historia...do bani - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » historia...do bani

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

Temat: historia...do bani

Ja - wolna jak ptak, po kilku zwiazkach, ale zakonczonych, zadowolona z zycia, otwarta na zycie.
On - no wlasnie....Przedstawil sie jako wolny czlowiek...w separacji od 6 lat, bez formalnego rozwodu, ale eks zona kogos ma juz od lat, a oni nie sa razem juz wlasnie te 6 lat...sa dzieci, ale wlasnie bedzie bral juz rozwod...
Swietnie nam sie rozmawialo, itd itd no i sie rozwijalo...Doskonale polaczenie. Zespolenie, zrozumienie, w kazdym aspekcie.
I po 2 miesiacach okazuje sie, ze eks zona, ktora wlasciwie to nie jest eks zona, nie jest juz z tamtym facetem, i chce powrotu. Zaczyna walczyc.
A on nie chce ale....nie bylby do mnie w porzadku bo nawet jesli sie rozwiedzie, to nie chce pelnych zobowiazan, nie chce powaznych zwiazkow, malzenstw ani takich rzeczy...Wiec...zostawia mnie. W pieknych zreszta okolicznosciach przyrody...trzymajac za reke itd itd.
Zrozumialam. Naprawde. Przede wszystkim to, ze tak musi byc, bo widocznie nie ma zakonczonych swoich spraw. A to oznacza, ze nie jest dla mnie. Nie przeszkadzalam.

Ale minal miesiac, spotkalismy sie przypadkiem, i znowu rozmowy, o pogodzie i o niczym, ale to cholerne przyciaganie, ktore jest miedzy nami...Rozmowy, spotkania, na spacery, na rower, i znow zrobilo sie tak, ze wiecej, ze codziennie. Myslelismy, ze przyjazn...Ale to wiecej niz przyjazn. I nie chodzi o to, ze dwa razy w lozku wyladowalismy. Chodzi o to przywiazanie, ktore miedzy nami sie wytwarza, o to zrozumienie, o to, ze musi byc ten codzienny sms na dzien dobry i na dobranoc, jesli nie mamy czasu spotkac sie akurat.

Nawet nie zauwazylam jak bardzo znow sie zblizylismy do siebie. Mentalnie, emocjonalnie. W koncu znow powiedzial, ze musimy to skonczyc, ze on mnie skrzywdzi tym, ze on musi sprobowac tam, pomimo, ze najbardziej chcialby "zeby ona odeszla"...

Teraz juz mnie to wkurzylo. Chyba zmeczylo tez. Otrzezwilo. Nie wiem o czym myslalam, wlasciwie nie myslalam, gdy spotykalismy sie za drugim razem, wydawalo mi sie, ze to takie przyjacielskie. Ale nie bylo. To bylo duzo wiecej. I chyba czulam, ze powinno sie skonczyc, ale tez chcialam "jeszcze chwile, jeszcze troszke...a moze..?"

Ja go kocham. Ale przeciez nie moge przeszkadzac mu w ratowaniu malzenstwa. Wiec powiedzialam mu, ze ulatwie mu to. Liczyl na przyjazn w przyszlosci. Odmowilam. Bo przeciez byloby to samo.

I cierpie :-( Nie, nie placze po nocach...Gorzej - wszedzie o nim mysle, wszedzie go widze, a wieczory i weekendy staly sie takie ciche i puste bez niego...Komorka milczy, a przeciez codziennie wpadaly sms...I to jest trudne teraz...

Juz minelo troszeczke czasu...nie odzywam sie, tak jak obiecalam sobie i jemu, bo pozwolilam mu wrocic do zony, ale... jest dla mnie najwieksza miloscia, jest dla mnie niesamowitym czlowiekiem, kims, z kim mialam porozumienie jakiego nie doznalam z nikim wczesniej...Nikt mu nie dorownuje.

I smutno mi cholernie. :-( Stara jestem i glupia. Ale to bylo silniejsze.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: historia...do bani

eh.. smutna ta Twoja historia sad

Miałam podobną sytuację. Też się usunęłam i żałuje tego i będę żałować do końca swojego życia..

Ja spotykałam się z facetem dłuższy czas, wiadomo jak to na początku wszystko pięknie. Potem planowaliśmy ślub i w ogóle. Nigdy nie wierzyłam w miłość no i mnie tak zaatakowała, że wpadłam po uszy i nagle prysło wszystko... przyszła jakaś jego była i powiedziała że ma z nim dziecko, dziewczynka miała nie całe 2latka... on w szoku, wielkie dochodzenie na ojcostwo i w ogóle.. zaczął się zastanawiać co z nami? co on ma robić? i ja się poświęciłam - wychowywano mnie tak, że jeśli zrobi się komuś dziecko to trzeba być za to odpowiedzialnym. Więc podjęłam ja decyzję że miedzy nami koniec, a on ma być odpowiedzialny za to co zrobił i ma się nimi zająć - on nie chciał ja go wpychałam w to wszystko. Urwałam kontakt każdy... zniknęłam po prostu..

teraz wiem, że źle zrobiłam, poświęciłam swoje największe szczęście jakie mogłam od życia dostać.. czemu nie myślałam o sobie? tylko o innych? eh.. niestety życie...

Teraz jestem mężatką, ale nie kocham męża tak jak kochałam, kocham tamtego..

Więc wracając do Twojej historii nie wiem czy na Twoim miejscu bym nie walczyła o niego? To jego eks miała ochotę na innego faceta, już jej się znudził i postanowiła wrócić do męża - może za kilka miesięcy znów jej się znudzi i co wtedy? Głupi facet że dalej w to wchodzi... no chyba że ją bardzo kocha - ale zerwane zaufanie i może z tym żyć? eh..

Trzymaj się i bądź silna, my kobiety możemy dużo znieść, ale niestety to boli cholernie...
Przytulam cieplutko :*

3

Odp: historia...do bani

Oj dziewczyny.... my to sie mamy ....
Sluchaj moim zdaniem dobrze zrobilas, jesli potrafil dwa razy isc do ciebie, i za kazzdym razem i tak wracal do zony, to powiem szczerze to nei jest tylko przywiazanie, oni maja do siebie jeszcze uczucie, a jesli ma do niej chocby troche uczucia, on nie jest w stanie dac ci tych 100% na ktore zaslugujesz! wiec widocznie mialas doswiadczyc tego wspanialego momentu z nim bys miala te piekne wspomnienia! nie zaluj niczego, tylko idz do przodu i chodz jest ciezko to potrzeba czasu....
czas goi rany...

4 Ostatnio edytowany przez Flower2012 (2012-11-22 09:16:26)

Odp: historia...do bani

Dziekuje Wam za wpisy.

Nie potrafie w ten sposob walczyc...nie chce....to on musi wiedziec czego chce. Cos go do mnie ciagnelo, pewnie tez jakies uczucie, mowil, ze sie zakochal, i ja nie mam powodow by mu w to uczucie do mnie nie wierzyc. Wtedy za pierwszym razem opowiadal mi tez o nich, na tyle na ile sie opowiada komus nowemu co robilismy, kim jestesmy...wiem, ze wtedy kilka lat temu probowali tez wrocic do siebie, naprawic, ale okazalo sie, ze tamten facet wciaz byl. A potem to juz po prostu przestal dbac, zostawil to, wyjechal z miasta, przyjezdzal do dzieci, ale utrzymywali taki status tylko ze wzgledu na dzieci. w sumie oszukiwali, ze sa rodzina. Dzieci juz podrosly. W okresie gdy mnie poznal, chcial juz rozwodu, chcial to zakonczyc, bo uznal, ze dzieci juz sa wystarczajaco dorosle. Ale w tym czasie zona zaczela zabiegac o powrot. Zdaje sie, ze tez nie potrafila odejsc na dobre, a w koncu i tamten jej facet zaczal naciskac.

Mysle, ze on sam sie miotal w myslach, a kiedys gdy rozmawialismy, powiedzial, ze wraca, ale nie ma sily na to, i ze to i tak nie wyjdzie. Ze tak naprawde w srodku nie chce tego. Gdy sie znow spotkalismy za drugim razem, powiedzial, ze najlepiej chcialby zeby ona odeszla, zeby zobaczyla, ze to nie ma sensu. A moze to jego wada wlasnie, ze nie potrafi podejmowac decyzji zyciowych, nie wiem..Ale wyobrazam sobie,z e to cholernie trudne dla ludzi.

Wiec nie wiem, dziwne to, troche moze jak brak odwagi, lacza ich przeciez nascie lat malzenstwa, dzieci, sprawy finansowe, rodzina, przeszlosc.

ale tak, tez mysle, ze musi tez ja kochac jeszcze, albo to ta pamiec o tym co bylo, przeciez to nielatwo odejsc. Chce sie, zeby bylo jak dawniej....pewnie tak ma...Ciekawi mnie, czy to sie da odbudowac po czyms takim...

A ze mna to swieze...Zreszta, nie chcialabym byc w sytuacji gdy ktos musi wybierac miedzy kims a mna...w koncu co jesli kiedys by zalowal? Mysle, ze ja mu przeszkadzalam w tym powrocie, wiec dokonal wyboru. O co wiec mam walczyc?

Albo to nie byla az taka wielka milosc...nie wiem.

Dla mnie byla...jest..wielka.Byl tez dla mnie ogromnie wielkim przyjacielem, i tej przyjazni tez mi cholernie brakuje...bo to wszystko bylo oparte na glebokiej przyjazni, zrozumieniu sie, innych, ale podobnych zainteresowaniach, to bylo bardzo glebokie. I nie przesadzam mowiac, ze takiego czegos nie przezylam wczesniej.

Teraz staram sie odzwyczaic od tego mocnego przywiazania do niego.

5

Odp: historia...do bani

Przeczytaj tą historię. http://www.netkobiety.pl/t44474.html
Podobna do twojej, ale widziana z drugiej strony. Ne angażuj się bardzo w ten związek, może to dla Ciebie skończyć się rozczarowaniem i bólem.

6

Odp: historia...do bani
Flower2012 napisał/a:

[...]    Zreszta, nie chcialabym byc w sytuacji gdy ktos musi wybierac miedzy kims a mna...[...]

Albo to nie byla az taka wielka milosc...nie wiem.

Dla mnie byla...jest..wielka.Byl tez dla mnie ogromnie wielkim przyjacielem, i tej przyjazni tez mi cholernie brakuje...bo to wszystko bylo oparte na glebokiej przyjazni, zrozumieniu sie, innych, ale podobnych zainteresowaniach, [...]

Teraz staram sie odzwyczaic od tego mocnego przywiazania do niego.

Flower2012, jest w Twoich słowach kilka różnych bardzo pojęć: wielka miłość, wielki przyjaciel, przywiązanie.

Rozwój uczuć i relacji związany jest z decyzją. Tego nie można uniknąć. To podstawa.

Życie jednak pisze bardzo nieoczekiwane scenariusze, więc nie przesądzaj o tym, co jeszcze może się zdarzyć.

W tym, co czujesz, jest wartość. W tym, co czujesz, a nie w smsach.

7 Ostatnio edytowany przez PoprostuKamcia (2012-11-22 10:26:33)

Odp: historia...do bani
Flower2012 napisał/a:

Byl tez dla mnie ogromnie wielkim przyjacielem, i tej przyjazni tez mi cholernie brakuje...bo to wszystko bylo oparte na glebokiej przyjazni, zrozumieniu sie, innych, ale podobnych zainteresowaniach, to bylo bardzo glebokie. I nie przesadzam mowiac, ze takiego czegos nie przezylam wczesniej.

- Był po prostu kimś ważnym dla Ciebie. Z przyjacielem się raczej nie sypia. Moim zdaniem nie ma przyjaźni miedzy kobieta i facetem jak jest seks. Ale to tylko moje zdanie.

Flower2012 napisał/a:

Albo to nie byla az taka wielka milosc...nie wiem.
Dla mnie byla...jest..wielka

- Sama nie wiesz do końca smile pewnie będziesz wiedziała później jak kogoś innego poznasz jak ci będzie z nim. Może nie jest tak źle - idź do przodu, nie stój w miejscu nie rozpamiętuj...

Flower2012 napisał/a:

Zreszta, nie chcialabym byc w sytuacji gdy ktos musi wybierac miedzy kims a mna...w koncu co jesli kiedys by zalowal? Mysle, ze ja mu przeszkadzalam w tym powrocie, wiec dokonal wyboru. O co wiec mam walczyc?

- Może racja. O co tu walczyć jak on chcę wrócić do żony, ale sam się waha, trudno go rozgryźć. Czasami warto zobaczyć kto co wybierze, a nie, nie przeszkadzać mu i się odsuwać. Całe życie podejmujemy decyzję, czasem się tego żałuje czasem wręcz przeciwnie.

Flower2012 napisał/a:

Teraz staram sie odzwyczaic od tego mocnego przywiazania do niego.

- Czas leczy rany, potrzeba ci jeszcze wiele czasu, ale będzie lepiej kiedyś...
Pozdrawiam

8 Ostatnio edytowany przez Flower2012 (2012-11-22 23:29:05)

Odp: historia...do bani

Dzieki. Dobrze mi robi czytanie Waszych postow.

Tak, ta historia w linku, podobna....Tyle ze tu u mojego, jego zona jest pewna, powiedziala mu, ze tylko jego kochala zawsze, ze zrobila blad w zyciu, ze chce powrotu, ze zrozumiala itd.

Wiec ona jest pewna i zdeterminowana na dzien dzisiejszy.

Dobrze przeczytac o tych watpliwosciach drugiej strony...to tak jak moj...mysle, ze ma podobne, strach przed tym, czy tam znow nie bedzie porazki... Jedna rzecz powiedzial mi teraz, ze gdyby on nie dal tej szansy, to ona wpadlaby w depresje... Nie wiem co ta kobieta robi...ale czesto mam wrazenie, ze jest w tym tez jakis element zalu z jego strony...

A mnie nie chce skrzywdzic...tak jak tamten w innym watku. I wie, ze lepiej wczesniej skonczyc niz pozniej.

Tylko co mi z tego. I tak mi zle. Moge to rozumiec, probowac rozumiec, a i tak mi zle.

Nie mowilam o przyjazni z seksem...Mowilam o tym, ze to sie rozwijalo na wszystkich poziomach. to nie byl fajny facet do wyra, to nie byl przyjaciel, z ktorym niechcaco poszlam do lozka, to sie rozwijalo, to bylo niesamowite od poczatku....

do konca.

Czekac nie moge. Bo zwariuje. Dlatego nie odzywam sie. Troche mi tylko przykro, bo w ostatniej rozmowie puscily mi nerwy. Bylam zla. I te zlosc mu okazalam. Nie, nie odwrocilam sie na piecie, ale zle sie czuje tez z tym, ze ostatnia rzecza, jaka widzial, to moja zlosc. I ze ostatnia rzecza, jaka mu pokazalam, to zlosc. Ale nie chce spotykac sie z nim, nie chce pisac. Nie mam odwagi. lepiej nie miec kontaktu, bo to boli. Lepiej przyzwyczaic sie do tego, ze to bylo i koniec.

Cholera, nie wiem..moze sama juz glupieje.

Animus, ja wciaz czuje...ja nie jestem zla na niego, ja mu wspolczuje, ze takie historie przechodzil. Ja go nadal mam za wielkiego czlowieka, z ktorym moglabym spedzic reszte zycia.

Jeszcze dodam, Animus, w nawiazaniu do Twojego ostatniego zdania...ze oczywiscie, nie tesknie za sms-ami. Brak mi jego. Kontaktu, jego obecnosci w moim zyciu. Piszesz, ze mowie o wielu roznych pojeciach, o milosci, przyjazni, przywiazaniu...bo to wszystko bylo razem, i kazde z osobna. Spotkalam czlowieka, z ktorym swietnie sie rozumiem, ktory nie jest taki jak ja, ale tez jest taki jak ja, a tym czym sie rozni jest po prostu interesujacy. Dlatego zespolilismy sie tak bardzo. Dlatego pisalam o przyjazni, milosci, a przywiazanie...to dlatego, ze taki kontakt byl, teraz mi tego brakuje. Pewnie, ze czas to zmieni, przyzwyczaje sie do tego, ze go nie ma. Ale na razie mi ciezko.

Raczej nie zakladam zadnych scenariuszy. Nie ma co myslec o tym co moze byc a moze nie byc. Jest to co jest dzis. A dzis decyzja jest podjeta. Szkoda mi tego po prostu....

9 Ostatnio edytowany przez Flower2012 (2012-11-24 10:40:04)

Odp: historia...do bani

Napisalam piec emaili, ktore wykasowalam. W koncu napisalam jeden bardzo bardzo krotki, bardzo oszczedny w slowa i jak to tylko mozliwe, oszczedny w emocje. Balam sie, bo nie chcialam na nowo wzniecac ognia, a jednak chcialam cos powiedziec.

I znowu to samo, Boze, w tym samym czasie odpowiada, tak samo. Tez siedzi o 3 nad ranem i zastanawia sie po raz setny nad kliknieciem "wysilj wiadomosc", juz od kilku dni. Boi sie tej ciszy miedzy nami, ale bal sie tez zaklocac moj spokoj.

I tak bylo zawsze i od samego poczatku - bez slow, bez umawiania, to samo. Ja mialam nadzieje, ze tym razem on odszedl i mocny w swojej decyzji juz jest gdzie indziej. Ale nie wydawalo mi sie, gdy czulam nie widzac go, co mysli i co czuje. Choc odganialam to od siebie, tlumaczac sobie, ze to moje zlamane serce mi takie bajki wstawia.

Tak jak obiecalam mu, ulatwie to jemu i sobie. Odsune sie teraz, bo przeciez juz nawet po tym mailu widze, ze to przyciaganie jest po prostu nieokielznane. Potrzebujemy wiecej czasu i dystansu. W koncu on podjal decyzje o powrocie do malzenstwa, wiec musi miec przestrzen na to. Nie mozna trwac w takim limbo. Ani nie jest to dobre dla mnie, ani dla niego.

Napisal to, co i ja czuje, ze nie jest w stanie pisac teraz o tym kim bylismy dla siebie bo uczucia sa zbyt zywe i gorace. Dobrze, ze nie pisze. Ja tego tez nie zrobilam. Poprzednio tez tak sie zaczelo i znow nie zatrzymalo sie, bylo blizej, blizej, wiecej i wiecej.

Zamknac i zapieczetowac to. Niech jest gleboko w sercu, ale nie trzeba o tym mowic. Jest decyzja i trzeba ja zaakceptowac.

Nie rozumiem, jak to jest, ze trzeba taki wysilek wlozyc w to...Normalnie zwiazki powinny sie wypalac, uczucie gasnac, wtedy skonczenie zwiazku jest inne, przeciez przechodzilam to nie raz,  powoduje gniew, rozzalenie, rozczarowanie, pretensje, ale jakze trudno jest akceptowac koniec czego, co jest zywe i gorace, gdy wciaz sie mysli o sobie, i chcialoby sie....bo ta osoba jest wlasnie ta osoba.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » historia...do bani

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024