Jestem mężatką już 13 lat mamy czworo dzieci sami chłopcy najstarszy ma 12 lat , 10 lat ,6 lat i najmlodszy 20-miesięcy. Zawsze strasznie chciałam mieć córeczkę,jak z ostatnią ciążą dowiedzialam się że będzie chłopiec strasznie się rozryczałam. Całymi dniami siedze w domu sprzątam piore gotuje , prasuje odbieram dziecko ze szkoły oczywiście muszę ciągać tego mlodszego. Chodze po lekarzach tym częściej że moje dzieci są alergikami oprócz najstarszego i na razie najmłodszego , ale z tym 10-letnim na odczulanie i oczywiście musze ciągać też tego mojego maluszka. Załatwienie spraw zakupy oczywiście z maluszkiem . Czasami mam już dość tego wszystkiego kocham moje dzieci i bardzo chciałam je mieć , ale dla mojego męża ja nic nie robie. Myśli że jak siedze w domu to mam mnóstwo czasu dla siebie. Ale tak naprawdę nie jest. Po całym tygodniu sobota jest takim dniem że jestem panicznie zmęczona mam strasznego lenia nic mi się nie chce , ale no cóż robić trzeba. Mąż w ogóle mnie nie rozumie wiele rozmów na ten temat i kłótni z nim w ogóle do niego nie dociera jak piłką o ściane.Jego odpowiedz to nie chciałabyś być tam gdzie ja i robić to co ja .... ależ oczywiście nie koniecznie ale wszystko bym dała aby oderwać się z tych czterech ścian nawet znalezć się tam . Nie mam nawet pomocy jego przy dzieciach , a przy tych starszych to jest naprawdę koszmar szczególnie przy najstarszym. Bo ten 10-letni bardziej zrozumie i pomoże i bardziej mogę na niego liczyć. Raz po jednej kłótni odpowiedział mi że jemu po pracy taż się coś należy [oczywiście piwko]. No tak jemu się należy a mi co ja nawet nie mam chwili dla siebie raz w miesiącu lub na dwa miesiące do koleżanki na kawe. Ale też oczywiście wszystko co się stanie , a nawet co się nie stanie to moja wina , o wszystko mnie obwinia i ma pretensje, a ja mam już tego serdecznie dość, czasami mam tak ochotę od tego uciec i zostawić go z tym wszystkim samego ale szkoda mi dzieci a szczególnie te najmłodsze i to mnie zatrzymuje. Nawet już mi się nie chce ryczeć . Po przekazaniu mu wiadomości że dam najmlodszego do przedszkola i pójdę do pracy albo zajme się czymś innym ,aby nie siedzieć w tym domu to się zbulwersował , że mam za mało zajęć... a dziecku nie będę zabierać dzieciństwa ale ja wiem swoje i tak pójdzie do przedszkola.
1 2012-11-24 23:54:41 Ostatnio edytowany przez Delicious (2012-11-25 12:11:16)
Agnieszka7,
A czy przed ślubem nie rozmawialiście o tym? To szalenie ważny temat- dzieci. Co ustaliliście w tej kwestii? Czy oboje chcieliście mieć 4 dzieci? To ogromne wyzwanie i albo wzmocni związek, albo osłabi.
Skąd ja to znam ![]()
Nie jesteś sama, ja też nie mam co liczyć na pomoc, wyjście do kumpeli
nie tak myślałam że będzie wyglądało poszerzenie rodziny w naszym życiu... no ale niestety.. życie..
Ale ty przy 4ce dzieci - musisz być wykończona ![]()
On też chciał mieć dzieci one wszystkie były chciane ale on nie rozumie poprostu że ja też ciężko pracuje i jestem z nimi 24 na 24. Jeżeli ma z nimi zostać pare godzin to nie wytrzymuje nie może usiedzieć z nimi nawet godziny, a ja całymi dniami non stop bez wolnego dla siebie czasu ....
Nie mam dzieci,ale wiem jaka to ciezka praca patrzac na moja mame i moje mlodsze rodzenstwo. Ja zrobila bym tak: zostawila meza z dziecmi w ktorys dzien weekendowy na caly dzien, aby przekonal sie ile tak naprawde masz pracy i moze wkoncu to zauwazy i doceni, a dzieciakom dzien z tata tez sie przyda by polepszyc relacje, a ty mozesz isc na spacer, do sasiadki badz kolezanki i odsapniesz troszke:)
Chcieć miec, a się nimi nie zajmować to jak 7-latek chce mieć psa, a potem wyprowadzać go nie ma kto. Ile wy macie lat, że takie rzeczy nie są nadal oczywiste?
Cat, ale autorka zdaje sobie sprawę z obowiązków wynikających z posiadania dzieci. Ma nawet pewne pomysły na poprawę swojej sytuacji (pójście do pracy). Niestety, jej mąż prezentuje typową postawę wspomnianego przez Ciebie 7-latka.
Najsensowniejszym sposobem byłoby właśnie zostawienie go z tymi dziećmi na weekend. Skoro to taki relaks to niech sobie chłopina odpocznie
Ale on się na to nie zgodzi i w tym cały problem..
No ja o mężu Autorki mówię
I o tym, że warto to ustalić wcześniej, no wdrażać faceta w obowiązki rodzinne dotyczące dzieci od urodzenia się pierwszego.
Właśnie mam taki zamiar zostawić go na cały dzień i się naprawdę zrelaksować odetchnąć i poczuć trochę wolności i swobody. Wiem nawet że gdy wrócę do domu to będzie okropny bałagan , ale przeżyje to...
Ten bałagan jest chyba najmniej ważny.
To prawda najmniej ważny ten bałagan...