Zostałam zdradzona i nie umiem się po tym pozbierać. Zbierałam się do tego maila długo. Czuję, że już czas zacząć normalnie żyć, a nie rozpamiętywać co było, co mogłoby być... czas przestać się łudzić, że on coś zmieni..
ale do rzeczy-poznaliśmy się sympozjum. w związku z obowiązkami zawodowymi spędziliśmy razem kilka dni. mimo, że czas spędzaliśmy w grupie współpracowników z firmy, miałam poczucie, że coś zaiskrzyło. nie ukrywałam, że jestem wolna (po rozstaniu, w którym zostałam zraniona). On się nie wypowiadał, ja nie pytałam.
Miałam przeczucie, że może kogoś mieć, ale chciałam, żeby sam to rozwiązał.
Po powrocie utrzymywaliśmy kontakt internetowo-komórkowy. Stawaliśmy się sobie stopniowo coraz bliżsi, wiadomości miewały wyraźny podtekst erotyczny.
Parę razy poruszałam kwestię tego, czy jest wolny- zbywał mnie żartem, ale raczej uspakajał.
Wiedzieliśmy, że spotkamy się ponownie (projekt z firmy miał 3 fazy).
I tak się stało.
On od początku zachowywał się niejednoznacznie- czasem był bardzo miły, czuły, dotykał mnie, po czym nagle się dystansował. Podejrzewałam, że może oszukiwać.
Spytałam go kilka razy czy jest z kimś. unikał odpowiedzi wprost, odwracał w żart. Potem twierdził, że nie ma. Całował mnie i uspakajał, że wszystko w porządku.
dość szybko zbliżyliśmy się fizycznie.
Czułam, że coś nie gra- w końcu wydusiłam stwierdzenie, że kogoś ma. Jak każda naiwna kobieta uważałam, że skoro jest ze mną blisko, to może planuje rozwiązać ten drugi układ.
Byłam z nim bardzo blisko. Prawdę mówiąc, całkiem straciłam głowę i kontrolę. Bardzo bardzo się zaangażowałam. Nie wiem dlaczego. Niestety.
Potem się okazało, że ma 6-letnią córeczkę (co zataił wcześniej; z poprzedniego związku), a jeszcze potem, że jest teraz w związku, którego z uwagi na liczne zobowiązania nie rozwiąże.
Szarpaliśmy się kilka dni.
Wydawało mi się, że też ma problem.
Liczyłam, że jednak coś w nim drgnęło. Ze zmieni swoje życie. Zabawne, jak bardzo kobiety mogą być naiwne.
Myliłam się. Nie wiem co on sądzi. Niespecjalnie mamy teraz kontakt.
Czekałam, minęły już 2 miesiące.
Nie mam na kogo czekać.
Nie warto czekać na takiego mężczyznę.
Tylko, że ja tego nie czuję.
Nie umiem się otrząsnąć i iść dalej w życiu.
Intencjonalnie się nie zobaczymy (zamieniłam się z kolegą i to on reprezentował firmę na 3. spotkaniu). Nie wiem, czy on był.
Smutne. Czasem jest tak, ze nam sie wydaje, ze oni sa rownie mocno zaangazowani, jak my, a potem okazuje sie ze tak nie jest.....
Przeczekaj ten zly czas...
To powiedz chociaż jak możemy Ci pomóc .Widać że cierpisz , czy wystarczy Ci jak się pożalisz czy szukasz rady ? Aż serce boli jak czyta się Twój post . Nie chcę Ci pisać że czas wyleczy rany , bo ja też kiedyś cierpiałam i szału dostawałam jak ktoś mi tak mówił . Ale poradziłam sobie w inny sposób bez porad mądralińskich . Są sposoby , żeby choć na chwilę zapomnieć o swoim bólu , nie można tak żyć 24h/ na dobę .
Nie da się na dłuższą metę wytrzymać z tym rozpierającym bólem w piersiach , uwierz mi .
Kiedyś,nawet nie wiemy kiedy,przychodzi taki dzięn,w którym budzimy sie na suchej poduszce...Bez łez.Malujemy oczy tuszem i ręcę nie drżą,w samochodzie znowu słuchamy muzyki....Przychodzi taki dzień,w którym zaczynamy sie uśmiechac,nie drażnią fotografie,nie czytamy juz esemesów i miłosnych mailli...Przychodzi taki dzien,w którym przestajemy kochac...
Każdy ma swój czas,przeżyłam wszystkie etapy po zdradzie,popełniłam wiele błedów,kochałam tak bardzo,że nie chciałam żyć...
Ale nadszedł dzień,w kórym sie obudziłam i.....Nic juz nie czułam.
Będzie dobrze Dziewczyno,wiem jak cierpisz,jak zadajesz sobie mnóstwo pytan,na kóre nie znajdziesz odpowiedzi,wiem jak płaczesz-z bezsilności....
Ale nadejdzie Twój dzien---tylko niestety nie umiem Ci powiedzieć kiedy.
Pomyśl tak;
Mnie sie udało,dlaczego TObie sie nie ma udać????Szczęście leży pod stopami,schyl się tylko po nie.
Ja swoje znalazłam,znajdziesz i TY.
Powodzenia
dzięki..
nie wiem, czego chcę. pomocy. choć nie potrafię określić jakiej.
boli jak jasna cholera, wiecie- wcześniej mi się nie udało i po długim (naprawdę długim) czasie dałam komuś szansę, chciałam zaufać, i na swoje nieszczęście tak bardzo się zakochałam.
pewnie dlatego tak bardzo boli. nie umiem tego zracjonalizować.
Trzymam za Ciebie kciuki , nikomu nie musisz udowadniać że jesteś silna , jeżeli Ci to pomaga to płacz , krzycz i rzucaj talerzami , i tak jak moja poprzedniczka napisała kiedyś obudzisz się , a poduszka będzie sucha .
Takie wsparcie jakie Ci tu oferujemy , jest niestety wirtualne . Nie możemy Cię przytulić , ani pocieszyć fizycznie. Uwierz mi , że wiem jak to boli , i jestem w stanie zrozumieć co teraz czujesz. Ale nie można się tak zadręczać .
Dziewczyno wiem co czujesz!!Sama teraz jestem w rozpaczy,doskonale Cie rozumiem i nie wiem co powiedziec bo sama nie moge sie z tym uporac,nie spie nie jem boli w sercu jak cholera,nie moge sie pozbierac,jakby zycie ucieklo mi miedzy palcami!!!
wiesz, to jest tak, że ja wciąż chciałabym go kochać
mimo, że wiem, że to najgorszy kłamca (okłamywał mnie, swoją partnerkę, zapomniał o rodzinie)
mimo, że podejrzewam, że dla niego to już game over
Czas jest zbawienny .... takie przeżycia nas zmieniają i zamykają w sobie;) mam nadzieja a nawet nie.... Życzę ci byś w najbliższej przyszłości spotkała odpowiedniego faceta dla ciebie;) i dziękowała tamtemu ze ci z nim nic nie łączy bo dzięki niemu poznałaś tego wymarzonego;) Miłość to wyjątkowe uczucie nie należy się ono byle komu
xD Głowa do góry pamiętaj jesteś wyjątkowa;)
dzieki
smutne to, bo na odpowiedniego czekam już długo.. związek, w który zainwestowałam 5 lat był kłamstwem. po 30 obudziłam się tak bardzo pragnąc rodziny i dziecka. długo nie umiałam nikomu zaufać. i tak sobie go wybrałam ....
siedzę teraz na forum i czytam pazernie Wasze odpowiedzi
jak bardzo na skraju muszę być
dzięki za każdy wpis
Boli , i będzie boleć ,wiem jakiego rodzaju jest ten ból , dlatego szukałam czegoś co mi ten ból ukoi.
Ja znalazłam to ukojenie , Tobie też tego życzę .
Tak... Jak spotykamy mendę i oczekujemy, że zachowa się jak człowiek, to potem cierpimy. I żal chwil, gdy jeszcze wierzyłyśmy i nie chciałybyśmy swojej wiedzy i cierpienia zamienić na nic.
Zostałam zdradzona i nie umiem się po tym pozbierać. Zbierałam się do tego maila długo. Czuję, że już czas zacząć normalnie żyć, a nie rozpamiętywać co było, co mogłoby być... czas przestać się łudzić, że on coś zmieni..
ale do rzeczy-poznaliśmy się sympozjum. w związku z obowiązkami zawodowymi spędziliśmy razem kilka dni. mimo, że czas spędzaliśmy w grupie współpracowników z firmy, miałam poczucie, że coś zaiskrzyło. nie ukrywałam, że jestem wolna (po rozstaniu, w którym zostałam zraniona). On się nie wypowiadał, ja nie pytałam.
Miałam przeczucie, że może kogoś mieć, ale chciałam, żeby sam to rozwiązał.
Po powrocie utrzymywaliśmy kontakt internetowo-komórkowy. Stawaliśmy się sobie stopniowo coraz bliżsi, wiadomości miewały wyraźny podtekst erotyczny.
Parę razy poruszałam kwestię tego, czy jest wolny- zbywał mnie żartem, ale raczej uspakajał.
Wiedzieliśmy, że spotkamy się ponownie (projekt z firmy miał 3 fazy).
I tak się stało.
On od początku zachowywał się niejednoznacznie- czasem był bardzo miły, czuły, dotykał mnie, po czym nagle się dystansował. Podejrzewałam, że może oszukiwać.
Spytałam go kilka razy czy jest z kimś. unikał odpowiedzi wprost, odwracał w żart. Potem twierdził, że nie ma. Całował mnie i uspakajał, że wszystko w porządku.
dość szybko zbliżyliśmy się fizycznie.
Czułam, że coś nie gra- w końcu wydusiłam stwierdzenie, że kogoś ma. Jak każda naiwna kobieta uważałam, że skoro jest ze mną blisko, to może planuje rozwiązać ten drugi układ.
Byłam z nim bardzo blisko. Prawdę mówiąc, całkiem straciłam głowę i kontrolę. Bardzo bardzo się zaangażowałam. Nie wiem dlaczego. Niestety.
Potem się okazało, że ma 6-letnią córeczkę (co zataił wcześniej; z poprzedniego związku), a jeszcze potem, że jest teraz w związku, którego z uwagi na liczne zobowiązania nie rozwiąże.
Szarpaliśmy się kilka dni.
Wydawało mi się, że też ma problem.
Liczyłam, że jednak coś w nim drgnęło. Ze zmieni swoje życie. Zabawne, jak bardzo kobiety mogą być naiwne.
Myliłam się. Nie wiem co on sądzi. Niespecjalnie mamy teraz kontakt.
Czekałam, minęły już 2 miesiące.
Nie mam na kogo czekać.
Nie warto czekać na takiego mężczyznę.
Tylko, że ja tego nie czuję.
Nie umiem się otrząsnąć i iść dalej w życiu.
Intencjonalnie się nie zobaczymy (zamieniłam się z kolegą i to on reprezentował firmę na 3. spotkaniu). Nie wiem, czy on był.
No coz, trafilas na klasyke gatunku - nalogowy zdradzacz konferencyjno - szkoleniowy.
W calej Twojej historii jest jednak jeden pozytyw, ze wszystko nie posunelo sie dalej i nie jestes juz jego trzecim zwiazkiem ze zobowiazaniami.
Piszesz, ze bylas z nim bardzo blisko , nie to tylko Ty bylas blisko, dla niego niekoniecznie to byla bliskosc, skoro nie potrafil sam z siebie powiedziec Ci o swojej sytuacji.
Oczywiscie, ze nie warto czekac na takiego mezczyzne - przebolec, przeplakac i zamknac rozdzial.
Jest to banal -wiem- ale wszystko przeminie. Na dzien dzisiejszy nie pozwol, zeby gnojek "zaocznie" zabieral Ci kawalek zycia, zmuszaj sie do bywania wsrod ludzi. Nie analizuj tego co bylo, nie zadawaj sobie pytan.....
nigdy nie wierzyłam, że porady obcych osób mogą pomoc/zastanowic
tymczasem czytam to, co dobrze wiem
a jednak czytam inaczej
czytam jakby mnie nie dotyczyło- po czym uświadamiam sobie, że to o mnie
.............................
zastanawiam się gdzie we mnie jest problem
ze tak bardzo się zaangażowałam- na pewno doszłam w życiu do zakrętu, w którym tak bardzo chciałabym już mieć dom i bliskość
a tymczasem trafiam na drani, po których nie umiem zamknąc drzwi
których tak bardzo chciałabym kochać
Hej. mam problem, nie wiem co robić. mam nadzieję, że może ktoś mi tutaj pomoże. Jestem z chłopakiem od czterech miesięcy. Przed nim byłam z chłopakiem cztery lata i rozstaliśmy się bo zaczęło się źle układać. Przez ok.2 miesiące byłam sama. później na swojej drodze spotkałam swojego obecnego chłopaka, zaczeliśmy się spotykać, pisać, dzwonić. i jesteśmy razem. na początku nie mogłam się w nim zakochać. chciałam z nim być ale nie byłam pewna czy to co do niego czuje to miłość. po jakimś czasie wszystko doszło do normy, przynajmniej tak mi się wydawało. Był dla mnie kimś ważnym, zależało mi na nim byłam pewna że go kocham, byłam po prostu szczęśliwa. Kilka dni temu zdradziłam go... nic nie czuję do tego chłopaka z którym doszło do zdrady i wiem, że nigdy nie będzie między nami nic więcej, po prostu jest to niemożliwe. dobrze nam się ze sobą rozmawia, żartuje, czasami do mnie dzwoni. Mój obecny chłopak wyczuwa, że jest coś ze mną nie tak bo nie chcę się z nim kochać a ja sama nie wiem dlaczego? nie wiem co się ze mną dzieję. nigdy nie miałam z tym problemu. nie wiem już co robić.. proszę o pomoc.
nigdy nie wierzyłam, że porady obcych osób mogą pomoc/zastanowic
tymczasem czytam to, co dobrze wiem
a jednak czytam inaczej
czytam jakby mnie nie dotyczyło- po czym uświadamiam sobie, że to o mnie
.............................
zastanawiam się gdzie we mnie jest problem
ze tak bardzo się zaangażowałam- na pewno doszłam w życiu do zakrętu, w którym tak bardzo chciałabym już mieć dom i bliskość
a tymczasem trafiam na drani, po których nie umiem zamknąc drzwi
których tak bardzo chciałabym kochać
W kryminalistyce istnieje dzial zwany victimologia - otoz pewne osoby sciagaja na siebie niszczescie. Zlodziej, gwalciciel wyczuwa taka osobe, ze moze ja bezkarnie skrzywdzic, one reaguja dosyc bezradnie.
Wydaje mi sie, ze Ty ze swoim glodem milosci, checia kochania kogos, pragnieniem zalozenia rodziny jestes latwym lupem dla wszelkiej masci podrywaczy i lowcow przygod.
Po Twoich przykrych doswiadczeniach musisz byc bardzo ostrozna, nie skakac od razu na gleboka wode , mozesz byc latwo zraniona.
Nie to,ze nie ufac nikomu, ale nie ofiarowywac siebie calej, zostawic jednak troche miejsca na watpliwosci.
Pozdrawiam B.
Dwa miesiace to strasznie malo. Nie przyspiesz tego i nie pozbedziesz sie tesknoty z dnia na dzien. Jedyne, co mozesz, to miec tego swiadomosc. Zyj, na ile jestes w stanie. My Ci powiemy, ze dobrze sie stalo, ze sie urwalo, ale oczywiscie Ty tego nie czujesz. Ale to wszystko bylo jednak krotko i jednak na zasadzie bardziej romansu niz zwiazku, wiec mysle, ze sie otrzasniesz i to w ciagu najblizszych miesiecy. Jego obecnosc Cie krzywdzi, wiec bardzo dobrze, ze nie masz z nim kontaktu, to pomoze.
A na razie staraj sie jak najbardziej kierowac mysli w innym kierunku, chociazby czytajac posty innych osob.
escada! Moim zdaniem miłości w sercu nie zabijesz, bo się tak nie da, bo to walka z samym sobą. Po drugie skoro romansowałaś, to przeżyłaś chwile uniesień, które na pewno były tego warte. Ale cóż -- romans się kiedyś kończy i potem trzeba iść dalej.
Rozumiem że chcesz mieć rodzinę, dzieci, ciepło domowe. Ale jak nie będziesz poznawać facetów, to niestety z wielu, wielu nie wybierzesz ani nie trafisz na takiego dobrego jak byś chciała.
Prawdopodobnie miłość w sercu osłabnie, powinnaś się wtedy otrząsnąć i iść dalej przez życie nie odrzucając każdego faceta, który się do Ciebie uśmiechnie.
Betina -> wiem....
jest też sprzeczność we mnie, bo pozornie jestem b. otwarta, towarzyska, osiągam sukcesy, ble ble a w środku siedzi małe bojaźliwe dziecko, a im bardziej się boi, tym bardziej gra twardzielkę... bardziej tępi sądzą, ze ja to ta na zewnątrz, ta, którą można zranić, bo i tak sobie nie da krzywdy zrobić i szybko się otrząśnie ![]()
miałam z nim kontakt przez weekend, bo musieliśmy sformułować wspólny raport. kontakt na szczęście zza ekranu. dalej jest podrywający, albo to ja wszystko źle rozumiem. przez moment zaczęłam się łudzić. męczę się sama ze sobą ![]()
może jakiś facet powinien mi przemówić do rozsądku, bo czuję i myślę jak kobieta, ze on sobie coś przemyślał..... i mnie kocha
))