Witam.
Chciałbym przedstawić wam swój problem bo już sobie z nim nie radzę. Jestem z P. od pół roku (teoretycznie a praktycznie 7 miesięcy), to moja pierwsza miłość, przy niej zacząłem otwierać się na świat, przy niej wydoroślałem i zacząłem akceptować siebie takim jakim jestem. Ona z początku była dla mnie ideałem, widać było że Jej zależy, co prawda nigdy nie wychodziła z propozycją, wszystko to była moja inicjatywa, ale jestem mężczyzną więc myślałem że taka moja rola. Mówiłem Jej że byłoby Mi miło jakby to Ona czasami do mnie przyjechała, lub napisała że chcę się zemną zobaczyć ale to pozostało bez odzewu. Zawsze za nami stała Jej koleżanka, z początku Jej nie znosiłem ale po jakimś miesiącu zobaczyłem że to mój błąd, przeprosiłem Je obydwoje i zacząłem być dla niej miły i sympatyczny. Z P. zjeździliśmy motorem chyba całe województwo, potem Ja pojechałem na 2 tyg. do pracy za granicę(lipiec), wróciłem i było wszystko ok. Dalej jeździliśmy codziennie na pizzę, często jeździliśmy w jakieś ładne miejsca i ogólnie byliśmy ze sobą szczęśliwi. Jej rodzina mnie normalnie zaakceptowała, mieszkamy 3km od siebie więc się wszyscy znaliśmy, Jej mama strasznie mnie polubiła, ojciec z resztą też. W połowie sierpnia na pewnym grillu był pierwszy zgrzyt, P. podeszła i powiedziała że jedzie z kolegą gdzieś skuterem na 5min. On wypity trochę, powiedziałem że to niebezpieczne i nie chcę żeby jechała, ona i tak jakoś bokiem pojechała, po 5min dzwoni telefon, brak paliwa i są 3km dalej, ok wsiadłem na motor i nie wiem jakim cudem dojechałem tam w 1 kawałku, za kierownicą wróciła P. Ja się nie odzywałem cały czas i jak zsiedliśmy powiedziałem Jej że Ma tak więcej nie robić bo się o nią martwię, Ona wtedy się przytuliła, przeprosiła i nie wracałem nigdy więcej do tego. 22 września w Jej urodziny był nasz 2 zgrzyt, normalnie się spotkaliśmy, ona dostała wspaniały bukiet róż i łańcuszek, posiedzieliśmy pół godziny i nagle o 16 albo jeszcze wcześniej przyszedł do niej sms od wcześniej wspomnianej koleżanki i powiedziała Mi że nie może dłużej ze mną siedzieć bo koleżanki z klasy przyjechały i będą miały babski wieczór, spytałem się Jej czy żartuje, odpowiedź była przecząca, myślałem że się zagotuję w sobie gdy powiedziała Mi że wiedziała o tym wcześniej, ale nie chciała mnie wkurzać. Ok zawiozłem Ją do domu, przeprosiła mnie i poszła. Ja nie wiem dlaczego jak przyjechałem do domu siadłem i zacząłem sam pić aż film Mi się urwał i napisałem Jej strasznie przykrego Smsa. Rano gdy przetrzeźwiałem od razu Ją przeprosiłem ale Ona powiedziała że jeśli chcę to niech tak będzie i że nie jesteśmy już razem, przez cały tydzień Ją przepraszałem, jeździłem codziennie z kwiatami i prosiłem żeby Mi wybaczyła bo to pisał alkohol, nie Ja. Moje prośby były na nic, aż pomyślałem sobie że nie mam nic do stracenia i pojechałem do Jej koleżanki, Ona zrobiła wielkie oczy i powiedziała że porozmawia z nią i otworzy Jej oczy. Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do siebie i wszystko było dobrze, za 2 dni miałem wypadek na motorze dość poważny i przez 2 tygodnie byłem nieruchomy, P. przyjechała do mnie raz za co strasznie Jej podziękowałem. Gdy wstałem jakoś na nogi P. jakoś przestała znajdować dla mnie czas, po jakimś czasie spytałem Jej się o co chodzi a ona że chce trochę z koleżankami czasu spędzić, i z dnia na dzień było coraz gorzej, od połowy października miałem Jej coraz mniej, koleżanki były coraz ważniejsze. O jakiejś Jej inicjatywie mogłem tylko pomarzyć, wszystko było z mojej strony, z seksem było tak samo, a w sumie to seksu nie było już bo tylko Jej było przyjemnie, zawsze się na to godziłem bo potem było fajnie ale teraz nie było nic, tylko Ja musiałem to ciągle robić i koniec. Na początku grudnia P. zaczęła coś pisać że chcę przerwy, wyskoczyła z tym nie wiem skąd, ale temat ucichł na chwilę. W czwartek P. napisała że nie będziemy teraz razem bo ona chce się wyszaleć i za jakiś czas wrócimy do siebie i będzie dobrze, w piątek napisała że mnie kocha i źle się z tym czuje że nie jesteśmy razem, spytała czy mogę przyjechać, odmówiłem ponieważ nie miałem jak fizycznie się tam dostać, w sobotę i niedzielę jak zwykle ona nie miała czasu. Dziś do niej pojechałem i spytałem się Jej o co chodzi, ona powiedziała Mi że chcę przerwy aby się wyszaleć i potem do mnie wróci. Powiedziałem Jej że nie jestem zabawką i nie pasuje Mi to. Ona powiedziała że teraz tak chce i nic z tym nie zrobi i że tak czy inaczej będziemy razem więc ta przerwa nie robi żadnej różnicy. Powiedziałem Jej że dlaczego zrobiła to teraz, przed świętami, przed sylwestrem, przed moją studniówką, odpowiedzi nie było. Podwiozłem Ją pod dom koleżanki jeszcze, pocałowała mnie i powiedziała że mnie kocha i żebym nigdy o tym nie zapomniał, wróciłem do domu i wylałem chyba milion łez. Ona nigdy o nic nie musiała się martwić, zawsze to Ja wszystko załatwiałem, Ja do niej chciałem przyjechać, to zawsze Mi bardziej zależało i się starałem aby wszystko było dobrze, zawsze kupywałem Jej prezenty nawet bez okazji, tak o bo miałem dobry humor, nigdy Jej nie ograniczałem, zawsze robiła co chciała.
Co zrobiłem źle? Czy tylko Mi zależy na tym związku? Za co spotkała mnie taka kara? Może Ją czymś skrzywdziłem i nie widzę swojej winy? Proszę o pomoc bo jestem w kropce i nie wiem w którą stronę skoczyć ;/
Pozdrawiam.
Marcin