Witam wszystkich.
Chciałabym podzielić się z wami swoją historią, prosić o radę i wsparcie. Niestety sama sobie z tym wszystkim nie radzę.
Byłam ze swoim chłopakiem prawie dwa lata, jak każdy związek mięliśmy wzloty i upadki, jednak miesiąc temu rozstaliśmy się ostatecznie. Zaczęło się dość normalnie, kilka randek, spotkań, Mimo tego, że ja w tym czasie nie szukałam nikogo na stałe (miałam wyjechać na wymianę studencką) dość szybko oboje zaangażowaliśmy się emocjonalnie. Buum...wielka miłość! Zrezygnowałam z wyjazdu na wymianę studencką (było to poniekąd moje małe marzenie) i wszystko układało się dobrze. W wakacje mój chłopak wyjechał do pracy (zdecydował o tym jeszcze zanim mnie poznał) i nie widzieliśmy się 2 miesiące. Jednak mięliśmy ze sobą stały kontakt i nadal bylismy szczęśliwi. Minęło pół roku i nagle dowiedziałam się, o kolejnym wyjeździe do pracy, tym razem na stałe. Była to dla niego wielka szansa, dlatego w pewnym sensie się cieszyłam. Jednak miałam do niego żal, że nie powiedział mi o tym wcześniej, nie zapytał mnie o zdanie, nie skonsultował tego ze mną. Dodam, że nasz związek był poważny. Wyjechał w kwietniu. Ja w między czasie obroniłam się, i postanowiliśmy, że dołączę do niego i dokończę tam studia magisterskie. Był to warunek bycia razem, gdybym się na to nie zdecydowała, oznaczałoby to koniec naszego związku. W między czasie nasze kontakty zaczęły się zmieniać, coraz mniej telefonów, smsów, mniej czułości. Gdy przyjeżdżał do Polski niby było tak samo, ale czułam, że coś jest nie tak. Nie poświecał mi dużo czasu, czułam się w pewnym sensie odtrącona. Jednak według niego sama stwarzałam problemy. Później na fb zaczęły pojawiac się zdjęcia z imprez, dowiedziałam się, że pisze smsy z jedną z koleżanek z pracy, nawet gdy był w Polsce ze mną. Zaczynałam nabierac podejrzeń, że mnie zdradza. Nadszedł moment wyjazdu, nie byłam do końca pewna czy tego chcę, jednak z drugiej strony studia za granicą były dużą szansą. Zamieszkalismy razem i od samego początku było strasznie. Czułam się samotna, nie znałam tam jeszcze nikogo, a on nie był dla mnie wsparciem. Nie wychodziliśmy nigdzie, nie spędzaliśmy razem czasu, mimo że kiedyś oboje bylismy bardzo aktywni i zawsze robiliśmy coś razem. Na moje pytania czemu tak jest, jedyna odpowiedzią była praca i zmęczenie. Z tych samych powodów (według niego) seks uprawialiśmy coraz rzadziej. Mimo tego, że nie widzieliśmy się pół roku i że ja chciałam spędzać z nim każda wolną chwilę, kochac się caly czas i że kiedyś tak właśnie było. Zaczęłam mieć coraz większe podejrzenia, ze w jego zyciu pojawił się ktoś inny. W mieszkaniu były włosy kobiety (odpowiadały włosom wspomnianej koleżanki), zauważyłam że w pudełku w którym trzymał prezerwatywy było ich mniej, w koncu przeczytałam jego smsy i odkryłam, że był u niej, że ona była w mieszkaniu (w tym samym czasie gdy mi wkręcał, że śpi), że przywoził jej prezenty z Polski. Od pewnego czasu mój były zaczął również ukrywać przede mną swoje telefony i usypiać komputer, nawet gdy wychodził do łazienki. Byłam w kompletnej rozsypce i nie wiedziałam co robić. Gdy poruszałam ten temat on robił ze mnie zazdrosną idiotkę. Dodam, że zawsze gdy było coś nie tak, to ja byłam tą winną i złą, ktora musiała go przepraszac. On zawsze miał rację, a odpowiedzią na moje pretensje było: jak chcesz możemy się rozstać. Próbowałam jakoś przetrwac to wszystko, (dopiero co zamieszkaliśmy razem, a ja byłam w obcym miejscu w pewnym sensie zdana na jego łaskę) poczekać na lepszy moment i porozmawiać o wszystkim szczerze i otwarcie. Jednak w między czasie zaczęłam studia... i poznałam pewnego kolegę. Był dla mnie wsparciem, mogłam z nim porozmawiać o wszystkim, był jedyną osobą która stała mi się bliska, zaczęliśmy delikatnie flirtowac. Ja (nie wiem z jakich pobudek, chyba chciałam poczuć się atrakcyjna i kontynuowac ten wydawałoby się niewinny flirt) zablokowałam galerię ze zdjęciami z chłopakiem.... No i pocałowaliśmy się. Wiem, że to co zrobiłam było złe i bardzo tego żałowałam, nie chciałam tego powtórzyc i wyjaśniłam temu chłopakowi, że możemy być tylko przyjaciółmi. Chciałam naprawić swój związek, postanowiłam postarać się, dać coś z siebie, zacząć myśleć pozytywnie (często bywałam dość smutna i markotna) i czekać na efekty. Jednak pewnego dnia mój chłopak przeczytał moje wiadomości na fb, ja głupia idiotka nie miałam żadnego hasła, nic a nic. No i stało się, z wiadmości wynikało, że doszło do pocałunku. Powiedział, że go zdradziłam, że to koniec i tyle. Wtedy zaczeliśmy prać wszystkie brudy. Ja ujawniłam wszystkie moje podejrzenia i pretensje. On twierdził, że ta dziewczyna była tylko jego dobrą koleżanką i nic miedzy nimi nie zaszło i on nigdy by mnie nie zdradził. Nasze problemy w związku wyjasnił nową sytuacją, przeprowadzą i swoją praca. Po raz kolejny to mnie obarczył całą winą za rozpad naszego związku. Następnego dnia dowiedział się o zablokowaniu zdjęć (i to przelało szalę goryczy), zaczał wyzywać mnie od wiadomo kogo i pomiatac mną. Z dnia na dzień zostałam sama w obcym mieście. Musiałam wyprowadzić się jak naszybciej. Jakos sobie poradziłam, znalazłam pokój, na który było mnie stac i żyję sobie, studiujac. Przy przeprowadzce mój były chłopak zachował się strasznie, nie odezwał się słowem, a rzeczy których nie zdołałam wziąc, wyrzucił za mną za drzwi, ponizył mnie totalnie. Dziewczyna o której wspominałam napisała mi maila, w którym twierdzi, że między nimi nic nie zaszło (jestem pewna, że to on dał jej mój adrs - po co?)
Mimo wszystko, ja nadal nie potrafie pogodzić się z tym co się stało, z tym poczuciem winy, że to JA wszystko zepsułam i zrujnowałam swoje życie, przez swoją głupotę i uczucia z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Nie moge przestać zastanawiać się co by było gdyby..., dlaczego nie probowałam naciskac na rozmowę, która mogłaby wszystko wyjaśnić. Czasami cieszę się, że to się skończyło, nie ma już płaczu, podejrzeń, zastanawiania się, ale nie ma też najważniejszej osoby, dla której poświęciłam wszystko. Zostawiłam przyjaciół i rodzinę, żeby z nim być. A teraz jestem zupełnie sama.
Co o tym wszystkim myslicie? Czy myslicie, że dobrze się stało? Jak mam sobie pomóc?