Witajcie.Zle sie czuje i chcialam sie z Wami podzielic moze troszke lepiej sie poczuje.Jestem z mezczyzna 3,5 roku.On jest po rozwodzie i ja obydwoje mamy po jednym dziecku.On dwa tygodnie temu polecial do Anglii zobaczyc sie z synem,jego byla zona tam mieszka,ktora sciagnela jego siostra.Ja probowalam isc na jakies kompromisy,zebysmy moze razem lecieli,moze ten syn jego przyleci tu ale on tylko chcial sam pojechac.Nie wiem czy on jest u siostry czy nie nie znam jego rodziny.Wychodzac chcial dobrze ale ja nie umialam sie pozegnac normalnie,poniewaz strasznie mi bylo przykro,ze nie chce mnie wziac,dodam ze nie bardzo mu ufam..Nie odezwal sie pierwsze pare dni wiec napisalam co dalej nic nie odpisal,probowalam dzwonic wkoncu odebral i z wiekimi pretensjami po co wogole dzwonie.Tez mieszkamy za granica,mamy tu firme i ogolnie wszystko.Mial wrocic w niedziele nie wrocil i zadzwonilam znow spytac co jest nie chcial zbytnio gadac.W poniedzialek napisal co chcialam zapytac,wiec napisalam czy mnie kocha czy i jakie ma plany chcialam bym to wiedziec i znowu to samo,ze bedzie w niedziele i bedziemy rozmawiac.Napisalam jeszcze,ze jakbym mogla cofnac czas to duzo bym zmienila,ze wszystko co mowilam z glupiej zazdrosci,a on odpisal wiem,ja tez!Ale niestety nie da sie cofnac czasu!I nie panikuj!I nic wiecej cisza do tej pory,a ja jestem teraz w wielkiej niepewnosci co dalej,na co czekam juz drugi tydzien,nie moge pozbierac mysli,nic mi sie nie chce,nie moge spac,jesc nic..Kocham go bardzo!!!
Nie jestem prorokiem i mam nadzieję, że się nim nie okażę, ale trochę wygląda to tak jakby chciał poświęcić czas swojej "byłej" rodzinie i być może ten czas dał mu coś do myślenia... Może zastanawia się czy dobrze zrobił zostawiając żonę i dziecko. A jeszcze wasze sceny zazdrości może dały mu do myślenia. Nigdy nie da się przekreślić swojej przeszłości i być może ma jakieś chwile zwątpienia. Poczekaj cierpliwie na niego i szczerze pogadajcie.
Niby kwestia wychowania, że jeden człowiek odzywa się codziennie, a inny potrafi tydzień bez słowa. Ja rozumiem, że chciał pobyć z dzieckiem, czy z byłą żoną to nie wiem, bo w sumie po co by z nią... Alle to trzeba szczerze i otwarcie mowić - jadę tam, chcę pobyć z byłą rodziną, chcę poświęcić ten czas temu, zrozum mnie, zaufaj mi i tłumaczyć to przed wyjazdem. Inaczej sytuacja niepewna i niejasna.
Kwestia kolejna - robienie fochów, wyrzucanie swojej od lat partnerce - po co dzwoni, nieodbieranie telefonów, zlewka na to, czy martwi się bo miał wrócić tego a tego dnia, a nie wrócił, zostawianie człowieka z jego myślami - bardzo głupie i niedojrzałe zachowanie. Pamiętajmy to obecna partnerka jest najważniejsza.
Kwestia zrozumienia drugiej osoby, jedna za bardzo zazdrosna, druga nie rozumie dlaczego tak jest i się wścieka. Zrozumienie jest podstawą. Bez tego co jest- autorka wpada w sidła własnych myśli - najpierw jest jej przykro i jest zła, a później za to przeprasza - straszna niespójność zachowania - jeśli jest przykro - to trzymaj tej linii, a nie przepraszaj...Poza tym dystans i trzymanie języka za zębami bywa w cenie.
Pozdrawiam.
Witajcie.Zle sie czuje i chcialam sie z Wami podzielic moze troszke lepiej sie poczuje.Jestem z mezczyzna 3,5 roku.On jest po rozwodzie i ja obydwoje mamy po jednym dziecku.On dwa tygodnie temu polecial do Anglii zobaczyc sie z synem,jego byla zona tam mieszka,ktora sciagnela jego siostra.Ja probowalam isc na jakies kompromisy,zebysmy moze razem lecieli,moze ten syn jego przyleci tu ale on tylko chcial sam pojechac.Nie wiem czy on jest u siostry czy nie nie znam jego rodziny.Wychodzac chcial dobrze ale ja nie umialam sie pozegnac normalnie,poniewaz strasznie mi bylo przykro,ze nie chce mnie wziac,dodam ze nie bardzo mu ufam..Nie odezwal sie pierwsze pare dni wiec napisalam co dalej nic nie odpisal,probowalam dzwonic wkoncu odebral i z wiekimi pretensjami po co wogole dzwonie.Tez mieszkamy za granica,mamy tu firme i ogolnie wszystko.Mial wrocic w niedziele nie wrocil i zadzwonilam znow spytac co jest nie chcial zbytnio gadac.W poniedzialek napisal co chcialam zapytac,wiec napisalam czy mnie kocha czy i jakie ma plany chcialam bym to wiedziec i znowu to samo,ze bedzie w niedziele i bedziemy rozmawiac.Napisalam jeszcze,ze jakbym mogla cofnac czas to duzo bym zmienila,ze wszystko co mowilam z glupiej zazdrosci,a on odpisal wiem,ja tez!Ale niestety nie da sie cofnac czasu!I nie panikuj!I nic wiecej cisza do tej pory,a ja jestem teraz w wielkiej niepewnosci co dalej,na co czekam juz drugi tydzien,nie moge pozbierac mysli,nic mi sie nie chce,nie moge spac,jesc nic..Kocham go bardzo!!!
jesteś z nim 3,5 roku, mieszkacie razem, macie firmę wspólną
a ty panikujesz bo spotkał sie z byłą żoną?
to od jakiego czasu ona jest jego byłą zoną, jesli ty nadal obawiasz się, że na jej widok postanowi zostać tam?
jesteś z nim 3,5 roku, mieszkacie razem, macie firmę wspólną
a ty panikujesz bo spotkał sie z byłą żoną?
to od jakiego czasu ona jest jego byłą zoną, jesli ty nadal obawiasz się, że na jej widok postanowi zostać tam?
W sumie rozumiem te obawy... Co innego kilkugodzinne widzenie się z "byłą" podczas spotkania z dzieckiem, a co innego znikanie na długie dni, przedłużanie tego czasu, milczenie i opryskliwość w odpowiedziach...
Chyba każdy, kto znalazłby się na miejscu autorki, a był zaangażowany w taki związek - czułby niepewność i miał różne, ...dziwne domysły. Nie można jednak przesądzać o tym, co się tam aktualnie dzieje. Jedyna rada to taka jaką podsunął Remi: "...Zrozumienie jest podstawą. Bez tego co jest- autorka wpada w sidła własnych myśli...".
Benia34, pomimo drążących Cię dziwnych i dobijających myśli - daj sobie "na wstrzymanie", poczekaj na jego powrót. I wówczas dopiero może sama wyczujesz, czy jest "coś na rzeczy". Jeśli on sam nie zagai rozmowy tłumacząc, dlaczego tak było - sama, z wyczuciem, porusz ten temat. Teraz jakiekolwiek nagabywanie, przyciskanie go do ściany, jakiekolwiek słowa miast być pomocne (w uświadamianiu mu, że jesteś i czekasz) - stanowią tylko w jego oczach niecierpliwe narzucanie się i zaprzątanie uwagi w czasie, który chce poświęcić własnemu dziecku. Jakoś nie wydaje mi się, aby ten czas poświęcał tez i swej byłej...
Sam bywałem w porównywalnych sytuacjach, i gdy w planach miałem spędzić np. dwie godziny "w poprzednim życiu", każdy kwadrans dłużej obfitował w ponaglające i ...irytujące smsy aktualnej partnerki. Dlaczego irytujące, mimo, że nic w nich złego nie było? Otóż dlatego, że czułem się poganiany podczas, gdy mogłem wykraść trochę więcej czasu na coś dla mnie wyjątkowo ważnego. Tamta kobieta tego nie rozumiała i okazywała między wierszami zniecierpliwienie. Ba! Nawet zarzucała mi jakieś próby ratowania poprzedniego związku - a ja tylko chciałem spędzić czas z kimś dla mnie wyjątkowo ważnym... I - bynajmniej - nie z "byłą"
. Ale to właśnie owo - Remi'ego - zrozumienie tu szwankowało... Nie rób tego samego, okaż cierpliwość i wyrozumiałość - nie będziesz żałować. A swoje czarne myśli odpędź, bo tylko psują Wasze relacje...
mam obawy,poniewaz w tamtym roku jak polecial to po powrocie oznajmil mi,ze chyba chce wrocic do bylej zony,ze spal z nia itd,strasznie to przezylam.Ale po dwoch dniach stwierdzil jednak,ze bardzo mnie kocha i ze chce byc ze mna,a ja probowalam wybaczyc i tak wybaczylam,bo obiecal,ze nie poleci napewno sam i co sie stalo,polecial i to sam!!!!
Czuje sie zmiazdzona,oszukana,beznadziejna,i jeszcze do tego wpedzil mnie w jakies poczucie winy!!
Powiem tyle koszmar!!!Za bardzo go kocham i tesknie i nie wiem co mam zrobic ze soba!!!
Współczuje ale musiałam liczyć sie z konsekwencjami .. gdy brałaś rozwodnika ..
Oni zawsze będa mieć do siebie sentyment w końcu przez jakiś czas szli przez życie razem..
mhmhhmm no to chyba sprawa wygląda jaśniej niż myslisz.. skoro zdradził Cię z byłą żona.. to Twoje obawy sa w pełni uzasadnione.. ale pytanie mam? mialas na to wpływ? nie... chial tak zrobić jak zrobił.. i tyle.. Ty musisz podjąć decyzje co z tym wszytskim zrobisz.. bo w mojej ocenie bardzo to wszytsko między Wami wątłe jest...
ja wracam do pytania, które zadałam
czy to ty jestes przyczyną rozpadu tego małżeństwa?
może, jak się okazuje z czasem, nie dość silną...
nie nie jestem a przynajmniej nie wiem nic o tym abym byla,poznalam go jak mowil,ze jest wolny,a moze nie byl...teraz tak mysle..
wierzylam w milosc i bylam zaslepiona ale nie wskkazywalo nic na to aby mnie kochal,ale ja sie obwiniam bo bylam bardzo zazdrosna i wiele rzeczy przemilec to mowilam,nawet nie chcac tego powiedziec...
nie nie jestem a przynajmniej nie wiem nic o tym abym byla,poznalam go jak mowil,ze jest wolny,a moze nie byl...teraz tak mysle..
wierzylam w milosc i bylam zaslepiona ale nie wskkazywalo nic na to aby mnie nie kochal,ale ja sie obwiniam bo bylam bardzo zazdrosna i wiele rzeczy przemilec to mowilam,nawet nie chcac tego powiedziec...
12 2012-11-24 10:22:36 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-11-24 10:23:30)
...ale nie wskkazywalo nic na to aby mnie nie kochal...ale ja sie obwiniam bo bylam bardzo zazdrosna i wiele rzeczy przemilec to mowilam...
Nic nie wskazywało na to, że Cię nie kochał. A czy coś (poza słowami) wskazywało, że ...kochał?
Wybacz to pytanie, ale czasami będąc kimś zauroczeni - jesteśmy zaślepieni i interpretujemy sobie zupełnie niewinne gesty na swój sposób, dorabiamy ideologię na potwierdzenie tego, czego pragniemy. I w ten sposób może było/jest też z Tobą? Fakt bycia z Tobą, fakt jakiejś wspólnej firmy, fakt wielu łączących Was rzeczy - niekoniecznie świadczyć musi o uczuciu. Czasami to chłodna kalkulacja, wygodnictwo, desperacja... Nie wiem jak w Waszym przypadku. Mówić można wiele, i Ty wiele słyszałaś od niego ("...Ale po dwoch dniach stwierdzil jednak,ze bardzo mnie kocha i ze chce byc ze mną..."), ale to tylko słowa, które brałaś za dobrą monetę. Zaślepiona, zakochana nie zauważałaś być może wielu sygnałów, że jest trochę inaczej niż myślisz. Poprzednio obiecał, że już sam tam nie poleci. I co? Dotrzymał słowa? Sam fakt, że - będąc z Tobą - "chyba chce wrocic do bylej zony,ze spal z nia" świadczy, że trochę mało był zaangażowany w życie z Tobą...
Zapewne to wszystko wyczuwałaś, a jednocześnie nie dopuszczałaś do siebie - stąd rozpacz w myślach, emocje, wyrzuty i słowa, których teraz żałujesz i zarzucasz sama sobie, ze dużo nimi popsułaś między Wami. Wątpię, abyś cokolwiek popsuła. W takich sytuacjach trudno zachować zimną krew i "powściągać języka". I mimo, że uważasz inaczej - to było potrzebne, bo przynajmniej dosłownie mu dawałaś do zrozumienia, że Ci zależy, że walczysz o niego, że nie godzisz się na takie traktowanie - jakichkolwiek słów używałaś...
Pisząc, że taki wyjazd miał miejsce już poprzednio i zakończył się taką sytuacją - rzuciłaś zupełnie inne światło na problem.
Cóż Ci doradzić? Cierpliwość? Wyrozumiałość? To na nic...
Wiem, że to złe rozwiązanie, ale jedyna opcja to - tyle, że już za późno - ultimatum: jedziemy tam razem (jak obiecał), albo wcale. Trudno. Teraz chyba powinnaś przygotować się na powtórkę tego, co było poprzednio. Ale - mimo, że to będzie trudne - zrób z tym coś. Nie wybaczaj ponownie, bo dasz w ten sposób przyzwolenie na powtórki. Wypadałoby się od takiego faceta się odciąć... Bo taki związek jest bez sensu.