoraj wstałam po 12 - mimo, że poprzedniego dnia spać poszłam ok.22, mimo, że miałam ważną sprae do załatwienia z rana, mimo, że dziecko prosiło, by już wstać...
wiem - dziś już dzień następny, a ja siedzę w necie- wiem, że to złe- ale robię to tylko dlatego, że od kilku godzin szukam na różnych forach rozwiania moich wątpliwości - a mam ich mnóstwo...
dlaczego się tu zalogowałam - bo szukam wsparcia, zrozumienia, bo sama już siebie nie rozumiem, a jednocześnie rozumiem doskonale...trudne to do wytłumaczenia-myślę, że tylko ktoś podobnie myślący zrozumie- dołuję się na maksa, a jednocześnie doskonale wiem, co nalezy robić, by czuć się wspaniale - zabrakło mi sił, a może po prostu jestem leniem - ale wtedy - czym jest lenistwo? Czy jestem leniem, bo wolę pospać=pomarzyć do południa? Dziecko krzyczy do ucha - mimo, wstajemy, jest fajny dzień - a ja jestem obojętna na te słowa- wręcz mnie złoszczą, a jednocześnie jakaś część mnie wie, że powinnam wstać- zacząć żyć normalnie- tylko co to znaczy? Celowo napisałam pomarzyć - bo ostatnio to uwielbiam przede wszystkim - taka moja ucieczka na kilka godzin w ciągu doby w świat pozornie doskonały, bo resztę dnia muszę spędzić jako matka samotna, choć w stałym związku - dziś zrobiłam nawet w miarę normalny obiad, ogarnęłam dom i wyszłam na zakupy - w dodatki z młodszym z dzieckiem na sankach, ale bywają dni, że nie zrobię nic do zjedzenia zwanego obiadem, a z domu nie wychodzę kilka dni, nie wspominając, że nienawidzę sprzątać, bo w sumie jest to jak syzyfowa praca - zresztą jak wszystkie tzw. czynności dni codziennego...
Jak już wiecie- dużo rzeczy nienawidzę, a jednocześnie uważam i staram się kochać wszystko - dziś po raz pierwszy pomyślałam sobie, że może tu jest problem- może nie warto w dzisiejszym świecie być, czy raczej starać się być dobrym - tak - uważam, że na świecie jest mnóstwo zła, zakłamania, obłudy, kłamstwa - i wiem, że mój problem polega na tym, że nie owijam w bawełnę - mówię wprost co myślę, nazywam rzeczy po imieniu - i choć większość z nas chciałaby znać prawdę - nie lubimy osób, od których ją słyszymy, czyż nie?
Jestem już dorosłą kobietą - przed 40 - moje życie to nieustanna huśtawka nastrojów - nienawidzę siebie za to, a jednocześnie wiem, że tak nie można- nie można myśleć o sobie źle - negatywne myśli rodzą negatywne zdarzenia i odwrotnie- wiem to wszystko - umiem radzić innym, a sama z sobą nie daję sobie rady...a może tu mój problem- za dużo chciałabym innym pomóc w życiu, podczas gdy sama ze swoim mam problem - wiem, jak powinno się postępować, by być szczęśliwym, a tego nie robię...
Postanowiłam po prostu zacząć o tym mówić otwarcie - przyznać się w ten sposób sama przed sobą - nie mam zbyt wielu znajomych, a już wcale przyjaciół i dlatego uznałam, że dobrze będzie pogadać o tym anonimowo...
Podsumowując - potrzebuję pomocy, bo sama nie dam rady uporać się z moją niedoskonałością - a już mam dość tego marazmu, tego bajzlu w jakim się znajduję - bo to rujnuje już nie tylko mnie, ale też moich bliskich...
uważam, że w życiu nic się nie dziej przypadkiem- nawet jak pozornie tak wygląda - ja przypadkiem trafiłam na ten wątek i mam nadzieję, że pisanie tu stanie się dla mnie przynajmniej początkiem rozwiązania moich bolączek życiowych...