Cześć,
Mam na imię Weronika, mam 21 lat i od ok. 10 walczę z trądzikiem. Od początku moich problemów jestem pod stałą opieką lekarza dermatologa. Stosuję leki, zdrowo się odżywiam i używam lekkich kosmetyków. Mój trądzik nie jest ogromny ale od ok. pół roku bardzo mi ciąży, przede wszystkim psychicznie. Nieustannie przyglądam się mojej twarzy w lusterku i wyszukuję nowych krostek. Często też dotykam twarzy i ?sprawdzam? czy nic nowego nie wychodzi. Potrafię nawet w nocy się obudzić, zaświecić światło i sprawdzać stan buzi. Obsesyjnie myślę o swojej cerze, często płaczę i jestem smutna. Odbija się to na moim związku i relacjach z innymi ludźmi. Często jest tak, że pomimo zrobionego makijażu nie mam ochoty wychodzić z domu, bo czuję się potwornie nieatrakcyjna i brzydka. Czasami mam ochotę zedrzeć z siebie skórę, pozbyć się tych wszystkich niedoskonałości (wtedy najczęściej wyciskam krostki, skubie i drapię twarz). Jak radzić sobie z tym nieustannym myśleniem o twarzy?? I poczuć się choć odrobinę lepiej w swojej skórze? Zastanawiam się czy w moim przypadku nie jest to rodzaj jakiejś nerwicy? Powinnam udać się do psychologa czy raczej psychiatry?
a może do dermatologa na laserowe usuwanie trądzika?
Na pewno działa na psychikę, bo mojej siostrze z tego powodu prawie siadła.
Bylo lato, nie moglam z nia nigdzie wyjsc. Czasami bywa dziwna, ale kiedy dowiedziałam sie, ze to z powodu trądziku, musiałam z nia wtedy ostro porozmawiać i przetłumaczyć do lba, ze po pierwsze nie jest najgorszym przypadkiem! Po drugie nie jest sama na świecie z tym problemem, Procz niej jest mnostwo osób, ktore na to cierpią, co po trzecie czyni to dosyc pospolitym problemem wśród społeczeństwa, a szczególnie wśród własnych rówieśników, którzy maja juz nie po 15lat, a ponad 21 i to rozumieją.
Po czwarte- wytłumaczyłam jej, ze szkoda marnować zycie i kazdy dzien, szczególnie letni, az zamykać sie z tego powodu w domu.
Byla w trakcie pierwszego blistra antykoncepcyjnych, bo wtedy rozpoczęła leczenie hormonalne, co sprawiło, ze przez pierwsze trzy miesiace tego przybywało, a nie na odwrót i łapala większe doły, wiec moim czwartym argumentem byl czas! Czas, ktory jest potrzebny by uzyskać rezultaty, poprawę, ze nie mozna sie poddawać.
I com, wyszla wtedy ze mna z domu, dzis juz bierze je ponad pol roku, a roznica jest wielką. Znaczna poprawa:)